• Koordynacja Solidarności i Walk
08.10.2026

Czy potrzebujemy dzisiaj KOR-u?

Komitet Obrony Robotników, przekształcony po roku w Komitet Samoobrony Społecznej „KOR”, cieszy się w III RP dobrą sławą – jako pierwsza legalna opozycja w PRL, symbol odwagi i solidarności. Dziś opowiada się o nim w ramach pochwalnej historii restauracji kapitalizmu w Polsce, dokonanej rękami walczących ramię w ramię intelektualistów i robotników. Ta utarta historyczna narracja rysuje ciągłość między marcem 1968, strajkami 1970 i 1976 roku, powstaniem KOR-u, przekształceniem grupy w polityczną komórkę opozycyjnej inteligencji, a następnie narodzinami „Solidarności” w sierpniu 1980 i wreszcie wydarzeniami roku 1989. Takie przedstawienie drugiej połowy XX wieku nie tylko spłaszcza wszelki opór społeczny w PRL do żądania gospodarki wolnorynkowej, ale też – z perspektywy roku 2026 – narzuca określoną wizję III RP: jako wolnego, demokratycznego i dostatniego społeczeństwa (tym bardziej odkąd Polska została ogłoszona „dwudziestą gospodarką świata”), gdzie nie ma już klas społecznych i nie potrzeba ani związków zawodowych, ani strajków, ani walki o demokrację.

Przemarsz uczestników strajku ul. 1 Maja pod Komitet Wojewódzki PZPR w Radomiu (źródło AIPN)

Jako wychowani już w III RP młodzi pracownicy i studenci, działacze Koordynacji Solidarności i Walk (KSW), uważamy, że opowiedziano nam tę historię walki z niedoborem i dyktaturą w uproszczeniu graniczącym z manipulacją i że zbyt często przywołuje się ją jako pieśń odległej, ponurej przeszłości, której problemy zostały zażegnane raz na zawsze w 1989 roku, bo zniknęło ich źródło – socjalizm w wydaniu „demokracji ludowych”. Tymczasem rzeczywistość III RP, choć zupełnie inna, nie jest wcale aż tak odległa od tej, przeciw której strajkowali robotnicy w 1970, 1976 i 1980 roku: koszty życia rosną, wybranym grupom społecznym przysługują przywileje, demokracja jest fasadowa, strajki – rozbijane, a strajkujący – represjonowani. Czy potrzebujemy więc dziś również nowego KOR-u?

Narodziny KOR – w obronie prawa do strajku

Wróćmy najpierw do źródeł Komitetu Obrony Robotników. W czerwcu 1976 roku rząd premiera Piotra Jaroszewicza ogłosił w telewizji wysokie podwyżki cen żywności. Następnego dnia w wielu miastach, m.in. w Radomiu, Ursusie i Płocku, wybuchły strajki i protesty robotnicze. Władze cofnęły podwyżki, ale odpowiedziały falą represji wobec strajkujących: aresztowaniami, rewizjami i procesami sądowymi. Harcerze, młodzież związana z Klubem Inteligencji Katolickiej i osoby wywodzące się z tak zwanych „komandosów” (kontestatorów, których działalność opozycyjna sięgała lat sześćdziesiątych) rozpoczęli akcję pomocy represjonowanym oraz ich rodzinom. Tę inicjatywę podjęli szanowani warszawscy intelektualiści – i wtedy właśnie powstał KOR, którego głównym celem miało być uwolnienie więzionych robotników. Pierwsza amnestia objęła większość aresztowanych już w lipcu 1976 roku. Rok później, po zwolnieniu ostatnich represjonowanych, KOR uznał swoje pierwotne zadanie za zrealizowane i przekształcił się w Komitet Samoobrony Społecznej „KOR”. Nowa formacja – już raczej inteligencka komórka politycznej opozycji niż interwencyjna grupa pomocowa – stawiała sobie za cel obronę praw człowieka i praworządności w PRL.

Podkreślmy jednak: KOR uformował się w odpowiedzi na represje za strajki. Niejednokrotnie bronił prawa robotników do samoorganizacji. W 1979 roku związani z KOR-em intelektualiści sformułowali Kartę Praw Robotniczych. Tak pisali o strajku: „Strajk jest fundamentalnym i niezbywalnym prawem każdego pracownika. (…) Władze państwowe i administracja zakładów nie mają prawa używać siły ani przymusu wobec strajkujących”.

Działacze KSS „KOR” zyskali zaufanie wielu robotników dzięki praktycznemu wsparciu i ideologicznym deklaracjom. Podczas strajków sierpnia 1980 część z tych działaczy pełniła rolę doradców ruchu robotniczego, współtworząc „Solidarność”. W ruchu solidarnościowym prawo do samoorganizacji pracowniczej wyraźnie stanęło w samym centrum żądań, co odzwierciedla pierwszy z21 słynnych postulatów Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego.

W PRL mieliśmy strajki przeciwko podwyżce cen – a gdzie są dziś strajki przeciwko inflacji? 

W czerwcu 1976 winny podwyżki był oczywisty i widoczny – była nim Polska Zjednoczona Partia Robotnicza (PZPR). Obecnie mierzymy się z tym samym problemem podwyżek cen, jedynie rozłożonym w czasie. Odpowiedzialni za to nie sątak jawni i oczywiści jak wtedy, a jednak istnieją – pomimo narracji o wolnym rynku, który„weryfikuje” i „decyduje” swoją obiektywną niewidzialną ręką, rzekomo nieuwikłaną w politykę. Tyle jest prawdy w tej metaforze, że rękę faktycznie trudno dostrzec. Nie należy jednak mylić zabiegów korporacji, które podnoszą ceny i obniżają płace w celu zwiększania swoich zysków, z nieuniknionymi „naturalnymi prawami rządzącymi gospodarką”.

Weźmy na przykład okres 2021–2023, kiedy zaszła zmiana cen relatywnie podobna do tej z czerwca 1976 roku. W 2023 roku inflacja względem roku 2022 wyniosła 24% na produktach żywnościowych, 23,7% na paliwie, 22,7% na kosztach mieszkania. Jak w 2022 roku przyznał prezes NBP Adam Glapiński: „W Polsce 50–60% podwyżek cen w 2022 r. to były podwyżki spowodowane windowaniem w górę marż zysku przez przedsiębiorstwa, systemy handlowe, sieci handlowe itd. W sprzyjających okolicznościach, kiedy popyt wydawał się nieograniczony”. Wysokość płacy realnej także zaczęła w tym okresie spadać – po raz pierwszy od 30 lat. Oznacza to tyle, że ogólny procent pieniędzy w gospodarce przeznaczony na wypłaty spadł (o około 2%), a tym samym większa ilość pieniędzy pozostała w rękach korporacji jako niewypłacone pensje. Koncentracja władzy ekonomicznej wzrosła – dziś zaledwie 10 korporacji kontroluje 80% rynku żywności, a wartość ich sprzedaży przekracza 250 mld zł. Ilość drobnych sklepów rodzinnych zmniejszyła się z 450 tys. do 70 tys., a spadek zatrudnienia w sektorze handlu szacowany jest nawet na 2 miliony.

Inflacja w tym wypadku jest niczym innym, jak marżą korporacji – taką samą, celową podwyżką cen, zarządzoną odgórnie przez porozumienie kilku korporacji z danego sektora. W rzeczywistości niewiele się to różni od podwyżki z dekretu PZPR: powracająca inflacja zastąpiła partyjną podwyżkę cen. Tylko dlaczego w odpowiedzi na nią nie widzimy fali strajków?

Zwieńczenie KOR-u: podtrzymanie antystrajkowych restrykcji Jaruzelskiego 

Niestety, środowisko KOR-u tylko do czasu broniło prawa robotników do strajku i zrzeszania się. Wszystko zmieniło się po 1989 roku, kiedy byli członkowie KOR-u doszli do władzy w III RP. Gdy bronili już nowego porządku społecznego, urządzonego wedle własnych idei, najbardziej zależało im na złamaniu fali strajków lat 1989–1991 przeciwko prywatyzacji i zamykaniu zakładów pracy. W 1991 roku przyjęli haniebną ustawę o rozwiązywaniu sporów zbiorowych, która obowiązuje do dziś.

Aby zrozumieć, co się stało w roku 1991, musimy wrócić do stanu wojennego. W 1981 roku, ogłaszając dekret o stanie wojennym, Wojciech Jaruzelski całkowicie zakazał strajków. Rok później ustawa o związkach zawodowych formalnie przywróciła możliwość legalnego strajkowania, ale w taki sposób, by w praktyce strajki maksymalnie utrudnić. Ustawa poparta w 1991 roku przez byłych KOR-owców podtrzymała w mocy restrykcje nałożone na strajk przez Jaruzelskiego, wprowadzając jedynie kilka marginalnych zmian. Intelektualiści zachowali restrykcje reżimu, z którym niegdyś walczyli; reżimu, który ich samych 10 lat wcześniej poddał internowaniu i osadził w aresztach.

Możemy bez cienia wątpliwości nazwać tę decyzję tym, czym była – zdradą robotników. To dzięki ich zaufaniu byli KOR-owcy doszli do władzy i to ich mieli reprezentować w negocjacjach przy Okrągłym Stole. Nie był to jednak niespodziewany obrót spraw. Tendencje, które doprowadziły do przyjęcia antystrajkowej ustawy w 1991 roku, widoczne były w strukturze i charakterze KOR-u od samego początku – organizacji inteligenckiej i elitarnej (liczącej nie więcej niż 40 osób), popierającej walkę o prawa robotników, a jednak nie do końca uznającej, że to właśnie oni powinni kierować ruchem na rzecz swojego wyzwolenia. KOR-owcy przeszli od wspierania robotniczych walk do wykorzystywania robotniczego poparcia w późnych latach osiemdziesiątych dla realizacji własnej agendy, dalekiej od postulatów strajków sierpnia ‘80. Ostatecznie zrealizowali model podobny do tego obowiązującego w PRL: robotnicy mieli harować (i brać na siebie materialne ryzyko związane ze strajkowaniem), a inteligenci, biurokraci, eksperci – podejmować decyzje i wyznaczać kierunek działań.

Podobny model obowiązuje dzisiaj – choć znacznie wyżej od intelektualistów stanęli właściciele wielkich firm, demokracji dla pracowników jak nie było, tak nie ma. Na miejsce biurokratów z PZPR weszli przedstawiciele skorumpowanej klasy politycznej, reprezentujący wyłącznie interesy biznesu i swoich kolegów (na każdym kroku słyszymy o kolejnych aferach z kilometrówkami czy pokojami VIP w szpitalach). Dla wygrania kilkuletniej kadencji (gwarantującej więcej wizyt VIP i kilometrówek) politycy obiecują wszystko, ale nie realizują prawie nic. Progresywne projekty ustaw wiecznie trzymają w „zamrażarce”, nie robią sobie nic z konsultacji społecznych, a najbardziej palące problemy współczesnego pracownika pozostawiają bez rozwiązania.

Choć fasadowe już w parlamencie, demokracja i praworządność kończą się dziś definitywnie za bramą (lub drzwiami) zakładu pracy, gdzie spędzamy większość życia (Polska szczyci się jednym z najdłuższych tygodni pracy w Europie). Prezesi wielkich korporacji stoją ponad prawem i traktują swoje firmy jak prywatne folwarki. Znacznie bardziej niż przestrzegać prawa pracy opłaca im się je łamać i płacić śmiesznie niskie kary (według danych Państwowej Inspekcji Pracy, w zeszłym roku średnia grzywna wynosiła 1400 zł). Łamanie praw pracowniczych nie jest odstępstwem od normy, stało się nowym standardem.

A strajki – jak w PRL były rozbijane pałką lub tłumione przez represje, tak dziś są pacyfikowane, jeszcze zanim się zaczną: przez antyzwiązkowe kancelarie prawnicze, wszechwładzę wielkiego biznesu i prawo stojące po stronie zarządów. Strajk sytuuje się na samym końcu procedury rozwiązywania sporu zbiorowego – żeby go podjąć, trzeba przejść przez wszystkie wcześniejsze etapy, z których każdy jest obliczony na zablokowanie strajku i demobilizację załogi. W rzeczywistości III RP, gdzie rynek pracy uległ w ostatnich dziesięcioleciach potężnym zmianom, blokady strajku ustanowione w stanie wojennym działają jeszcze skuteczniej, bo są całkowicie oderwane od współczesnych realiów. Związkowcy notorycznie są nielegalnie zwalniani i zasypywani absurdalnymi pozwami – Mariusz Piotrowski, lider strajku w gnieźnieńskiej fabryce kominów Jeremias w 2025 roku, w szczytowym momencie miał za działalność związkową około 10 spraw w sądzie. Sporu zbiorowego w Polsce coraz częściej nie da się nawet zacząć, bo istnienie konfliktu jest od początku negowane przez antyzwiązkowych prawników, wynajętych przez firmę do walki ze związkami. Jako działacze Koordynacji Solidarności i Walkod miesięcy głośno mówimy: obecne polskie „prawo do strajku” w praktyce uniemożliwia strajkowanie większości pracowników w Polsce. 

 

Co się więc zmieniło?

W przeciwieństwie do robotników z Ursusa czy Radomia w PRL-u pracownik zakładu przemysłowego może dzisiaj iść do sklepu i zastać o wiele więcej produktów niż smutno stojący na półce ocet. Ale co mu po pięciuset rodzajach ostrych sosów, kiedy nie ma jak zapłacić za leczenie zębów? Co młodemu człowiekowi po bezpłatnych studiach, jeśli w dużym mieście musi płacić za mikroskopijny pokój co najmniej połowę swojej miesięcznej pensji – zdobytej harówką po zajęciach na umowie śmieciowej, za stawkę minimalną i bez prawa do odpoczynku, choroby czy urlopu? W takich warunkach niełatwo przeczytać obowiązkowe teksty i wynieść cokolwiek z zajęć, a co dopiero poszukiwać dodatkowej wiedzy na własną rękę, jak chcieliby tego nasi wykładowcy. Może i studia dzienne są bezpłatne, ale niezamożny student zmuszony do pracy zarobkowej nie będzie miał fizycznie siły na to, żeby w pełni z nich korzystać.

To nas różni od młodych ludzi w PRL: niestabilność zatrudnienia oraz erozja i prywatyzacja usług publicznych, w tym mieszkalnictwa i ochrony zdrowia, w pierwszej kolejności spędzają nam dziś sen z powiek. Co nam po nowych, kolorowych dżinsach w sieciówkach, jeśli nas nie stać na ich kupno? Co nam po setkach różnych restauracji, skoro czas i pieniądze mamy tylko na gotowe „dania” z Żabki czy batoniki z automatu w krótkiej przerwie między zajęciami a pracą? Dalej mamy dziś do czynienia z niedoborem, ale nieco innego rodzaju – niedoborem w warunkach nadprodukcji. Towary, na które nas stać, są śmieciowe (zaraz po wyprodukowaniu psują się i zamieniają w śmieci); jedzenie, na które nas stać i które mamy czas spożyć, jest śmieciowe (a zewsząd słyszymy, że wysoce przetworzona żywność powoduje szereg chorób, które nas wykończą); przede wszystkim jednak brakuje nam czasu – zwykle na sen i odpoczynek, a często także na budowanie relacji.

Te nowe problemy są oczywiście konsekwencjami gospodarki wolnorynkowej. W radzeniu sobie z nimi mogą nas wesprzeć sieci pomocy wzajemnej – podobnie jak w przypadku robotników represjonowanych w 1976 roku, dla których wsparciem była zorganizowana akcja pomocowa KOR-u. To jeden z pozytywnych elementów dziedzictwa tej organizacji. Jeśli jednak chcemy wygrać z tą rzeczywistością, niezbędne są nam stare, dobre strajki – dostosowane do nowych sposobów organizacji pracy.

Czy potrzebujemy dzisiaj KOR-u? 

Pomimo znaczących różnic, między gospodarką planową PRL-u a dzisiejszym neoliberalnym kapitalizmem istnieje jednak fundamentalna ciągłość – która nie leży w tym, że „dalej rządzą nami komuchy”, jak lubią powtarzać prawicowe media, ale w koncepcji demokracji, która nie obejmuje pracowników iw pierwszej kolejności przejawia się w zakazie strajków. Za zachowaniem tej niechlubnej ciągłości stoi m.in. właśnie środowisko KOR-u.

Musimy wrócić do zdecydowanego i zorganizowanego sprzeciwu wobec represji za strajki oraz sieci pomocy wzajemnej, jakie charakteryzowały wczesny KOR, i odrzucić ideę ujawniającą się w historii rozwoju tego środowiska: demokrację dla elit zamiast demokracji dla grupy stanowiącej większość naszego społeczeństwa, dla pracowników. Podstawą wpływu pracowników na system społeczny i polityczny jest prawo do strajku. Odmowa pracy przez wywieranie ekonomicznej presji na pracodawców – którym zależy tylko na swoich zyskach – jest jedyną siłą zdolną zmusić zarządy wielkich firm do negocjacji. Bez prawa do strajku żyjemy w warunkach absolutnej władzy korporacji, które za swoje pieniądze są w stanie kupić wszystko, z politykami i prawem włącznie. Restrykcje na strajk, wczoraj strzegące dyktatury Jaruzelskiego, dziś stoją na straży dyktatury przedsiębiorców. Dlatego 1 maja tego roku rozpoczęliśmy jako KSW naszą najpoważniejszą dotychczas walkę: o wolność strajkowania w III RP. We wrześniu w odpowiedzi na nasze postulaty zawiązał się Komitet Obywatelskiej Inicjatywy Ustawodawczej „Dość zakazów strajku – przywróćmy wolność strajkowania”. Wszystkimi siłami wspieramy tę inicjatywę. O wolność strajkowania będziemy walczyć do końca i apelujemy do wszystkich pracowników w Polsce: przyłączcie się do tej walki!

Na tytułowe pytanie odpowiadamy więc krótko: potrzebujemy walki o prawo do strajku, ale nie potrzebujemy KOR-u takiego, jakim był. Z jego historii możemy natomiast wyciągnąć ważną lekcję – pokazuje ona, jak kończy się przejęcie kontroli nad masowym ruchem pracowniczym przez garstkę wpływowych intelektualistów czy biurokratów. Potrzebujemy demokracji dla mas, dla pracowników, nie dla elit. Komitet Obrony Robotników wyparł politykę klasową na rzecz polityki społeczeństwa obywatelskiego, ale wcale nie doprowadziło to do likwidacji konfliktów klasowych w III RP – klasy społeczne istnieją, a jedyną drogą do realnej demokracji pozostają silne, niezależne od partii politycznych związki zawodowe, strajk i pracownicza solidarność.

Młodzi pracownicy i studenci z Koordynacji Solidarności i Walk (KSW) 

 


Koordynacja Solidarności i Walk (KSW) to ogólnopolska sieć współpracy związków zawodowych, stowarzyszeń lokatorskich i organizacji społecznych, do której należą m.in. OZZ Inicjatywa Pracownicza, Konfederacja Pracy, ZZ „Przeróbka”, Stowarzyszenie „Maltańskie Nasz Dom”, Czerwoni, Iskra, Łódzkie Stowarzyszenie Lokatorów, Wschód i wiele innych. W ramach KSW realizowana jest idea solidarności pracowniczej i lokatorskiej – wzajemnie wsparcie, uczestnictwo w protestach i strajkach, organizowanie wspólnych działań, jak np.obecna kampania na rzecz wolności strajkowania.

Zobacz także

Pomóż nam nagłaśniać tematy ważne społecznie.
Twoja darowizna wesprze powstawanie naszych tekstów.

Wspieraj