• Małgorzata Romanowska
01.09.2026

Wyjść z roli władcy. Od konfliktu do koegzystencji z dziką naturą

Relacja ludzi z przyrodą widziana z perspektywy ekranu telefonu, komputera czy telewizora wydaje się pasmem nieszczęść, nietrafionych działań, nieodwracalnych zmian i niemożliwych do pogodzenia konfliktów: powodzie, podtopienia, pożary, burze, zatrucia rzek, wysychające jeziora i śnięte ryby, smog, hałas, upały, susza, atak niedźwiedzia na człowieka, atak człowieka na dzika. Słowem – darwinowska „walka o byt” w pełnej okazałości: stres, konkurencja, kurczące się zasoby i natura, która dybie na życie człowieka.

Natura przefiltrowana przez wiadomości w naszym smartfonie traci na prawdziwości równie mocno, jak darwinowska „walka o byt” straciła swoje pierwotne znaczenie na przestrzeni lat. Gdy myślimy o walce o byt, najpewniej nasuwa nam się wizja bezpośredniej walki lub wrogiej konkurencji, w której surowa natura nie zna litości. W tym miejscu oddajmy głos samemu Darwinowi:

Muszę zaznaczyć tutaj, że używam wyrażenia „walka o byt” w obszernym i przenośnym znaczeniu, rozumiejąc przez nie stosunek zależności jednych istot od drugich, a także (co daleko ważniejsze) nie tylko życie osobników, ale i pomyślne widoki na pozostawienie po sobie potomstwa.

(Karol Darwin, O powstawaniu gatunków)

Kluczowym elementem myśli Darwina jeśli chodzi o budowanie zdrowej relacji z naturą jest zrozumienie „zależności jednych istot od drugich”, dające „pomyślne widoki na pozostawienie po sobie potomstwa”. Owe zależności obejmują współpracę, mutualizm, symbiozę i opiekę. Rywalizacja jest tylko częścią całej gamy zachowań, które mają zapewnić przeżycie. Co warto podkreślić w tym kontekście, największe zmiany ewolucyjne – powstawanie nowych poziomów organizacji, oznaczających większą złożoność systemów – nie były efektem rywalizacji, a właśnie współpracy.

Trudno jednak zapomnieć o tym brutalnym wątku walki o byt, gdy pojawiają się doniesienia o atakach wielkich drapieżników na ludzi czy stratach rolników, co ma realny wpływ na jakość ich życia. Naiwnością byłoby bagatelizowanie tych konfliktów na rzecz utopijnej wizji powrotu do „utraconego raju”, gdzie relacje międzygatunkowe oparte są wyłącznie na współpracy.

Jednak warto zwrócić uwagę, że słysząc hasło „konflikt”, często wpadamy w pułapkę myślenia – postrzegając go jako nieprzekraczalną barierę w drodze ku koegzystencji. A przecież jest zupełnie inaczej: konflikt jest wpisany we współżycie, jest elementem koegzystencji pozwalającym na wzajemne wyznaczanie granic, a wyzwaniem i sztuką jest tworzenie systemów współpracy umożliwiających minimalizowanie wpływu konfliktów oraz redukowanie strat, jeśli one się pojawiają. Jako ludzkość musimy odpowiedzieć na pytanie: czy jest na tym świecie jakikolwiek gatunek, który potrafi posiąść tę sztukę i z powodzeniem zarządzać koegzystencją międzygatunkową?

Człowiek jako stanowczy władca, człowiek jako uważny badacz

W tym roku doszło w Polsce do dwóch wydarzeń, o których głośno było w mediach: jedno z nich dotyczyło śmiertelnego ataku niedźwiedzia na kobietę w Bieszczadach, a drugie śmiertelnych ataków człowieka na dziki w Warszawie. Od tamtego czasu nurtuje mnie pytanie – dlaczego człowiek zabił? Casus niedźwiedzia wydaje się prosty – prymitywny drapieżnik, który zazwyczaj unika człowieka, tym razem został zaskoczony i w poczuciu zagrożenia zabił intruzkę. Niedźwiedź nie zbudował cywilizacji, kultury, jego gatunek nie opracowywał przez tysiące lat kodeksów moralnych. Ale człowiek? Z ogromnym dorobkiem kulturowym, z wiedzą naukową na temat nieletalnych form płoszenia zwierząt oraz ideami budowania miast przyjaznych naturze, sięgnął po doraźnie najłatwiejsze narzędzie – i nie jest to odosobniony przypadek.

Za moimi wątpliwościami idą kolejne – a może jest tak, że atawistyczna reakcja tkwi głęboko zakorzeniona w człowieczeństwie i jesteśmy postawieni w tragicznej sytuacji: mając szeroki wachlarz możliwych odpowiedzi na konflikt, i tak zdecydujemy się na to proste, doraźne i „zwierzęco” brutalne rozwiązanie. Ekonomia behawioralna to jedna z dziedzin, która pokazuje, jak łatwo ludzie ulegają złudzeniom, heurystykom i uproszczeniom, kiedy szybko reagują. Decydujemy się na rozwiązania proste, nawet jeśli są sprzeczne z naszym interesem, jednocześnie będąc głęboko przekonanymi o swojej racjonalności.

Czyżbyśmy trafili w ślepy zaułek? Nie, na szczęście ekonomia behawioralna wskazuje również rozwiązania ograniczające ludzką nieracjonalność. Chociaż ta nauka skupia się na ekonomicznym bezpieczeństwie człowieka, to jej ogólny wniosek jest dość uniwersalny – systemowe rozwiązania i odpowiednio skonstruowane zachęty mogą wspierać ludzi w podejmowaniu decyzji leżących w ich długoterminowym interesie.

Stawiając człowieka w centrum naszych zainteresowań, powinniśmy się przede wszystkim zastanowić, czy w jego długoterminowym interesie jest niezabijanie dzika szukającego schronienia w mieście. Zastosujmy tutaj antropocentryczną moralność, w której dobro człowieka jest nie tylko dobrem najważniejszym, ale i jedynym. Czy w imię tego dobra zabijanie dzika jest słuszne i efektywne? A może jest wyłącznie doraźne, nie rozwiązuje systemowego problemu, związanego z coraz większym przenikaniem życia ludzkiego i zwierzęcego – zarówno z powodu rozrostu ludzkich osiedli i infrastruktury, jak i przyzwyczajania się zwierząt, które szukają schronienia, do ludzkiego sąsiada?

Analizy i badania pozwalają stwierdzić, że rola stanowczego władcy, który pozbawia życia zwierzę naruszające spokój w jego królestwie, nie rozwiązuje przyczyny problemu, a jedynie usuwa jego konsekwencje. Na miejscu zabitego osobnika może pojawić się następny lub – co gorsza – mogą nas spotkać nieprzewidziane konsekwencje.

Badania pokazują, że letalne metody ograniczania populacji rzadko okazują się efektywne – nasze zrozumienie funkcjonowania ekosystemu bywa ograniczone, a dodatkowo nie umiemy przewidzieć skutków naszej ingerencji i decyzje mogą mieć wręcz odwrotny skutek. Zabijając lisy, można zrobić miejsce dla migracji… innych lisów, które w pełni odnawiają wybitą populację. Zabijając wilki, możemy spowodować wzrost szkód w uprawach oraz wypadków samochodowych z powodu powiększającej się populacji jeleni. A usuwając wydry, można uruchomić kaskadę troficzną, która niszczy las. Wielki Głód w Chinach był potęgowany przez kampanię tępienia wróbli prowadzoną przez Komitet Centralny KPCh w latach 1958–1962. To tylko wybrane przykłady nieudanych ingerencji człowieka.

Abstrahując jednak od skomplikowanych zagadnień powiązań ekologicznych, skupmy się na prostej konstatacji: osiedla ludzkie są atrakcyjnym miejscem życia i żerowania zwierząt. Niektóre z nich – wrony, rybitwy, jeże – pozostają raczej niezauważone, choć czasem mogą narobić niezłego bałaganu. Proces synantropizacji – czyli „zaprzyjaźniania się” zwierząt ze środowiskiem życia człowieka – zauważamy najbardziej w spektakularnych przypadkach: gdy dzik, łoś lub lis pojawi się w okolicy domu, przy przystanku, w parku, w drodze do pracy.

Fot. Małgorzata Romanowska. Osiedla ludzkie są atrakcyjnym miejscem życia i żerowania zwierząt. Niektóre z nich pozostają raczej niezauważone, choć czasem mogą zrobić narobić niezłego bałaganu.

Czy to jest jakaś „odchylona” jednostka, której pozbycie się załatwi sprawę? Nie, to jest objaw szerszego trendu, któremu musimy stawić czoła – nie jako stanowczy, ale bezmyślny władca, ale jako świadomy, wyczulony na fakty i eksperymentujący z różnymi rozwiązaniami badacz. A ten badacz zdaje sobie sprawę, że w większość sytuacji należy m.in. zmniejszać dostęp zwierząt do odpadów, ograniczać dokarmianie, projektować zieleń tak, by była niedostępna dla zwierząt, grodzić, monitorować i ograniczać „rozlewanie” się osiedli ludzkich na tereny naturalne. Metody letalne mogą być dopuszczane wyłącznie w sytuacjach wyjątkowych, a władze muszą wdrażać systemowe działania nieśmiercionośne, oparte na wiedzy specjalistycznej i długofalowych celach. 

Zwierzę jako Inny

Wcześniejsze rozważania celowo oparłam na założeniu antropocentrycznej moralności, nie chcąc wiązać ze sobą dwóch wątków: dbania o interes człowieka oraz zabezpieczenia interesu zwierząt. Chciałam, abyśmy powiedzieli sobie jasno: sięganie po notatnik, lupę, lornetkę i notes zamiast strzelby może wynikać z dbałości o dobro człowieka, a nie ze wzrastającej wrażliwości na dobre życie zwierząt.

Natomiast to właśnie kwestia moralności zdaje się osią sporu między zwolennikami i przeciwnikami stosowania rozwiązań śmiercionośnych i dlatego nie mogę tego sporu pominąć. Według komunikatu Ministerstwa Klimatu i Ochrony Środowiska, od stycznia 2024 do czerwca 2026 roku w mediach tradycyjnych i społecznościowych pojawiło się prawie 29 tysięcy wzmianek o wilkach i ponad 600 o niedźwiedziach, a większość z nich była nieprawdziwa i błędnie zinterpretowana na niekorzyść zwierząt. Być może Polacy przez to boją się drapieżników, ale wciąż pozostają z nich dumni i wolą unikać ich zabijania. Nie chcą również uśmiercania kłopotliwych dzików – tylko 14% respondentów preferuje metody śmiercionośne, a 69% wskazuje różnego rodzaju metody nieletalne.

Jak długo jednak pozostaniemy odporni na tę falę manipulacji? Zwierzęta są niezdolne do poznania i odkłamania kłamstw. Zatem to ludzie muszą w ich imieniu walczyć o prawdę. Tym bardziej, że wiemy, jak łatwo na strachu buduje się karierę polityczną i jak łatwo ludzkim strachem manipulować. Warto dodać, że według doniesień m.in. Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot, myśliwi tworzą w polityce niewidzialną sieć – to środowisko już teraz jest przesiąknięte moralnością, w której nie ma miejsca dla zwierząt. Tym bardziej potrzebna nam obecność w debacie innych punktów widzenia, w których jest więcej wrażliwości na prawa zwierząt.

Emmanuel Lévinas – współtwórca filozofii dialogu – zbudował swoją etykę wokół pojęcia spotkania z drugim człowiekiem: to w relacji z tym „Innym” budujemy wspólny świat i powierzamy go sobie nawzajem. Lévinas wykluczył jednak z tej przestrzeni zwierzęta, uznając człowieka za jedyny podmiot zdolny do zadawania pytań o byt. Jeśli istotą filozofii Lévinasa jest przyjęcie, że Innego nigdy nie uda się całkowicie pojąć, to czyż zwierzę nie spełnia najlepiej tego warunku, będąc najczystszą formą tej niepojętej inności?

Uznanie zwierzęcia za radykalnie Innego implikuje przyjęcie, że posiadamy świat wspólnie i, projektując osiedla ludzkie, powinniśmy wykroczyć poza antropocentryczne schematy i brać pod uwagę potrzeby współistniejących żywych istot.

Fot. Małgorzata Romanowska. W Stanach Zjednoczonych zastosowano niedrogie konstrukcje, które zachęcały bobry do osiedlenia się i dokończenia budowy – jako odpowiedź na problem suszy.

Praktyczną odpowiedzią na ten filozoficzny problem jest koncepcja projektowania przestrzeni więcej-niż-ludzkich (more-than-human). Chociaż projektowanie zorientowane na człowieka pogłębiło zrozumienie ludzkich potrzeb i wartości, nieumyślnie zmarginalizowało różnorodne perspektywy – zarówno ludzkie, jak i nie-ludzkie – wpływając na jakość życia. Przejście do perspektywy więcej-niż-ludzkiej wymaga przyznania, że nasze miejsca życia są równoległe z miejscem życia zwierząt, roślin, a nawet całych mikro- i makroekosystemów, a my nie jesteśmy w stanie nad ich obecnością zapanować inaczej niż w odpowiednim stopniu uznając ją przy projektowaniu.

Oznacza to między innymi projektowanie infrastruktury miejskiej, która świadomie uwzględnia trajektorie i nawyki gatunków synantropijnych. Przykład? Rozwój przemysłu w porcie w Rotterdamie powodował przeniesienie się mew na teren osiedli ludzkich. Analiza ich zachowań pozwoliła na stworzenie modułów lęgowych na obszarach przemysłowych – ptaki znalazły schronienie, a mieszkańcy pozbyli się utrapienia. Z kolei dawny teren przemysłowy „La Goccia” w Mediolanie z biegiem lat przekształcił się w dziki, miejski las. Projektując w nim usługi dla ludzi, przełamano antropocentryczny schemat widzenia zieleni miejskiej wyłącznie jako ozdoby, dzięki czemu zachowano unikalną dynamikę wytworzoną przez rośliny. W Stanach Zjednoczonych w odpowiedzi na problemy suszy wprowadzono rozwiązanie polegające na budowaniu tam „wspólnym” z bobrami: zastosowano niedrogie, proste konstrukcje z drewnianych palików i gałęzi, które zachęcały bobry do osiedlenia się i dokończenia budowy według ich własnej logiki. U wybrzeży Nowego Yorku budowane są „żywe falochrony” (living breakwaters). Podczas gdy tradycyjny beton pod wpływem silnych fal ulega erozji, to specjalnie zaprojektowane falochrony o strukturze ułatwiającej ostrygom i małym organizmom morskim osiadanie i tworzenie kolonii nie dość, że zatrzymały erozję, to jeszcze brały udział w oczyszczaniu wody.

Fot. Małgorzata Romanowska. Mewy zaadoptowały się w miastach, ale – jak pokazuje przykład Rotterdamu – można zadbać o ich lęgi, jednocześnie uwalniając mieszkańców od utrapienia.  

Na zakończenie

Sztuka zarządzania koegzystencją nie polega na ostatecznym wyeliminowaniu konfliktów z dzikami, wilkami i niedźwiedziami, bo konflikty są naturalnym elementem współistnienia. Sedno tkwi w budowaniu infrastruktury, która będzie brała pod uwagę zarówno ludzką, jak i nie-ludzką perspektywę.

Nadzieja na zmianę tkwi w tworzeniu nowych, złożonych sojuszy. Wracając do myśli Darwina i fundamentalnych praw rozwoju życia na Ziemi: największe skoki ewolucyjne w historii – powstanie komórki eukariotycznej z symbiozy bakterii czy wykształcenie skomplikowanych ekosystemów – nigdy nie opierały się na walce i eliminacji. Były efektem współpracy, która pozwalała wznieść się na wyższy poziom organizacyjnej złożoności.

Trwałe sojusze buduje się powoli, ucząc się wzajemnej uważności. Być może trzeba zacząć od małych kroków? Prostować obraz natury w Internecie, być głosem zwierząt i aktywnie działać na rzecz walki z dezinformacją. Zespół badaczy i badaczek Biura Urbanistyki Wielogatunkowej, proponując metody ograniczania obecności dzików w Gdyni, oparł swoje wnioski na tym, jak dzik postrzega świat. Taka perspektywa zwiększa skuteczność, sięga do sedna motywów dzika, a jednocześnie ucieka od bezmyślnej dominacji ku szacunkowi opartemu na wiedzy. Takich perspektywy trzeba nam więcej w debacie publicznej.

Dziś, w obliczu rosnącego przenikania się świata ludzi i nie-ludzi, stoimy przed szansą, którą wykorzystamy, jedynie przechodząc od postawy „stanowczego władcy” do „uważnego badacza”, otwartego na więcej-niż-ludzką perspektywę. To pozwoli przekuć nieuniknioną i postępującą synantropizację w nową jakość. Zamiast żyć w perspektywie wiecznej walki o byt, możemy wykorzystać dziejące się na naszych oczach wzajemne przenikanie światów, aby stworzyć mądrzejsze, bardziej odporne i elastyczne środowisko życia dla nas wszystkich. Nie jest to „bambinizm” ani utopijny sentymentalizm – to logiczny, poparty praktyką krok, w którym współistnienie i kooperacja przyniosą wymierne skutki. Ludziom i nie-ludziom.


Małgorzata Romanowska, doktora nauk o Ziemi i środowisku, specjalistka ds. komunikacji i promocji programów dotacyjnych Fundacji im. Stefana Batorego

 

Zobacz także

Pomóż nam nagłaśniać tematy ważne społecznie.
Twoja darowizna wesprze powstawanie naszych tekstów.

Wspieraj