4 czerwca 2012
Jaka Ukraina?

sesja I
Ukraina: jaki pomysł na państwo?
Zapis sesji I:
[MP3 33MB], czas trwania 1 godz. 20 min. Dyskusja w języku polskim i ukraińskim

 

Wystąpienie: Arsenij Jaceniuk (lider partii Front Zmian)

 

Pytania i komentarze z sali

 

sesja II

Ukraina 2012 – gdzie się znalazła?
Zapis sesji II:
[MP3 46MB], czas trwania 1 godz. 52 min. Dyskusja w języku polskim i ukraińskim

 

Wystąpienia: Wołodymyr Fesenko (dyrektor Centrum Stosowanych Badań Politycznych „Penta”), Sonia Koszkina (redaktor naczelna portalu Liwyj Bereh), Witalij Portnikow (redaktor naczelny telewizji TVi), Mykoła Riabczuk (wiceprezes ukraińskiego PEN Clubu).

 

Pytania i komentarze z sali

 

Prowadzenie: Mirosław Czech („Gazeta Wyborcza”), Aleksander Smolar (prezes Fundacji Batorego)

Omówienie konferencji

Politycznym zadaniem ukraińskiej opozycji jest uwolnienie Julii Tymoszenko oraz odsunięcie do władzy Wiktora Janukowycza, który zawłaszczył całą władzę w kraju – zadeklarował Arsenij Jaceniuk. Wykluczył jakiekolwiek negocjacje z Partią Regionów, zapowiadając stanowcze dążenie do impeachmentu prezydenta i zmiany mapy politycznej Ukrainy.

Jaki pomysł na państwo?

Jak ocenił były szef MSZ, po wyborze Janukowycza w 2010 roku Ukraina przestała być demokratyczną republiką, a stała się „republikańską monarchią”. Wina leży częściowo po stronie prezydenta, ale „po części w tym, że nie stworzyliśmy silnego i stabilnego systemu politycznego” – przyznał Jaceniuk. Celem opozycji jest więc przywrócenie równowagi demokracji i władzy na Ukrainie oraz wszystkich praw obywatelskich, a nadchodzące wybory parlamentarne są szansą, żeby Rada Najwyższa zaczęła wpływać na proces polityczny odbywający się w państwie.

Opozycja – jak podkreślił Jaceniuk – po zjednoczeniu jego ugrupowania z partią Julii Tymoszenko wyprzedza w sondażach Partię Regionów, a jej podstawowym zadaniem jest teraz zdobycie większości 226 głosów w Radzie Najwyższej. Następny krok to wprowadzenie planów politycznych i prawnych oraz społecznych zmian, a także zlikwidowanie monopolu politycznego i ekonomicznej quasi-oligarchii, w której cała własność należy do pięciu rodzin. Wśród wyzwań czekających opozycję wymienił: zadania ekonomiczne, budowę jakościowo nowej mapy politycznej kraju, przywrócenie prawa i sprawiedliwości, a więc uwolnienie Julii Tymoszenko i Jurija Łucenki oraz innych więźniów politycznych.

Za najważniejsze zadanie na arenie międzynarodowej uznał podpisanie umowy stowarzyszeniowej z UE. „To odpowiedź na pytanie, gdzie znajduje się Ukraina”, która do tej pory balansowała między Rosją i UE – zaznaczył, podkreślając, że w obliczu globalnych zmian nie da się już „siedzieć na dwóch stołkach”. Przypomniał, że Władimir Putin podczas swojej inauguracji użył słowa „Eurazja”, co Jaceniuk zinterpretował jako zasygnalizowanie idei odrodzenia Związku Radzieckiego. Podkreślił, że przystąpienie Ukrainy do Unii leży też w interesie Polski. „Polska jest naszym współtowarzyszem walki i przyjacielem. Nie mamy tak dużo przyjaciół wśród członków UE. (…) Jak jesteśmy razem, jesteśmy silniejsi” – przekonywał Jaceniuk.

Podczas dyskusji wykluczył stworzenie rządu przez demokratyczną opozycję, jeśli przy władzy będzie pozostawał Janukowycz. „Chciałbym, żeby na Ukrainie zapanowały konsensus i jedność narodowa; znalezienie wspólnych narodowych priorytetów jest zadaniem dla ukraińskiej elity politycznej. Jednak z obecnym prezydentem nie ma żadnej możliwości prowadzenia nagocjacji. Powtarzam zawsze, że nawet z terrorystami można prowadzić rozmowy, ale nie z Partią Regionów. Dlatego nie będziemy mieli żadnego rządu przy prezydencie Janukowyczu” – oznajmił stanowczo w odpowiedzi na pytanie Mirosława Czecha.

Zapowiedział, że jednym pierwszym z zadań zjednoczonej opozycji będzie zmiana prezydenta i uchwalenie ustawy o impeachmencie. Kolejne to stworzenie nowej mapy politycznej kraju, w którym powinny działać dwie podstawowe partie. Jedna – tłumaczył – to istniejąca już Partia Regionów – poradziecka, nazywana partią sowieckich miliarderów, opowiadająca się za integracją ze wschodnimi partnerami i Rosją, językiem rosyjskim jako państwowym, choć w deklaracjach popierająca integrację europejską. I drugie ugrupowanie, które powinno powstać, to partia wyznająca europejskie wartości. „Tworzymy taką jedną partię polityczną, choć oczywiście na mapie będzie może dwie, może trzy lub pięć partii, które będą brały udział w kształtowaniu większości parlamentarnej” – tłumaczył.

Dynamiki politycznej i liczby ugrupowań nie da się zaplanować – replikował Aleksander Smolar. Zauważył też, że trudno wyobrazić sobie funkcjonowanie systemu demokratycznego, gdy istnieją dwie partie, a jedna z nich w żadnych okolicznościach nie widzi możliwości rozmawiania z drugą. „Jeżeli definiuje pan Partię Regionów jako partię zdrady, obcego języka, gorszą niż terrorystów, to z kim w tej polityce demokratycznej chciałby pan rozmawiać?” – zapytał.

Podobne wątpliwości miał Marcin Święcicki. „Zabrzmiało to w naszym kontekście groźnie, że pan absolutnie nie przewiduje żadnej kohabitacji. (…) Właściwie to wygląda tak, że wy naszych aresztujecie, a jak dojdziemy do władzy, to my waszych aresztujemy. Czy to nie grozi eskalacją konfliktu?” – pytał. Według niego wykluczenie negocjacji sugeruje założenie z góry, że musi dojść do rewolucji, bo nie da się przeprowadzić zmian drogą demokratyczną. „A jeśli władza nie będzie chciała ustąpić?” – interesował się Mirosław Czech, pytając, czy opozycja zakłada wówczas wyprowadzenie ludzi na ulice.

Zawsze możliwe są dwa warianty wydarzeń: ewolucyjny i rewolucyjny – odparł Jaceniuk. Ewolucyjny przewiduje demokratyczne zmiany na Ukrainie: uczciwe wybory, zwolnienie więźniów politycznych, wolny dostęp do mediów dla opozycji. „Rewolucyjny scenariusz już raz na Ukrainie był, ukraińską rewolucję nazywam niezakończoną, w tej chwili jest w stadium remisji, ale jeżeli oni sfałszują wybory, (…) to znajdziemy sposób, jak obronić głosy wyborców i ludzie sami przypomną sobie, że godność jest najważniejsza. Tak było w 2004 roku” – zaznaczył.

Jego zdaniem szerokich akcji społecznych i protestów można oczekiwać, gdy wybory zostaną sfałszowane lub kiedy nasili się niezadowolenie społeczne. Przyznał jednak, że według sondaży wielu Ukraińców popiera protesty opozycji, ale niewielu chce brać w nich udział. „Po 2004 roku niełatwo nam zebrać ludzi. Największy wiec, jaki zorganizowaliśmy, to było 10 tys. ludzi” – powiedział.

Broniąc decyzji o odrzucaniu rozmów z Partią Regionów, Jaceniuk oświadczył: „Tu my będziemy dyktowali warunki. Jak możemy rozmawiać z ludźmi, którzy wtrącili Tymoszenko do więzienia? Jak można rozmawiać z ludźmi, którzy stanęli na czele korupcji w naszym kraju? (…) Aby prowadzić dialog polityczny, trzeba przynajmniej wrócić do pozycji wyjściowych, które pozwalają usiąść do stołu. Dziś nie ma takich możliwości”. Jako warunki opozycji wymienił: wypuszczenie na wolność Julii Tymoszenko i Jurija Łucenki, powstrzymanie korupcji i zwrot mienia, które „nie sprywatyzowano, lecz podarowano prezydentowi i jego najbliższemu otoczeniu”, szeroki konsensus w sprawie ustawy zasadniczej. Jaceniuk zapewnił przy tym, że jest „kategorycznie przeciwny wszelkim prześladowaniom ze względów politycznych”. „Zemsta to najgorsze rozwiązanie. Przesuniemy Partię Regionów do opozycji i będzie jej tam bardzo komfortowo, bo uchwalimy ustawę o opozycji” – zapowiedział.

Za mało realną uznał możliwość wprowadzenia na Ukrainie stanu wyjątkowego, nad którą w dyskusji zastanawiał się dyrektor fundacji PAUCI Jan Piekło, przypominając, że niedawno władze ogłosiły, iż opozycja zbiera broń, a następnie doszło do wybuchu w Dniepropietrowsku. Jaceniuk przyznał, że władze Ukrainy „nasilały histerię w sprawie terroryzmu”. „Trochę tu pachnie scenariuszem z sąsiedniego kraju, ze wschodu. Pewne podobieństwa są.” – ocenił. Wyraził jednak przekonanie, że wprowadzenie stanu wyjątkowego jest mało prawdopodobne, bo „oznaczałoby niedemokratyczny charakter wyborów”, a w konsekwencji sankcje ze strony Zachodu.

Na pytanie Mieczysława Szostaka z SGH , jak opozycja zamierza dokończyć proces transformacji rynkowej i jakie ma pomysły na politykę społeczną, Jaceniuk odesłał do umowy o wolnym handlu z UE. Według niego zawiera ona plan reformy sektora gospodarczego, wystarczy ją tylko podpisać i realizować. Poza tym opozycja zamierza maksymalnie uprościć system podatkowy, który należy do najbardziej skomplikowanych na świecie. Lider Zjednoczonej Opozycji zapewnił też – odpowiadając na wątpliwości byłego ambasadora w Rosji Stanisława Cioska – że w jej szeregach nie ma oligarchów, za to na zasadzie klasycznej oligarchii zbudowana jest Partia Regionów, która uzurpowała sobie „prawo własności państwa”.

Indagowany o kandydata opozycji w wyborach prezydenckich, oznajmił, że będzie nim ten, „kto zwycięży z Janukowyczem”. Zaznaczył przy tym, że Julia Tymoszenko powinna być „aktywnym uczestnikiem procesu politycznego na Ukrainie”. Na pytanie Piotra Andrusieczki z „Ukrainśkiego Żurnału” o popierany przez niego ustrój państwowy wyjaśnił, że jego zdaniem docelowo Ukraina osiągnie strukturę republiki parlamentarno-prezydenckiej. Na razie jednak niezbędne jest przywrócenie równowagi władzy, a przede wszystkim uprawnień parlamentu. Potrzebna jest też totalna reforma władz samorządowych. Jaceniuk przyznał, że pisząc program reformy samorządowej, zapożyczył polskie wzorce.


Ukraina 2012 – gdzie się znalazła?

Nadchodzące wybory parlamentarne na Ukrainie nie przyniosą rozstrzygających rozwiązań – zgadzili się zaproszeni do debaty politolodzy. W społeczeństwie ukraińskim dominuje bowiem rozczarowanie i brak zaufania do polityków obu stron -zarówno władzy jak i opozycji. Część ekspertów uważa, że Ukrainę za 2-3 lata czeka krach gospodarczy i zwycięstwo populistów, część ostrzega, że reżimy autorytarne trwają niekiedy dziesięcioleciami.

Opozycja w październikowych wyborach ma szanse zwyciężyć z list partyjnych, ale przegra w okręgach większościowych – przewiduje Wołodymyr Fesenko. Możliwość stworzenia większości w Radzie Najwyższej jest więc czysto teoretyczna, a wybory nie dadzą jednoznacznej odpowiedzi na temat dalszego rozwoju sytuacji w kraju. Możliwe są wszelkie scenariusze: od całkowicie autorytarnego na wzór białoruski po kryzys polityczny lub kolejne zawieszenie sytuacji.

Na społeczeństwo wpływają bowiem dwie dominanty świadomości masowej: rozczarowanie i brak zaufania. To rozczarowanie po pomarańczowej rewolucji do jej wodzów i kryzys gospodarczy doprowadziły do przegranej Julii Tymoszenko w wyborach prezydenckich – ocenił Fesenko. Prawie połowa ukraińskiego społeczeństwa nie wierzy już nikomu – ani władzy, ani opozycji. Żaden z głównych polityków nie ma pozytywnego bilansu ocen – od Janukowycza po Tymoszenko. Nawet uwięzienie liderki opozycji niezbyt sprzyjało poprawie jej notowań, które po incydencie w więzieniu wręcz spadły na Ukrainie. „Problemem opozycji nie jest przywrócenie miłości do niej, ale przynajmniej odzyskanie zaufania” – zaznaczył Fesenko. Wszystko to prowadzi według niego do wzrostu nastrojów „konsumpcyjnych” wśród części tzw. zwykłych wyborców, którzy „oczekują, że ktoś ich nakarmi, da im pieniądze, pomoc materialną”. Fesenko przywołał w tym kontekście rozmowę z kandydatem z Kijowa, który skarżył się, że wyborcy pytają, kiedy zostaną wprowadzone zniżkowe kartki na żywność. „To będzie bardzo silnie wpływało na wyniki wyborów” – uważa politolog.


Mykoła Riabczuk
zgodził się, że opozycja nie ma szans na zwycięstwo w wyborach, ale „ma szanse godnie przegrać” i nie dopuścić do stworzenia większości w Radzie Najwyższej. Jest to ważne, bo jedyną szansą Janukowycza na wygranie wyborów prezydenckich jest zastraszanie i przekupstwo, a w tym pomogłaby mu wygrana w parlamencie i do tego scenariusza należałoby nie dopuścić.

Publicysta podzielił opinię, że ukraińska opozycja przeżywa głęboki kryzys. Większość jej liderów to ludzie faktycznie pochodzący z kręgów władzy, którzy uczestniczyli w rządzeniu przez 5 lat po pomarańczowej rewolucji i doprowadzili do głębokiego rozczarowania społeczeństwa – przypomniał. Wyborcy mogą głosować na Tymoszenko, uznając, że jest ona mniejszym złem, ale w obronie takiego kandydata nie wychodzi się na ulicę. „To sytuacja jakościowa inna niż w 2004 roku” – tłumaczył Riabczuk. Podkreślił, że ukraińskie społeczeństwo jest zdolne do oporu, ale zmiany nastąpią, „kiedy pojawi się opozycja, która pochodzi od narodu i dla narodu”, podobnie jak to było w Polsce, gdy powstała Solidarność, a w tej chwili nie widać masowej mobilizacji społeczeństwa. Wręcz odwrotnie – Janukowycz zwyciężył w wyborach dzięki demobilizacji elektoratu, zdobywając w 2010 roku o 400 tys. głosów mniej niż podczas walki z Wiktorem Juszczenką, ale jego pomarańczowi rywale zdobyli mniej o 1,5 mln głosów. „A więc to nie on wygrał wybory, tylko jego oponenci przegrali i zasłużyli na tę porażkę” – podsumował Riabczuk.


Witalij Portnikow
ocenił, że Ukraina była państwem oligarchicznym do 2010 roku (także po 2004 roku), a Janukowycz stworzył nowy system – państwa kryminalnego, w którym nie wiadomo, „gdzie kończy się urzędnik, a zaczyna bandyta”. „To wersja bajki o Ali Babie: w dzień jesteś merem miasta, a w nocy szefem bandy przestępczej” – porównał publicysta. Oznacza to zniszczenie parlamentaryzmu, wymiaru sprawiedliwości, wolnych mediów (poza przestrzenią w internecie). „Jestem dzisiaj redaktorem naczelnym ostatniego kanału telewizyjnego, który może wyrażać odmienne poglądy, a listy gości moich programów nie dyktuje administracja prezydenta. A to dlatego że nasz właściciel nie mieszka na Ukrainie i jest obywatelem Wielkiej Brytanii” – ocenił Portnikow, kierujący telewizją TVi. Na Ukrainie powstała instytucja ludzi śledzących biznesmenów, „są to zwyczajni bandyci, którzy dla władz zbierają haracz”. Powstała też instytucja „rodziny” – rodzaj wąskiego klanu: Janukowycz i dwóch jego ludzi. „I dla tej ‘rodziny’ wszyscy pracujemy” – powiedział Portnikow. Podkreślił, że „państwa kryminalnego nie sposób zwyciężyć”. Według niego wybory do parlamentu zostaną sfałszowane. „Wszystko jest już rozpisane. Ludzie już zapłacili za swoje miejsca. Komisja wyborcza tylko zatwierdzi wynik. Zapomnijcie o tych wyborach.” – przekonywał.

Za optymistyczny uznał jednak fakt, że „sowiecki system” praktycznie się wyczerpał. Wkrótce skończą się pieniądze, a był to system podziału socjalnego działający na zasadzie: „grabimy kraj, ale coś zostawiamy ludności”. Informacje o cenach ropy są sygnałem, że za 2-3 lata nastąpią zmiany w Rosji, co dla Ukrainy jest decydujące, ponieważ jej społeczeństwo żyje między dwoma modelami: europejskim i rosyjskim. Wtedy parlament wyłoniony w tych wyborach zniknie wraz z prezydentem, choć na razie nie wiadomo jeszcze, w jaki sposób – zaznaczył Portnikow.

Natomiast Mykoła Riabczuk przewiduje, że do upadku reżimu może doprowadzić wewnętrzne rozwarstwienie elit w środowisku politycznym Janukowycza, niezadowolonych z międzynarodowej izolacji Ukrainy, w połączeniu z oddolnym naciskiem: masowymi protestami i aktywnością opozycji. Uważa jednak ten ewolucyjny scenariusz za mało prawdopodobny w najbliższym czasie. Reżimy podobne do ukraińskiego potrafią trzymać się nawet 20-30 lat – ostrzega.

„Powinniśmy liczyć na lepsze, ale przygotowywać się na gorsze. Ten reżim przyszedł na poważnie i na długo” – uznał Riabczuk. Według niego istotnie pieniędzy nie wystarczy reżimowi na długo, ale „jak dla nich to wystarczy”. Janukowycz przy tym nie boi się izolacji międzynarodowej, bo podobnie jak Łukaszenka nie rozumie i unika Zachodu. Chociaż w odróżnieniu od Łukaszenki ma otoczenie, które jest zainteresowane kontaktami z Zachodem i na tym można coś wygrać.

„Trzeba jasno sobie uświadamiać, że mamy do czynienia z reżimem kryminalnym, który jest gotów na wszystko” – ostrzegł Riabczuk. Za strategiczne zadanie uznał rozbudowę społeczeństwa – „pracę organiczną, którą zajmowała się także polska inteligencja, poczynając od XIX wieku”. „Każdy naród ma taką władzę, na jaką zasługuje. Jakość elit politycznych jest odzwierciedleniem jakości społeczeństwa. Nie można kardynalnie poprawić jakości elit, nie poprawiając jakości społeczeństwa” – podsumował.


Sonia Koszkina
zwróciła uwagę na zmiany w strukturze wydatków w budżecie Ukrainy. W ciągu dwóch lat kilkakrotnie wzrosły nakłady na organa bezpieczeństwa, prokuratury, milicji, a przed wyborami 2010 roku pojawiły się wydatki „populistyczne”, świadczące o chęci podkupienia elektoratu. Zabrakło zaś punktów związanych ze strategicznymi programami modernizacyjnymi czy finansowaniem opieki zdrowotnej. „Jest to budżet państwa totalitarnego” – podsumowała Koszkina.

Polscy uczestnicy dyskusji dawali wyraz zaniepokojeniu, że reprezentanci strony ukraińskiej niemal wykluczają ewolucyjny scenariusz wydarzeń. „Pozostał nam scenariusz rewolucyjny, co brzmi niepokojąco” – ocenił Jan Piekło. Maciej Łętowski przestrzegł, że wariant rewolucyjny to „dramatyczna porażka”, która zostałaby okupiona „ogromną ceną dla Ukrainy i miałaby skutki także dla sąsiadów”. Paweł Kazanecki ze Wschodnioeuropejskiego Centrum Demokratycznego nawiązał do zapowiedzi Jaceniuka, że celem opozycji jest impeachment. „Jestem przerażony, że państwo, którzy reprezentują inteligencję ukraińską tak łatwo się poddali. Nagle się okazuje, że jedyny sposób to rewolucja i nie ma sensu pracować ze społeczeństwem” – wskazał Kazanecki. Według niego ukraińskie społeczeństwo jest rozczarowane, ale doświadczenia 2004 roku dokonały zmiany mentalności, otwarły je na nowoczesność. Tymczasem ani opozycja nie ma społeczeństwu nic do zaproponowania, ani eksperci, którzy nie inspirują do zastanowienia się nad wnioskami z przegranej rewolucji 2004 roku, która była wielkim sukcesem społecznym.

Zdaniem Mirosława Czecha niepokój polskich uczestników dyskusji wynika z posługiwania się kalkami pojęciowymi odwołującymi się do schematów z polskiego doświadczenia. Tymczasem na Ukrainie o sytuacji rewolucyjnej mówi się przez pryzmat 2004 roku. „To nie jest gwałtowny bunt mas, tylko możliwość przejścia na wpół rewolucyjnego, na wpół ewolucyjnego, coś, co by zagwarantowało spokojną transformację sytuacji na Ukrainie” – wyjaśnił.

Riabczuk ocenił, że różnica między wariantem rewolucyjnym i ewolucyjnym jest dość chwiejna. Ukraina ma szanse na stopniową transformację – zapewnił. Opozycja bowiem nie jest tak radykalna, by odrzucać negocjacje jako takie, uważa tylko, że należy z Janukowyczem rozmawiać, pokazując mu siłę, wywierając oddolny nacisk, kiedy będzie zmuszony do negocjacji, jak niegdyś Kuczma. „Nie jest to może najlepsze rozwiązanie, ale w każdym razie jest pokojowe” – zaznaczył politolog. Będzie to możliwe, gdy nastąpi mobilizacja, dojdzie do masowych protestów przy wsparciu dysydenckiej części elit. Konieczny jest też nacisk międzynarodowy.

„Na Ukrainie żadnej rewolucji w 2004 roku nie było, był realny wybuch niezadowolenia z powodu sfałszowania wyborów” – oświadczył stanowczo Witalij Portnikow. Teraz też rewolucji nie będzie. „Przypuszczam raczej, że po pełnym krachu gospodarczym dojdą do władzy nowi populiści, będą jeszcze gorsi od Tymoszenko i Janukowycza razem wziętych, ale nie będą tak silni jak car Symeon w Bułgarii. (…) To stworzy bazę do prawdziwego pola politycznego w cieniu tego reżimu, która nie będzie skorumpowana z punktu widzenia gospodarczego, będzie usiłował coś robić, ale będzie nieprofesjonalny. A więc nie czekajcie na ukraińską rewolucję – będzie ukraiński krach. A to zupełnie inna sprawa” – ostrzegł Portnikow.

Wołodymyr Fesenko wyjaśnił, że pod hasłem wariant ewolucyjny rozumie albo demokratyczną zmianę władzy, albo uznanie przez samego Janukowycza, że demokracja jest potrzebna. Wydarzenia 2004 roku to był według niego scenariusz na wpół rewolucyjny, na wpół ewolucyjny.

Zdaniem Fesenki obecnie jest szansa na powtórzenie takiego wariantu, choć niezbyt wielka. Po wyborach opozycja nie ma szans na przeprowadzenie impeachmentu, ale nastąpi nasilenie walki politycznej i wzrosną szanse na konkurencyjne wybory, co stworzy możliwość nacisku z dołu. W tej chwili na Ukrainie jest dużo protestów na podłożu społeczno-ekonomicznym, nawet na Majdanie. Jeśli te protesty połączą się z politycznymi, może dojść do wybuchu. „Nie mówię o rewolucji, tylko o wybuchu” – zaakcentował Fesenko.

Przestrzegł, że mimo wszystko nie należy o wyborach zapominać. Konieczna jest kontrola obywatelska polityków i procesu wyborczego – demaskowanie fałszerstw, exit polls. Jeśli nie będzie ostrej kontroli ze strony Zachodu umacniającej opozycję i społeczeństwo obywatelskie, to będzie więcej manipulacji. „Jeśli zrezygnuje się z walki o wybory, to utraci się szansę i pozwoli na umocnienie tendencji autorytarnej” – uznał Fesenko.

Sonia Koszkina zwróciła uwagę, że ewolucyjny wariant rozwoju wydarzeń polegałby na przywróceniu równowagi, bo władze w ostatnich latach zniszczyły konkurencję we wszystkich sferach życia. Choć największe nadzieje na to wiąże się z nadchodzącymi wyborami, to jej zdaniem wówczas będzie już za późno. „Podczas wyborów do parlamentu nie będzie fałszerstw, nie będą potrzebne, bo wszyscy, którzy mogliby stawiać zorganizowany opór władzy będą albo w więzieniu, albo na emigracji” – oceniła politolożka. Władze bowiem zrobią wszystko dla zdobycia przewagi w Radzie Najwyższej, żeby zabezpieczyć wybór prezydenta na następną kadencję. Według Koszkinej, szansą opozycji byłoby naprawienie jednego z głównych błędów, jakie popełniła Tymoszenko w wyborach prezydenckich, a którym było ignorowanie elektoratu ze wschodu Ukrainy, gdzie żyje matematyczna większość wyborców.

Komentując sytuację międzynarodową Ukrainy, Fesenko podkreślił, że choć Janukowycz był uważany za prorosyjskiego, w rzeczywistości boi się Rosji i nie chce być rosyjską marionetką ani Łukaszenką. Przed sprawą Tymoszenko, która była jego kluczowym błędem, usiłował znaleźć złoty środek między Europą i Rosją. Janukowycz nie chce integracji z Europą, ale chce ją wykorzystać jako przeciwwagę, by nie być zależnym od Moskwy. „Nie chce być gubernatorem, nie chcą tego też ukraińscy oligarchowie, którzy jeszcze bardziej boją się rosyjskiej konkurencji” – zaznaczył Fesenko. Rosja tymczasem będzie czekała, kiedy Janukowycz popadnie w kryzys, a potem „przyciśnie” go ekonomicznie i przyciągnie tym, że przedłuży jego prezydenturę po 2015 roku w zamian za pomoc gospodarczą oraz wstąpienie Ukrainy do Unii Celnej z WNP – przewiduje politolog.

O możliwości międzynarodowego oddziaływania na sytuację na Ukrainie zapytał Aleksander Smolar. Zwrócił przy tym uwagę na dwuznaczność stanowiska Zachodu, przejawiającą się zarówno w milczeniu, jak i ostrej krytyce. Przypomniał, że Timothy Garton Ash porównał stanowisko Polski w sprawie bojkotu Euro 2012 do stanowiska Zachodu w czasach komunistycznych. „Nie zgodziłem się z nim, reprezentując polski konsensus, że nie powinno się mieszać polityki ze sportem, bo można tylko zantagonizować społeczeństwo ukraińskie” – przypomniał Smolar. Jednak jego zdaniem porównywanie Janukowycza do Łukaszenki na Zachodzie świadczy o dwuznaczności, zwłaszcza gdy mówi się o największych dyktaturach, nie wspominając o Rosji. Marcin Święcicki zapytał zaś o opinię na temat wprowadzenia sankcji wobec Kijowa, przypominając, że krążą już projekty „czarnych list”.

Zdecydowanie za zachodnimi sankcjami opowiedział się Riabczuk. Wyraził jednak wątpliwość, czy UE kiedykolwiek się odważy na ich wprowadzenie. Jego zdaniem o sankcjach można więc mówić jedynie teoretycznie. „Byłoby to najlepsze rozwiązanie, bo ten reżim rozumie tylko język siły i na razie wystarczyłby sygnał. (…) Warto o tym myśleć i mówić” – ocenił. Sygnałem byłby według niego zakaz wjazdu dla kilku osób. Zdaniem Riabczuka nie ma sensu obejmować zakazem samego Janukowycza, bo on nic nie rozumie i nie uznaje ustępstw.

Opinię, że Janukowycz nie zna słowa „kompromis” podzielił Portnikow. Według niego obecny prezydent uznaje tylko określenie „roznieść” przeciwników i dlatego nie zwolni Tymoszenko i nie będzie niczego uzgadniał z UE. Poparł go Fesenko, według którego ludzie Zachodu nie rozumieją, że im bardziej dociska się Janukowycza, tym mniejsze są szanse na uzyskanie rezultatów, co wynika m.in. z jego więziennego doświadczenia. Jednak otoczenie prezydenta nie chce drażnić Zachodu, dlatego sankcje personalne mogą zdaniem Fesenki dać pewne efekty, choć ograniczone. „Izolacja ze strony Zachodu i sankcje na kształt białoruskich są nieuniknione, bo inaczej nasilą się tendencje totalitarne” – uważa politolog. W efektywność sankcji nie wierzy Koszkina, która ocenia, że dla obecnych elit izolacja nie jest najważniejszym problemem. Zdaniem politolożki UE jest zbyt pasywną strukturą, jeśli chodzi o sankcje, ale mogłyby je wprowadzić poszczególne państwa unijne.

Portnikow, oceniając rolę Polski, skrytykował oficjalne stanowisko Warszawy w sprawie Ukrainy jako nieproduktywne. „Podyktowane jest ono dziwną paranoją, że jeżeli Ukrainę wypuścić z rąk, to trafi do rąk rosyjskich. I chęcią utrzymania dobrych stosunków z Rosją” – ocenił publicysta. W rezultacie Polska „w pewnej mierze pozostaje adwokatem nie ukraińskiego społeczeństwa, ale państwa ukraińskiego” i „dla władz ukraińskich staje się tym, czym dla władz syryjskich jest Rosja”. Tymczasem siła Polski polegała zawsze na tym, że kierowała się ona w polityce nie tylko interesami, lecz także kategoriami wartości i była ich drogowskazem – w czasach Solidarności, polskich reform, pomarańczowej rewolucji. Portnikow zapewnił, że Ukraina nie wpadnie w ręce Rosji, bo sam Janukowycz tego nie chce, a poza tym „Rosja nie jest wrogiem Polski i nie otrzymała Ukrainy w spadku”. Przyznał, że rozumie i akceptuje stanowisko Warszawy w sprawie turnieju Euro, ale przestrzegł, że za jakiś czas Polska będzie miała do czynienia z nową, inną Ukrainą, którą mogą kierować populiści z „nowym sosem dla przyszłych decyzji politycznych”. „Dla mnie byłoby bardzo ważne, żeby Polska nie straciła swojej roli, która może jej dać możliwość udzielania pomocy w przygotowaniu tego ważnego dnia, gdy kryminalne państwo oligarchiczne zniknie z mapy” – zaapelował Portnikow.

Wreszcie o Partnerstwo Wschodnie jako szansę na drogę europejską nie tylko dla Ukrainy zapytał Wolfgang Templin z Fundacji im. Heinricha Bölla. „Powiem szczerze: na Ukrainie zainteresowanie Partnerstwem Wschodnim jest bardzo małe, bo ważniejsza jest umowa stowarzyszeniowa z UE” – odparł Fesenko, wyrażając przypuszczenie, że program ten jest bardziej atrakcyjny dla innych państw poradzieckich.

ps.

Jak wyjaśnili Aleksander Smolar i Mirosław Czech, debata była pomyślana jako dwugłos. Organizatorzy liczyli na dialog władzy i opozycji, żeby zobaczyć w przededniu wyborów, czy jest możliwe porozumienie. „Niestety, przedstawiciele obozu władzy nie przyjechali” – zaznaczył Czech.

oprac. Bożena Kuzawińska

Polecamy także:

Walka polityczna na Ukrainie będzie widoczna w czasie Euro 2012. Z Arsenijem Jaceniukiem rozmawia Michał Kacewicz, „Newsweek” : www.newsweek.pl
Ukraina tonie w błocie. Z Arsenijem Jaceniukiem rozmawia Marcin Wojciechowski, „Gazeta Wyborcza”: www.wyborcza..pl
Rozmowa z Arsenijem Jaceniukiem, Polskie Radio. Jedynka: www.polskieradio.pl
Nadchodzi koniec ukraińskiego systemu władzy. Z Witalijem Portnikowem rozmawiają Piotr Andrusieczko i Paweł Pieniążek, „Krytyka Polityczna”: www.krytykapolityczna.pl
Rozmowa z Mykołą Riabczukiem, Polskie Radio. Jedynka: www.polskieradio.pl

Tezy

W rozmowach o Ukrainie dominuje niepokój, a nawet rozczarowanie. Tych odczuć nie zmienił niedawno parafowany układ stowarzyszeniowy Unia Europejska-Ukraina. Nadal zasadne wydaje się pytanie: jakiego wyboru dokona Ukraina? Jaki model polityczny i społeczny ostatecznie ona przyjmie?

 

Zrozumiałe są źródła tego niepokoju. Wystarczy wymienić: stosunek władz do opozycji i mediów. Sprawa Julii Timoszenko i innych polityków kładzie się cieniem na relacje Ukrainy z Zachodem i jej postrzeganie w mediach. Jednak nasza wiedza na temat sytuacji w tym kraju jest dość wyrywkowa i warto w jej opisie wyjść poza obiegowe stereotypy. Na pewno warto pokusić się o próbę bilansu dokonań Ukrainy w ostatnich latach z punktu widzenia stabilizowania państwowości i budowania nowoczesnego narodu, przyjrzeć się tamtejszej sytuacji politycznej, ekonomicznej i społecznej oraz zapytać się, jaką wizję Ukrainy mają do zaproponowania tamtejsi politycy, rządzący i pozostający w opozycji. Jest to szczególnie ważne ze względu na ukraiński kalendarz polityczny i zbliżające się wybory parlamentarne.

 

 

Noty panelistów:

Mirosław Czech (ur. 1962) – publicysta, komentator polityczny „Gazety Wyborczej”. Członek władz Związku Ukraińców w Polsce. W latach 1993–2001 poseł na Sejm RP. Działacz Unii Demokratycznej, a następnie Unii Wolności. W latach 1997–2001 sekretarz generalny Unii Wolności, a w latach 2005– 2006 Partii Demokratycznej–demokraci.pl.

Arsenij Jaceniuk (ur. 1974) – lider partii Front Zmian oraz Zjednoczonej opozycji, deputowany do Ukraińskiej Rady Najwyższej. Prawnik i ekonomista. Wcześniej m.in. minister gospodarki (2006-2007), a następnie spraw zagranicznych (2007) oraz przewodniczący Rady Najwyższej Ukrainy (2007-2008). Był także ministrem gospodarki Autonomicznej Republiki Krymu i wiceprezesem Narodowego Banku Ukrainy.

Wołodymyr Fesenko (ur. 1958) – politolog. Dyrektor Centrum Stosowanych Badań Politycznych „Penta” w Kijowie. W latach 1993–1999 koordynator programu „Społeczeństwo Obywatelskie” w charkowskim oddziale Międzynarodowej Fundacji Odrodzenia. W okresie 1999–2001 wykładowca na wydziale socjologii Uniwersytetu Państwowego w Charkowie. Prowadzi znany blog na portalu „Ukrajińska Prawda”.

 

Sonia Koszkina (ur. 1985) – politolożka, dr, dziennikarka, współwłaścicielka i redaktor naczelna portalu Liwyj Bereh. Wcześniej korespondentka gazety „Den’” i czołowa komentatorka portalu „Obozrewatel”.

 

Witalij Portnikow (ur. 1967) – publicysta i dziennikarz, redaktor naczelny telewizji TVi. Na początku lat 90. współpracował m.in. z dziennikiem „Niezawisimaja Gazieta” oraz ukraińskim i rosyjskim biurem Radia Wolna Europa. Publikował analizy i komentarze m.in. w „Den’”, „Kommersant”, „Polityka”, „Russkij Telegraf”,. Stały komentator największego rosyjskojęzycznego dziennika wydawanego w Izraelu „Wiesti”. W 2007 laureat nagrody Dziennikarz Roku.

 

Mykoła Riabczuk (ur. 1953) – wiceprezes ukraińskiego PEN Clubu, publicysta, poeta, eseista, krytyk literacki. Był zastępcą redaktora naczelnego miesięcznika „Wseswit” oraz szefem działu krytyki czasopisma „Suczasnist”. Współzałożyciel kijowskiego miesięcznika „Krytyka”. Współpracownik Centrum Studiów Europejskich Uniwersytetu Akademia Kijowsko-Mohylańska. W Polsce ukazały się przykłady jego książek Od Małorosji do Ukrainy (2002), Dwie Ukrainy (2004), Ogród Metternicha (2010). Laureat nagrody POLKFUL Foundation za działanie na rzecz dobrych stosunków ukraińsko-polskich, a także laureat polsko-ukraińskiej Nagrody Pojednania. Ostatnio opublikował Gleichschaltung. Authoritarian Consolidation in Ukraine. 2010-2012 (2012): http://issuu.com

 

Aleksander Smolar (ur. 1940) – politolog, publicysta. Prezes Zarządu Fundacji im. Stefana Batorego. Członek Zarządu Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych (ECFR). Zastępca przewodniczącego Rady Naukowej Instytutu Nauk o Człowieku w Wiedniu. W latach 1971-1989 na emigracji politycznej. W 1974 roku współzałożyciel i redaktor naczelny kwartalnika politycznego „Aneks”. W latach 1989-1990 doradca ds. politycznych premiera Tadeusza Mazowieckiego. Od 1992 do 1993 roku doradca ds. polityki zagranicznej premier Hanny Suchockiej. Ostatnio opublikował Tabu i niewinność (2010).