Pytania 20-lecia. 1989–2009 (Warszawa, 27 czerwca 2009)

Konferencja Fundacji im. Stefana Batorego w dwudziestą rocznicę jej powstania.

János Kis (Węgry), Iwan Krastew (Bułgaria), Adam Michnik, Jacques Rupnik (Czechy-Francja) i Aleksander Smolar stawiali pytania i dyskutowali z udziałem publiczności

  • o ciągłości i zerwaniu – modelach przejścia do demokracji i ich konsekwencjach,
  • o formowaniu się nowej mapy politycznej, przemianach sił demokratycznych i postautorytarnych, wpływie tych ostatnich na nowe demokracje, o miejscu i roli „dekomunizacji” i „lustracji”,
  • o zagrożeniach post-transformacyjnych: osłabieniu woli reform i reakcjach nacjonalistycznych i populistycznych,
  • o tym, gdzie jesteśmy i kim jesteśmy? Zachód, Wschód, Europa Środkowa? O zmianie spojrzenia na stosunki międzynarodowe i o stosunku do Unii Europejskich i do Stanów Zjednoczonych,
  • o tym, na ile się zmieliliśmy? Na ile nasze kraje zmodernizowały się? Czy na trwałe przycumowaliśmy do zachodniej metropolii? a także o tym:

Czy kryzys, obecne tendencje globalne i lokalne reakcje na obecną sytuację nie grożą nową peryferyzacją naszego regionu? Czy Entropa, dzieło Davida Černý’ego, było jedynie żartem otwierającym czeską prezydencję w Unii Europejskiej, czy też metaforą trwającej już entropii, schyłku Unii? Czy mamy swój udział w tym procesie i jakie udzielamy nań odpowiedzi?

Aleksander Smolar o konferencji [WMV 57 MB]

Dziękujemy redakcji Krytyki Politycznej za pomoc w realizacji klipu o konferencji.

Pełny zapis dźwiękowy debaty, czas trwania: 4 godziny 15 minut: [MP3 234MB]
(zapis wypowiedzi w języku angielskim i polskim)

Relacja z debaty

Dyskusja zorganizowana z okazji 20-lecia przemian demokratycznych w Europie Środkowo-Wschodniej była okazją do porównania drogi transformacji w poszczególnych krajach i analizy jej następstw, a także zmian na arenie międzynarodowej. Uczestnicy konferencji zastanawiali się nad przyczynami zmierzchu dysydentów i formacji postkomunistycznych, wzrostu nastrojów antydemokratycznych i populizmu oraz tożsamością regionu w Europie.

1989 — ciągłość i zerwanie

Adam Michnik


Wspominając 1989 rok w Polsce, Adam Michnik ocenił, że zadanie opozycji zepchniętej w podziemie polegało na rozwiązaniu kwadratury koła: „nie było możliwości, by zbrojnie wygrać powstanie antysowieckie, nie dało się zreformować systemu komunistycznego od wewnątrz i nie można było liczyć, iż ten system będzie ewoluował na tyle, by doszło do rozwiązań pluralistycznej demokracji”. Pozostawało „budowanie systematycznego nacisku na władze” i „zagospodarowywanie obszarów wolności” w przestrzeni publicznej. Stanowisku temu towarzyszyło przekonanie, że należy odrzucić przemoc, zakładając, iż nacisk doprowadzi do podziału w obozie władzy i powstawania rozmaitych filozofii odpowiedzi na presję. W zależności od odpowiedzi opozycja powinna być przygotowana na filozofię negocjacji — nie konfrontacji.

Adam Michnik zaznaczył, że do wyborów 4 czerwca 1989 roku w głównym nurcie opozycji „nikt nie brał na serio pod uwagę perspektywy przejęcia władzy”. „Wielu z nas, choć nie wszyscy, sądziło, że polityka Michaiła Gorbaczowa i pieriestrojka otwierają nową przestrzeń. To „był czynnik fundamentalny” bowiem powstała przestrzeń do zmian — ocenił redaktor naczelny „Gazety Wyborczej”. Bronił również stanowiska, że „pełne zerwanie w tym momencie to był pomysł niebezpieczny”. Jak podkreśli: „antykomunizm z bolszewicką twarzą”. Oznaczałoby to bowiem eliminowanie pewnej kategorii obywateli, co „godziło w sam rdzeń kultury demokratycznej”. Jak przypomniał, opozycja demokratyczna była zafascynowana „drogą hiszpańską”, która wydawała się wzorcem „pokojowego demontażu dyktatury bez odwetu, drogą rekoncyliacji”. „Ci co byli za zerwaniem, czy jak to się wtedy nazywało za przyspieszeniem i nowym początkiem, optowali za polityką, którą na własny użytek nazwałem jakobińską czy też polityką jaskiniowego antykomunizmu. (...) Ciągłość przy tej wielkiej zmianie była dla mnie wartością” — przyznał. Ocenił, że „mocne zerwanie prowadziło do ryzyka destabilizacji społecznej, do chaosu”. Jednocześnie środowiska opozycyjne nie miały przygotowanych kadr do fachowego rządzenia, a w Polsce wciąż stacjonowały wojska sowieckie. „Abstrahowanie od tego (...) było skrajną nieodpowiedzialnością i brakiem wyobraźni” — podkreślił Michnik. Przypomniał, że Zachód patrzył wówczas na Polskę z obawą, by zmiana nie doprowadziła „do chaosu w regionie, który zdestabilizuje całą scenę europejską”.

Aleksander Smolar

Oceniając wydarzenia z perspektywy emigranta Aleksader Smolar wspominał, że w 1989 roku „był entuzjastą okrągłego stołu”, lecz uważał, że niektóre postanowienia gospodarcze wymuszone przez opozycję stanowiły „zagrożenie dla Polski”. Przyznał, że jego analiza sytuacji była wówczas znacznie bliższa radykałom. Zgadzał się też z wieloma politologami zachodnimi, że „między logiką transformacji politycznej i gospodarczej jest nieuchronna sprzeczność, która musi prowadzić do załamania modelu, do jego latynoamerykanizacji”. „Demokracja daje szanse organizowania się wielkim grupom społecznym, które nieuchronnie muszą ponosić bardzo wysoką cenę transformacji gospodarczej. Zasadą demokracji jest równość, (...) zasada rynkowa prowadzi nieuchronnie do różnicowań społecznych. Uważałem, że musi tu dojść do zderzenia i aby nadać sens tym przemianom, społeczeństwo musi mieć poczucie tego sensu i jakąś rekompensatę”. Na początku Smolar — jak przyznał — był więc zwolennikiem lustracji i dekomunizacji, by „postawić wyraźną linię moralną”, oraz „jak najszybszych w pełni demokratycznych wyborów powszechnych, żeby relegitymizować niesłychanie dramatyczne przemiany gospodarcze”.

Zbigniew Pełczyński upomniał się w dyskusji o perspektywę historyczną, oceniając, że okrągły stół był wynikiem ewolucji systemu od 1956 roku. Strony rządowej przy okrągłym stole bronili zaś jej reprezentanci: Janusz Reykowski i Stanisław Ciosek. Pierwszy z nich zwrócił uwagę, że nie była ona jednolitym obozem. Wyznał, że wielu jej przedstawicieli patrzyło na opozycję jak na „lekkomyślnych marzycieli”, których idee mogą „sprowadzić na kraj wielkie nieszczęście”. Uważali oni, że opozycja i strona rządowa powinny „zachować wielką ostrożność i działać solidarnie”, bo Polska miała zmierzać ku kapitalizmowi, ale nie wiadomo było, czy upodobni się do Szwajcarii czy do Chile. Z kolei Andrzej Walicki podkreślił, że w PZPR w sytuacji posttotalitarnej nie mogło zabraknąć sił reformatorskich, gotowych uznać nadrzędność interesu narodowego i podporządkować mu swoje partykularne interesy. Do elit tego ustroju docierała bowiem świadomość, że ideologiczny projekt ustroju komunistycznego był utopią nie do zrealizowania. „Powodowała nami świadomość, że system w Polsce jest coraz to mniej sprawny, coraz mniej odpowiada na wyzwania współczesności i Polska zamiast się rozwijać, cofa się w stosunku do świata” — dodawał Stanisław Ciosek. „Proszę nam nie odmawiać motywacji wyższego rzędu” — zaapelował. Przypomniał, że za planem Leszka Balcerowicza głosował w Sejmie cały klub PZPR.

Agnieszka Holland

Natomiast Agnieszka Grzybek pytała o granice kompromisu, gdyż w jej ocenie za transformację zapłaciliśmy zbyt wysoką cenę: ograniczenie praw kobiet i umocnienie wpływu Kościoła katolickiego. Jej zdaniem w Polsce wprowadzono „kapitalizm à la chłopcy z Chicago i pod szyldami Miltona Friedmana.” Wsparła ją Agnieszka Holland, zarzucając uczestnikom, że nie rozumieją, „co oznacza dla statusu kobiety w Polsce, że ogromna sfera ustawodawstwa, wartości została oddana w ręce Kościoła i polityków, którzy ten Kościół reprezentują, często w sposób instrumentalny”. Ocenom, że transformacja w Polsce była brutalna i niesłychanie bolesna, sprzeciwił się Adam Michnik. Według niego z historycznego punktu widzenia „to była wyjątkowo łagodna transformacja”. „Ona była agresywna w werbalnych deklaracjach, to co Balcerowicz mówił, było nieporównanie bliższe Chicago boys, niż to co robił” — powiedział. Za „całkowicie fantazyjną” uznał wizję, że w Polsce budowaliśmy kapitalizm Miltona Friedmana, a „dyskurs, że Polska postransformacyjna to piekło kobiet” — za równie przesadny.

Oceniając 1989 rok w innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej, zagraniczni uczestnicy dyskusji zgodnie podkreślali, że miały one przewagę po utorowaniu drogi przez Polskę, dlatego zmiany tam miały szybszą dynamikę, a niekiedy były radykalniejsze.

János Kis

János Kis przypomniał, że węgierska opozycja pozostawała w dużym stopniu pod wpływem polskiej, była jednak o wiele słabsza i nie miała „organicznego poparcia społecznego” ani osobowości na miarę Lecha Wałęsy. Jednak „kompromis zawarty w Polsce ustawiał już poprzeczkę, poniżej której nie można było zejść”. Dlatego na Węgrzech negocjacje zaczęły się od wspólnej deklaracji obu stron, że należy wprowadzić wielopartyjną demokrację parlamentarną. „W tej sytuacji walka toczyła się wokół szczegółów” — zaznaczył Kis. Opozycję przy okrągłym stole reprezentowało wiele odrębnych grup, w tym dwie najważniejsze: Węgierskie Forum Demokratyczne, które przekształciło się w wiodącą partię prawicową, i Wolni Demokraci wywodzący się z demokratycznej opozycji. To doprowadziło na koniec do podziału: Wolni Demokraci, którzy podczas rozmów konsekwentnie domagali się większych ustępstw, odmówili podpisania porozumienia. Umowa musiała być skorygowana przez referendum, ponieważ na Węgrzech zabrakło jedności takiej jak w Polsce. Po dojściu do władzy prawica, skonfrontowana z problemem traktowania przeszłości, była coraz bardziej niezadowolona z porozumienia i przyjęła radykalną postawę, opowiadając się za lustracją. To niezadowolenie sprawiło, że próbuje wyeliminować rozmowy okrągłego stołu z historii politycznej i przesunąć punkt ciężkości na wolne wybory 1990 roku.

Iwan Krastew

W Bułgarii — jak ocenił Iwan Krastew — „rok 1989 się przydarzył”. „Otwarcie systemu politycznego w Bułgarii przez całe lata 80. wpisywało się w logikę rosyjskiej pieriestrojki, a nie ruchów opozycyjnych” — zaznaczył politolog. Przypomniał, że opozycja nie mogła wykorzystać nacjonalizmu jako medialnego argumentu, bo „bułgarski nacjonalizm tradycyjnie jest antyturecki i prorosyjski”. Dynamika procesu politycznego zmieniła się w ciągu pół roku. Najważniejsze jednak według Krastewa były wydarzenia w Rumunii. „One popchnęły bułgarskie społeczeństwo do myślenia w kategoriach wschodnioeuropejskich, a nie w sowieckich” i przeraziły elitę komunistyczną. „Zaczęły się rozmowy okrągłego stołu i zaczęliśmy naśladować Polskę, a nie ZSRR. To był już całkowicie inny kraj” — ocenił Krastew. Okrągły stół — przypomniał — nie był legitymizowany przez żadną istniejącą obecnie dużą partię polityczną. Panuje więc „konsensus, że rozmowy [...] to był czas, gdy komunistyczni reformiści zdecydowali się mianować opozycję”. W tej sytuacji kwestią w dyskusji jest „sama legitymacja opozycji”, na którą składała się garstka ludzi, takich jak późniejszy prezydent Żelu Żelew. Przy jej braku ważniejsza niż kompromis staje się sprawa dekomunizacji i lustracji. Obecnie w Bułgarii nie ma żadnych obchodów 1989 roku, ponieważ „nie ma grupy, która wierzy, że ona może ją legitymizować”. „Jest to nieistniejący rok w bułgarskiej historii politycznej” — podsumował Krastew.

Jacques Rupnik

Jacques Rupnik przypomniał, że w Czechosłowacji szybko toczące się wydarzenia na jesieni 1989 roku obserwowano z jednej strony przez pryzmat Polski i Węgier, a z drugiej zaniepokojenia Zachodu, który obawiał się, by zmiany w Europie Wschodniej nie zdestabilizowały Gorbaczowa. W Pradze zastosowano formułę: nasz prezydent, wasz premier. Wielu obecnie krytykuje ten kompromis, twierdząc, że komunistyczny premier Marian Czalfa pozwolił przetrwać starym strukturom. W opinii Rupnika w Czechosłowacji można było sobie pozwolić na większy radykalizm, nawet w dekomunizacji, bo nie trzeba już było negocjować z ludźmi mającymi umocowanie w Moskwie. Jednak lustracja stała się częścią dyskursu w drugiej fazie, gdy nastąpił podział Forum Obywatelskiego i dekomunizacja, traktowana instrumentalnie, była czynnikiem dzielącym dysydentów.

Także Adam Michnik zwrócił uwagę na problem dekomunizacji. Jego zdaniem był on w Polsce instrumentalizowany. Redaktor „Gazety Wyborczej” przyznał, że zgadza się do pewnego stopnia z tezą, że „w Polsce zabrakło wielkiej defilady zwycięzców”. „Nie było, bo w Polsce zwycięzców zwycięstwo przeraziło” — zaznaczył. Po wyborach obawiali się, że może dojść do „buntu aparatu partyjnego, bezpieki”, więc „otwieranie radykalnego frontu antykomunistycznego było czymś kontrproduktywnym”. Poza tym Kościół katolicki udzielał poparcia zmianom, „ale absolutnie nie sprzyjał żadnym działaniom quasi-rewolucyjnym czy ostro odwetowym”.

János Kis

Natomiast János Kis podkreślił, że dekomunizacja to „kwestia wielkich pryncypiów”. Według niego jest to kwestia rozumienia konstytucyjnej demokracji i praw konstytucyjnych. „Nikt nie powinien być ścigany żadnymi środkami innymi niż prawne” — zaznaczył. Jednak lustracja w ograniczonych kręgach jest jego zdaniem niezbędna, by elektorat znał przeszłość osób ubiegających się o polityczne urzędy i dokonywał świadomego wyboru. Z tym stanowiskiem zgodził się Adam Michnik, zastrzegł przy tym, że nie wierzy, by wiarygodnym źródłem wiedzy o ludziach były „papiery KGB”.

Formowanie się nowej mapy politycznej i zagrożenia post-transformacyjne


Jacques Rupnik

Analizy formowania się nowej mapy politycznej po 20 latach podjął się Jacques Rupnik. Według niego porozumienie 1989 roku stworzyło od początku „przestabilizowaną demokrację”, podzieliło politykę między dwie strony — dysydentów i komunistów. Dzisiaj nastąpiło zmęczenia demokracją. Zmierzch dysydentów można tłumaczyć tym, że „kultura demokratycznego oporu, która jest efektywna w walce z totalitaryzmem, niekoniecznie jest tak efektywna w kontekście partyjnego pluralizmu”. Punkt zwrotny nastąpił przy przejściu „od dysydenckiej polityki ruchu do budowania partii i profesjonalnej analizy polityki”. Poza tym bazą dysydentów był ruch społeczny, zwłaszcza w Polsce, a dysydenci rzucili całą swą wiarygodność na wprowadzanie reform gospodarczych, co nie przyniosło im politycznych korzyści, a wręcz ściągnęło na nich oskarżenia o zdradę. Na dodatek długi, żmudny proces przystępowania do Unii Europejskiej, niepowiązany z głoszonymi przez nich wartościami europejskimi, został zawłaszczony przez ekspertów i technokratów. Zdaniem Rupnika dysydenci popełnili też „grzech pierworodny”: nie rozliczyli się z przeszłością z powodu wynegocjowanej transformacji. Odchodzą w cień, gdyż — zależnie od oceny — byli wirtualnym gettem intelektualistów odciętych od społeczeństwa albo jedynym prawdziwym głosem społeczeństwa, który spełnił swą rolę.

Komunistom — jak ocenia Rupnik — udało się przekształcić władzę polityczną w ekonomiczną. Szybko powrócili do władzy, gdyż zdołali przechwycić i sprywatyzować państwo. Stworzyli w krajach Europy Wschodniej rodzaj kapitału społecznego — skorumpowanej sieci starego reżimu, których przetrwanie w nowych warunkach podkopuje wiarę w rządy prawa i demokratyczne instytucje. W krajobrazie politycznym zdeligitymizowani przez swą przeszłość komuniści tworzą obecnie wielką przestrzeń dla prawicy. Debata liberalnej prawicy, nacjonalistów, populistów, konserwatywnej prawicy — to zdaniem Rupnika jest ich wkład w nowy polityczny krajobraz.

Iwan Krastew
Aleksander Smolar

Aleksander Smolar źródła klęski formacji postdysydenckich dopatruje się w tym, że nie były w stanie połączyć celów globalnych, długookresowych, dotyczących całej wspólnoty z myśleniem o własnym elektoracie. Nie potrafiły też uznać cząstkowości swoich racji, gdyż opozycja demokratyczna wywodziła się z tradycji inteligenckich utożsamiania się z całą społecznością, z interesami narodu; nieuchronna była manichejska wizja: oni i my. W partiach postdysydenckich istniała gotowość rezygnacji z interesu swego elektoratu ze względu na interes całego państwa. Jest to element myślenia antypolitycznego, świadoma odmowa wprawiania polityka w kształcie, jakim obecnie dominuje. „To jest głównym powodem śmierci tej formacji. Spełniła swoją rolę i chwalebnie zmarła” — ocenił Smolar. Dostrzegł też symetrię, jeśli chodzi o formacje postkomunistyczne, które również „zdradziły swój elektorat”.

Zwycięstwo Prawa i Sprawiedliwości w polskich wyborach parlamentarnych 2005 roku Aleksander Smolar interpretuje jako rewoltę dużej części społeczeństwa: „odłożony bunt przeciwko kosztom transformacji”. Według niego objawiła się owa sprzeczność między zasadą rynkową a zasadą demokratyczną. Stało się to po wejściu do Unii Europejskiej, gdy zarówno klasa polityczna, jak i społeczeństwo miało poczucie, że „już wolno”, bo znikły mechanizmy, dzięki którym UE w dużym stopniu kontrolowała proces transformacji. Podstawowym powodem były jednak koszty transformacji, które skutkowały znacznym wzrostem nastrojów antydemokratycznych, autorytarnych . Zdaniem Smolara była to rewolta w jakimś sensie demokratyczna, bunt przeciwko elitom, które narzuciły model transformacji, i nieprzypadkowo przejawił się on w formie ruchów populistycznych dwóch głównych polskich partii politycznych: Platformy Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości. Elementem reakcji na koszty transformacji i UE był też zdaniem Smolara neonacjonalizm, przejawiający się m.in. w niesłychanej karierze polityki historycznej, która w istocie zastąpiła politykę. Reakcją na transformację jest też według niego fakt, że ostatnie rządy w Polsce są głęboko konserwatywne, nie wprowadziły realnych reform gospodarczych, a transformacja, zmiana przez nie są traktowane jako grzech. Jest to w opinii Smolara reakcja na paradoksalny proces czasów transformacji, kiedy były zachowywane formy demokratyczne, a istota była niedemokratyczna, nie liczyła się z bieżącymi potrzebami społeczeństwa.

Adam Michnik przypomniał z kolei, że zasada rewolucji, która „pożera swoich ojców i dzieci”, odnosi się również do wielkich transformacjach postdyktatorskich. W chwili, gdy kończy się czas dyktatury, formacja ufundowana na filozofii antydyktatorskiej traci bowiem rację bytu.

Natomiast Iwan Krastew zwrócił uwagę, że — nie tylko wśród radykałów — panuje zgodna niechęć do transformacji. Według niego wzrost populizmu nie powinien być traktowany jako negatywny trend. Z punktu widzenia wyborcy bez względu na to, kto dochodzi do władzy, ważne jest, żeby nie było brutalnych zmian. „To jest jak chińska restauracja: albo się zmienia menu, albo kelnerkę. My zmieniamy kelnerów” — podsumował Krastew. Według niego rebelia po wejściu do UE nie wskazuje na wsparcie dla radykalnych opcji — „ludzie próbują pokazać, że mają prawo się pomylić”, bo za rządów totalitarnych byli pozbawieni tego prawa. Zdaniem Krastewa obecnie mamy do czynienia z drugą falą demokracji. „Nie chodzi o nacjonalizację banków, lecz elit. To główny kierunek zmian”, który może mieć radykalne przejawy — ocenił Krastew.

János Kis upatruje problemu w samej współczesnej demokracji, która polega na pewnym samoograniczeniu elektoratu: władze wybiera się i zwalnia, jeśli elektorat jest niezadowolony, ale wybranej władzy zezwala się, by postępowała zgodnie ze swoim uznaniem. To się sprawdza pod warunkiem, że istnieje zaufanie do rzetelności moralnej przywódców i że poczynania władz nie wiążą się ze zbyt dużym kosztem społecznym. Jeżeli te warunki nie są spełnione, pojawia się rozczarowanie elitami i demokracją, co jest pożywką dla populizmu.

Gdzie jesteśmy i kim jesteśmy?


Omawiając zmiany w stosunkach międzynarodowych, Iwan Krastew wyraził przekonanie, że traktowanie 1989 roku jako głównej siły napędowej w ostatnim 20-leciu to przejaw prowincjonalizmu. Według niego znacznie ważniejszym czynnikiem przyczyniającym się do rozszerzenia NATO i Unia Europejska była wojna w Jugosławii i koniec Związku Radzieckiego. Krastew przypomniał, że w 1989 roku było powszechne przeświadczenie, że Europa wraca do centrum historii. Przyczynił się do tego amerykański dyskurs, bo doświadczenie Europy Środkowej nabrało cech uniwersalnych. Demokratyzacja tego regionu została adaptowana jako model. Tymczasem przekonanie, że Europa Środkowa wpłynie na kształt UE jest według Krastewa chybione. Wraz z pojawieniem się radykalnego islamu 1989 rok postrzegany jest jako początek marginalizacji Europy, a nie umacniania jej znaczenia. Przy tym w innych dyskursach rok ten ma inne znaczenie, np. dla radykalnego islamu przełom lat 90. jest momentem przełomowym z powodu wojny w Afganistanie. Nie powinniśmy więc traktować roku 1989 jako uniwersalny model. „Nie każda rewolucja demokratyczna na świecie będzie traktowana jako powtórka 1989 roku” — przestrzegł politolog. Zachęcił też do zastanowienia, w jakim stopniu Europa Środkowa pozostanie szczególnym obszarem w UE.

Według Jacques'a Rupnika 1989 rok to ostatnia chwila, gdy Europa była w centrum świata i jednocześnie początkiem procesu jej powolnej marginalizacji. W przypadku Europy Środkowej jej tożsamość zmieniła się z zachodnich peryferii Wschodu na wschodnie peryferia Zachodu. Rupnik przypomniał, że długo staraliśmy się odrzucić przypisywaną nam tożsamość Europy Wschodniej. Twierdziliśmy, że jesteśmy Środkowoeuropejczykami, co nas odróżnia od reszty bloku wschodniego. Po 1989 roku zaczęliśmy się dystansować także od tej tożsamości i identyfikować z Zachodem. A jego sercem jest Ameryka, więc identyfikowaliśmy się z USA. Tymczasem Ameryka przechodzi ogromne zmiany, co — jak zauważył Rupnik — znów prowadzi do kryzysu tożsamości. Iwan Krastew zauważył przy tym, że w nowej sytuacji musimy sobie zadać pytanie, jakiego rodzaju polityki oczekujemy w regionie, bo nie można już zakładać, że USA będą wspierały bardziej radykalne głosy antyrosyjskie w ramach UE.

Zdaniem Adama Michnika w oczy rzuca się czekanie na zmianę demograficzną, gdyż obecnej klasie politycznej w Europie brakuje wielkich idei, polityków z wizją. Jak zauważył Michnik, w naszym regionie świata kryzys demokratyczny ma dwie twarze: Władimira Putina i Silvio Berlusconiego. Są to dwa strukturalne zagrożenia dla porządku demokratycznego: z jednej strony system autorytarny przy zasadzie demokratycznej, z drugiej niebezpieczna mikstura biznesu, mediów i władzy nad polityką.

Natomiast Aleksander Smolar ocenił jako „groteskowe” mówienie w Polsce z okazji rocznicy 1989 roku o niedocenianiu polskiego wkładu, bo w ogóle nie uwzględnia się przy tym faktu, że żyjemy w świecie, który zmienia się radykalnie. Według niego w tym świecie „wielkiej niepewności” jedna rzecz jest pewna — „że Europa nie istnieje jako podmiot międzynarodowy”, przekształca się w rodzaj Szwajcarii. Pojawia się w ogóle problem przyszłości Europy. „Czy nie jest tak, że — jak się wydawało — wydobyliśmy się ze statusu państwa peryferyjnego, zbliżyliśmy do metropolii świata zachodniego po to, by odnaleźć się znów na peryferii w świecie całkowicie przekształconym” — podsumował konferencję Aleksander Smolar.

Bożena Kuzawińska

Notki biograficzne

János Kis

János Kis (ur. 1943) – filozof i publicysta węgierski, działacz dawnej opozycji demokratycznej. Wykładowca Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego (CEU) w Budapeszcie. W latach 1988-1991 szef liberalnego Związku Wolnych Demokratów. B. redaktor naczelny pisma „Beszélö”. Wydał m.in. Politics in Hungary. For a Democratic Alternative (Polityka na Węgrzech. Na rzecz demokratycznej alternatywy, 1989), Vannak-e ember jogaink? (Czy istnieją nasze prawa człowieka?, 2003).

Iwan Krastew

Iwan Krastew (ur. 1965) – bułgarski politolog i analityk spraw międzynarodowych. Zajmuje się przede wszystkim zagadnieniami związanymi z sytuacją społeczeństw postkomunistycznych.

Przewodniczący Centrum na rzecz Strategii Liberalnych w Sofii, wykładowca na Uniwersytecie Środkowoeuropejskim (CEU) w Budapeszcie i w Instytucie Remarque’a na Uniwersytecie Nowojorskim. Wydał m.in. The Anti-Corruption Trap (Pułapka antykorupcji, 2004).

Adam Michnik (ur. 1946) – historyk, dziennikarz i jeden z głównych organizatorów opozycji demokratycznej w PRL-u. Współtwórca Komitetu Obrony Robotników. Redaktor naczelny „Gazety Wyborczej”. Wielokrotnie więziony za działalność opozycyjną. Uczestnik obrad Okrągłego Stołu. W latach 1989-1991 poseł na Sejm. Autor wielu książek, m.in. Kościół, lewica, dialog (1977) i Z dziejów honoru w Polsce (1985).

Jacques Rupnik

Jacques Rupnik (ur. 1950) – politolog i historyk francuski specjalizujący się w problematyce Europy Środkowej i Wschodniej. Dyrektor naukowy paryskiego Centrum Studiów i Badań Międzynarodowych (CERI). Był członkiem Niezależnej Międzynarodowej Komisji ds. Kosowa (1999-2000). Wydał m.in. Totalitarismes (Totarlitaryzmy, 1984), L’Europe des Vingt-Cinq. 25 cartes pour un jeu complexe (Europa 25 państw. 25 kart do skomplikowanej gry, 2004).

Aleksander Smolar (ur. 1940) - politolog, publicysta, prezes Zarządu Fundacji im. Stefana Batorego. Zastępca przewodniczącego Rady Naukowej Instytutu Nauk o Człowieku w Wiedniu. W latach 1971-1989 na emigracji politycznej. W 1974 roku współzałożyciel i redaktor naczelny kwartalnika politycznego „Aneks”. W latach 1989-1990 doradca ds. politycznych premiera Tadeusza Mazowieckiego. Od 1992 do 1993 roku doradca ds. polityki zagranicznej premier Hanny Suchockiej.


Copyright © Fundacja Batorego
Drukuj stronę
Do góry