5096, 5096, IMG_9322, IMG_9322-e1563453609523.jpg, 75658, https://www.batory.org.pl/wp-content/uploads/2019/07/IMG_9322-e1563453609523.jpg, https://www.batory.org.pl/blog_wpis/komentarz-po-wyborach-samorzadowych/img_9322/, , 2, , , img_9322, inherit, 5095, 2019-07-18 09:55:03, 2019-07-18 09:55:03, 0, image/jpeg, image, jpeg, https://www.batory.org.pl/wp-includes/images/media/default.png, 856, 1068, Array
  • Adam Gendźwiłł
07.05.2019

Zabetonowana scena polityczna? Nie przez obowiązek zbierania podpisów

Ostatnio Adrian Zandberg, jeden z liderów Partii Razem, wyraził publicznie dezaprobatę dla „absurdalnego prawa wyborczego” i swoją solidarność z odległym ideologicznie Robertem Gwiazdowskim, liderem komitetu Polska Fair Play. Wszystko dlatego, że organizacji Gwiazdowskiego nie udało się zarejestrować list kandydatów do Europarlamentu w całym kraju (zarejestruje je zapewne w 6 z 14 okręgów wyborczych).


Zandberg przesadza, mówiąc o zabetonowaniu sceny politycznej w Polsce i zaporowych progach dla nowych inicjatyw politycznych. Mniejsze i nowe ugrupowania – jeśli mają problem z regułami wyborów – to raczej ze stosunkowo wysokimi progami wejścia do parlamentu, ale nie z wymogami rejestracyjnymi.

Regulacje dotyczące rejestracji kandydatów w Polsce nie są szczególnie wymagające, jeśli weźmiemy pod uwagę, że powszechne wybory są wydarzeniem masowym i wymagają masowej mobilizacji zwolenników. Pamiętajmy, że wybory to nie jest spór think-tanków czy klubów towarzyskich. Wymagają dobrej organizacji, determinacji i aktywności zwolenników, wykraczającej poza postawienie krzyżyka w odpowiednim miejscu w dniu głosowania.

Po pierwsze, polskie prawo nie daje monopolu partiom politycznym na start w wyborach. Mogą w nich brać udział – i biorą – komitety wyborcze wyborców, zakładane często wyłącznie z myślą o wyborach, niepodlegające tym samym rygorom co partie polityczne. Taki status miał choćby ruch Pawła Kukiza, który formalnie nie jest partią, a w 2015 r. z powodzeniem startował jako komitet wyborczy wyborców. Korzystała z tego statusu również Platforma Obywatelska w 2001 r., kiedy jeszcze nie była partią i posługiwała się wręcz ostrą antypartyjną retoryką. Komitetów wyborczych wyborców jest też mnóstwo w wyborach samorządowych – w gminach wyraźnie dominują nad partiami.

Po drugie, liczby podpisów wymaganych do rejestracji list nie są wygórowane. Świadczy o tym choćby to, że wielu ugrupowaniom pozaparlamentarnym i niszowym kandydatom udaje się wziąć udział w wyborach i zarejestrować listy kandydatów w całym kraju. A także to, że w kolejnych wyborach parlamentarnych do Sejmu wchodziły nowe ugrupowania (Ruch Palikota, Kukiz ’15, Nowoczesna). W zbliżających się wyborach do PE ogólnopolski status uzyskały mniejsze listy: Konfederacja Korwin Braun Liroy Narodowcy, Kukiz’15, Wiosna Roberta Biedronia czy Lewica Razem. Były zapewne skuteczniejsze i lepiej zorganizowane niż Polska Fair Play.

Spójrzmy na konkrety. Kodeks Wyborczy określa wymagane liczby podpisów niezbędne do założenia komitetów wyborczych wyborców i rejestracji kandydatów w wyborach różnego typu – zestawione są poniżej:

 
Kandydatury Wymagana liczba podpisów wyborców
Kandydat na Prezydenta RP 100000
Lista kandydatów w wyborach do Sejmu 5000 w okręgu,

Komitet staje się ogólnopolski gdy zarejestruje listy kandydatów co najmniej w połowie okręgów (tj. w 21 okręgach; oznacza to min. 105 tys. podpisów)

Kandydat na senatora 2000 w okręgu (JOWy)
Lista kandydatów w wyborach do PE 10000 w okręgu

Komitet staje się ogólnopolski, gdy zarejestruje listy kandydatów co najmniej w połowie okręgów (tj. w 7 okręgach; oznacza to min. 70 tys. podpisów)

Lista kandydatów do rady gminy 25 w okręgu – gminy do 20 tys. mieszkańców

150 w okręgu – gminy powyżej 20 tys. mieszkańców

Lista kandydatów do rady powiatu 200 w okręgu
Lista kandydatów do sejmiku województwa 300 w okręgu
Kandydat na wójta, burmistrza, prezydenta miasta Zgłoszenia może dokonać komitet, który zarejestrował listy kandydatów do rady w co najmniej połowie okręgów w gminie; w wyborach przedterminowych wymagana liczba podpisów waha się od 150 do 3000 – w zależności od wielkości gminy

Zwłaszcza w wyborach samorządowych wymagania dotyczące rejestracji list nie są wygórowane – lokalne i regionalne areny polityczne są zdecydowanie bardziej otwarte na nowe oddolne inicjatywy. Od tego nowe ugrupowania mogłyby zaczynać, choć nie robią tego często. Ugrupowanie ogólnopolskie musi przekonać ok. 100 tysięcy zwolenników i mieć struktury organizacyjne zdolne do zgromadzenia takiej liczby podpisów. Czy to dużo? Wystarczy przypomnieć, że w wyborach do PE w 2014 r. najsłabszy wynik, uprawniający do czterech mandatów, uzyskało Polskie Stronnictwo Ludowe zdobywając 480 tys. głosów. Najsłabszy wynik dający reprezentację w Sejmie w 2015 r. zapewniło PSL niecałe 780 tys. głosów.

Owszem, powinniśmy dyskutować o regułach subwencjonowania partii pozaparlamentarnych i o sposobach ograniczenia dysproporcjonalności wyborów poprzez obniżenie ustawowych i naturalnych progów wyborczych. Ale wymogi rejestracyjne nie są dramatyczną klauzulą zaporową ograniczającą pluralizm. W przypadku wyborów do Sejmu i do PE dają poczucie wyborcom, że ofertę składają organizacje zdeterminowane do działania politycznego i zdolne do masowej mobilizacji zwolenników.

Przy okazji tej dyskusji powraca po raz kolejny teza o zabetonowaniu polskiej sceny politycznej. Jest ona w moim przekonaniu przesadzona i traktuję ją raczej jako wyraz znużenia konfliktem PiS-PO i deficytami wewnątrzpartyjnej demokracji. Jeśli tak jest istotnie, to diagnozę trzeba sformułować precyzyjniej – nie chodzi o to, że polski system partyjny jest za mało otwarty i zbyt mało zmienny. Wystarczy przypomnieć, że przez lata ubolewaliśmy nad chwiejnością polskich wyborców i nad tym, że partie w kolejnych kadencjach Sejmu zmieniają się jak w kalejdoskopie, a wyborcy nie nadążają za zmianami konfiguracji politycznych.

Trwałość stronnictw, a także linii konfliktu i kooperacji pomiędzy nimi, umożliwia lepszą rozliczalność rządzących. Plagą słabych ugrupowań jest to, że rozpadają się w trakcie kadencji, tworząc odłamy, których elektorat trudno jednoznacznie wskazać. Takie słabe ugrupowania w sposób niezbyt przewidywalny (także dla swoich wyborców) wchodzą w porozumienia przy głosowaniach i trudno wskazać, czyje interesy reprezentują. Wyborcom trudno je rozliczyć, bo zwykle nie są w stanie dotrwać do kolejnych wyborów. Chyba najwymowniejszym anegdotycznym przykładem jest tu Sejm wybrany w 1991 r., a w szczególności Polska Partia Przyjaciół Piwa, z której z czasem wyodrębniła się frakcja Piwo Jasne, później działająca jako koło poselskie „Spolegliwość” (sic!). Gdy już zostało w nim tylko dwóch posłów, jeden z nich, 28-letni wówczas Krzysztof Ibisz, obwieścił z trybuny sejmowej, że koło stanie się Partią Emerytów i Rencistów „Nadzieja” i że będzie reprezentować interesy najstarszych obywateli.

Pomóż nam nagłaśniać tematy ważne społecznie.
Twoja darowizna wesprze powstawanie naszych tekstów.

Wspieraj