Dramatyczne wydarzenia, do jakich w październiku 2026 roku doszło w szkołach w Ostrołęce i Leszczydole-Nowinach, słusznie skierowały uwagę na kwestie bezpieczeństwa. To w pełni zrozumiałe – zapewnienie bezpieczeństwa dzieci i młodzieży musi być naszym absolutnym priorytetem. Potrzebujemy rzetelnej diagnozy przyczyn tych wydarzeń oraz planu działań, który ograniczy ryzyko podobnych tragedii w przyszłości. Równie ważne jest wzmacnianie zaufania rodziców do szkoły jako miejsca, gdzie dzieci są bezpieczne. Z tym zadaniem nie możemy pozostawić dyrektorów i nauczycieli – to także wyzwanie dla instytucji państwa oraz społeczeństwa obywatelskiego.
Szkoły to jednak nie tylko wspólnoty, które powinniśmy chronić. W dyskusji o bezpieczeństwie i odporności nie możemy zgubić drugiej perspektywy. Szkoły to jednocześnie instytucje, które mogą budować bezpieczeństwo całego naszego społeczeństwa. System edukacji powinniśmy traktować jako jeden z najważniejszych zasobów w budowaniu odporności społecznej Polski.
Odporność społeczna, czyli…
„Odporność społeczna” to… pojęcie robiące zawrotną karierę. Towarzyszy temu inflacja jego znaczenia. Nieostre definicje odporności stają się coraz szersze i stopniowo okazuje się, że budowaniem społecznej odporności każda instytucja może nazwać większość działań, jakie podejmowała lub planuje podjąć. Taka sytuacja zamiast prowadzić nas do wzmocnienia strategicznych działań na rzecz odporności ogranicza się raczej do zadowolenia z tego, że to, co dotychczas robiliśmy, wpisuje się w nowy trend.
Warunkiem koniecznym odwrócenia tej sytuacji jest uporządkowanie pojęć i jasne określenie, co mamy na myśli, mówiąc o odporności społecznej. Mnogość definicji tego zadania nie ułatwia, ale na potrzeby tego tekstu proponuję przyjąć, że odporność społeczna to zdolność do przeciwstawiania się zagrożeniom, absorbowania ich skutków, dostosowywania się i zachowania lub przywrócenia podstawowych funkcji[1]. Na tak rozumianą odporność składają się nie tylko infrastruktura, narzędzia, zapasy, wiedza, ale także procedury, kompetencje, relacje i zaufanie. To koparki, zapasy paliwa, plecaki ewakuacyjne, wiedza o miejscach schronienia, ale też umiejętność odróżniania informacji fałszywych od prawdziwych oraz znajomość sąsiadów czy zaufanie do szkoły, że zajmie się naszymi dziećmi. Nikogo nie zaskoczy wskazanie szkoły jako podmiotu odpowiedzialnego za uczenie krytycznego myślenia, ale rola systemu edukacji w budowaniu odporności społeczeństwa może i powinna być znacznie szersza.
Powszechność i skala oddziaływania
Polski system edukacji to 5,3 mln uczniów, 1,3 mln wychowanków przedszkoli oraz kolejne miliony ich rodziców i dziadków. Żadna inna instytucja publiczna nie ma takiej skali i siły oddziaływania, szczególnie jeśli uwzględnimy fakt, że kontakt ze szkołą ma charakter codzienny, a nie incydentalny.
System oświaty to także ponad 23 000 placówek rozproszonych po całym kraju – to przede wszystkim miejsca nauki, ale także przestrzenie do spotkań, organizowania lokalnej współpracy czy, w razie konieczności, udzielania pomocy. System edukacji to także ponad pół miliona nauczycielskich etatów. W mniejszych ośrodkach to często najlepiej wykształceni, rozpoznawalni i cieszący się uznaniem pracownicy instytucji publicznych.
Realizując swoją podstawową funkcję, szkoły mogą i powinny przekazywać wiedzę pozwalającą rozpoznawać zagrożenia, wspierać uczniów w rozwijaniu kompetencji osobistych i społecznych oraz budować zaufanie do instytucji publicznych i wspólnoty. Poprzez uczniów szkoły mogą docierać także do dorosłych. Trudno wyobrazić sobie lepszą zachętę do lektury Poradnika bezpieczeństwa niż pytania ze strony własnego dziecka.
Szkoła to jednak nie tylko infrastruktura, program nauczania i ludzie, ale także to, co się dzieje między nimi – to kapitał zaufania zgromadzony w codziennych relacjach, własne kanały komunikacji pomiędzy szkołą a rodzicami czy zdolność do mobilizowania lokalnych społeczności.

Spontaniczna mobilizacja czy systemowe działanie
W dyskusjach o odporności często słyszymy, że musimy nadrobić stracony czas i w przyspieszonym tempie wypracować nowe rozwiązania. Tym bardziej warto zauważyć potencjał systemu edukacji, jest to bowiem zasób już istniejący i już wykorzystywany. Podczas pandemii to szkoły w dwa tygodnie uruchomiły zdalne lekcje, zupełnie zmieniając sposób działania. W 2022 roku szkoły stały się centrami pomocy dla uchodźców uciekających przed wojną z Ukrainy. W 2024 roku wiele szkół stało się miejscem tymczasowego schronienia dla ewakuowanych powodzian. Szkoły – dzięki wysiłkowi dyrektorów i nauczycieli, często przy wsparciu władz lokalnych i rodziców – potrafiły zmobilizować się w trudnej sytuacji, wesprzeć swoje społeczności, realizować zupełnie nowe zadania, przy jednoczesnym zachowaniu swoich podstawowych funkcji.
Wspólny mianownikiem tych działań jest spontaniczna mobilizacja, bazująca na oddolnym zaangażowaniu kadry szkół i improwizacji. Działania te nie wynikały z przygotowanych wcześniej scenariuszy, nie były budowane na systemowych przygotowaniach. Te same problemy rozwiązywane były równolegle – bez wymiany informacji i koordynacji – w wielu miejscach jednocześnie. Część zasobów i oddolnej energii nie została wykorzystana w sposób optymalny i trudno za to winić pracowników szkół.
To jednak nie wystarczy. Odpowiedzialnością instytucji państwa jest uczynienie wszystkiego, aby tę oddolną energię mądrze wykorzystać, dzięki wcześniejszemu przygotowaniu, planowaniu działań poszczególnych podmiotów, odpowiednim procedurom i kompetentnemu wsparciu kluczowych podmiotów. Takie podejście pozwoli wykorzystać potencjał szkół, nie tylko w momentach kryzysu, ale także w czasie między nimi, który powinniśmy sumiennie wykorzystywać do budowania odporności na przyszłość.
Okno możliwości, które się zamyka
Kwestie odporności społecznej znajdują się obecnie w centrum zainteresowania państwa. W czerwcu 2026 powołano Pełnomocnika Rządu ds. Wzmocnienia Odporności Państwa, a we wrześniu Pełnomocnika Ministra Edukacji do spraw przygotowania obronnego i odporności społecznej. Resort edukacji budowanie odporności społecznej uwzględnił w podstawowych kierunkach realizacji polityki oświatowej państwa. W naszych domach już od prawie roku mamy Poradniki bezpieczeństwa, zaś MEN przygotował ich wersje dla uczniów szkół podstawowych (Wiedza moją tarczą). W ramach reformy programowej Kompas Jutra we wrześniu 2027 roku do VIII klas szkół podstawowych wejdzie nowa podstawa programowa przedmiotu kształcenie obronne (zastąpi edukację dla bezpieczeństwa). Już teraz zgodnie z rozporządzeniem MEN w sprawie ramowych planów nauczania w czasie zajęć z wychowawcą w klasach IV-VIII raz w miesiącu poruszane mają być tematy zagrożeń czasu wojny i pokoju.
Z pozoru wszystko wygląda bardzo dobrze. Jednak praktyka działania szkół nadal zbyt często rozmija się z intencjami decydentów. Bezpieczeństwo i odporność to kwestie, o których wielu nauczycieli wie niewiele i nie czują się oni przygotowani do poruszania tego tematu z uczniami. Niestety, dotyczy to także części nauczycieli edukacji dla bezpieczeństwa, którzy nie są ekspertami w tym zakresie i tymi godzinami jedynie uzupełniają swoje pensum. Bez dobrego przygotowania nauczycieli – przekazania im rzetelnej wiedzy, profesjonalnie przygotowanych materiałów i atrakcyjnych narzędzi do pracy z uczniami w różnym wieku – tematyka bezpieczeństwa nie zagości na stałe na zajęciach z wychowawcą, dziecięce wersje poradników na temat bezpieczeństwa pozostaną jedynie atrakcyjnymi plikami, a ważna z perspektywy odporności społecznej wiedza nie dotrze do uczniów.
W tym kontekście powinna nas szczególnie niepokoić przewaga działań doraźnych nad systemowymi. Przykładem tych pierwszych jest Edukacja z wojskiem – sztandarowe przedsięwzięcie MEN i MON. W poprzedniej edycji program ten objął blisko 130 000 uczniów. To imponująca liczba, ale daleka od skali, jaką może zaoferować systemowe działanie w postaci dobrego przygotowania nauczycieli kształcenia obronnego do pracy z nową podstawą programową (w przyszłym roku tego przedmiotu będzie się uczyło ok. 400 000 uczniów) czy wsparcie wychowawców klas w pracy z poradnikami Wiedza moją tarczą. Sytuacji nie ułatwia także nieprecyzyjny podział odpowiedzialności za wspieranie szkół w tym obszarze oraz wykorzystanie ich potencjału w budowaniu odporności całego społeczeństwa pomiędzy Ministerstwem Edukacji Narodowej a odpowiedzialnym za obronę cywilną i ochronę ludności resortem spraw wewnętrznych i samorządami lokalnymi jako organami prowadzącymi szkoły.
Czego potrzebujemy?
Po pierwsze, postawmy na systematyczność pracy szkół, a nie na działania akcyjne/doraźne. Konieczne jest bardzo dobre przygotowanie nauczycieli kształcenia obronnego do pracy z nową podstawą programową oraz realne wsparcie wychowawców klas IV–VIII szkół podstawowych do prowadzenia zajęć dotyczących bezpieczeństwa i odporności. Punktem wyjścia do tych prac powinno być wykorzystanie poradników bezpieczeństwa w ich szkolnych wersjach oraz przygotowanie analogicznych materiałów dla nastolatków. Wsparcie nauczycieli edukacji obywatelskiej w uczeniu o odporności może przyczynić się do zakorzenienia tej tematyki w szkołach ponadpodstawowych.
Po drugie, zauważmy potencjał szkół w docieraniu z rzetelnymi informacjami dotyczącymi bezpieczeństwa do rodziców i dziadków uczennic i uczniów. To unikalna szansa kontaktu z wieloma milionami Polaków, którzy nie zgłoszą się na Powszechne Warsztaty Ochrony Ludności. Zainteresowanie rodziców bezpieczeństwem dzieci jest zasobem, który należy wykorzystać.
Po trzecie, konieczne jest pilne wsparcie szkół w przygotowaniu do reagowania w sytuacjach różnorodnych zagrożeń. Odpowiedzialność za to ponoszą samorządy jako organy prowadzące szkoły, ale doświadczenie pokazuje, że nie wszystkie radzą sobie w tym obszarze tak samo dobrze i wielu dyrektorów pozostawiono w tym zakresie samym sobie. Tymczasem szkoły powinny mieć opracowane i przećwiczone scenariusze reagowania na różne zagrożenia. Przygotowani na takie sytuacje powinni być zarówno dyrektorzy, jak i sami nauczyciele. Nie wystarczy wskazać samorządy jako podmioty odpowiedzialne. Trzeba stworzyć mechanizmy ich wspierania – szczególnie w mniejszych gminach (np. udostępnić wspólne scenariusze reagowania, przygotować wspólne pilotaże, rekomendacje i wskazówki).
Po czwarte, już teraz zastanówmy się, jak w konkretnych sytuacjach kryzysowych wykorzystać infrastrukturę szkół, kadry i inne zasoby systemu oświaty do budowania sprawnej odpowiedzi państwa. Świetnym punktem wyjścia do tego typu myślenia mogą być doświadczenia reagowania szkół w czasie poprzednich kryzysów. Inspiracją mogą być także doświadczenia dyrektorów placówek oświatowych z Ukrainy, które działają w skrajnie trudnych warunkach, nadal realizując swoje podstawowe funkcje (edukacyjną, wychowawczą, opiekuńczą) i podejmując się innych działań. W Polsce również potrzebujemy refleksji o tym, jak szkoły powinny adaptować się w sytuacji poważnych kryzysów, jakie funkcje powinny realizować, jak działać i jak już teraz mogą się przygotować na taką ewentualność. W obecnej sytuacji nieodrobienie tych lekcji i ponowne zdawanie się na intuicyjne, nieprzygotowane i nieskoordynowane działania byłoby skrajną nieodpowiedzialnością.
*
Poprzednie kryzysy potwierdziły ogromną zdolność mobilizacyjną szkolnych społeczności, ale sam entuzjazm, zaangażowanie i gotowość pomagania nie wystarczą, jeśli nie zostaną mądrze wsparte przez instytucje państwa kompetencjami, procedurami, wspólnym planowaniem i strategiczną refleksją. Teraz jest czas na wykonanie tej pracy.
Jędrzej Witkowski – dr, prezes Centrum Edukacji Obywatelskiej, ekspert edukacyjny, z wykształcenia socjolog (Uniwersytet SWPS) i politolog (Uniwersytet Warszawski).
[1] Zaproponowane rozumienie „odporności społecznej” jest oparte na definicji
przyjętej przez Biuro Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Ograniczania Ryzyka Katastrof (UNDRR). Źródło: https://www.undrr.org/terminology/resilience?utm_source=chatgpt.com, dostęp 25.10.2026. Jest to ujęcie szersze niż definicja zaproponowana w ustawie o ochronie ludności i obronie cywilnej (art. 3 ust. 6), która koncentruje się na zaspokajaniu potrzeb bytowych oraz współpracy z podmiotami ochrony ludności.