Pamięć i polityka zagraniczna

Warszawa, 28 czerwca 2005

Od piętnastu lat z dużym powodzeniem układamy na nowo stosunki z naszymi sąsiadami. Historia jednak nie przestała poważnie nad nimi ciążyć. Paradoksalnie, dziś zdaje się być bardziej obecna niż przed kilkunastu laty, u zarania III Rzeczpospolitej. W trakcie naszej konferencji chcemy się skoncentrować szczególnie na relacjach Polski z Rosją, Niemcami i Ukrainą.

Po 1989 roku w stosunkach z naszymi największymi sąsiadami dominowały problemy praktyczne: wzajemnego uznania, szukania porozumienia, minimalizowania konfliktów. Niemcy były publicznie przedstawiane jako strategiczny partner Polski, „rzecznik" naszych interesów w Unii Europejskiej, a częściowo i w NATO, w czasie, gdy do żadnej z tych organizacji jeszcze nie należeliśmy. Były też inicjatorem powstania trójkąta weimarskiego, którego rzeczywistym celem było danie Polsce poczucia bezpieczeństwa i przynależności w nowej sytuacji geopolitycznej. Stosunki z Rosją były bardziej skomplikowane, ale incydenty były rzadkie i ograniczone. Dominowały raczej brak zainteresowania i nieufność, jedynym przejawem polityki Rosji wobec Polski była manifestowana niechęć do naszej prozachodniej orientacji. Stosunki z Ukrainą układały się dobrze, bądź bardzo dobrze, mimo że do niedawna władze w Kijowie, wywodzące się z sowieckiej przeszłości, pozostawiały wiele do życzenia. Wynikało to z szeroko podzielanego przekonania, że Ukraina i jej niepodległość, stabilność i charakter demokratyczny są istotnym elementem polskiego interesu narodowego.

Od pewnego czasu można dostrzec istotne zmiany w naszych stosunkach z sąsiadami, zwłaszcza Niemcami i Rosją, przejawiające się w silnym powrocie pamięci o zbrodniach przeszłości i towarzyszących im żądaniach rekompensaty moralnej i finansowej, we wzroście obaw związanych z polityką sąsiadów, zakorzenionych w historycznych wyobrażeniach o ich motywach i celach wobec Polski. W stosunkach z Ukrainą dominuje dobra pogoda, poczucie satysfakcji z roli, jaką odegrała Polska w czasie „pomarańczowej rewolucji”. Czy jednak znaczenie przypisywane pamięci w stosunkach międzynarodowych nie zacznie i tutaj rzutować na kierunek polskiej polityki?

Konsekwencje zachodzących zmian są jak na razie trudne do przewidzenia, ale na pewno warte refleksji. Można formułować różne hipotezy na temat źródeł powrotu pamięci i jej wpływu na politykę. Czy jest to jedynie reakcja na zmiany zachodzące w pamięci zbiorowej naszych sąsiadów? Przykładem heroizacja sowieckiej przeszłości w czasie moskiewskich obchodów 60. rocznicy zakończenia wojny, czy też podejmowane w Niemczech próby modyfikacji obrazu drugiej wojny światowej poprzez eksponowanie własnego cierpienia.

A może jest to przede wszystkim reakcja części społeczeństwa i części klasy politycznej na wewnętrzne polskie problemy ostatniego piętnastolecia? Wyraz woli wykorzystania pamięci wydarzeń tragicznych i heroicznych (jak obchody 60. rocznicy powstania warszawskiego, czy też przygotowywane obchody rocznicy powstania „Solidarności”) dla edukacji Polaków i dla wpłynięcia na obraz Polski w świecie? Powstaje tu jednak problem wielości pamięci w naszym społeczeństwie i roli państwa w kształtowaniu obrazu przeszłości w pluralistycznym społeczeństwie. Refleksji wymaga problem celów wewnętrznych i zewnętrznych „polityki pamięci”, ich zgodności, czy możliwych konfliktów. Na ile ta polityka może służyć interesom międzynarodowym Polski, w jakich zaś okolicznościach może być dla nich zagrożeniem, sprzyjając antagonizowaniu innych narodów i osłabianiu roli Polski.

To tylko część pytań, które chcemy postawić uczestnikom naszej konferencji, zarówno politykom, jak i intelektualistom. Wymagają one pogłębionej refleksji ze względów poznawczych, ale również dla kształtowania racjonalnej polityki.

Wykład Adama Daniela Rotfelda

Minister odwołał się do słów George’a Orwell’a „kto kontroluje przeszłość kontroluje przyszłość”, obrazujących instrumentację historii dla potrzeb bieżącej polityki. Każdy naród ma inną pamięć historyczną, mówił prof. Rotfeld, bywa i tak, że nie zna wielu faktów z historii, oczywistych dla innych narodów. W procesie globalizacji, szybkich zmian, ludzie potrzebują swego rodzaju zakotwiczenia dla określenia własnej tożsamości, potrzebują do tego stałych elementów, zweryfikowanych faktów z przeszłości.

Jednak z tego, że fakty są spisane, nic jeszcze nie wynika, najważniejsza jest ich interpretacja, a ta – mówił Rotfeld - może być skrajnie różna. W zależności od sposobu interpretacji, historia może służyć przerzucaniu odpowiedzialności na innych, można ją wykorzystać do przekonywania, co często wykorzystują politycy. Należy jednak pamiętać, że fałszywa historia buduje fałszywą politykę. Każde pokolenie pisze własną historię – mówił minister – wynika to z tendencji do postrzegania historii przez pryzmat własnych doświadczeń. Stad też np. próby zdjęcia odpowiedzialności z narodu niemieckiego, co jest już pewnym niebezpieczeństwem, bo prowadzi do zafałszowania historii i wysuwania oskarżeń wobec Polaków.

Trudno napisać wspólna historię Europy – tu prof. Rotfeld odwołał się do swojej wypowiedzi podczas debaty „Sens 9 maja 1945 i polska polityka” w Fundacji Batorego - pamięć historyczna narodów jest bardzo różna, jest wiele postaci i wydarzeń, które nigdy nie będą tak samo postrzegane i oceniane przez rożne narody. Trzeba dążyć do tego, żeby fakty były znane, ale i pogodzić się z tym, że ich interpretacja będzie różna. Powinniśmy także zastanowić się nad tym, jakiego rodzaju politykę prowadzić, aby nie pozwolić na ignorowanie wydarzeń z przeszłości, aby o nich nie zapominać. Minister wskazuje tu na heroizację i instrumentalizację przeszłości Rosji, służąca budowie tożsamości narodu, zniekształcanie, zafałszowanie historii na potrzeby bieżącej polityki. Uważa, że zaprzeczanie pewnym faktom – jak choćby zbrodni katyńskiej, tajnym protokołom paktu Ribbentrop-Mołotow - jest świadectwem złej woli, a nawet wrogości wobec naszego narodu. Rotfeld ma jednak nadzieję, że Rosjanie podejmą próbę poznania prawdy historycznej, zmierzenia się z nią. Prawda historyczna jest konieczna do budowy tożsamości społeczeństwa – mówi Rotfeld - tylko wtedy będzie ono silne, bez kompleksów, będzie potrafiło sobie poradzić także z ciemnymi stronami swojej historii. Społeczeństwo musi jednak dojrzeć do przyjęcia prawdy historycznej, ale ten proces dojrzewania nie odbywa się w takim samym tempie we wszystkich krajach Europy. Wynika to także z tego, ze społeczeństwa są bardziej wrażliwe na swoją krzywdę niż na krzywdę innych narodów. Każdy naród ma prawo do opłakiwania swoich ofiar, ale nie może się to odbywać poprzez zakłamywanie historii, dodał.

Kończąc, minister Rotfeld wskazał na prof. Bartoszewskiego – ikonę, człowieka, który swoim życiem świadczy o tym, że można doznać wielu krzywd od innych narodów, ale i być otwartym na dialog z tymi narodami. Jego życie – powiedział Rotfeld - jest testamentem i sposobem nauczania o naszej przeszłości.

Sesja I - Pamięć w stosunkach z Niemcami

Profesor Władysław Bartoszewski swoją analizę rozpoczął od wspomnienia postaci Jana Pawła II i jego „nieteologicznego testamentu”, jakim jest książka „Pamięć i tożsamość”. Mówiąc o polsko-niemieckiej pamięci przywołuje diagnozę źródeł zła, na jakie w swojej ostatniej książce wskazał Papież. Tym źródłem jest komunizm i hitleryzm.

Bartoszewski odwołuje się do pojęcia pamięci, mówi nawet o dostrzeganej współcześnie pozytywnej modzie na podkreślanie jej roli. Pamięć, czyli wiedza o faktach, jest konieczna nawet, jeśli to miałby być ich „straszliwy katalog”.

W odniesieniu do współczesnej sytuacji w relacjach polsko – niemieckich Bartoszewski mówi o fałszywym rozłożeniu akcentów. O obecnych dziś w świadomości niemieckiej dwu przeświadczeniach: o narodzie, który historycznie dokonał zagłady Żydów i o drugim, coraz silniejszym, o narodzie dotkniętym złem polskich, masowych wypędzeń.

Profesor Bartoszewski podkreśla niebezpieczeństwo fałszowania pamięci, która nie tylko nie leży w naszym interesie, ale też w interesie samych Niemców. Akceptacja filozofii dowolnego przyjmowania faktów prowadzi do zakłamywania historii. Jeśli pójdziemy tym tropem grozi nam konieczność przyjęcia takich interpretacji wydarzeń, które prowadzą do wniosków, że II Woja Światowa wybuchła 22 czerwca 1941 roku, a Katyń zrobili Niemcy.

„Ja się nie lękam – mówił Bartoszewski - może podlegam uczuciom pewnej frustracji i rozczarowania, bo stosunki polsko – niemieckie uległy w ostatnich 3–4 latach wyraźnemu pogorszeniu”.

Profesor Klaus Bachmann swoją analizę rozpoczął od postawienia pytania: czy prawdą jest, że Niemcy reinterpretują swoją historię, aby przekształcić się z katów w ofiary i prowadzić skuteczniejszą politykę zagraniczna?

W odpowiedzi na to pytanie przytacza najpierw analizę niemieckiego poczucia winy. To poczucie zmienia się od świadomości, że za dramat II wojny światowej odpowiedzialna jest małą grupa zdrajców, do przekonania o powszechnej winie zarówno uczestników, jak i biernych obserwatorów, czy „beneficjentów” tej wojny.

Odpowiedzią na pytanie: jak można żyć w kraju, w którym wszyscy są winni, jest – jego zdaniem – „ucieczka” Niemców od etnicznej definicji narodu. Fala indywidualizacji doprowadziła do zaniku paradygmatu narodowego w patrzeniu na historię. Zaczęło dominować zainteresowania jednostką, osobą, małą grupą. W ocenie historii nad narodowymi, zaczęły przeważać kategorie obywatelskie. Próbowano docierać do konkretnych osób i z tej perspektywy analizować zachowania małych społeczności. Taki sposób patrzenia dostrzec można było na przykład w refleksji Niemców nad problemem robotników przymusowych.

Zdaniem Bachmanna problemem i źródłem konfliktu polsko niemieckiego nie jest niemiecka próba kreowania katów na ofiary, ale powszechne dziś pozanarodowe spojrzenia Niemców na historię, daleko inne od polskiego nieczytelnie i niezrozumiałe.

W swojej analizie profesor Zdzisław Krasnodębski mówi o zjawisku „nowej pamięci”, przytaczając w tej perspektywie zdanie kanclerza Niemiec Gerharda Schroedera, że nastąpił już koniec okresu powojennego. W świadomości niemieckiej dokonała się istotna zmiana, widać to - zdaniem profesora - miedzy innymi w zmianie języka. Już nie mówi się o niemieckich obozach zagłady, czy o niemieckiej okupacji. Dziś obserwujemy skoncentrowanie Niemców na własnym cierpieniu. Dokonuje się też swoista dekontekstualizacja: redukcja historii III Rzeszy do holocaustu i jego globalizacja, czyli pojmowanie zagłady jako przykładu wielkiego ludobójstwa, kreowania swoistej „zlaicyzowanej religii holocaustu”. W Niemczech – zdaniem Krasnodębskiego – dokonuje się też sentymentalizacja historii. Nie bada się struktur, czy procesów, nie stawia pytań o przyczyny, opowiada się natomiast jednostkowe historię, w których ofiara jest równa ofierze, niezależnie po której stronie frontu została poniesiona. W tej perspektywie „koniec winy wydaje się bliski”. Polacy przestali być postrzegani przez Niemców jako ofiary, dziś też nikomu w Niemczech nie przeszkadza tlący się w niemieckiej świadomości i coraz wyraźniej słyszalny antypolonizm. Wspomnienie III Rzeszy staje się natomiast podstawą legitymizacji działań niemieckich w polityce zagranicznej. Politycy dają sobie prawo do walki z fenomenami, które doprowadziły do narodzin faszyzmu: z nacjonalizmem, kultem cnót militarnych, czy zbyt gorliwą religijnością. A we wszystkich tych działaniach – zdaniem Krasnodębskiego - Niemcom zdecydowanie brak potrzebnej powściągliwości.

Donald Tusk swoją wypowiedź na temat pamięci w stosunkach Polski z Niemcami rozpoczął od cytatu z wypowiedzi kanclerza Niemiec Helmuta Kohla, który w kontekście sporu o Centrum Wypędzonych powiedział: „Musicie się przyzwyczaić do myśli, że Niemcy znów będą normalne”.

„Co oznacza powracająca, czy nowa norma niemiecka?” – pyta Tusk. Kohl postrzega ja jako zachowanie Niemiec na scenie międzynarodowej, adekwatne do ich aktualnych możliwości gospodarczych, odradzającej się dumy narodowej i zmiany pokoleniowej, która jest już faktem. Zdziwienie, oburzenie czy rozbawienie Niemców przekładaniem naszej pamięci historycznej na projekty przyszłości jest – zdaniem Tuska - wyrazem zaskakującego braku zdolności współodczuwania. Niemcy lekceważą nasze obawy związanie ze zmianą ich patrzenia na historię. Tymczasem potrzeba pewnej wrażliwości i zrozumienia innej pamięci i naszego doświadczenia. Potrzeba też zdaniem Tuska zrozumienia zbawczego wymiaru pokuty za to, co się działo podczas II wojny światowej. W Polsce nie może być ustępstw, jeśli chodzi o pamięć, ale trzeba też ciągle wnikliwie badać historię i szukać prawdy. „Mamy prawo mówić o tym coraz głośniej i uzasadniać nasz niepokój” – twierdzi Tusk.

W stosunkach polsko – niemieckich potrzeba jest zdecydowanie mniej rozmów o „kiczu pojednania”, a więcej poważniej rozmowy o różnicy interesów. Ważne wydaje się też podjęcia zobowiązania zawieszenia jakichkolwiek roszczeń finansowych za okres II wojny. Unia Europejska musi być – zdaniem Tuska – „Unią bez roszczeń”, a Polska jest najbardziej wiarygodnym krajem, który mógłby wystąpić z takim postulatem.

Sesja II - Pamięć w stosunkach z Rosją

Zdaniem Marka Jurka polityka historyczna to troska o świadomość historyczną społeczeństwa, zabieganie o prawdziwość historii. W stosunkach polsko-rosyjskich musimy przede wszystkim uczciwie zdefiniować punkt wyjścia, jasno powiedzieć, że to, co się stało kilkanaście lat temu, nie było tylko transformacją ustroju, ale odzyskaniem niepodległości po 40 latach dominacji sowieckiej. Teraz budujemy nowe, własne, niepodległe państwo. Polska polityka powinna zmierzać do tego, żeby zagrożenie naszej suwerenności się nie powtórzyło. A w ostatnich latach problem zagrożenia jest znowu realny - nastąpił zwrot w polityce rosyjskiej: gwałtowna opozycja Rosji wobec rozszerzenia NATO, brutalne tłumienie ruchu narodowego w Czeczenii, szerzenie się ideologii nostalgii mającej zintegrować społeczeństwo, wzmocnić jego tożsamość.

W interesie bezpieczeństwa narodowego Polski jest mówienie o historii, dlatego PiS był przeciwny obecności prezydenta RP na obchodach rocznicy zakończenia wojny w Moskwie. Powołaniem Polski w ramach wspólnoty państw jest, zdaniem Marka Jurka, pełnienie roli obserwatora tego, co się dzieje na wschodzie, ostrzeganie przed płynącymi stamtąd zagrożeniami. Nie wyklucza to jednak konstruktywnego dialogu z Rosją – jest on potrzebny, ale – co podkreśla poseł Jurek - bardzo trudny.

Marek Borowski zaczął od pytań: jak budować dalej stosunki pomiędzy Polską a Rosją bez amnezji, nie zapominając o tym, że Polska była niejednokrotnie pomijana przy podejmowaniu ważnych decyzji na forum międzynarodowym? czy można zmienić pamięć historyczną niektórych zdarzeń politycznych? Borowski jest zaniepokojony tym, że zbyt często dajemy się prowokować oświadczeniom wydawanym przez mało znaczące w Rosji instytucje, siły polityczne. To – jak uważa Borowski - złośliwe gesty obliczone na wywołanie pewnych reakcji w Polsce, na pokazanie w Rosji, że Polacy źle rozumieją pewne wydarzenia. Trzeba pamiętać, że pewne kwestie są inaczej rozumiane przez różne narody i że nie można dopuścić do pogłębienia niezrozumienia w narodzie, bo to jeszcze bardziej utrudnia porozumienie na szczeblach elit.

Jeśli samodzielnie będziemy walczyć o prawdę historyczną, to tej walki nie wygramy, bo nie jesteśmy potęgą – ani polityczną, ani gospodarczą. Polska powinna opowiedzieć się za wspólną polityką zagraniczną, zwłaszcza wschodnią. Powinniśmy być motorem tej polityki.

Zdaniem Borowskiego stosunki polsko-rosyjskie powinny być oparte na dwóch czynnikach: na prawdzie i na partnerstwie. Oba są równie ważne – mówi. Jeśli oprzemy się na prawdzie, skończy się na sporze, jeśli na partnerstwie – groźne dla nas tendencje imperialne Rosji będą się umacniały. Trzeba mówić o tym, co nas boli, ale i dawać do zrozumienia, że bardzo nam zależy na dobrych stosunkach politycznych i gospodarczych, że Rosja jest dla nas bardzo ważnym partnerem. Trzeba jasno powiedzieć, że nie zapomnimy o naszej historii, ale też nie pozwolimy, żeby ta pamięć źle wpływała na nasze stosunki.

Andrzej de Lazari zaczął od stwierdzenia, że w Rosji antytezą prawdy jest krzywda. Jeśli więc prawda jest po naszej stronie - pokrzywdzona jest Rosja, i odwrotnie. Dlatego też stosunki polsko-rosyjskie są złe.

Nie ma jednej kultury ogólnoludzkiej, a wspólnotowość kultur może być budowana jedynie w oparciu o mądre prawo, a nie o – zawsze względną – moralność. Jedyną spajającą Rosjan wartością jest silne państwo, w Rosji nie było i nie ma obywateli, nie ma świadomości prawnej, demokratyzacja jest słowem wręcz nieprzyzwoitym. Prawo nie było nigdy dla Rosjan autorytetem. Wyrastaliśmy więc w różnych kulturach i mamy różne prawdy. Nie możemy mierzyć wszystkiego wspólną miarą, to nie jest droga do wzajemnego zrozumienia. Także historia nie jest i nigdy nie będzie dobrym czynnikiem w kształtowaniu stosunków polsko-rosyjskich. Nigdy nie uda się zaszczepić w Rosjanach takiego poczucia winy, jakie mają Niemcy. Rosjan na to światopoglądowo nie stać. Problem może wyleczyć czas, a nie politycy. Historię pozostawmy historykom, może za jakiś czas – prof. de Lazari uważa, że może za 60 lat – powstanie wspólny polsko-rosyjski podręcznik historii. Politykom wara od historii –mówi de Lazari - oni jedynie zaogniają sytuację próbując ustalić swoją prawdę. Tymczasem uzgodnić należy wspólne prawo, a nie wspólną prawdę. Rosjanie muszą najpierw posiąść świadomość prawną – dopiero wtedy stosunki polsko-rosyjskie staną się lepsze.

Zdaniem Tadeusza Mazowieckiego podstawową kwestią jest to, czy zależy nam na dobrych stosunkach z Rosją. Powinno nam zależeć, bo Rosja to niezwykle ważny kraj, z którym zawsze będziemy mieć do czynienia. Wyraził też nadzieję, że nie wszyscy politycy są zdolni jedynie do zaogniania sytuacji, że są także tacy, którzy widzą perspektywę rozwiązania problemów.

W Rosji od paru wieków niezmienne jest przeświadczenie, że drogę do Europy otwiera jej tylko podporządkowanie Polski. Przeciwdziałać temu paradygmatowi możemy tylko wspólnie z Unią Europejską. Musimy walczyć z opinią wpajaną przez Rosjan politykom zachodnim, jakoby Polacy byli genetycznie antyrosyjscy, niezdolni do dialogu z Rosjanami. To przeświadczenie, jak i brak tradycji demokratycznej w Rosji i trudności, konwulsje – jak powiedział Mazowiecki – dekolonizacji, doprowadziły do poturbowania świadomości siły rosyjskiej.

Musimy pamiętać o historii, reagować na jej zakłamania. Pamiętajmy jednak, ze jesteśmy na innym etapie rozwoju świadomości demokratycznej niż Rosjanie. Musimy więc mieć więcej cierpliwości w dążeniu do polepszenia naszych stosunków.

Sesja III - Pamięć w stosunkach z Ukrainą

Ciśnienie historii w stosunkach polsko–ukraińskich, jest dziś znacznie mniejsze – twierdzi Kazimierz M. Ujazdowski. Nie towarzyszą im agresywne roszczenia materialne. Ukrainie zależy na trwałym porozumieniu z Rzeczpospolitą. Oprócz trudnej i tragicznej pamięci o historii, mamy też wspólne z ukraińskimi doświadczenia życia w komunizmie. Historia wspólnych przeżyć jest – zdaniem Ujazdowskiego – znacznie istotniejsza od pamięci tragicznej.

Trzeba jednak pamiętać i z wielką wyrozumiałością i delikatnością podchodzić do ukraińskiego, umiarkowanego nacjonalizmu, na którym zbudowali oni najpierw swój patriotyzm, a potem niezależność. Współczesna polska polityka zagraniczna musi w kontekście Ukrainy przede wszystkim umiejętnie eksponować pozytywne wątki historii: wspólne zmaganie z komunizmem, czy udział Polaków w „pomarańczowej rewolucji”. Powinny też powstać projekty i instytucje realizujące wspólne przedsięwzięcia i eksponować je na forum europejskim. Trzeba realizować politykę budowania realnych relacji między oboma krajami. „Do tego potrzeba jest wytrwałość i wcielanie w życie zasady systematycznego pukania do drzwi. To, że w relacjach między Polską a Ukrainą jest teraz dobrze, nie znaczy wcale, że nie wart się nimi zajmować” – dodaje Ujazdowski.

Bogumiła Berdychowska uważa, że dzięki ostatnim wydarzeniom: „pomarańczowej rewolucji”, otwarciu Cmentarza Orląt Lwowskich i Listowi biskupów polskich i ukraińskich, pewien spór w przestrzeni symbolicznej, który nękał nas przez ostanie kilkanaście lat został przesunięty w przeszłość. To, co dzieliło oba kraje, to nie była gospodarka, czy polityka, ale właśnie historia. Teraz znacznie trudniej będzie uruchomić kampanie wzajemnych pretensji i nienawiści – twierdzi Berdychowska. W stosunkach polsko-ukraińskich potrzeba powolnego zamykania rachunków, bez tego prowadzenia wspólnej polityki będzie bardzo utrudnione. Trzeba przy tym pamiętać, że świadomość Ukraińców została historycznie zraniona, że w historii oba kraje łączyły dynamiczny stosunek podległości na różnych polach. Dlatego budowanie relacji polsko-ukraińskich będzie pewnym procesem, nie należy go przyspieszać, należy natomiast unikać postawy roszczeniowej i konsekwentnie pracować nad wyjaśnianiem historii obu narodów. „Trzeba pochować zabitych i pomordowanych. Zachować przy tym szacunek, rozwagę i klasę” – mówi Berdychowska. A na pytanie, co jest celem polsko- ukraińskiej polityki historycznej, odpowiada: „Czas przedstawić Ukraińcom szczegółowy program współpracy i zadbać o wspólną historię z o b u stron”.

Sesja IV - Pamięć, amnezja i polityka

Zdaniem Jana Rokity pamięć jest uświadomionym powszechnie warunkiem prowadzenia polskiej polityki. Znaczenie pamięci w polityce wzrasta, jest istotne dla budowania naszej wartości w świecie. Kluczową kwestią nie jest jednak budowanie wspólnej pamięci, a raczej obrona własnej, odrębnej pamięci historycznej.

W ostatnim czasie mieliśmy do czynienia z próbami weryfikacji porządku jałtańskiego i przekształcenia pamięci niemieckiej – było to sprzeczne z polską pamięcią tożsamościową, służyło politycznym interesom Rosji i Niemiec wobec naszego kraju, uważa Rokita. Niezbędne jest odbudowanie równoprawności polskiej pamięci. Prawda historyczna musi być jednak najpierw uznana przez naród, konieczny jest ugruntowany pogląd społeczny, żeby można było tę prawdę przekazywać, promować na arenie polityki zagranicznej. Podstawową kwestią jest odbudowa tożsamości wewnętrznej, dumy, poczucia ciągłości naszej historii.

Rokita zwraca uwagę na problem neutralności światopoglądowej państwa. Pyta, do jakich granic państwo może stanąć w obronie wartości reprezentowanych przez część obywateli przeciwko innym obywatelom. Jego zdaniem kwestia polityki historycznej sprowadza się do zaangażowania państwa po czyjejś stronie, państwo decyduje o tym, które tradycje będą kontynuowane, a które nie.

Anna Wolff-Powęska zwraca uwagę na funkcje polityki historycznej: obronną (przykładem obchody rocznicy 8 maja i zapraszanie na uroczystości wybranych osób) i terapeutyczną czy też kompensacyjną, służącą do budowy prestiżu państwa na arenie międzynarodowej. Zauważa, ze traktujemy politykę historyczną, jakby to była konkretna kategoria, a tymczasem jest to materia bardzo delikatna, kwestia godności, honoru, wychowania i patriotyzmu.

Nie ma możliwości zbudowania wspólnej polityki historycznej, uważa Anna Wolff-Powęska, ale należy prowadzić wspólne badania, które pozwolą tę historię poznać. Musimy też pamiętać, że jeśli chcemy promować naszą historię u sąsiadów, powinniśmy być przygotowani na to, że i oni będą chcieli, żebyśmy wysłuchali ich historii. Do Rosji i Ukrainy przez kilkadziesiąt lat nie docierała prawda, teraz muszą się pogodzić z tym, ze ich państwa nie tylko wyzwalały inne narody, ale i zadawały im cierpienia. Nie możemy oczekiwać, że szybko się z tą prawdą oswoją, że szybko uznają nasze racje. Powinniśmy mówić sąsiadom o naszej historii, ale nie przeciw nim, ale za ich zgodą.

Bronisław Geremek uważa, ze nie ma czegoś takiego jak pamięć zbiorowa, jest jedynie pamięć indywidualna. Jest też polityka pamięci i zapominania. Pamięć zbiorowa jest rezultatem edukacji, polityki edukacyjnej, której znakiem są pomniki, nazwy ulic. Prof. Geremek uważa, że pamięć zbiorowa w niewielkim stopniu stanowi o polityce zagranicznej, odgrywa za to dużą rolę w stosunkach między narodami. Czy pamięć zbiorowa jest potrzebna? pyta. Otóż tak, jest istotnym elementem w budowaniu wspólnoty – każdy, kto chce do wspólnoty należeć, powinien wiedzieć, jak się ona formowała, powinien też podjąć odpowiedzialność za jej historię. Jeśli chcemy by naród był wspólnotą, niezbędna jest taka polityka edukacyjna, w której pamięć zbiorowa jest przechowywana. W Polsce obecnie trwa walka o restytucję pamięci, niektórzy chcą IV Rzeczpospolitej, a co za tym idzie, przekreślenia III Rzeczpospolitej, nastąpiło wyparcie ze świadomości pamięci o systemie totalitarnym i jego moralnej ocenie. Nie powinniśmy byli do tego dopuścić, mówi Geremek. Trzeba upominać się o prawdę, trzeba wiedzieć, jak było, a nie instrumentalizować historię. Podkreśla, jak ważna jest autonomizacja życia społecznego. Im mniej decydują w sprawie pamięci historycznej parlamenty i rządy, tym lepiej. Jeśli pamięć zbiorowa jest czymś, co dzieli narody, żadna polityka na to nie pomoże. Pomóc może jedynie poszanowanie prawdy i stworzenie autonomicznej edukacji. Geremek uważa, że takim autonomicznym elementem w stosunkach między narodami może być kościół, gdyż nie stwarza on podejrzeń o polityczną instrumentalizację.


Copyright © Fundacja Batorego
Drukuj stronę
Do góry