• Paweł Marczewski
20.07.2021

Dziurawe państwo opiekuńcze

Pandemia COVID-19 była trudnym testem nie tylko dla systemów ochrony zdrowia, ale też dla społeczeństw i gospodarek. Kiedy profesjonaliści medyczni zmagali się z rosnącymi w kolejnych falach pandemii liczbami chorych wymagających hospitalizacji, rządy musiały wymyślać plany ratunkowe dla gospodarek dotkniętych skutkami zaburzonych łańcuchów dostaw oraz ograniczeniami działalności, wymuszonymi przez konieczność powstrzymania rozprzestrzeniania się choroby. I podobnie jak w przypadku niedostatków systemów ochrony zdrowia, kryzys zdrowotny okazał się też bezwzględny dla luk w systemie zabezpieczenia społecznego oraz niedostatków państw opiekuńczych.

Kiedy weszły w życie rozmaite plany ratunkowe, rządy na całym świecie zaczęły licytować się, która gospodarka szybciej odbije się od dna. Miarą odbicia w tych licytacjach był na ogół wzrost PKB. Niestety, ta miara nie pozwala sprawdzić, jak państwa poradziły sobie z ochroną poszczególnych grup społecznych, a przede wszystkim grup nieuprzywilejowanych, przed negatywnymi skutkami kryzysu. Trudno zatem w oparciu o taką licytację na wzrosty PKB stwierdzić, jak państwa opiekuńcze poradziły sobie z ochroną najsłabszych.

Rząd Zjednoczonej Prawicy jako jedno ze swoich największych, jeśli nie największe, osiągnięcie podaje na ogół poprawienie sytuacji życiowej rodzin i osób mniej zamożnych, z gorszymi szansami życiowymi, trudniejszym dostępem do rynku pracy czy edukacji zapewniającej lepsze kwalifikacje. Krótko rzecz ujmując, po dojściu do władzy PiS i koalicjantów Polska miała stać się krajem bardziej sprawiedliwym społecznie. Za dowody służyły przede wszystkim dane o spadku nierówności w latach 2016 i 2017 oraz zmniejszenie się ubóstwa, przede wszystkim ubóstwa skrajnego.

Pandemia ujawniła jednak luki w tej optymistycznej narracji, państwo opiekuńcze budowane rzekomo po 2015 roku okazało się niestety w wielu miejscach dotkliwie dziurawe. Dane GUS za rok 2020 przyniosły informację o znaczącym wzroście nierówności, mierzonych współczynnikiem Giniego, z 0,301 do 0,313 (według tej miary 0 oznacza pełną równość, 1 skrajne nierówności). Jak skomentował ekonomista Michał Brzeziński, ekspert w dziedzinie badań nierówności dochodowych, oznacza to w gruncie rzeczy, że cały spadek nierówności osiągnięty w początkowych latach rządów Zjednoczonej Prawicy został odwrócony i w latach 2015-2020 nie można mówić o istotnym statystycznie ich spadku.

W pandemicznym roku 2020 wzrosło też skrajne ubóstwo – liczba dotkniętych nim gospodarstw domowych wzrosła z 4,2% do 5,2%. Wzrost ubóstwa skrajnego miał już miejsce za rządów obecnego obozu w 2018 roku. Wówczas analitycy tłumaczyli go wzrostem cen produktów podstawowych, szczególnie dużym spadkiem dochodów niezamożnych gospodarstw rolnych (susza), a także spadkiem realnej wartości świadczeń socjalnych spowodowanym inflacją. Wzrost zasięgu ubóstwa nie był istotny statystycznie – w kolejnym roku liczba skrajnie ubogich gospodarstw domowych znowu zmalała. Kolejny wzrost ubóstwa w 2020 roku nastąpił jednak w sytuacji, gdy większość gospodarstw domowych ograniczała wydatki z uwagi na niepewną sytuację gospodarczą i lockdowny. Wzrost skrajnego ubóstwa w tej kryzysowej sytuacji i przy jednoczesnym spadku ubóstwa relatywnego oznacza jednak, że w szczególnym czasie polskie państwo nie zapewniło należytej ochrony grupom najbardziej narażonym na zubożenie.

Dobitnych przykładów tego niewystarczającego zabezpieczenia dostarcza analiza profesora Ryszarda Szarfenberga dla forumIdei Fundacji Batorego, poświęcona zasiłkom dla ubogich bezrobotnych. Rok 2020 był wyjątkowy pod względem wydatków państwa, mających na celu ratowanie firm przed definitywnym zamknięciem. Kolejne wersje Tarcz Antykryzysowych tworzono jednak mając na względzie przede wszystkim utrzymanie poziomu zatrudnienia i ciągłości działalności firm, a nie ochronę przed pogorszeniem jakości życia wszystkich obywateli, bez względu na ich status na rynku pracy. Podniesienie w 2020 roku kwot zasiłków wypłacanych bezrobotnym przez Urzędy Pracy, a także zmiana kryteriów przyznawania zasiłków okresowych przez Ośrodki Pomocy Społeczne zaproponowana w tym samym roku przez Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej, były krokiem w stronę zapewnienia lepszej ochrony przed zubożeniem osobom bez pracy.

Jednak, jak dowodzi profesor Szarfenberg, te kroki okazały się  dalece niewystarczające. Mimo podniesienia kwot zasiłek dla bezrobotnych pozostaje trudno dostępny, a jego wysokość nadal nie spełnia standardów ustanowionych przez Międzynarodową Organizację Pracy w 1952 roku. Zasiłek okresowy, swoiste „świadczenie ostatniej szansy”, które mogą otrzymać osoby skrajnie ubogie i nie kwalifikujące się do żadnych innych świadczeń, mimo zmian w kryteriach przyznawania, nadal wypłacany jest w maksymalnej wysokości nie przekraczającej 57% minimum egzystencji, czyli kwoty ustalanej co roku przez Instytut Pracy i Spraw Socjalnych, a mającej zapewnić jednej osobie biologiczne przetrwanie przez miesiąc (w dłuższej perspektywie utrzymywanie się za tę kwotę może być szkodliwe dla zdrowia).

Narzekano, że Tarcze Antykryzysowe w wielu przypadkach nie działały i nie zapewniały należytej ochrony. Społeczne osłony, mające chronić najuboższych i najmocniej dotkniętych trudną sytuacją na rynku pracy w czasie pandemii, okazały się w porównaniu z nimi zrobione z kartonu.

Pomóż nam nagłaśniać tematy ważne społecznie.
Twoja darowizna wesprze powstawanie naszych tekstów.

wspieraj