• Krzysztof Izdebski
30.06.2023

Planu Odbudowy nie będzie, czyli jak zaprzepaściliśmy dziejową szansę

Kraje Unii Europejskiej są już na półmetku realizacji Krajowych Planów Odbudowy. Polska nie zrealizowała jeszcze żadnego kamienia milowego. Do końca programu Odbudowy i Odporności zostały niewiele ponad dwa lata, a w tym czasie wiele więcej nie da się osiągnąć, szczególnie zaczynając od zera. Można więc śmiało stwierdzić, że rząd Zjednoczonej Prawicy zaprzepaścił szansę na bezprecedensowy rozwój naszego kraju. Jedynym „sukcesem” jest ośmieszenie już i tak ośmieszonego Trybunału Konstytucyjnego.

Do końca 2026 roku powinniśmy zrealizować 283 kamienie milowe, czyli reformy i inwestycje. Skoro nie udało się wypełnić jeszcze żadnego zobowiązania, to szanse na to, by nawet w połowie wykorzystać środki z tego największego programu Unii Europejskiej, są bliskie zeru. Polscy decydenci zręcznie skierowali uwagę opinii publicznej na tylko jedną z założonych reform, dotyczącą zmian w postępowaniu dyscyplinarnym wobec sędziów. Zapewne miało to służyć kolejnej próbie przerzucenia odpowiedzialności za błędy rządzących na reprezentantów wymiaru sprawiedliwości. Wbrew tym założeniom obnażyło jednak kompletną bezradność rządu i większości parlamentarnej.

Szklanka do połowy pełna?

Trybunał kiedyś Konstytucyjny po raz kolejny odwołał rozprawę w sprawie z wniosku Prezydenta Andrzeja Dudy o zbadanie zgodności ustawy o Sądzie Najwyższym z ustawą zasadniczą, bo nie udało się zebrać wszystkich osób, których obecność jest potrzebna do pełnego składu. A tylko w takiej formie Trybunał może dokonywać oceny wniosku Prezydenta. Prawo i Sprawiedliwość wpadło we własne sidła. Przypomnijmy, że w grudniu 2015 roku podniosło wymaganą liczbę sędziów pełnego składu z 9 do 13. Miało to zablokować prace Trybunału, wtedy jeszcze pod przewodnictwem Andrzeja Rzeplińskiego. Wraz z jego odejściem pod koniec 2016 roku i objęciem tej funkcji przez Julię Przyłębską dokonano kolejnej zmiany. Tym razem pełen skład Trybunału miał liczyć 11 sędziów. Znowuż było to motywowane wyłącznie interesami politycznymi. Chodziło o to, aby pozostali jeszcze w Trybunale sędziowie „nie-pisowscy” nie mieli wpływu na podporządkowany partii rządzącej Trybunał.

I wszystko byłoby (dla Zjednoczonej Prawicy) dobrze, gdyby nie to, że część z osób zasiadających w Trybunale zbuntowało się wobec Julii Przyłębskiej. Zarzucili jej m.in. to, że niezgodnie z prawem kontynuuje swoją pracę jako przewodnicząca tej instytucji. Na marginesie należy przyznać im rację. Podobną ocenę legalności pełnienia przez nią funkcji Przewodniczącej Trybunału wyrazili m.in. członkowie Zespołu Ekspertów Prawnych działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego. Kadencja Julii Przyłębskiej upłynęła 20 grudnia 2022 roku. Zbuntowani czy raczej przynajmniej w tej kwestii przestrzegający prawa sędziowie odmawiają więc udziału z pracach Trybunału pod jej rządami – z jednym małym wyjątkiem. Dwójka z nich zawiesiła chwilowo protest, by ochronić Mariusza Kamińskiego przed podważeniem możliwości jego ułaskawienia, którego Andrzej Duda dokonał tuż po objęciu funkcji Prezydenta. Ale już do oceny (też nawiasem mówiąc wątpliwej konstytucyjnie) ustawy o Sądzie Najwyższym nie udało się zebrać wymaganej liczby sędziów.

Posłowie partii rządzącej zaproponowali w maju 2023 roku, aby zmniejszyć pełen skład Trybunału z 11 do 9 osób. Prosta matematyka. Z 15 osób zasiadających w Trybunale odejmujemy sześciu buntowników i osiągamy liczbę 9 wyrażających pełne posłuszeństwo „nie-przewodniczącej” oraz, za jej pośrednictwem, partii rządzącej. Tymczasem nie wszyscy zasiadający w ławach poselskich z ramienia Zjednoczonej Prawicy byli entuzjastami tego projektu. Ale od czego ma się w końcu swoich ludzi w Trybunale? Wystarczy odrobinę sprytu i to, co kiedyś było uznawane za pełne, teraz może być bardziej puste.

Prawo i Sprawiedliwość za pośrednictwem Mateusza Morawieckiego sięgnęło do sprawdzonej wcześniej metody i skierowało do Trybunału wniosek, by tenże uznał, że pełny skład może być mniejszy. Do oceny wniosku Prezesa Rady Ministrów wystarczy już tylko 5 osób, więc można się spodziewać, że podczas wyznaczonej na połowę lipca rozprawy Trybunał kiedyś Konstytucyjny przychyli się do stanowiska Premiera i pozbędzie się problemu „buntowników”. Rząd liczy więc optymistycznie, że po tym wyroku, a następnie po „klępnięciu” wniosku Prezydenta szklanka ze środkami z KPO będzie – podobnie jak nowy skład Trybunału – do połowy pełna.

Szklanka zupełnie pusta i tak już zostanie

Jednak czy to załatwi sprawę środków z UE na realizację Krajowego Planu Odbudowy? Nawet jeśli Komisja Europejska uzna, że propozycja zmian w postępowaniu dyscyplinarnym sędziów jest dla niej akceptowalna, to pozostają jeszcze aż 282 zadania do wykonania. A to dopiero na podstawie osiągnięcia założonych w kalendarzu kamieni milowych (na tym etapie 37) polski rząd może zwrócić się do Komisji z wnioskiem o wypłatę pierwszej transzy środków. Na realizację czeka chociażby zapowiadana na wrzesień zeszłego roku reforma procesu legislacyjnego. Chociaż Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej zapewniało na początku 2023 roku dziennikarkę Oko.Press, że zrealizowało już 35 kamieni milowych, to z informacji Komisji Europejskiej wynika, że nie sprawozdano się z ani jednego.

Z dość bliska obserwuję, jak wdrażanie Planów wygląda w innych krajach Unii Europejskiej. Na zlecenie Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego pomagam w przygotowaniu raportu o realizacji programu w pięciu krajach Unii. I każdy z nich boryka się z problemami związanymi z inflacją czy brakiem rąk do pracy. Mimo szczerych chęci udaje im się zrealizować tylko część założeń. Ale nawet wykraczające poza zaplanowany harmonogram Portugalia i Rumunia mają na swoim koncie odpowiednio 17% i 4% zrealizowanych zadań. To zawsze więcej niż polskie zero, ale pokazuje, jak trudny jest to proces. Im później się go zacznie, tym trudniej będzie go zrealizować.

Ale koniec końców w tym wszystkim nie chodzi o liczby i procenty. Plan miał nas uodpornić na kolejne nieprzewidziane wydarzenia, jak pandemia COVID-19, która „przeorała” różne sektory gospodarki państw UE. Miał również poprawić jakość życia i unowocześnić sposób funkcjonowania państwa. Polacy nie będą mogli zatem liczyć na to, aby założone inwestycje i reformy spowodowały, by Polska szybciej się rozwijała i stabilizowała swoją gospodarkę, unowocześniała system edukacji czy lepiej mierzyła się z wyzwaniami kryzysu klimatycznego. Jest już na to po prostu za późno. Przepraszam, ale ktoś to musi wreszcie powiedzieć.


Krzysztof Izdebski – prawnik, aktywista działający na rzecz przejrzystości życia publicznego. Ekspert forumIdei Fundacji im. Stefana Batorego oraz Open Spending EU Coalition.

Pomóż nam nagłaśniać tematy ważne społecznie.
Twoja darowizna wesprze powstawanie naszych tekstów.

Wspieraj