Postanowiono wesprzeć 75 tytułów na łączną kwotę ponad 12,2 mln zł – w przypadku części z nich jest to dofinansowanie w trybie dwu- lub trzyletnim. Lista jest długa. Znalazły się na niej m.in. „Czas Kultury”, „Dwutygodnik” i „Pismo”, związane z „Gazeta Wyborczą” „Książki. Magazyn do czytania” i romski kwartalnik „Dialog Pheniben”. Są wśród dotowanych „Przegląd Polityczny”, „Liberté!”, „Krytyka Polityczna”, ale też mocno lewicowy, przez lata niewspierany „Nowy Obywatel”. Nie zabrakło również wydań bardziej specjalistycznych, jak poświęcony sztukom wizualnym „Szum” czy zajmujące się muzyką „Jazz Forum” i „Glissando”.
Wśród mających otrzymać wsparcia znalazły się także czasopisma o charakterze regionalnym lub lokalnym, jak „Miasteczko Poznań” czy „Śpiewak Śląski”. To ważne, bo nieraz można było usłyszeć głosy o tym, że takim wydaniom trudno konkurować z pismami o charakterze ogólnopolskim, często przyciągającymi znane nazwiska etc. Stawiano nawet postulat wyodrębnienia dla takich tytułów oddzielnej puli. Tymczasem okazuje się, że możliwe było przygotowania takich kryteriów oceny wniosków, by one również otrzymywały wsparcie.
Znaczące braki
To wszystko nie oznacza, że nie ma problemów związanych z tym programem. Jednym z nich jest całkowite wykluczenie z konkursu pism o charakterze naukowym. Tymczasem niektóre z nich, jak „Didaskalia”, jednocześnie opisują powstającą aktualnie twórczość i są miejscem publikacji m.in. recenzji teatralnych. Ważna jest również lista pominiętych, bowiem pokazuje ona praktykę funkcjonowania programu. Jest na niej zarówno unikalne, wydawane po angielsku „Contemporary Lynx”, informujące zagranicznych odbiorców o naszej sztuce, jak i „Rodowód Rodzin Katyńskich”, istotne dla zachowania polskiej historii – a przecież nie tak dawno minister Marta Cieńkowska ogłosiła, że trwają prace nad strategią wspierania kultury pamięci, bowiem pełni ona szczególną rolę wspólnototwórczą, ale też buduje bezpieczeństwo państwa.
Jednak najbardziej uderzające jest nieprzyznanie w tym roku dotacji dla wszystkich pism o konserwatywnym czy prawicowym intelektualnym profilu, które złożyły wnioski w obecnej edycji. Odmówiono jej zarówno „Pressjom”, przygotowywanym przez młode pokolenie autorów i autorek związane z Klubem Jagiellońskim, jak i „Teologii Politycznej Co Tydzień”, internetowemu pismu o filozofii, historii i kulturze, które nie tylko zgromadziło duże grono bardzo ważnych autorek i autorów, ale wypracowało własną formułę mówienia o dziedzictwie historycznym i artystycznym. Podobnie dofinansowania nie otrzymają „Nowa Konfederacja”, która niejednokrotnie zabierała krytyczny głos na temat rządów Zjednoczonej Prawicy, czy reprezentujący konserwatywną wrażliwość miesięcznik „Wszystko co Najważniejsze”. I to nie koniec tytułów o takim profilu pominiętych w tegorocznym konkursie.
Spory o wyniki konkursu na wpieranie czasopism miały miejsce za poprzednich rządów Platformy Obywatelskiej i PSL-u. Jednak, czasami w trybie odwołań, dotacje otrzymywały wszystkie istotne tytuły od lewa do prawa. Od „Krytyki Politycznej” i „Przeglądu Politycznego” po „Christianitas”, „Frondę” i „44/Czterdzieści i Cztery”. Co więcej, profil ideowy pism niekoniecznie był powodem odrzucenia w danym roku określonych tytułów. Przykładowo, w 2013 roku wsparcia miały zostać pozbawione wszystkie pisma o społeczno-politycznym wymiarze. W kolejnym zaś pisma internetowe oraz większość ważnych, poświęconych sztukom wizualnym. Po tej serii kontrowersji na stronie „Res Publiki Nowej” w 2014 roku ukazał się komentarz. „Wystarczy (…) porównać coroczne decyzje ministra, żeby zauważyć, że oparta o konkursy polityka kulturalna państwa staje się już swoją karykaturą. Nie zapewnia ciągłości działań sektora kultury i nie stymuluje rozwoju, za to popycha redakcje do rywalizacji raczej o względy rządzących niż czytelników”.
Po dojściu do władzy Zjednoczonej Prawicy nastąpiła istotna korekta. Coraz bardziej ograniczano wparcie dla pism, które nie były postrzegane jako konserwatywne lub prawicowe. W 2018 roku odmówiono go całej grupie ważnych tytułów. Wtedy też grupa publicystów wystosowała do Piotra Glińskiego list, podpisany m.in. Krzysztofa Kłopotowskiego, Pawła Milcarka, Agnieszkę Romaszewską, Piotra Skwiecińskiego, Bronisława Wildsteina i Piotra Zarembę. „Zaniepokojenie budzi między innymi fakt, że dofinansowania nie otrzymało kilka czasopism o dużych tradycjach, ważnych dla polskiej kultury i kształtowania opinii publicznej” – pisali. I dodawali: „W trosce o funkcjonowanie w Polsce pism pełniących ważną rolę kulturotwórczą zwracamy się z uprzejmą prośbą o pozytywne rozpatrzenie odwołań od wyników konkursu złożonych przez redakcje wyżej wspomnianych czasopism”.
Było to bezprecedensowe w tamtych czasach upomnienie się przedstawicieli środowisk prawicowych o bardziej pluralistyczną politykę kulturalną rządu. Ministerstwo przyjęło część odwołań. Ostatecznie wsparcie otrzymały m.in. „Kultura Liberalna”, „Zeszyty Literackie” i „Znak”. Jednak w tym i kolejnych latach na dotacje nie mogły liczyć „Krytyka Polityczna, „Liberté!”, „Przegląd Polityczny” czy „Res Publica Nowa”, ale też „Dwutygodnik” czy „Pismo”. Nie była to zinstytucjonalizowana, ale de facto systematycznie prowadzona polityka wykluczania określonych tytułów.
Na nowo, ale po staremu
Wreszcie zmiany we wszystkich programach ministerialnych zostały wprowadzone za czasów obecnej koalicji. Za urzędowania Hanny Wróblewskiej jako ministry kultury zlikwidowano tzw. ocenę strategiczną, która umożliwiała wpływ ministerstwa na otrzymanie dotacji już na etapie oceny wniosku. Mogło ono przyznać do 30 punktów (plus do 10 za ocenę organizacyjną). Członkowie tzw. komitetu sterującego mieli zaś do dyspozycji 60 punktów. Wysokość oceny strategicznej była też sygnałem, jaką politykę prowadzi. Przykładowo we wspomnianym 2018 roku „Res Publica Nowa”, „Więź” i „Znak”, otrzymały po 13 punktów w ramach oceny strategicznej, natomiast maksymalnie 30 punktów „Fronda Lux”, „Pressje”, kwartalnik „Cywilizacja. O nauce, moralności, sztuce i religii”, a nawet „Forum Dziennikarzy”, wydawane przez bardzo blisko związane z ówczesną władzą Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich.
Obecnie wnioski podlegają jedynie ocenie wartości merytorycznej przeprowadzanej przez ekspertów, którzy mogą przyznać do 100 punktów oraz organizacyjnej dokonywanej przez Instytut Książki zarządzającym tym programem (w przypadku stwierdzenia co najmniej jednego czynnika obniżającego ocenę wniosku określa on w skali 1-10 wartość punktową obniżającą ocenę końcową).
Likwidacji uległ również – co może budzić większe kontrowersje – tryb odwoławczy, które przez wiele lat pozwalał ministrowi kultury dokonywać korekty i przyznawać dotacje tym pismom, które nie zmieściły się na liście rekomendowanych do przyznania dotacji. Wprowadzono natomiast rezerwę ministra, czyli wydzielono część środków do dyspozycji osoby kierującej MKiDN. Może ona samodzielnie przyznać dotacje dla wniosku, który nie otrzymał rekomendacji, ale uzyskał ocenę w wysokości minimum 40 punktów na etapie konkursowym. Rozwiązanie to zwiększyło swobodę w dysponowaniu środkami (nie jest konieczne składanie odwołań), a jednocześnie dało narzędzie, aby w jawny sposób kształtować politykę wsparcia ze środków publicznych, i też ponosić za to odpowiedzialność.
Nie wiadomo, czy Marta Cienkowska dokona korekty listy pism, które w 2026 roku otrzymają ministerialne wsparcie. Niezależnie jednak od jej decyzji, wyniki konkursu wskazują na systemowy problem z programem wsparcia czasopism. Owszem, w trybie konkursowym udało się docenić bardzo różne pisma, ale jednocześnie wykluczono wszystkie tytuły związane z jednym, określonym, w tym przypadku prawicowo-konserwatywnym profilem ideowym. Można nie podzielać poglądów tych redakcji, ale nie sposób pominąć ich głosu w debacie publicznej ani też mówić o wspieraniu pluralizmu, jeśli się wyklucza ważną część jej uczestników z dostępu do środków publicznych.
Czas na zmianę
Koniecznie jest zatem ponowne przemyślenie sposobu funkcjonowania tego programu. Zapewne duże znaczenie ma dobór ekspertów zaproszonych do oceny wniosków – w ubiegłym roku lista wspartych pism była bardziej zróżnicowana ideowo (nazwiska członków komitetu sterującego poznamy dopiero po ogłoszeniu ostatecznej listy dotacji). Dlatego warto pomyśleć o bardziej transparentnym sposobie ich wyboru. Jednak warto pomyśleć też o bardziej jednoznacznym wpisaniu w założenia tego programu pism o charakterze ideowym i podkreśleniu znaczenia ich różnorodności. Obecnie bowiem, jak zostało to zapisane w określającym jego cel ministerialnym ogłoszeniu, program ma „wzmocnić głos środowisk, których pespektywę estetyczną czy społeczną dane czasopismo dostrzega/reprezentuje”, ale jednocześnie podkreślono, że zakłada „możliwość finansowania wyłącznie czasopism, których zasadniczy profil tematyczny opiera się na prezentacji zagadnień dotyczących kultury lub dziedzictwa kulturowego”. I dodano: „podstawowe znaczenie dla realizacji celów programu ma wsparcie dla tytułów o profilu artystycznym, literackim prezentujących różne dziedziny kultury oraz rozwijających wokół nich dyskurs krytyczny”.
Kultura jednak to nie tylko dzieła literackie, przestawienia teatralne, filmy czy prace artystów wizualnych. Jej nieodłączną częścią jest istotna debata intelektualna o ideach, jak i o sprawach publicznych, ważna zwłaszcza w dobie mediów społecznościowych i malejącej roli tych tradycyjnych. I to w pismach są artykułowane bardzo różne głosy, prawicowe i lewicowe, konserwatywne i liberalne. Wreszcie, jak podkreśla Monika Ochędowska w komentarzu do wyników tegorocznego konkursu na łamach „Tygodnika Powszechnego”: „redakcje reprezentujące odmienne spojrzenie na świat często punktują swoje błędy i uproszczenia, co zwiększa transparentność debaty publicznej. W efekcie czytelnicy i czytelniczki otrzymują szerszy, bardziej złożony obraz rzeczywistości”. Tym bardziej potrzebny jest przejrzysty i przewidywalny sposób wspierania takich pism.
Piotr Kosiewski – dyrektor forumIdei Fundacji im. Stefana Batorego, krytyk i historyk sztuki.