• Piotr Kosiewski
18.01.2019

Ocena polityki kulturalnej rządu do rewizji

Klub Jagielloński ogłosił podsumowanie polityk publicznych rządu Prawa i Sprawiedliwości za 2018 rok. To spojrzenie ważne, bo przygotowane przez środowisko bliskie ideowo rządzącym, a jednocześnie od nich zdystansowane, a często krytyczne. Zaskakiać może jednak przedstawiona przez Klub wysoka ocena polityki kulturalnej obecnego rządu. Owszem, kultura bywa uznawana w Polsce za sferę mało istotną dla funkcjonowania państwa. Jednak jest ona kluczowa, m.in. dla wspólnoty, jej tożsamości i zasad, którymi się kieruje. A to kwestie tradycyjnie ważne dla konserwatystów. Polityka kulturalna też ma wpływ na inne polityki: od rozwoju regionalnego po relacje międzynarodowe.

fot. P. Tracz/KPRM

„Jakość rządzenia pozostaje w Polsce niska. Fragmentaryczność reform, odwlekanie działań, bierność w obszarach, w których modernizacja wiązałaby się̨ z oporem wpływowych grup interesu – to wątki przewijające się̨ w licznych rozdziałach syntezy” – można przeczytać we wprowadzeniu do „Rządu pod lupą. Ranking polityk publicznych 2018”. Tylko nieliczne polityki uzyskały dobre oceny: sportowej wystawiono „5”. Na pełne „4” oceniono: politykę innowacyjną, rozwoju regionalnego, zagraniczną oraz kulturalną (z kolei politykę edukacyjną na „2+”, a wymiaru sprawiedliwości na „2”).

Ocena tej ostatniej rażąco rozmija się z większością ocen działalności Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Nawet, jeżeli część z nich jest niesprawiedliwa i nie dostrzega się istotnych osiągnieć ministerstwa w obecnej kadencji, np. w sprawie odzyskiwaniu zagrabionych dóbr kultury czy ochrony zabytków, to ogólny bilans nie wygląda najlepiej.

Za co zatem Klub Jagielloński docenił politykę kulturalną prowadzoną przez Piotra Glińskiego? „Dominowała polityka kontynuacji oraz tonowania zaognionych relacji z częścią̨ środowisk artystycznych. Ministerstwo przestało też być́ elementem bieżącej walki politycznej, jak bywało to w latach poprzednich, skupiając się̨ na administrowaniu rozpoczętymi programami” – przekonuje Bartosz Brzyski, autor oceny polityki kulturalnej.

Owszem, nie powtórzyły się skandaliczne decyzje z początku kadencji. Jednak trudno nie zauważyć np. wyników konkursu na wspieranie wydawania czasopism kulturalnych w 2018 roku. To program dość niszowy, ale od lat będący swoistym papierkiem lakmusowym, pozwalających ocenić wrażliwość kierownictwa MKiDN na inne, obce sobie opcje ideowe. Piotr Gliński od samego początku wielokrotnie zapowiadał, że chce naprawić krzywdy wyrządzone za poprzednich rządów i wspierać tych, którym wcześniej tego odmawiano. Tyle, że np. w latach 2012-2015 wszystkie ważne pisma prawicowo-konserwatywne od „Arcanów” po „Frondę” dotacje otrzymywały. Tymczasem w tym roku dotacji odmówiono m.in. „Liberté!”, „Przeglądowi Politycznemu”, „Res Publice Nowej”, a nawet rocznikowi „Zagłada Żydów”. Niewiele pomógł apel do Ministra – podpisany min. przez Wojciecha Stanisławskiego, Bronisława Wildsteina i Piotra Zarembę. Co więcej, pod koniec roku ministerstwo zlikwidowało dotację dla „Dwutygodnika” – dostępnego bezpłatnie pisma internetowego ze znaczącym dorobkiem (opublikowano na jego łamach pod 8 tys. tekstów), z gronem bardzo ciekawych autorów, które zdobyło zaufanie licznego grona czytelników (70 tys.). Trudno w tej sytuacji dziwić się, że owo „naprawiane krzywd” jest odbierane, jako wspieranie wyłącznie własnej ideologicznej opcji.

„Ministerstwo ponosiło w 2018 koszty błędnej polityki kadrowej” – podkreśla autor Klubu Jagiellońskiego. Owszem, to MKiDN odpowiada za degradację instytucji, które były jednymi z najważniejszymi miejsc dla polskiej kultury – Teatru Polskiego we Wrocławiu czy krakowskiego Teatru Starego. Jednak, co gorsze, podobny los może spotkać kolejne instytucje. Wystarczy wymienić zamieszanie wokół wyboru dyrektora Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego czy mianowanie prof. Jerzego Miziołka, mimo poważnych zastrzeżeń co do jego muzealniczego doświadczenia, dyrektorem Muzeum Narodowego w Warszawie. Jego pierwsze decyzje, jak zwolnienie Piotra Rypsona, autora m.in. wystawy „Krzycząc: Polska!”, dość powszechnie uznanej za jedno z najważniejszych wydarzeń zorganizowanych na 100-lecie Niepodległości, mogą zapowiadać poważny kryzys w muzeum, które w ostatnich latach stało się wiodącą placówką. Problemy mogą też mieć liczne instytucje kultury ważne dla poszczególnych regionów. Piotr Gliński w grudniu ubiegłego roku nie zgodził się na powołanie na kolejną kadencję dyrektorów: Opery i Filharmonii Podlaskiej – Damiana Tanajewskiego i Wojewódzkiego Ośrodka Animacji Kultury w Białymstoku – Cezarego Mielki. Zwłaszcza ten pierwszy jest ceniony jako sprawny zarządzający. Jednak istotniejsza dla ministerstwa okazała się opinia PiS-u, który objął rządy na Podlasiu. To pierwsze z szeregu decyzji personalnych dotyczących samorządowych instytucji kultury, których można się w najbliższych miesiącach spodziewać.

Klub Jagielloński chwali też Ministerstwo: „Długo wyczekiwana ustawa audiowizualna wprowadza mechanizm zachęt finansowych do produkcji filmów i seriali”. Owszem, ale jednocześnie MKiDN ogłosiło, że chce połączyć dotychczas niezależne wytwórnie w jedną centralną instytucję, co wywołało dość powszechny sprzeciw środowisk filmowych. Wreszcie, w opracowaniu Klubu Jagiellońskiego można przeczytać, że „mimo pogorszenia z powodów politycznych relacji polsko-żydowskich, ministerstwo kontynuuje z sukcesami działania na rzecz przywracania i pielęgnowania pamięci o polskich Żydach. Jest to kolejny rok konsekwentnie prowadzonej polityki w tym zakresie”. Oczywiście, można uznać za nieistotne np. ataki Piotra Glińskiego na Muzeum Polin za poruszającą problem antysemityzmu w Polsce wystawę „Obcy w domu” (nota bene odniosła ona olbrzymi sukces frekwencyjny – ponad 116 tys. zwiedzających). Można również zignorować wspomnianą już odmowę wsparcia wydawania najważniejszego polskiego pisma poświęconego Zagładzie.

Trudno jednak nie odnotować kontrowersji wokół powołania Muzeum Getta Warszawskiego (uznanego przez Klub Jagielloński za wielki sukces). Owszem, prof. Daniel Blatman z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie został głównym historykiem, odpowiedzialnym za przyszłą stałą wystawę muzeum. Pojawiają się jednak poważne wątpliwości co do programu przyszłego muzeum. Chociażby prof. Havi Dreifuss z Uniwersytetu w Tel Awiwie i Yad Vashem napisała w „Haaretz”: „dla nas jest jasne, że powołanie muzeum stanowiło próbę otrzymania żydowskiego i międzynarodowego stempla aprobaty dla mylącej opowieści o przeszłości”. Trudno dziwić się tym zastrzeżeniom, skoro Piotr Gliński streścił program muzeum: „Chciałbym, by ta instytucja mówiła o wzajemnej miłości dwóch narodów, które spędziły na ziemi polskiej 800 lat. To będzie solidarność, braterstwo ze wszystkimi aspektami”. W tej sytuacji Muzeum Getta Warszawskiego zamiast łączyć, może stać się kolejnym spornym punktem w relacjach polsko-żydowskich.

Może zatem warto poważniej potraktować politykę kulturalną obecnego rządu i zastanowić jakie będzie miała następstwa. I to nie tylko w perspektywie roku wyborczego.

Pomóż nam nagłaśniać tematy ważne społecznie.
Twoja darowizna wesprze powstawanie naszych tekstów.

Wspieraj