• Paweł Kubicki (UJ)
18.02.2026

Strażnicy demokracji czy PR-owcy władzy. O przyszłości mediów lokalnych w kontekście nowej ustawy medialnej

W ostatnich latach przetoczyła się w Polsce intensywna dyskusja dotycząca roli wolnych i niezależnych mediów jako strażników demokracji. Koncentrowała się ona jednak na mediach ogólnopolskich, pozostawiając na uboczu problem mediów lokalnych i regionalnych. Nie jest to specjalnym zaskoczeniem.


Skupienie niemal wszystkich mediów w jednym mieście – stolicy państwa – sprawia, że problemy Polski lokalnej rzadko przebijają się do głównego nurtu. Kiedy w ostatnich latach ograniczana była niezależność mediów ogólnopolskich, towarzyszyły temu głośne protesty i liczne dyskusje, natomiast niezależność mediów lokalnych zanika po cichu i to sukcesywnie od lat. To poważny problem, gdyż demokracja potrzebuje trwałych fundamentów, które tworzone są na poziomie grassroots – w społecznościach lokalnych, a bez silnych i niezależnych mediów te fundamenty demokracji ulegać będą erozji. Demokracja nie sprowadza się do rytuału wrzucania kart do urn wyborczych raz na kilka lat. Istotą demokracji jest dyskusja i ucieranie stanowisk, do czego potrzebna jest sfera publiczna, którą zapewniają niezależne media, odgrywające także rolę strażniczą.

Zagrożenia dla lokalnej „czwartej władzy”

Niezależne media lokalne osłabiane są od lat i coraz trudniej wypełniać im te zadania. Z jednej strony zadziałało tu znane od wieków prawo Kopernika-Greshama, głoszące, iż „gorszy pieniądz wypiera lepszy”. W tym przypadku media lokalne są wypierane przez media (o ile w tym przypadku można używać takiego określenia) rozwijające się na różnych platformach internetowych, oferujące bezpłatne, szybkie oraz tzw. klikbajtowe treści i informacje. Takie media mają niewiele wspólnego z deliberacją i sferą publiczna, ich działalność przynosi odwrotny skutek – rozbijają wspólnotę, dzieląc ją na bańki informacyjne.

Z drugiej strony niezależne media lokalne wypierane są przez media finansowane i kontrolowane przez władze samorządowe – i takie media z niezależnością i obiektywnością nie mają nic wspólnego. Andrzej Andrysiak, analizując strukturę mediów lokalnych, zwracał uwagę, że w 2021 roku w Polsce wydawano 728 tytułów lokalnych i 868 tytułów lokalnych urzędowych, wypełniających definicję mediów samorządowych. Liczba tytułów lokalnych spadła z 763 w 2020 roku, a urzędowych nieznacznie wzrosła. Te różnice, choć niewielkie, wpisują się w widoczny od kilku lat trend – pism wydawanych przez władze samorządowe przybywa, podczas gdy zmniejsza się liczba periodyków lokalnych niezwiązanych z takimi władzami. Dodatkowo, z raportu Watchdog Polska poświęconego mediom samorządowym wynika, że autorami publikowanych na jej łamach artykułów są zwykle urzędnicy, przedstawiciele lokalnych władz czy jednostek samorządu terytorialnego i radni rządzącej opcji. Bardzo rzadko pojawia się głos mieszkańca czy przedstawiciela opozycji.

Media samorządowe nie mogą wypełniać funkcji czwartej władzy, której zadaniem jest kontrola sprawujących władzę, stanowią one raczej propagandowe tuby lokalnych władz. To bardzo niebezpieczna tendencja, wskazująca na zanikanie sfery publicznej w Polsce lokalnej. Należy także podkreślić, że w tym przypadku mamy też do czynienia z przykładami nieuczciwej konkurencji, gdyż samorządy wydają swoje media w oderwaniu od zasad rynkowych, a wpływy z reklam to ważna część budżetu dla każdego wydawcy. Odpływ reklamodawców do mediów władzy – które i bez tego nie utracą płynności finansowej – osłabia niezależne media i wpływa na jakość oferowanych treści i informacji, co dodatkowo przyczynia się do wypychania ich z lokalnego rynku medialnego.

Zawiedziona nadzieja na poprawę

Nadzieję na poprawę tego stanu rzeczy można było wiązać z wdrażaniem europejskiego aktu o wolności mediów (European Media Freedom Act, EMFA) – unijnego rozporządzenia, które formalnie weszło w życie w sierpniu 2025 roku, wprowadzając nowe przepisy mające chronić pluralizm i niezależność mediów. Przepisy te kładą duży akcent między innymi na ograniczanie wpływu polityków na media oraz przejrzystość ich finansowania, a kraje członkowskie zobowiązane są do respektowania tych przepisów. W Polsce już w połowie 2024 roku ruszyły prace nad wdrożeniem europejskiego aktu o wolności mediów, a odpowiedzialne za to Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego (MKiDN) przygotowało założenia do ustawy.

W dokumencie tym sporo miejsca poświęcono na diagnozę lokalnego rynku medialnego oraz tego, jak sytuacja ta przekłada się na stan lokalnej demokracji. Słusznie zwrócono uwagę, że jedną z konstytucyjnych zasad odnoszących się do działalności samorządu jest zasada subsydiarności (pomocniczości). Stanowi ona, iż jednostki samorządu terytorialnego mogą wykonywać wyłącznie te zadania, które nie mogą być zrealizowane przez samych obywateli lub przez ich wspólnoty czy organizacje. Prowadzenie przez samorządy działalności podobnej do niezależnej prasy, konkurującej o te same przychody reklamowe, co prasa lokalna, stanowi naruszenie zasady pomocniczości. Wynika z tego wiele wymienionych w tym dokumencie negatywnych konsekwencji, a obecność tzw. mediów samorządowych znacząco utrudnia, a często uniemożliwia istnienie pluralistycznych i niezależnych mediów lokalnych.

Jako propozycję zmiany tej sytuacji zaproponowano całkowity zakaz prowadzenia działalności medialnej (wydawania prasy oraz dostarczania usług medialnych w rozumieniu ustawy o radiofonii i telewizji) przez jednostki samorządu terytorialnego oraz podmioty podległe tym jednostkom. W oficjalnym komunikacie MKiDN tłumaczącym proponowane zmiany można było przeczytać między innymi: „Zależy nam na mocnej pozycji niezależnych mediów lokalnych, których zadaniem jest rzetelne informowanie, kontrola i krytyka społeczna, dlatego proponujemy wprowadzenie ograniczeń prowadzenia działalności na rynku medialnym przez jednostki samorządu terytorialnego”.

Proponowany przez MKiDN zakaz był dobrym krokiem w kierunku wzmacniania roli niezależnych mediów lokalnych i regionalnych, a także istotnym wkładem w odbudowę sfery publicznej w samorządnej Polsce i przywracaniem podstawowej idei samorządu jako wspólnoty mieszkańców. W najnowszym projekcie ustawy nie znalazł się jednak zapowiadany zakaz wydawania mediów przez jednostki samorządu terytorialnego. Jeśli ustawa ta zostanie przyjęta w obecnym brzmieniu, może mieć fatalne skutki dla przyszłości demokracji w Polsce.

Walka o duszę samorządu

Podstawową rolą mediów w demokratycznym państwie jest dostarczanie bezstronnych i rzetelnych informacji oraz kontrola władzy. Media kontrolowane przez władze ze zrozumiałych względów nie mogą wypełniać tej funkcji. Podkreślał to Rzecznik Praw Obywatelskich, który w odpowiedzi na najnowszy projekt ustawy medialnej ponownie zaapelował o wprowadzenie ograniczeń w wydawaniu prasy przez jednostki samorządu terytorialnego. Zwracał przy tym uwagę, że wprawdzie żaden przepis Konstytucji RP nie zakazuje wprost samorządom wydawania mediów, to jednak konieczna jest jej wykładnia zapewniająca gwarancje wolności prasy po stronie obywateli i społeczeństwa obywatelskiego. To państwo – jako gwarant pluralizmu – musi zapewnić dostęp do bezstronnych i rzetelnych informacji oraz do szerokiego wachlarza opinii i komentarzy, odzwierciedlających różnorodność poglądów politycznych, a także zagwarantować, by dziennikarze nie byli ograniczani w przekazywaniu tych informacji i komentarzy.

W sytuacji gdy niezależne media lokalne są coraz słabsze, a propagandowe media samorządowe niewiarygodne, lukę informacyjną zaczynają wypełniać różne platformy internetowe, udające niezależne media. Stanowią one pole do rozprzestrzeniania się treści, które ze sferą publiczną mają niewiele wspólnego, a ich rozwój prowadzi do sytuacji przeciwnej, czyli rozbijania wspólnoty. W efekcie, zamiast wspólnoty mieszkańców dyskutujących o wspólnych sprawach, samorządy coraz bardziej przypominają zatomizowane i wrogie sobie plemiona.

Dlatego tak ważne dla przyszłości samorządu terytorialnego jest wzmacnianie niezależnych lokalnych mediów i ograniczanie działalności mediów finansowanych przez jednostki samorządowe. Jeśli zaniknie sfera publiczna, której gwarantem są niezależne media, zniknie też samorząd rozumiany jako wspólnota mieszkańców. Zdrowa demokracja to zdolność do autorefleksji i samoograniczania się, a tego coraz bardziej brakuje w samorządowej Polsce. Samorząd terytorialny niebezpiecznie ewoluuje w kierunku korporacji zawodowej, zapominając, że został powołany do wypełniania misji tworzenia wspólnoty. Korporacje potrzebują agencji PR, natomiast wspólnoty mieszkańców potrzebują sfery publicznej z niezależnymi mediami. To, jaki ostateczny kształt przyjmie procedowana ustawa medialna, zadecyduje, czy jedna z najbardziej udanych instytucji III RP – samorząd terytorialny – stanie się korporacją zawodową zabiegającą o własne interesy, czy wspólnotą mieszkańców, na straży której stać będą niezależne media.


Paweł Kubicki – dr hab., socjolog i antropolog kultury, adiunkt w Instytucie Studiów Europejskich Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek Zespołu Ekspertów Samorządowych Fundacji Batorego. Specjalizuje się w badaniu społeczno-kulturowych aspektów funkcjonowania i rozwoju miast.

Zobacz także

Pomóż nam nagłaśniać tematy ważne społecznie.
Twoja darowizna wesprze powstawanie naszych tekstów.

Wspieraj