• Piotr Buras
28.07.2020

Po szczycie UE – batalia o praworządność wciąż trwa

Niejasność to chleb powszedni unijnej polityki. Często pomaga ukryć partactwo, ale bywa też oznaką politycznej przezorności. Przykładem tego drugiego są postanowienia niedawnego szczytu w kwestii praworządności.


Osiągnięte przez przywódców UE we wtorek rano porozumienie budżetowe słusznie okrzyknięto historycznym. Umacnia ono solidarność Europejczyków dotkniętych dramatycznymi skutkami gospodarczymi pandemii Covid19. Jednak zacieśnianie solidarności finansowej krajów członkowskich UE jest okazją do przezwyciężenia drugiego fundamentalnego kryzysu UE – upadku demokracji i rządów prawa, zwłaszcza na Węgrzech i w Polsce. Fundusze UE służyły niezmiennie europejskiej konsolidacji, zarówno gospodarczej jak politycznej. Jednak wsparcie finansowe dla rządów, które łamią podstawowe zasady UE, jest działaniem na własną szkodę. Dlatego uzależnienie dystrybucji środków unijnych od przestrzegania praworządności jest koniecznością i kluczowym narzędziem ochrony fundamentów całego bloku. Projekt przedstawiony przez Komisję już w 2018 roku przewiduje, że fundusze dla kraju naruszającego praworządność mogą zostać zredukowane przez Komisję, chyba że większość kwalifikowana (15 krajów i 65 procent ludności UE) zablokuje taką decyzję.


Uważasz, że tematy, o których piszemy, są ważne? Wesprzyj ich powstawanie >>> WSPIERAM


W takiej sytuacji decyzje podjęte na niemal najdłuższym w historii szczycie UE mogą wydać się rozczarowujące. Nie uzgodniono żadnego konkretnego mechanizmu warunkowania praworządnościowego. Sprawa została skierowana do Rady UE w celu dalszych prac na podstawie propozycji Komisji. A Rada Europejska (szefowie rządów) „szybko wróci do sprawy”, co może być tylko obietnicą przedłużającej się walki politycznej. Premier Węgier Orbán i jego polski kolega Morawiecki ogłosili już zwycięstwo, zapowiadając, że nie będzie bezpośredniego związku między budżetem a rządami prawa. Ich radość odnotowali sfrustrowani zwolennicy silnego mechanizmu wspierania praworządności, którzy zobaczyli, jak UE – po raz kolejny – kopie puszkę dalej, zamiast podjąć w końcu zdecydowane kroki.

Jednak autokraci i czarnowidze mogą o wiele za szybko wyciągać wnioski. Decyzja, żeby nie przeciążać budżetu szczegółami wysoce kontrowersyjnej kwestii, jaką jest mechanizm praworządności, mogła okazać się rozsądna. Przyjęcie 1,8 bilionowego pakietu wymaga jednomyślności, więc polskie lub węgierskie weto mogło zagrozić całemu przełomowemu przedsięwzięciu. Zawarta umowa przewiduje ogólne, ale wiążące zobowiązanie – zaakceptowane przez wszystkich sygnatariuszy, w tym Orbána i Morawieckiego – do wprowadzenia mechanizmu praworządnościowego. Ma on chronić interesy finansowe UE (zapobieganie wyłudzaniu funduszy unijnych), a także zasadę rządów prawa – obie reguły zostały wyraźnie wymienione w podsumowaniu szczytu. Pozostałe przepisy dotyczące praworządności mogą być niejednoznaczne, ale ten podstawowy jest jasny. Szczyt daje więc solidną podstawę prawną i polityczną dla wdrożenia mechanizmu praworządności z prawdziwego zdarzenia. Gra jeszcze się nie skończyła.

To, czy szansa zostanie wykorzystana, zależy od determinacji głównych graczy – przede wszystkim niemieckiej prezydencji UE, Parlamentu Europejskiego i Komisji. Wszyscy muszą stanąć na wysokości zadania.

Rola Niemiec jest kluczowa. Zadaniem Berlina jest włączenie tej kwestii do porządku obrad Rady UE i zadbanie, by decyzja zapadła jesienią, przed rozpoczęciem nowej wieloletniej perspektywy finansowej 2021-2027. Angela Merkel powinna ściśle współpracować z innymi podobnie myślącymi przywódcami, by razem poprzeć konkluzje szczytu i odeprzeć twierdzenia, że do przyjęcia mechanizmu praworządności wymagana jest jednomyślność. Zgodnie z umową „Komisja zaproponuje w przypadku naruszeń środki, które Rada przyjmie większością kwalifikowaną”. Merkel słusznie powtórzyła to po konferencji po szczycie – stanowisko to nie powinno podlegać negocjacjom. Osiągnięcie porozumienia będzie i tak trudne, ale prezydencja Niemiec nie może pozwolić autokratom blokować wykonania decyzji szczytu.

Ostateczne przyjęcie budżetu UE wymaga aprobaty Parlamentu Europejskiego, który odniósł się już krytycznie do niektórych ważnych zapisów nowego porozumienia, w tym kwestii praworządności. PE nie powinien zatwierdzać pakietu, zanim mechanizm praworządności nie zostanie przypieczętowany przez Radę UE.

Co istotne, Komisja musi skorygować swój projekt. Przede wszystkim powinna wzmocnić Trybunał Sprawiedliwości UE, będący najbardziej transparentnym, prawomocnym instrumentem ochrony praworządności w systemie UE. Należy odmówić finansowania UE państwom, które nie realizują wyroków Trybunału Sprawiedliwości odnośnie artykułu 19 Traktatu UE, zobowiązującego państwa członkowskie do przestrzegania niezależności sądów.

Niejednoznaczność konkluzji szczytu w kwestii praworządności nie zwiastuje klęski idei jej skutecznej ochrony. Podjęte decyzje są raczej okazją do wprowadzenia takiego mechanizmu. Pakiet naprawczy jest umową o historycznym znaczeniu. Historycznym błędem byłoby zmarnowanie tej szansy.


Podobał ci się ten tekst? Pomóż nam działać i przekaż darowiznę >>> WSPIERAJ