Podczas Biennale w 2022 roku Rosyjski Pawilon pozostawał zamknięty. Było to następstwem decyzji artystów – Kiriła Sawczenkowa i Aleksandry Suchariewej oraz kuratora Raimundasa Malašauskasa – o wycofaniu się z imprezy. Dwa lata później pawilon został udostępniony Boliwii – Rosja należy do wąskiej grupy państw, które posiadają na terenie Giardini, historycznej części Biennale, swój gmach. Jednak w tym roku nastąpiła zmiana. Ogłoszono, że w pawilonie odbędzie się jednak wystawa firmowana przez Rosję. Co więcej, jak podkreślał Michaił Szwydkoj, były minister kultury Federacji Rosyjskiej, a obecnie delegat ds. międzynarodowej wymiany kulturalnej, jego kraj nigdy nie opuścił weneckiego Biennale.
Władze Biennale wyraziły zgodę na udział Rosji. W oficjalnym oświadczeniu tłumaczyły, że impreza ma być „miejscem dialogu, otwartości i wolności artystycznej, sprzyjającym więziom między narodami i kulturami, z nieustającą nadzieją na zakończenie konfliktów i cierpienia”. Na zmianę decyzji nie wpłynęły krytyki i protesty. Swój sprzeciw wyraził minister kultury Włoch – Biennale zarządzane jest przez specjalnie powołaną fundację, ale jej przewodniczącego mianuje tenże minister. Apel w tej sprawie wystosowało 22 europejskich ministrów kultury, a Komisja Europejska zagroziła, że może zostać cofnięte unijne finansowanie. Nie zareagowano wreszcie na liczne protesty ludzi sztuki, chociaż petycję „Stop normalizacji zbrodni wojennych poprzez sztukę” w krótkim czasie podpisało ponad 8 tysięcy osób.
Rosja zaplanowała, że w dniach preview (5-8 maja), kiedy Biennale zwiedzają osoby związane ze sztuką, media i politycy, w pawilonie ma się odbyć spektakl muzyczny Drzewo zakorzenione w niebie z udziałem około 50 osób z Rosji oraz pięciu innych krajów. Natomiast w trakcie siedmiu miesięcy trwania imprezy w pawilonie jest prezentowany zapis tego wydarzenia, który można zobaczyć tylko z zewnątrz, zaglądając przez okna budynku.
Rosja chciała się przedstawić w Wenecji jako kraj dialogu, rozmowy, chociaż równolegle, 8 maja, w miejskim centrum wystawienniczym Maneż w Sankt Petersburgu otwarto wystawę pod znamiennym tytułem Rosyjski imperatyw. Tym imperatywem okazała się… wojna. To ona – przekonywali twórcy wystawy – stanowi kościec rosyjskiej tożsamości.
Nie tylko udział Rosji wywołał oburzenie. Dotyczyło ono także obecności Izraela – w 2024 roku pawilon tego kraju pozostał zamknięty. Ponad 200 artystów, kuratorów i innych pracowników związanych z tegorocznym Biennale podpisało przygotowany przez Art Not Genocide Alliance (ANGA) list z żądaniem wykluczenia tego państwa.
W obu przypadkach władze Biennale nie zmieniły zdania. Doprowadziło to do rezygnacji członkiń jury przyznającego nagrody – Złote i Srebrne Lwy. W efekcie po raz pierwszy od wielu dekad te prestiżowe wyróżnienia nie zostały wręczone. Jednak przede wszystkim otwarciu imprezy towarzyszyły głośne protesty. Codziennie przed Rosyjskim Pawilonem trwały demonstracje, m.in. ukraińskiego Femenu oraz rosyjskiej grupy anarchofeministycznej Pussy Riot, na czele z jej założycielką Nadią Tołokonnikową. Wiele osób nosiło nalepki „Death in Venice”, których projekt opiera się na logo Biennale przekształconym przez łotewskiego artystę Krišsa Salmanisa, co jednocześnie w oczywisty sposób nawiązuje do opowiadania Thomasa Manna i do legendarnego filmu Luchina Viscontiego.
Protesty trwały także przed pawilonem Izraela, gdzie 8 maja zorganizowano strajk przeciwko obecności tego kraju na Biennale, co było bezprecedensowym wydarzeniem w najnowszej historii tej imprezy. Na cały dzień lub przynajmniej część dnia zamknięto 27 pawilonów, m.in. Austrii, Czech, Egiptu, Holandii czy Wielkiej Brytanii, zaś po południu ponad tysiąc osób wzięło udział w marszu, zablokowanym przez policję przed Arsenałem, na którego terenie znajduje się pawilon Izraela.
Nieprzypadkowo Rosja podjęła w tym roku próbę powrotu do Wenecji – był to test, sprawdzający, na ile szczelny jest bojkot ogłoszony po 24 lutego 2022. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy prezydent Donald Trump podejmował starania odbudowy relacji z Putinem. Nie była to zresztą jedyna taka próba. Moskwa stale, czasami z powodzeniem, stara się o zdjęcie sankcji nałożonych na sportowców w zawodach międzynarodowych. Biennale w Wenecji, warto o tym pamiętać, jest jednak zjawiskiem szczególnym. To najbardziej prestiżowe wydarzenie w dziedzinie sztuk wizualnych, cieszące się też ogromnym zainteresowaniem publiczności – jego poprzednią edycję obejrzało ponad 700 tysięcy osób, natomiast na samych trzech dniach preview w 2024 roku było to ponad 27 tysięcy. Do tego Biennale zachowało unikalny obecnie w przypadku wystaw sztuki charakter rywalizacji narodowej – pawilony poszczególnych krajów konkurują o nagrody.
O wadze przyznawanej przez Moskwę temu wydarzeniu może też świadczyć to, że za tegoroczną prezentację odpowiada agencja Smart Art, założona przez Anastazję Karniejewą, córkę Nikołaja Wołobujewa, wiceprezesa korporacji państwowej Rostec i emerytowanego oficera FSB, oraz Jekatierinę Winokurową, córkę ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa. To sam trzon elit Rosji Putina.
A jednak – mimo otwarcia pawilonu – trudno uznać ten powrót za udany. Uwagę przykuły przede wszystkim protesty: doniesienia o nich obiegły wszystkie ważne media. Po raz kolejny też przypomniano o bojkocie Rosji i powodach jego wprowadzenia. Wbrew usilnym staraniom Rosji, jej obecność w międzynarodowym obiegu kulturalnym nie stała się czymś oczywistym. Przeciwnie, głośno powiedziano, że nie ma to zgody.
Przy okazji sporu o udział w weneckim Biennale przypomniano też publicznie o związkach części europejskich środowisk politycznych, intelektualnych czy medialnych z Rosją. I, jak się okazało, mimo trwającej od 4 lat pełnoskalowej wojny, grupy te nadal czują do Rosji sentyment. Obecnym przewodniczącym fundacji Biennale jest prawicowy dziennikarz Pietrangelo Buttafuoco, powołany na to stanowisko przez rząd Giorgii Meloni. A decyzję o niewykluczaniu Rosji wsparł Matteo Salvini, wicepremier w obecnym rządzie i lider Ligi, od lat popierający Władimira Putina. Co więcej, dziennik „La Repubblica” ujawnił dokumenty świadczące o tym, że władze Biennale pomagały Rosji w ominięciu unijnych sankcji, by umożliwić jej obecność w Wenecji. Tegoroczne Biennale pokazało także, że Izrael musi zacząć liczyć się z następstwami zbrodniczej polityki prowadzonej przez rząd Benjamina Netanjahu. Wezwania do bojkotu kultury tego kraju będą się powtarzać.
Jednak przy okazji tegorocznych wydarzeń w Wenecji wyraźnie ujawniło się też istotne pęknięcie. Do grona uczestniczących w strajku podczas otwarcia Biennale dołączyła też Polska. „Nie jesteśmy obojętni na decyzję o włączeniu państw agresorów do tegorocznej edycji Biennale. Dlatego też, w geście sprzeciwu wobec tej decyzji i wyrazie solidarności ze społecznościami dotkniętymi wojnami i przemocą, zamykamy Pawilon Polski 8 maja od godziny 16:00 do końca dnia” – napisali w wydanym z tej okazji oświadczeniu Bogna Burska i Daniel Kotowski, których praca jest w nim wystawiana oraz kuratorki wystawy Ewa Chomicka i Jolanta Woszczenko. Po czym dodali: „Zachęcamy do udziału w protestach, które wówczas się odbywają, a także do wsparcia Pawilonu Ukraińskiego i do jego licznego odwiedzenia w nadchodzących dniach i przez cały okres Biennale”.
Ważne było przypomnienie o tragedii rozgrywającej się za naszą wschodnią granicą. Część protestujących podkreślała bowiem swój sprzeciw zarówno wobec Rosji, jak i Izraela. Jednak zainicjonowany przez Art Not Genocide Alliance (ANGA) strajk miał przede wszystkim antyizraelski wydźwięk. I to wydarzenia w Gazie zaczęły przykuwać główną uwagę.
Odebranie dotacji przez Komisję Europejską zamyka sprawę oficjalnej reakcji Unii na obecność Rosji w Wenecji, chociaż władze Biennale zapowiedziały zaskarżenie tej decyzji w sądzie. Jednak spór o obecność Rosji, ale także Izraela będzie miał długotrwałe następstwa. Nie chodzi jedynie o kwestie finansowe – przedstawiciele Biennale podkreślają, że brak tej kwoty nie wpłynie na jego działania. Ważniejsze jest to, że Pietrangelo Buttafuoco i pozostałe osoby zarządzające doprowadziły do bezprecedensowego podważenia zaufania do samej instytucji. Kolejne decyzje – jak pomysł przyznawania Lwów Zwiedzających (Visitors’ Lions), które w tym roku miałyby zastąpić tradycyjne nagrody – tylko pogłębiają kryzys. Część artystów i artystek uczestniczących w głównej wystawie i pawilonach narodowych zażądało bowiem usunięcia swoich nazwisk z listy, z której mogą wybierać głosujący.
Biennale w Wenecji to kolejny przykład, jak łatwo – poprzez nominacje partyjne – niszczy się instytucje kultury, nawet o tak wielkim prestiżu i wieloletniej historii. Podobnie zresztą działo się w Polsce czy na Węgrzech podczas ostatnich prawicowo-populistycznych rządów. Biennale w Wenecji musi się zatem zmienić i być może podjąć radykalne decyzje, jak postuluje Peter Sit, kurator tegorocznego Pawilonu Czech i Słowacji w rozmowie dla magazynu „Ocula”: „Obecna sytuacja geopolityczna wyraźnie obnaża ograniczenia systemu opartego na reprezentacji narodowej”. Być może tylko rezygnacja z tego systemu wyeliminuje pokusę, by nadużywać go w tak bezwstydny sposób, jak robi to Rosja.
Piotr Kosiewski – dyrektor forumIdei Fundacji im. Stefana Batorego, krytyk i historyk sztuki.