Termin „kryzys klimatyczny” na stałe wszedł do naszego słownika, jednak coraz lepiej widać, że należałoby raczej mówić o wielu kryzysach – klimatycznym, przyrodniczym, zanieczyszczeniowym, społecznym – powiązanych ze sobą w Wielki Kryzys Globalnego Systemu. Czasu na reakcje mamy coraz mniej, a ten moloch wydaje się nie do pokonania. Czy na pewno?

Zapraszamy do obejrzenia konferencji wokół raportu „Międzynarodowy Kompas Zmiany Systemowej: Globalne implikacje osiągnięcia europejskiego Zielonego Ładu” przygotowanego przez SYSTEMIQ, Klub Rzymski oraz Open Society European Policy Institute. Autorzy i autorki w wielowymiarowy sposób szukali odpowiedzi na pytanie, czy Wielka Zmiana (w odpowiedzi na Wielki Kryzys) jest możliwa, jak do niej doprowadzić i wreszcie – co kluczowe z polskiej perspektywy – jaka jest rola Unii Europejskiej, krajów członkowskich i Europejskiego Zielonego Ładu w globalnej grze, której stawką jest przetrwanie naszej cywilizacji.

Wielka Zmiana to oczywiście wiele zmian mniejszych, ale powiązanych ze sobą i ujętych w jedną całość. Jeśli Europejski Zielony Ład ma odnieść sukces, UE musi być siłą napędową rozwoju zrównoważonych systemów gospodarczych i dobrobytu społecznego zarówno w kraju, jak i na całym świecie. Jeśli – zamiast o globalnych zagrożeniach – chcemy mówić o globalnych szansach UE w czasach kryzysu, musimy namierzyć czynniki, które będą decydowały o powodzeniu europejskich zielonych polityk. Tylko po przyjęciu perspektywy globalnej może się to udać.

Raport zaprezentowało dwoje z jego autorów:

Komentarz wprowadzający do dyskusji przedstawił Marcin Korolec, dyrektor Instytutu Zielonej Gospodarki. W debacie udział wzięli:

Prowadzenie: Edwin Bendyk (prezes Fundacji im. Stefana Batorego)


Raport „Międzynarodowy Kompas Zmiany Systemowej: Globalne implikacje osiągnięcia europejskiego Zielonego Ładu” udowadnia, że:

Pełne podsumowanie kluczowych ustaleń raportu.

Jak się spodziewaliśmy, komitety wyborcze zdecydowały się na zwiększenie finansowania i wszystkie wydały już do tej pory po kilkaset tys. zł, największe zaś wydały już prawie po milion zł. Nastąpiła również zmiana wśród liderów wydatków. Dotychczasowego rekordzistę, czyli KW Prawo i Sprawiedliwość, w ostatnim tygodniu prześcignął Koalicyjny Komitet Wyborczy Koalicja Obywatelska.

Odnotowaliśmy też zwiększenie zaangażowania innych aktorów w publikowanie reklam politycznych. Oprócz podmiotów zachęcających (na różne sposoby – czasami na granicy agitacji wyborczej, a nie faktycznych działań profrekwencyjnych) do wzięcia udziału w wyborach szczególnie aktywni byli politycy, z których część w ogóle nie kandyduje do Parlamentu Europejskiego. Warto również zwrócić uwagę na reklamę opłaconą przez Ministerstwo Cyfryzacji, w której minister Krzysztof Gawkowski namawia do oddania głosu i skorzystania z aplikacji mObywatel w celu potwierdzenia swojej tożsamości przy odbiorze karty do głosowania.

W dalszym ciągu zauważamy spore problemy z przejrzystością finansowania reklam. Jak już pisaliśmy w poprzednich raportach, dość często to nie komitety są płatnikami reklam, a prywatne firmy lub fundacje. Przy braku bieżącej publikacji umów, być może łączących je z komitetami, można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z rozwiązaniem, które co najmniej „zaciemnia” obraz wydatków na kampanię wyborczą.

Jak do tej pory, duża część reklam kierowana jest do wyborców z okręgu obejmującego Warszawę. Widać, że tam toczy się najbardziej zacięty bój o miejsca. Do grona najczęściej targetowanych okręgów dołączyło również województwo mazowieckie.

Polecamy także:

Do zainteresowania tematem stosunku Polaków do integracji europejskiej, prócz zbliżających się wyborów do Parlamentu Europejskiego, skłania także fakt, że w początkach 2024 roku notowany jest jeden z najniższych w ciągu ostatnich 20 lat wskaźników poparcia dla członkostwa Polski w UE, a udział przeciwników okazał się trzy razy większy niż w 2022 roku.

W relacji Polski z Unią Europejską kryje się paradoks: z jednej strony badania opinii publicznej rejestrują utrzymujący się stabilnie od lat wysoki poziom poparcia mieszkańców dla członkostwa ich kraju w Unii Europejskiej, z drugiej zaś – siły polityczne otwarcie głoszące co najmniej sceptycyzm w stosunku do integracji europejskiej uzyskują co jakiś czas poparcie pozwalające na wygranie wyborów. Paradoks ten jest efektem różnego rozumienia „europejskości” przez określone grupy społeczne i odmiennych wartości, jakie Polacy wiążą z „byciem w Europie”.

W ciągu ostatniego roku wzrósł udział obywateli niechętnych członkostwu Polski w Unii Europejskiej. Postawy te są na razie rzadkie, ale mogą się upowszechnić. Wspomniany wzrost jest częściowo skutkiem wyklarowania się poglądów po prawej stronie sceny politycznej, która – jak się wydaje – zrezygnowała z budowania „prawdziwej Europy” i otwarcie ustawiła się w kontrze do Unii Europejskiej. Częściowo jednak może to wynikać z ważnej dla Polaków potrzeby uznania ich pozycji i aspiracji ze strony sąsiadów i partnerów we Wspólnocie Europejskiej. Na tę ostatnią kwestię szczególnie wyczuleni wydają się ludzie młodzi, stąd wzrost antyunijnych nastrojów w najmłodszym pokoleniu. Warto jednak pamiętać, ze równocześnie najmłodsi Polacy częściej niż inne kategorie wiekowe definiują się jako Polacy i Europejczycy lub Europejczycy i Polacy (a nie wyłącznie jako Polacy).