• Filip Pazderski
29.10.2026

Obywatelska aktywność zaufania publicznego

Gdyby pewnego dnia organizacje społeczne zdecydowały się przystąpić do strajku generalnego i odstąpiły od aktywności, utracilibyśmy dostęp do wielu ważnych usług. Według badań organizacje te najczęściej działają w sporcie i turystyce lub zapewniają dostęp do innych czynności czasu wolnego. Zaraz potem jest działalność kulturalna i artystyczna – to organizacje często stoją za tak lubianymi przez nas festiwalami czy wydarzeniami upowszechniającymi lokalną tradycję. Często uzupełniają też luki w systemie edukacji. Bez nich w wielu miejscach oferta edukacyjna straciłaby na jakości lub przybrała mniej atrakcyjną i innowacyjną formę.

„Foresight Społeczeństwa Obywatelskiego 2036", przedstawiciele organizacji z całej Polski tworzą alternatywne scenariusze przyszłości.

W ten sposób dzięki organizacjom nasze życie jest nie tylko ciekawsze, ale też zdrowsze i bardziej świadome. Znaczna grupa świadczy też pomoc osobom z niepełnosprawnościami, ubogim czy całym rodzinom. Uzupełniają w ten sposób ofertę usług opiekuńczych i społecznych pochodzącą od władz, świadcząc je najczęściej lepiej i taniej.

Niestety, roli pełnionej przez organizacje nie odpowiada to, jak są postrzegane. O ile jeszcze zaufanie do nich jest relatywnie duże, to już wiedza dotycząca ich działania jest znacznie mniejsza i odbiega od realiów. Aż 32% badanych kojarzy organizacje pozarządowe wyłącznie z działalnością charytatywną. Prawie połowa nie potrafi spontanicznie wymienić ani jednej konkretnej organizacji. Mocno utrzymuje się też mit, że praca w sektorze pozarządowym powinna opierać się na wolontariacie lub poświęceniu. W związku z tym organizacje mają nie potrzebować pieniędzy na działalność, w tym sportową czy kulturalną, a już na pewno nie trzeba finansować w nich wynagrodzeń – angażujący się ludzie wyżywią się sami.

Jak trwoga, to do… organizacji

Nie zmienia to faktu, że kiedy tylko coś się dzieje – idzie wysoka woda, wybucha pandemia, zamykając mniej samodzielne osoby bez wsparcia w domach, czy przybywa nagle duża grupa osób uciekających przed wojną – to wpierw patrzymy w stronę organizacji. I one zazwyczaj stają na wysokości zadania. Rzucają na bok swe obowiązki, w tym działania, na których realizację mają środki (czytaj: aktywność finansującą pensje ludzi w organizacjach), i robią wszystko, co mogą, aby zorganizować system pomocy i odpowiedzieć na nagłą potrzebę. I dają radę! Bez nich woda by przeszła, uchodźcy zostali na ulicach, a my dalej oglądalibyśmy się z przerażeniem pozostające w paraliżu decyzyjnym i pozbawione scenariuszy działania władze.

Rola społeczeństwa obywatelskiego wzrosła jeszcze w ostatnich latach, gdy nie tylko obserwujemy przeciągającą się inwazję rosyjską w Ukrainie, ale konflikt ten przekracza również nasze granice. Na dobre trwa też wojna hybrydowa w naszej przestrzeni informacyjnej. I to organizacje społeczne mają teraz wykorzystać doświadczenia zebrane podczas reagowania na dotychczasowe kryzysy i włączyć się w system ochrony ludności i obrony cywilnej, przygotowywany przez rząd. To bardzo ważne, bo mogą w jego ramach stać się czynnikiem sklejającym poszczególne społeczności oraz łączącym władze z mieszkańcami. To właśnie organizacje społeczne w dużej mierze zajmują się przeciwdziałaniem płynącej z zagranicy dezinformacji, która zatruwa nasze umysły oraz wpływa na funkcjonowanie społeczeństwa i państwa.

09.17.2024 Wrocław, Polska, Powódź, zabezpieczenie wałów przeciwpowodziowych workami z piaskiem we Wrocławiu.

Społecznik – dobry zwrot z braku inwestycji

Tylko czy przypadkiem nie kładziemy na barki podmiotów społecznych zbyt dużej odpowiedzialności? Albo czy chociaż proponujemy im dostęp do wszystkich zasobów, jakich mogą potrzebować? Czy traktujemy ich usługi jako należące do pierwszej potrzeby, o których stabilność dostępu należy zadbać? Zdecydowanie tak nie jest.

Niedawno obchodziliśmy trzecią rocznicę wyborów, które doprowadziły obecny rząd do władzy. Obejmując jego stery, premier w exposé z 13 grudnia 2023 roku zapowiedział odbudowę zdrowej, przyjaznej relacji między władzą centralną a organizacjami pozarządowymi. Przed wyborami trzy partie opozycyjne nawiązały ze środowiskiem organizacji rodzaj paktu, publicznie zobowiązując się do uproszczenia przepisów określających działalność obywatelską, prowadzenia z organizacjami realnego dialogu i zreformowania systemu publicznego finansowania organizacji.

Dziś trudno szukać nie tylko efektów tych obietnic, lecz również pozostałości w organizacjach po nadziejach z tamtego okresu. Zamiast rozwiązania utrudniających im działalność i znanych od dłuższego czasu słabości strukturalnych, organizacje dalej borykają się ze skostniałym systemem zlecania im zadań przez administrację publiczną. Nie pozwala on bardziej elastycznie dysponować środkami i wykorzystywać je na zaspokojenie nagłych potrzeb czy na inwestycję w ludzi, co pozwoliłoby zwiększyć ich kompetencje i poprawić zadowolenie z pracy.

Stary system wsparcia z podrzuconym zgniłym jajem

System konkursów, zwłaszcza prowadzonych przez rząd, jest często bardzo zbiurokratyzowany. Nie tylko konkurencyjność w naborach wniosków jest bardzo duża i wiele pracochłonnych w przygotowaniu wniosków nie uzyskuje wsparcia. Często na ocenę trzeba długo czekać, bo rządowi brakuje kompetencji do sprawnego przeprowadzenia konkursów. Na domiar złego, idące w miliony wsparcie wciąż potrafią otrzymywać organizacje blisko związane z poprzednio rządzącą partią i korzystające do 2023 roku z preferencyjnego traktowania.

Najlepszym przykładem jest tu program Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego (FERS) 2021–2027. Dopiero w październiku 2026 roku ogłoszono wyniki II etapu oceny merytorycznej w konkursie, do którego nabór skończył się rok wcześniej – „Wzmocnienie oddziaływania NGO z kluczowych branż na polityki publiczne”. To jest 21 milionów złotych w podziale na 7 projektów – po jednym w każdym z obszarów tematycznych. Niestety, co najmniej w paru – integracja osób migrujących i uchodźczych, przeciwdziałanie zmianom klimatu czy wzmocnienie demokracji i praworządności – przepadły organizacje z dużym doświadczeniem w działaniach i mocnym partnerstwem, a wygrały podmioty pompowane przez poprzednią władzę albo przynajmniej nieznane z danej aktywności. Czy wszyscy przegrani napisali tak słabe wnioski? Nie sądzę. Ale stara prawda głosi, że mniej istotne jest, kto organizuje wybory, ale ważne, kto liczy głosy. W tym wypadku, jak się okazuje, projekty oceniali eksperci wybrani przez poprzedni rząd Prawa i Sprawiedliwości, bo obecne władze uznały, że nie trzeba ich zmieniać.

Dodatkowo, w opublikowanym niedawno projekcie ustawy budżetowej znacznie obcięto środki na wsparcie organizacji przez Narodowy Instytut Wolności (NIW), zwłaszcza w obszarach pozwalających budować odporność sektora i wzmacniać jego infrastrukturę i kompetencje w zespołach. Podobnie stało się z programami asystencji osobistej i opieki wytchnieniowej. Niewiele lepiej rzecz się ma z Programem ochrony ludności i obrony cywilnej na lata 2027–2031, gdzie zaplanowano pieniądze dla organizacji społecznych – jeśli mają się realnie zaangażować, potrzebują konkretnych zasobów. Tylko że, po pierwsze, jest tam mowa głównie o wsparciu Ochotniczych Straży Pożarnych, a po drugie, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji sugeruje, że środkami tymi ma dysponować właśnie NIW. Tylko że MSWiA nie wyjaśnia, czy ma to być w ramach już okrojonego w stosunku do ostatnich lat budżetu, czy też Narodowy Instytut Wolności otrzyma nowe fundusze.

Z pustego nawet Salomon nie naleje

W tym wszystkim nie chodzi o wielkie pieniądze. Na pracy w organizacjach zwykle trudno się dorobić – średnia wynagrodzeń w tym sektorze wynosi tylko 0,6 średniej w gospodarce. Chodzi o zapewnienie godnych warunków ludziom angażującym się w często obciążającą psychicznie aktywność. Już teraz w jednej trzeciej organizacji wśród współpracujących tam osób dominuje poczucie wypalenia zawodowego, co często dotyka także ich kierownictwa. Negatywne emocje tylko pogłębia niepewność działania związaną z brakiem rezerwy finansowej – tylko 35% organizacji ma środki, które pozwolą utrzymać działalność i zespół przez minimum trzy miesiące. A to czas potrzebny na dostosowanie się do nowych warunków, gdy coś się nagle wydarzy i utracą finansowanie.

Po prostu trudno się spodziewać, że działające w takich warunkach osoby, ze względu na trudny dostęp do finansowania niepewne swojej przyszłości, będą gotowe dalej poświęcać wszystko dla innych lub dla przeciwdziałania kolejnemu kryzysowi. I nawet jeśli wiele osób znów tak zrobi, stanie się to ogromnym kosztem, niejednokrotnie własnego zdrowia i czasu dla rodziny. A przecież to nie jedyny rodzaj trudności, z jakimi zmagają się organizacje.

Polscy wolontariusze sortują dary dla uchodźców z Ukrainy i pakują je do transportu na granicę oraz do Ukrainy. Wrocław, Polska – 28 lutego 2022 r.

Miejsce przy stole bez prawa głosu

Niezbędnym elementem aktywności części z nich jest wykorzystywanie zdobytej wiedzy do wpływania na poprawę otaczającej nas rzeczywistości. Organizacje robią to, pracując nad zmianą prawa lub programów publicznych. Ale w tej działalności też mają pod górkę, bo kuleje u nas system dialogu obywatelskiego.

Prace wielu z utworzonych w ramach rządu ciał z udziałem przedstawicieli sektora nie przekładają się na żadne rezultaty. Konsultacje publiczne, nawet odnoszące się do programów publicznych i aktów prawnych dotyczących działalności organizacji, mają często charakter pozorny. Nie tylko czas ich prowadzenia jest znacznie poniżej standardów (jedna trzecia projektów rządowych ustaw jest konsultowana 0–7 dni), ale też składane uwagi nie mają wpływu na zmianę jakichkolwiek zapisów, a często nikt się do nich nawet nie odnosi.

Czy działając w takich warunkach, można brać udział w budowie trwałego systemu obrony cywilnej i odporności społecznej? Czy udaje się wzmacniać naszą demokrację? Czy, wreszcie, można gwarantować ludziom niezakłócony dostęp do podstawowych usług społecznych, zwłaszcza tym członkom naszych społeczności, którym trudno samodzielnie funkcjonować? To wszystko pytania retoryczne.

Dlatego też potrzebujemy wykorzystać pozostałe 12 miesięcy, jakie dzielą nas od następnych wyborów, jako „okienko pogodowe”, w którym należy zrobić jak najwięcej, by przygotować się na możliwe nadejście pogorszenia warunków. To musi być czas na podjęcie wysiłku odbudowy zaufania między rządem a organizacjami społecznymi, naprawy systemu dialogu obywatelskiego i wprowadzenia jak największej liczby zmian systemowych, które ułatwią organizacjom pracę – jak w przypadku uelastycznienia zlecania organizacjom zadań publicznych przez nowelizację ustawy o działalności pożytku publicznego. Natomiast już istniejące publiczne programy wsparcia warto wykorzystać do budowy kompetencji osób w sektorze, co pozwoli na zwiększanie jego odporności na możliwe przyszłe kryzysy i zagrożenia o charakterze systemowym. To też pomoże organizacjom skuteczniej działać na rzecz naszego wspólnego dobra.


Filip Pazderski – prawnik i socjolog. Kierownik Programu Społeczeństwo Obywatelskie w Fundacji im. Stefana Batorego. Wcześniej przez 14 lat związany z Instytutem Spraw Publicznych, gdzie pełnił funkcję dyrektora programu Demokracji i Społeczeństwa Obywatelskiego.

Zobacz także

Pomóż nam nagłaśniać tematy ważne społecznie.
Twoja darowizna wesprze powstawanie naszych tekstów.

Wspieraj