Wersja projektu z dnia 17.01.2024 roku uwzględniająca wymogi Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1937 z dnia 23 października 2019 r. w sprawie ochrony osób zgłaszających naruszenia prawa Unii.
Projekt pod względem prawnym został opracowany przez prawników Kancelarii Domański Zakrzewski Palinka sp.k.
Nowa unijna dyrektywa o audiowizualnych usługach medialnych, którą wszystkie państwa członkowskie powinny były wdrożyć do września 2020 roku, nakłada na państwa członkowskie obowiązek zagwarantowania niezależności krajowych organów regulujących rynek medialny. Polska nie wdrożyła unijnych przepisów, a główny organ regulacyjny – Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji (KRRiT) – pozostaje silnie upolityczniony. Wszyscy obecni członkowie Krajowej Rady są blisko związani z partią rządzącą bądź prezydentem wywodzącym się z tej partii. Rada nie reaguje na rządową propagandę w mediach publicznych czy rażącą dysproporcję w czasie antenowym dla przedstawicieli obozu władzy i opozycji. Przekroczyła też o pół roku ustawowy termin, w którym miała obowiązek odnowić koncesję stacji TVN24. Działanie to w kontekście zgłoszonego przez grupę posłów PiS projektu ograniczenia udziałów inwestorów spoza EOG w mediach elektronicznych, zwanego LexTVN, sprawia wrażenie, jakby KRRiTV koordynowała swoje działania z obozem władzy, który chce doprowadzić do eliminacji Grupy TVN z rynku medialnego bądź zmusić ją do zbycia dużej części udziałów i utraty kontroli.
Czy z powodu upolitycznienia KRRiT Polska może narazić się na kolejne postępowanie w Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej, tym razem za brak gwarancji niezależności regulatora stojącego na straży pluralizmu mediów? Co powinny zrobić władze, by tego uniknąć? Co może zrobić społeczeństwo obywatelskie? Jak zagwarantować niezależność i pluralizm mediów? Czy wystarczy powrócić do przestrzegania obowiązującego prawa czy też potrzebne będą nowe rozwiązania i instytucje?
W dyskusji udział wzięli:
Szymon Ananicz (forumIdei Fundacji Batorego)
Jerzy Baczyński (tygodnik „Polityka”, współzałożyciel i członek zarządu Radia TOK FM)
Jan Dworak (były przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, Instytut Bronisława Komorowskiego)
Małgorzata Szuleka (Helsińska Fundacja Praw Człowieka)
Mirosław Wróblewski (dyrektor Zespołu Prawa Konstytucyjnego, Międzynarodowego i Europejskiego w Biurze RPO)
Prowadzenie: Edwin Bendyk (prezes Fundacji im. Stefana Batorego)
Zdaniem autorki istnieje potrzeba większego skoncentrowania się na ocenie szerszego obrazu przebiegu wyborów – nie tylko na samym dniu głosowania, ale też na lepszym wyjaśnieniu przez sędziów motywacji ich decyzji, mających wpływ na losy indywidualnego protestu oraz na całe wybory. Niezmiernie istotne jest też zachowanie proporcjonalności. Nie można uciec od wyjaśniania problemów ujawnionych w każdym proteście, ale też ta instytucja nie może służyć głównie do podważania demokratycznie osiągniętego rezultatu wyborów.
Oczekiwania społeczne wobec protestów są przecież wyrazem kontroli obywateli nad wyborami oraz przejawem ich udziału w tych wyborach (bo nie ogranicza się on do aktu głosowania). Krytycyzm społeczny co do zjawisk i atmosfery towarzyszących wyborom znajduje wyraz w „protestach” kierowanych do sądów. Wyborcy jednak często nie wiedzą, że dla sądu to, co oni nazywają protestem – protestem nie jest. I nie będzie jako protest oceniane.
Oczekiwania co do roli protestu kształtuje szeroka koncepcja stwierdzania ważności wyborów (art. 244 § 1, art. 324 § 1 K.W.) „po rozpoznaniu protestów”. Tymczasem w rzeczywistości nie dochodzi do rozpoznania dokumentów, które sąd kwalifikuje jako niespełniające przesłanek protestu. O ile bowiem przesłanki oceny dla uchwały walidacyjnej całość wyborów przez sąd są ujęte szeroko i mają dotyczyć „wyborów” jako całego procesu poprzedzającego głosowanie i towarzyszącego mu, o tyle przesłanki protestu wyborczego są formułowane wąsko (i odnoszą się do fragmentu całej procedury wyborczej). Co więcej, daje to pole do interpretacji idącej w kierunku formalnie zawężającym (taki legalizm formalny skutkuje pozostawieniem „protestów” bez biegu).