• Michał Bilewicz
03.09.2021

Komitet Obrony Demokracji i dzisiejsze ruchy społeczne

Specyfiką ruchów społecznych w naszych czasach jest zaspokajanie indywidualnych potrzeb psychologicznych uczestników, nadawanie im znaczenia i umożliwianie opublikowania czegoś w mediach społecznościowych, gdzie pokazuje się swój udział w ruchu, w ten sposób definiując swoją tożsamość. Tożsamościowa rola tych działań jest ważniejsza niż osiągnięcie celu.

W obrazie Komitetu Obrony Demokracji, jaki szkicuje Anna Radiukiewicz w książce Obrońcy demokracji. Tożsamość ruchu społecznego i jej źródła, warto podkreślić trzy aspekty.

Pierwszy to umiarkowanie. Z ponad 80 wywiadów przeprowadzonych z przedstawicielami tego zróżnicowanego środowiska, działającego w wielu ośrodkach, przebija niechęć do podejmowania działań radykalnych i przekonanie o konieczności posługiwania się metodami normatywnymi i uznanymi. To koresponduje z badaniami, które koncentrowały się na psychologicznych aspektach działalności KOD-u, prowadzonymi przez zespół Katarzyny Jaśko na Uniwersytecie Jagiellońskim. W ramach tamtego projektu badawczego przeprowadzono ponad 1400 wywiadów ankietowych z członkiniami i członkami KOD-u, co jest dużym osiągnięciem, jeśli chodzi o ilość osób z ruchu społecznego, które można przebadać w trakcie jednego badania. Analogiczne badania prowadzono wówczas wśród obrońców Puszczy Białowieskiej i zwolenników Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Jednym z celów badania było wyjaśnienie psychologicznych źródeł gotowości do zaangażowania się w działania zbiorowe – te pokojowe, jak i bardziej radykalne.

Tym, co wyróżniało KOD spośród innych badanych przez psycholożki ruchów protestu, był brak poparcia dla jakichkolwiek działań, które zakładałyby istnienie przemocy czy niszczenia. Podobny obraz wyłania się z wywiadów zgromadzonych w książce Anny Radiukiewicz: uczestnicy działań KOD-u brzydzą się jakąkolwiek przemocą i radykalizmem, co jest i dobre, i złe. Złe z punktu widzenia trwałości mobilizacji ruchu społecznego: chcąc przetrwać, ruch społeczny musi mieć ostrą flankę. Ruchy społeczne oparte wyłącznie na działaniach umiarkowanych często wygasają, ponieważ część repertuaru działań, jakimi mogliby się mobilizować, jest dla nich niedostępna.

Drugi aspekt opisany w książce również zdaje się korespondować z odkryciami psycholożek z UJ: ludzie angażują się w KOD z potrzeb psychologicznych czy dystynkcyjnych, indywidualnych i nie do końca związanych z faktycznym celem podejmowanych działań. W badaniach psychologicznych posługiwano się pojęciem quest for significance – potrzeba znaczenia – i mierzono, czy udział w danym ruchu społecznym zaspokaja potrzeby ludzi, takie jak potrzeba radości i dumy, czy daje poczucie własnego znaczenia i sensu, czyli czy zaspokaja potrzeby psychologiczne. Okazywało się, że to zaspokojenie potrzeb psychologicznych w największym stopniu wpływało na gotowość do zaangażowania, bardziej niż identyfikacja z celem działania: jesteśmy demokratami i to jest ważne dla nas, to nas definiuje. Cel się nie spełnił: kolejne reformy sądownictwa, KRS-u czy Sądu Najwyższego – to wszystko seria porażek. KOD nie osiągnął swoich celów, ale mimo to jego działanie nie wygasa. Wydaje się, że taka jest specyfika ruchów społecznych w naszych czasach, to znaczy, mają one raczej zaspokajać indywidualne potrzeby psychologiczne uczestników, nadawać im znaczenie i umożliwiać opublikowanie czegoś w mediach społecznościowych, gdzie pokazuje się swój udział w ruchu, w ten sposób definiując swoją tożsamość. Taka tożsamościowa rola tych działań jest ważniejsza niż osiągnięcie celu.

Pracę Anny Radiukiewicz czytałem równolegle z lekturą książki Piotra Smolara Zły Żyd. Autor koncentruje się w niej na postaci swojego dziadka, Grzegorza Smolara, pokazując pokolenie przedwojennych komunistycznych aktywistów. Można odnieść wrażenie, że dla tamtego pokolenia aktywistów potrzeby psychologiczne czy tożsamościowe w ogóle nie istniały. Oni byli w stanie zatracić się w ruchu społecznym, który był definiowany przez cel, natomiast indywidualne korzyści – czy psychologiczne, czy tożsamościowe – nie miały żadnego znaczenia. Wydaje mi się, że to jest największe zagrożenie dla ruchów społecznych w naszych czasach. Ostatnio wielu publicystów pisze, że skończyła się epoka ruchów społecznych, już nigdy nie będzie kolejnej „arabskiej wiosny”. W Birmie, na Białorusi czy w Polsce (KOD, OSK) widzimy ruchy społeczne w ogromnej skali – i dalej nic się nie dzieje.

Dotyczy to także z drugiej strony politycznego spektrum: widzimy ruch społeczny w Stanach Zjednoczonych, który przejmuje budynek Kapitolu – i dalej nic się nie dzieje. Wpływ ruchów społecznych na proces polityczny jest marginalny może także dlatego, że te ruchy społeczne się spsychologizowały, ich cele są inne aniżeli w przeszłości. Nie chodzi o osiągnięcie sukcesu politycznego, ale o zaspokojenie potrzeby znaczenia uczestników protestów. Teraz uczestnicy ruchu społecznego mogą mieć poczucie, że osiągnęli swój cel, ponieważ się zebrali, zaspokoili swoje potrzeby psychologiczne i mają jakąś tożsamość. Nic więcej z tego nie wyniknęło, bo nie musiało, sama zmiana polityczna nie jest tak ważnym celem. Taki obraz wyłania się też z psychologicznych badań ilościowych, gdzie coraz częściej wskazuje się, że w naszych czasach najsilniejszym motywatorem udziału w protestach są potrzeby tożsamościowe czy właśnie potrzeba znaczenia. Wydaje mi się, że rządzący są tego świadomi i dlatego przeczekują protesty, pacyfikują je, niekoniecznie brutalnie, tylko indywidualnymi represjami, i w ten sposób są w stanie skutecznie się uodpornić.

Trzeci istotny aspekt fenomenu KOD-u opisany przez Annę Radiukiewicz – to odpowiedź na pytanie o obraz obcego wyłaniający się z rozmów z uczestnikami tego ruchu. Wyłaniają się dwie podstawowe grupy obce: z jednej strony „500-plusy”, czyli ofiary transformacji, z drugiej zaś ludzie młodzi. To jedna z przyczyn słabości: ruch społeczny, który automatycznie wyklucza możliwość pozyskania dla swoich postulatów wyborców partii rządzącej, siłą rzeczy skazuje się na porażkę. Nie ma możliwości przepływu, kiedy zakładamy, że „500-plusy” sprzedali demokrację za świadczenia i nie ma sensu z nimi rozmawiać. W badaniach czasem stosuje się kategorie dystynkcji do opisu inteligencji jako polskiej klasy średniej, która robi wszystko, aby odróżnić się od klas niższych (analogicznie do opisów francuskiej klasy średniej w pracach Pierre’a Bourdieu). W pewnym sensie Komitet Obrony Demokracji ma służyć odróżnieniu się od tych, dla których sprawy materialne są najważniejsze. Ruch oparty na etosie inteligenckim, który ma zbawiać biedotę, ale nie wsłuchiwać się w nią i nie traktować jej jako sojuszników, niewiele osiągnie w demokratycznej polityce, gdzie liczy się każdy głos, zarówno inteligenta, jak „500-plusa”. Anna Radiukiewicz mogła pójść nawet dalej w wykorzystaniu kategorii opracowanych przez Tomasza Warczoka i Tomasza Zaryckiego, gdzie traktuje się inteligencję jako grupę, która realizuje swój cel dystynkcyjny i jest w stanie nawet pogrążyć deklarowane cele polityczne, byle tylko zachować tę dystynkcję. Wydaje się, że w czymś takim można upatrywać źródeł nieskuteczności KOD-u w pozyskiwaniu sympatyków spoza specyficznej formacji społecznej, jaką jest inteligencja.

Drugą grupą obcą – jak pokazuje Anna Radiukiewicz – są młodzi. Spotkałem się z Autorką kilka lat temu podczas dyskusji Dlaczego młodzi nie chcą do KOD-u?, zorganizowanej na Żoliborzu. Tamtejszy, lewicujący KOD zaprosił spore grono młodzieży, często popierającej Partię Razem, i próbował wsłuchać się w ich głos. Dyskusja ta była jednak pewnym ewenementem. Większość KOD nie jest bowiem zainteresowana podobną konfrontacją, w przekonaniu, że młodzież nie dzieli z nimi doświadczenia wywalczenia demokracji, dlatego nie może jej bronić. Ten pokoleniowy charakter KOD-u skazywał go na porażkę. Część młodych współzałożycieli odeszła po aferze fakturowej wokół ówczesnego przewodniczącego ruchu, Mateusza Kijowskiego, bo dla najmłodszego pokolenia brak transparentności finansowej był nie do zaakceptowania. Dla młodego pokolenia ważna jest transparentność polityki, co nie było tak ważne dla starszego pokolenia.

Zbudowanie bardzo silnej opozycji na wymiarze klasowym („500-plusy”) i generacyjnym stanowiło, moim zdaniem, źródło porażki KOD, uniemożliwiając dalszy rozwój tego ruchu i podjęcie tematów ważnych nie tylko dla specyficznej grupy, jaką są inteligenci wychowani w epoce PRL.


Tekst powstał w oparciu o wystąpienie na seminarium Fundacji Batorego „Źdźbło i belka – o zacietrzewieniu obozu demokratycznego w Polsce”.

Michał Bilewicz – dr hab., psycholog społeczny, profesor nadzwyczajny na Wydziale Psychologii UW, kierownik Centrum Badań nad Uprzedzeniami Uniwersytetu Warszawskiego.

Pomóż nam nagłaśniać tematy ważne społecznie.
Twoja darowizna wesprze powstawanie naszych tekstów.

Wspieraj
[class^="wpforms-"]
[class^="wpforms-"]