Co najmniej od ćwierćwiecza na własnej skórze doświadczają brutalnej, coraz dobitniej nielegalnej polityki Stanów Zjednoczonych, często wspomaganych przez europejskich koalicjantów i ich własne władze. To, co kiedyś mogło się wydawać przesadnym antyamerykanizmem mieszkańców Bliskiego Wschodu, dziś jest po prostu racjonalną diagnozą.
Nie oznacza to, że zaraz powstanie nowy, południowy ruch na rzecz prawa międzynarodowego, pryncypiów i zasad z pominięciem USA. Oznacza to jedynie osłabienie Zachodu jako funkcjonalnej całości i – siłą rzeczy – powstanie próżni przywództwa. W tej chaotycznej reorganizacji stosunków międzynarodowych niektóre państwa szukają dla siebie szansy. Wyzwaniem dla Europy w stosunkach z globalnym Południem będzie stworzenie autonomicznej zdolności zawierania sojuszy, mających na celu rozwiązywanie globalnych problemów, takich jak ubóstwo, choroby czy zmiany klimatyczne.
Dzieci wojny z terrorem
Podczas gdy na Bliskim Wschodzie trwa kolejna wojna amerykańsko-izraelska, prosta kalkulacja wiele wyjaśnia na temat stosunku globalnej Północy i globalnego Południa do dzisiejszego świata. Średni wiek mieszkańca globalnej Północy (Europa, USA, Australia, Japonia, Korea, Izrael) to blisko 40 lat, podczas gdy średni wiek globalnego południowca to 25 lat. Wynika z tego, że świat, jaki znają młodzi ludzie z Południa, obejmuje okres od wojny w Afganistanie 2001 do wojny w Iranie 2026. Te 25 lat to historia niemal nieprzerwanej ingerencji Północy w sprawy Południa, głównie Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników na Bliskim Wschodzie lub – jak wielu mieszkańców tego regionu chce go nazywać – w Azji Zachodniej.
Po Afganistanie (2001–2021) był Irak (2003–2011), Libia (2011), ataki na Syrię (2014–2018), ataki na Jemen (2000–2023), materialne i polityczne wsparcie wojny Izraela w Gazie (2023–2025), izraelsko-amerykański atak na Iran (2025 i 2026). Chiny wojen nie prowadziły. Rosja raz weszła do Syrii w 2015 roku „na prośbę” władz tego kraju. Agresja Rosji na Ukrainę widziana jest jako wewnętrzny europejski konflikt, a nie starcie słabego z silnym.
Według wyliczeń Uniwersytetu Brown w wojnach tych zginął co najmniej milion mieszkańców szerokiego Bliskiego Wschodu[1]. Ofiar niebezpośrednich tych konfliktów było ponad 3,5 miliona, a do tego dochodzi wiele milionów rannych. Z dużą pewnością każda z tych osób miała dużą rodzinę, jak to zazwyczaj w tych kulturach bywa. Mówi się, że w Iraku nie ma domostwa bez choć jednej ofiary amerykańskiej wojny.
Amerykanie, a właściwie kolektywny Zachód, popełniali zbrodnie wojenne, za które nikt nie odpowiedział. W 2005 roku Marines w miejscowości Al-Hasisa zabili 24 nieuzbrojonych cywilów, w tym kobiety i dzieci. Procesy trwały 6 lat – nikogo nie skazano. W irackim Abu Ghurajb Amerykanie upokarzali i torturowali więźniów: tak zwane specjalne przesłuchania, w tym podtapianie, były normalną procedurą operacyjną, prowadzoną na terenie m.in. Polski. W wojnie w Gazie (2023–2025) Izrael przy amerykańskim przyzwoleniu zabił dziesiątki tysięcy cywili, w tym jedną trzecią dzieci, w reakcji na atak Hamasu 7 października 2023. I ostatnio, w lutym 2026, w pierwszy dzień ataku na Iran Amerykanie zbombardowali szkołę dla dziewcząt w Minab. Zginęło do 180 osób, głównie dziewczynki w wieku 7–12 lat.
Słońce zachodzi na Zachodzie
Te konflikty wzniecane przez USA – twórcę porządku międzynarodowego po II wojnie światowej – prowadzone są z coraz mniejszym poszanowaniem tego porządku. Historia amerykańskich ingerencji na Bliskim Wschodzie to laboratorium upadku pryncypiów Zachodu. Każda kolejna wojna coraz bardziej łamie zasady i prawo.
W 1991 roku, gdy Irak najechał Kuwejt, USA dostały od Rady Bezpieczeństwa ONZ mandat, aby wyzwolić emirat od irackiej okupacji. Odbywały się debaty na forach ONZ, rząd George’a Busha otrzymał zgodę Kongresu na użycie siły, trwała debata publiczna przed rozpoczęciem działań wojennych. Po raz pierwszy też na tę skalę dziennikarze dołączyli do żołnierzy i na żywo sprawozdawali wojnę. Stany Zjednoczone nie przekroczyły mandatu społeczności międzynarodowej – nie obaliły Saddama Husajna, wycofały się po wyzwoleniu Kuwejtu.
W 2001 roku po zamachach 11 września na World Trade Center w Nowym Jorku ONZ już dwa miesiące później, w grudniu ustanowiło mandat dla sił NATO ISAF w Afganistanie. Wojnę w Iraku z 2003 roku poprzedziła trwająca ponad rok debata w amerykańskich mediach. Kongres dał prezydentowi zielone światło do inwazji już rok wcześniej, a sekretarz stanu Colin Powell pofatygował się do Rady Bezpieczeństwa, aby przekonywać ONZ, że Saddam Husajn ma broń masowego rażenia, choć – jak dziś wiemy – twierdzenia te były budowane w oparciu o nieprawdziwe dowody. Wojna wyciągnęła na ulice Waszyngtonu ponad 100 tysięcy demonstrantów, którzy domagali się jej zakończenia.
Niedawna, amerykańsko-izraelska wojna z Iranem rozpoczęła się znienacka, w nocy, bez publicznej debaty, bez posiedzeń w ONZ i bez autoryzacji przez amerykański Kongres. Nie powoduje protestów na podobną skalę co 20 lat wcześniej. Jest to pierwsza wojna z muzułmańskim państwem prowadzona ręka w rękę z Izraelem i pierwsza po 1989 roku bez udziału Europy. Poprzednie administracje amerykańskie dbały o to, by Izrael otwarcie nie uczestniczył w amerykańskich atakach. Dziś przywódcy zarówno USA, jak i Izraela nie wahają się grozić wrogom działaniami, które brzmią jak zapowiedź ludobójstwa lub zbrodni przeciw ludzkości.
W 2019 roku sondażownia Arab Barometer przeprowadziła badania arabskiej opinii publicznej w 12 państwach i porównała, kogo Arabowie boją się bardziej: Izraela czy Iranu. Wynik był jednoznaczny. Tylko Kuwejt oraz mniejsza część Iraku i Jemenu bały się bardziej Izraela niż Iranu. Reszta Bliskiego Wschodu obawia się przede wszystkim Izraela, a badanie przeprowadzono jeszcze zanim państwo to zrównało z ziemią Strefę Gazy, bombardowało Liban, Syrię, Irak czy Jemen, w zależności od potrzeby. W 2019 roku mniej niż ⅓ badanych aprobowała zbliżenie Bahrajnu i ZEA z Izraelem, czyli tzw. porozumienia Abrahamowe[2]. Od 15 lat badania arabskiej opinii publicznej dają podobne wyniki. Arabowie za największe zagrożenia uznają Izrael (52% w 2012, 44% w 2025 roku) i Stany Zjednoczone (21% w 2012 i w 2025 roku)[3]. Tylko 6 procent uznaje Iran za takie zagrożenie.
Co ciekawe, Trump nie wpływa w sposób istotny na opinię o Ameryce na globalnym Południu[4]. To tylko wzmacnia tezę, że te sądy są w miarę stabilne acz negatywne. Owszem, w państwach, które bezpośrednio są przez Trumpa krytykowane lub ich obywatele cierpią z jego powodu, jak Meksyk, odsetek negatywnych opinii o USA ostatnio rośnie. Ale na samym Bliskim Wschodzie nie ulega wątpliwości, że społeczeństwa muzułmańskie, szczególnie Turcja, od lat nie poważają USA. Sondaż z 2025 roku przeprowadzony przed szczytem G-20 pokazał, że Turcy i Hindusi uważają, że USA porzuciły rolę światowego lidera. Wszystkie te tendencje nie pozostawiają wątpliwości, że Stany Zjednoczone tracą zdolności przywódcze i koalicyjne.
Dobrze, choć nazbyt pokrętnie problem antyamerykanizmu ujął Phil Gordon, doradca Baracka Obamy i Kamali Harris. Parafrazując, powiedział: w 2003 roku zbombardowaliśmy i okupowaliśmy Irak – wyszło tragicznie, w 2011 roku zbombardowaliśmy Libię, ale jej nie okupowaliśmy, i też wyszło tragicznie, w 2015 roku ani nie zbombardowaliśmy, ani nie okupowaliśmy Syrii – i znowu wyszło tragicznie[5].
Ex oriente lux?
Arabskie państwa Zatoki Perskiej – z których wiele zaistniało jako niezależne byty dopiero w latach siedemdziesiątych, to być może jedyny region na świecie – który namacalnie zyskał na polityce USA na Bliskim Wschodzie i na prezydenturze Trumpa w szczególności. Monarchiczny styl z blichtrem, złotem i biciem pokłonów przywódcom, a także brak rozgraniczenia tego, co prywatne, od tego, co publiczne, i zarządzanie za pomocą królewskich dekretów – wszystko to wpisuje się w estetykę prezydenta USA. Od kilku dekad Izrael wraz z Arabią Saudyjską, ZEA, Bahrajnem, a czasem też i Katarem, powoli przejmowały miejsce Europy jako bliscy sojusznicy USA. Tyle że charakterystyczną cechą monarchii Zatoki Perskiej jest autorytaryzm, nieprzestrzeganie praw człowieka, system poddańczy dotyczący kobiet i migrantów. Można argumentować, że system się zmienia, bo kobiety w Arabii Saudyjskiej mogą prowadzić samochód, ale fakt pozostaje faktem, że w ogólnym rozrachunku wolności i praw człowieka państwa Zatoki Perskiej wypadają źle.
Nawet arabskie państwa Zatoki dostały ostatnio nauczkę w postaci konfliktu USA i Izraela z Iranem. Runął wizerunek bogatych, słonecznych i bezpiecznych Emiratów, Arabii Saudyjskiej, Bahrajnu. W konfrontacji wojskowej ani Ameryka, ani Izrael nie potrafiły ochronić tych państw przed najprostszym irańskim dronem. Ale bogate państwa Zatoki to państwa pogranicza, między globalnym Południem a globalną Północą, podobnie jak Rosja czy Chiny – przypadki specjalne, które należy traktować osobno.
Skąd zatem przyjdzie obrona prawa międzynarodowego i mądre przywództwo globalne? Pracująca dla Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa Sophie Eisentraut przekonuje, iż mimo że globalne Południe nie wydaje tyle pieniędzy na międzynarodowe cele, co Zachód, to jednak przoduje w autentycznym wyznaczeniu kierunków[6]. Ta teza jest być może w ogólności zbyt śmiała, ale w przyszłości może się okazać prawdziwa. W moim doświadczeniu w ciałach Rady Praw Człowieka ONZ najbardziej aktywne państwa w kwestiach zmian klimatycznych, zdrowia i sprawiedliwości społecznej pochodzą z Ameryki Południowej, Afryki i Azji. Europa dołącza do nich od czasu do czasu, ale nie jest tak aktywna, jak państwa Południa. Stany Zjednoczone i Izrael ostentacyjnie opuściły Radę Praw Człowieka w 2025 roku i, wcześniej po raz pierwszy za Trumpa, w 2018 roku. Globalne Południe pcha do przodu kwestie negocjacji traktatu o zanieczyszczeniu plastikiem i inne inicjatywy klimatyczne, używa systemu sprawiedliwości międzynarodowej do ścigania zbrodniarzy, proponuje reformy systemu finansowego, a także gości uchodźców. Ponad 70% uchodźców znalazło schronienie w państwach o niskim lub średnim dochodzie, jak Iran, Turcja, Uganda[7]. W międzynarodowych siłach pokojowych i policyjnych ONZ najliczniejsze nacje to Rwanda, Nepal, Indie, Bangladesz i Pakistan[8].
Zaangażowanie i nastawienie dużej części Południa do systemu prawa międzynarodowego, trybunałów i organizacji, które powstały po II wojnie światowej, pokrywają się z interesami Europy. Młodość mieszkańców globalnego Południa stawia przed Starym Kontynentem szansę opowiedzenia świata na nowo całemu pokoleniu, które dopiero wchodzi w życie. Pozytywną okolicznością jest też lepszy niż USA wizerunek Europy na globalnym Południu. Niepokojem napawa za to europejska rejterada od obowiązku międzynarodowej pomocy humanitarnej[9], gdy skrajne ubóstwo po raz pierwszy od wielu lat rośnie[10]. Wyzwaniem dla Europy pozostaje uzyskanie czegoś, co należałoby nazwać autonomią epistemologiczną, czyli odklejeniem się od Stanów Zjednoczonych na tyle, żeby Europa nie musiała swoim wizerunkiem płacić za błędy USA i pokazała waleczność na rzecz pryncypiów. Tylko wówczas nasze własne europejskie problemy bezpieczeństwa, sprawiedliwości i współpracy będą przez globalne Południe brane na poważnie. Pozostaje też sprawa autentycznej politycznej woli budowania nowych partnerstw z państwami spoza naszego kręgu kulturowego i zrozumienia konieczności takich działań. W długim rozrachunku europejskie bezpieczeństwo i dobrobyt zależą od międzynarodowych partnerstw[11]. Skoro utrata głównego partnera wydaje się nieuchronna, musimy szukać nowych.
Patrycja Sasnal – dr, politolożka i arabistka, ukończyła też filozofię. Wykłada w Kolegium Europy i na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles. Jest też analityczką PISM i ekspertką Komitetu Doradczego Rady Praw Człowieka ONZ, członkinią rady ECFR i eksperckiej komisji ds. migracji przy Biurze RPO. Jej książka pt.: Arendt, Fanon and Political Violence in Islam ukazała się w 2019 w Routledge.
[1] Brown University, Costs of War, The Watson School of International and Public Affairs, https://costsofwar.watson.brown.edu/costs/human (dostępy w przypisach tu i dalej 21 kwietnia 2026).
[2] M. Robbins, Israel or Iran: Which is the greater perceived threat?, 11 września 2019, https://www.arabbarometer.org/2019/09/israel-or-iran-which-is-the-greater-perceived-threat/.
[3] Arab Center Washington DC: The 2012–2013 Arab Opinion Index, 10 czerwca 2013, https://arabcenterdc.org/resource/the-20122013-arab-opinion-index/ oraz Arab Opinion Index 2025, 13 lutego 2026, https://arabcenterdc.org/resource/arab-opinion-index-2025/.
[4] Pew Research Center, Views of the United States, 11 czerwca 2025, https://www.pewresearch.org/global/2025/06/11/views-of-the-united-states/.
[5] J. Goldberg, Obama’s Former Middle East Adviser: We Schould Have Bombed Assad, The Atlantic, 20 kwietnia 2016, https://www.theatlantic.com/international/archive/2016/04/philip-gordon-barack-obama-doctrine/479031/.
[6] S. Eisentraut, It’s Time to Trust the Global South, Foreign Policy, 20 listopada 2025, https://foreignpolicy.com/2025/11/20/global-south-united-states-europe-global-leadership-multilateral-cooperation/.
[7] UNHCR, The UN Refugee Agency, Refugee Data Finder, https://www.unhcr.org/refugee-statistics/insights/explainers/refugee-hosting-metrics.html.
[8] United Nations, Troop and police contributors, https://peacekeeping.un.org/en/troop-and-police-contributors.
[9] S. Vigersky, The Great Aid Recession 2025’s Humanitarian Crash in Nine Charts, 23 grudnia 2025, https://www.cfr.org/articles/great-aid-recession-2025s-humanitarian-crash-nine-charts.
[10] J. Helth i in. September 2025 global poverty udate from the World Bank: New data and regional classifications, World Bank Blogs, 30 września 2025, https://blogs.worldbank.org/en/opendata/september-2025-global-poverty-update-from-the-world-bank–new-da.
[11] A.M. Fejerskov, M. Kolling, Europe enters 2026 strugging to find its footing with the Global South, 6 stycznia 2026, https://www.diis.dk/en/research/europe-enters-2026-struggling-to-find-its-footing-with-the-global-south.