• Edwin Bendyk
02.11.2021

Ofiary pandemii – ekonomia polityczna żałoby

Do Europy – tak, ale razem z naszymi umarłymi, pisała Maria Janion. Uczona nie mogła przewidzieć, że gdy już do tej Europy wrócimy, zabierając zgodnie z poleceniem zmarłych, nie zapominając nawet o trumnach Dmowskiego i Piłsudskiego, stanie się z nami coś niezwykłego, wymagającego poważnego namysłu. Pandemia Covid-19 dotknęła cały świat, wiele już napisano, jak społeczeństwa walczyły z zagrożeniem w kolejnych falach. Dlaczego to właśnie Lombardia, najbogatszy region Włoch, ucierpiał najbardziej? Skąd nieporadność Brytyjczyków? Chaos w Stanach Zjednoczonych? Wyluzowanie Szwedów?

Tworzone ad hoc wyjaśnienia podawały przyczyny: lepiej radziły sobie państwa kierowane przez kobiety, kraje afrykańskie ucierpiały mniej, bo zamieszkują je społeczeństwa z przewagą młodych ludzi, kraje postkomunistyczne były odporniejsze (przynajmniej podczas pierwszej fali), bo autorytarne reżimy egzekwowały obowiązek szczepień przeciwko gruźlicy, a to podobno wzmacniało odporność na koronawirusa. Wszystkie te rozważania nie miały większego wpływu na rozwój pandemii i rozprzestrzenianie się wirusa. Kolejne osoby umierały, w Polsce szybko poczucie wyjątkowej odporności przekształciło się w świadomość, że mierząc liczbą ofiar śmiertelnych przeżywamy największą tragedię od zakończenia II wojny światowej.

Stwierdzenie to wielokrotnie pojawiało się w pandemicznej publicystyce, pozostawało ono i pozostaje bez większego echa. Na całym świecie groza masowej śmierci wywołała społeczną potrzebę wspólnego przeżywania żałoby. Pięciodniową żałobę ogłosiła Argentyna, podobnie opłakiwali swoich zmarłych Hiszpanie, w laickich Czechach w Pradze na Rynku Starego Miasta upamiętniono każdego zmarłego symbolicznym krzyżem, a w kościołach uderzono w dzwony. Amerykanie i Francuzi zapowiadają ogłoszenie narodowego dnia pamięci ofiar pandemii, państwowe uroczystości ku czci swoich zmarłych zorganizowali Niemcy.

Na tej liście brakuje Polski, kraju słynącego z kultu przodków i szacunku dla zmarłych, co każdego roku manifestuje się w pełnym wymiarze w dniu 1 listopada. Wszak do najważniejszych tekstów polskiej kultury należą „Dziady” Adama Mickiewicza. Mimo to ofiary pandemii nie wywołały w Polsce podobnej społecznej emocji, jak w Czechach, Argentynie lub Stanach Zjednoczonych. Nie odczuliśmy potrzeby przeżywania żałoby jako wspólnota. Dlaczego? Czy dlatego, że nie odczuwaliśmy takiej potrzeby? Czy też dlatego, że żałoba nikomu się nie opłacała z politycznych względów?

Zadajemy to pytanie, bo mamy przekonanie, że odpowiedź pomoże zrozumieć nie tylko społeczną psychologię polskiego społeczeństwa, ale także rzuci ciekawe światło na politykę, funkcjonowanie najważniejszych  instytucji, z instytucjami państwa i Kościołem, kondycję kultury i wspólnoty jaką tworzą (lub nie) Polki i Polacy wobec wspomnianej największej tragedii ostatniego półwiecza.

Szukanie odpowiedzi rozpoczynamy od tekstów Lecha Nijakowskiego i Tomasza Terlikowskiego. Zapraszamy do lektury!

 

Edwin Bendyk – prezes Fundacji im. Stefana Batorego. Dziennikarz, publicysta i pisarz, do niedawna kierował działem naukowym tygodnika „Polityka”. Wykłada w Graduate School for Social Research PAN i Collegium Civitas, gdzie współtworzył Ośrodek Badań nad Przyszłością

Pomóż nam nagłaśniać tematy ważne społecznie.
Twoja darowizna wesprze powstawanie naszych tekstów.

Wspieraj