Ruchy miejskie: protest czy troska o dobro wspólne?

24 maja 2012

Dyskusja z udziałem Agaty Diduszko-Zyglewskiej (Inicjatywa Warszawa 2020), Joanny Erbel (Krytyka Polityczna) i Marcina Święcickiego (poseł na Sejm RP, były prezydent Warszawy).
 
Dyskusję poprowadził: Wojciech Przybylski („Res Publica Nowa”).

Pełny zapis dźwiękowy debaty: [MP3 57MB], czas trwania: 2 godz. 16 min.


Relacja z debaty


Ruchy miejskie zapowiadają nadejście nowej epoki: to kolejny etap rozwoju demokracji, zrodzony ze zbytniego sformalizowania istniejących kanałów dialogu z władzą, rosnącej świadomości mieszkańców i możliwości, jakie daje im internet. Są wyrazem zarówno protestu, jak i troski o dobro wspólne.

Na zinstytucjonalizowanie konsultacji władz z mieszkańcami Warszawy zwrócił uwagę były prezydent stolicy Marcin Święcicki. Jak podkreślił, obecnie jest w Warszawie 28 komisji dialogu społecznego przy 11 biurach miejskich, wyszła ustawa o dostępie do informacji publicznej. Jednak oficjalne kanały nie zawsze dobrze działają, urzędnicy mają bowiem tendencje do formalistycznego traktowania procedur. Stąd inicjatywy, by rozszerzyć dostęp do dialogu społecznego, takie jak te przedstawione przez prezydenta Bronisława Komorowskiego: projekt ustawy o wzmocnieniu udziału mieszkańców w samorządzie terytorialnym, funduszach inicjatyw lokalnych i uchwałodawczej inicjatywie grupy obywateli oraz propozycja okręgów jednomandatowych w wyborach samorządowych wszystkich szczebli. W przypadku projektu ustawy opór stawiły korporacje samorządowe, które obawiają się zalewu inicjatyw uchwałodawczych, a okręgom jednomandatowym przeciwne są partie polityczne, które utraciłyby ważny instrument wpływu - zaznaczył Święcicki. Wskazał równocześnie, że wiele miast ma już prezydentów czy burmistrzów, którzy „urwali się spod kurateli partyjnej”: Poznań, Wrocław, Kraków, Rzeszów, Katowice, Zakopane.

W drążeniu „pozapartyjnych kanałów obecności obywateli” pomaga internet i zjawisko organizowania się grup na Facebooku – zauważył Święcicki. Przykładem może być sprawa rodziców protestujących przeciwko likwidacji szkolnych stołówek na Mokotowie czy inicjatywa w sprawie Jeziorka Czerniakowskiego. Pytanie, na ile te jednostkowe grupy protestu są w stanie zjednoczyć się w szerszy ruch polityczny, który będzie w stanie sięgnąć po miejsca w radzie i po władzę w mieście? – zastanawiał się były prezydent Warszawy. W jego ocenie albo nowe ruchy zostaną zabsorbowane przez proces polityczny i decyzyjny, albo będą szukać ujścia w skrajnych akcjach protestacyjnych, a nawet anarchizujących. Jeśli demokracja ma nadążyć za możliwościami technicznymi i większymi oczekiwaniami mieszkańców wobec swego otoczenia, musi szybciej reagować na problemy sygnalizowane na Facebooku, by dialog miał nie tylko stronę formalną, lecz także demonstrowaną w praktyce – przestrzegł Święcicki.

Agata Diduszko-Zyglewska
oceniła, że „ruchy miejskie sąkolejnym krokiem rozwoju demokracji” po częściowo już skostniałych organizacjach pozarządowych. Utworzenie organizacji wymaga wielu miesięcy przygotowań, które można pominąć, skrzykując się na Facebooku.
Jedynie część ruchów miejskich wyrasta z założeń pozytywnych, wynika z pojawienia się nowych mieszczan, o których pisał Paweł Kubicki, czyli klasy średniej, która czuje się związana bardziej z miastem niż z państwem. Jednak większość ruchów miejskich powstaje z buntu albo przeciwko narastającej przewadze kapitalizmu nad demokracją i coraz większemu podporządkowaniu różnych sfer prawom rynku, albo przeciwko alienacji władzy, co widać szczególnie w Warszawie, gdzie ratusz ma kłopoty z właściwym określeniem priorytetów. Diduszko-Zyglewska wyraziła obawę, że mnogość ruchów w stolicy - gdzie dochodzą do głosu i lokatorzy, i squattersi, i ludzie teatru, i rowerzyści, i rodzice - świadczy, że sytuacja wymknęła się spod kontroli. „Widać, że władze coś przegapiły i przestały słuchać mieszkańców Warszawy, którzy chyba bardziej chcą chleba niż igrzysk” – oceniła.

Za kolejny krok w rozwoju uznała próby „sieciowania się” ruchów. Jeśli bowiem nie będą reprezentować partykularnych interesów, tylko zdołają nawiązać kontakt z innymi grupami, to będą miały siłę przebicia. Nie wiadomo jedynie, czy na pewnym etapie będą musiały przekształcić się w partie polityczne.

Próba utworzenia sieci ruchów miejskich została podjęta w zeszłym roku na kongresie zorganizowanym przez Stowarzyszenie My-Poznaniacy – przypomniała Joanna Erbel. Nie udało się powołać federacji – przyznała - ale doszło do nawiązania nieformalnych więzi, co ułatwiło dzielenie się doświadczeniami. Różne formy partycypacji zaczęły działać jak wirus. I to mimo wielkiego zróżnicowania ruchów miejskich, w których działają z jednej strony osoby z organizacji pozarządowych, a z drugiej anarchiści, członkowie grup lokatorskich, rad osiedli. Diagnoza Kubickiego jest więc w pewnym stopniu wybiórcza, gdyż w wielu ruchach wcale nie działają nowi mieszczanie - uznała Erbel.
Podobnie jak wielu innych uczestników dyskusji zwróciła uwagę, że tytuł spotkania odwzorowuje obawy władz lokalnych przed radykalnym protestem, nielegalnymi formami zajmowania przestrzeni, takimi jak akcja społecznego otwarcia Baru Prasowego w Warszawie czy ruch „Occupy…” w Krakowie. „To są formy związane z protestem i jak najbardziej z dobrem wspólnym” – podkreśliła Erbel. Według niej jedno drugiego nie wyklucza i w przyszłości ruchy miejskie będą korzystać z radykalnych form wyrazu, a także ubiegać się o wejście do rad osiedli czy miasta. Przy czym wraz z radykalizacją ruchów miejskich zmieniło się rozumienie partycypacji. „Jeszcze kilka lat temu żądaliśmy co najwyżej porządnych konsultacji społecznych. Teraz nie chodzi tylko o nasz udział w tych strukturach, które zaproponują władze samorządowe czy państwowe, ale też o wszelkie inne sposoby pokazywania tego, co chcemy. Stawiamy władze w sytuacji, że trzeba coś z tym zrobić. Bar został wzięty” – powiedziała Erbel.

Marcin Wojciechowski
z Projektu: Polska uznał, że pytanie z tytułu debaty w sposób niezamierzony ugruntowuje stereotypowe widzenie ruchów miejskich. Tymczasem one coraz częściej protestują i równocześnie wychodzą do władz z propozycjami, które – jak przyznał - coraz lepiej są przyjmowane. „Protest też jest troską o dobro wspólne. Wysyp ruchów miejskich nie jest przejawem choroby, lecz zdrowienia społeczeństwa. (…) Powoli przestaje być aktualne hasło, że w Polsce nie ma społeczeństwa obywatelskiego” – podkreślił.
Istotą ruchów miejskich jest ukazanie alternatywy – zaznaczył Artur Celiński z pisma „Res Publica Nowa”. „Protesty nie pojawiły się nagle. Od kiedy jest demokracja, są protesty. Idea ruchów miejskich polega na tym, by udało się wypracować konstruktywną propozycję” – powiedział. Wówczas jednak pojawia się problem, jakim jest współpraca z miastem, by wspólnie opracowane propozycje nie lądowały w szufladach.

Na kwestię wykorzystania i doskonalenia istniejących procedur, wykształconych w formie demokratycznej, zwrócił uwagę Grzegorz Buczek z Towarzystwa Urbanistów Polskich. Według niego, jeżeli nie spróbuje się wykorzystać do końca i zaadaptować tych procedur do ruchów spontanicznych, to „jest to typowa ucieczka do przodu”, wynikająca z braku wiedzy o możliwościach systemu albo z oporu i alienacji władz. Buczek widzi w szeroko rozumianych ruchach miejskich alternatywę dla „spontanicznej, facebookowej partyzantki miejskiej”, wskazując, że urbaniści poszukują społecznych partnerów do kształtowania miast – ale świadomych i umiejących artykułować zbiorowe interesy.

Wojciech Przybylski
zwrócił uwagę, że Polska ma najbardziej demokratyczne w UE prawo dotyczące samorządu, mimo to ruchy miejskie nie wykorzystują istniejących procedur. Z poglądem tym polemizowała Joanna Erbel. W jej ocenie uczestnicy tych ruchów mają dużą świadomość możliwości prawnych i z nich korzystają. Agata Diduszko-Zyglewska przyczyny omijania procedur doszukuje się po stronie władz. Jej zdaniem działa „stary podział”, w którym jeśli nawet organizacja pozarządowa czy ruch miejski zbuduje roboczy dialog, to i tak na końcu jest urzędnik, który może zmienić zdanie i zignorować wszystkie ustalenia.

Opinię, że ruchy miejskie nie dostrzegają istniejących struktur, podzielili przedstawiciele władz: wiceprezydent Warszawy Włodzimierz Paszyński i burmistrz Ochoty Wojciech Komorowski. „To, co się dzieje, to niewypowiedziane wotum nieufności dla systemu, według którego organizujemy sobie życie w mieście czy w ogóle w naszych społecznościach. Droga demokracji pośredniej w wydaje się zbyt zbiurokratyzowana, zbyt długa i mało czytelna” – uznał Komorowski. Według niego partycypacja ruchów miejskich w podejmowaniu decyzji musi być coraz większa, na razie jednak nie wiadomo, czy zrodzi to konieczność radykalnych zmian w ustawodawstwie.
Wiceprezydent Paszyński przekonywał, że „urzędnicy, którzy zarządzają miastem z wybieranym w bezpośrednich wyborach prezydentem pochodzą z demokratycznej procedury. „Dlaczego w związku z tym odmawiać im prawa do reprezentowania mieszkańców, zwłaszcza, że można ich odwołać, jeśli źle wykonują swoje obowiązki, choćby w referendum?” – pytał, wywołując sprzeciw reprezentantów strony społecznej, którzy przypomnieli, że mianowanych urzędników, takich jak on sam, nie da się odwołać. Natomiast Ingeborga Janikowska-Lipszyc, radna wywodząca się z ruchu miejskiego, zarzuciła członkom władz, że po wyborach „zamykają się w szklanej kuli”.
Paszyński zaapelował też, by zastanowić się, kto decyduje o tym, co jest dobrem wspólnym i na ile jest ono wspólne dla różnych zainteresowanych grup. Przyznał, że ma „zasadnicze wątpliwości”, czy np. w protestach rodziców w sprawie opłat za żłobek istotnie chodziło o dobro wspólne. Obniżenie opłat oznacza bowiem w konsekwencji mniejszy przyrost liczby miejsc w żłobkach, który miał być częściowo finansowany z tych pieniędzy.

Marcin Wojdat
, reprezentujący Centrum Komunikacji Społecznej Urzędu Miasta, przedstawiając swoją wizję roli samorządu, argumentował, że władze mają za zadanie zrobić wszystko, by stworzyć dogodne warunki dla inicjatywy mieszkańców. W konstytucji jest bowiem zapisane, że samorząd to wspólnota terytorialna, czyli wszyscy mieszkańcy.

Z kolei socjolog Krzysztof Herbst przestrzegł przedstawicieli władz, że zmienia się system prowadzenia polityki. „Wyborcy są bardziej wymagający i muszą się państwo do tego dostosować jako ludzie opłacani z podatków. (…) Polityka konsultowania to nie jest rozwiązywanie konfliktu; albo się prowadzi politykę włączenia mieszkańców w życie miasta, albo rządzi miastem jak korporacją, a wtedy mieszkańcy będą się zachowywali jak klienci” – zaznaczył.
Przestrzegł też, by nie idealizować ruchów miejskich, bo nie wszystkie są sensowne i potrzebne. „Żyjemy w czasach gwałtownej przemiany krystalizowania się więzi społecznych. (…) Musimy wiedzieć, że weszliśmy w inną epokę i warto ostrożnie patrzeć na to, co się dzieje” – podkreślił, przestrzegając, że więzi z Facebooka nie są takie same, jak więzi, które wygenerowały swego czasu komitety obywatelskie. Ostrzegł przed „sytuacją gry” między władzami a ruchami społecznymi, gdzie jedna strona podejmuje działania w reakcji na działanie drugiej. „Nie wiadomo, czy to, że nauczymy się rozmawiać, w sensie: wymieniać informacjami, i zawierać pozorne porozumienia, naprawdę daleko nad popchnie. Warto pamiętać, że można różne rzeczy robić bez siebie, że istnieje autonomia tych światów” – powiedział.
Bożena Kuzawińska

Tezy

Pragniemy zastanowić się, jaki charakter mają rozmaite ruchy miejskie. Czy są buntem wobec działań władz lub ich bezczynności, czy też próbą uspołecznienia miasta? Na ile są one przejawem walki o partykularne interesy, a na ile wyrazem dbałości o dobro wspólne. Jakie szanse, a jakie zagrożenia niosą ze sobą ruchy miejskie? Chcemy zapytać, czy mogą one zmienić sposób myślenia o mieście i jego zarządzaniu?
 
Do dyskusji zapraszamy samorządowców, działaczy społecznych i ekspertów. Nasza debata rozpocznie cykl spotkań o Demokratyzacji miasta, które chcemy poświęcić wyzwaniom obecnie stojącym przed polskimi miastami, relacjom władze-mieszkańcy oraz roli, jaką mogą pełnić rozmaite inicjatywy obywatelskie.
 

Noty o panelistach

 
Agata Diduszko-Zyglewska (ur. 1975) - aktywistka, dziennikarka członkini Inicjatywy Warszawa 2020 oraz ruchu Warszawscy Obywatele Kultury. Członkini prezydium Komisji Dialogu Społecznego ds. Kultury. Prezeska Stowarzyszenia Pasaż Antropologiczny. W 2011 roku sekretarz Zespołu Konsultacyjnego ds. Programu Rozwoju Kultury działającego przy miejskim Biurze Kultury. Współautorka opracowania Miasto kultury i obywateli. Program rozwoju kultury w Warszawie do roku 2020. Współpracuje m.in. z dwutygodnik.com, opcit.pl, ngo.pl.

Joanna Erbel
(1984) – socjolożka, aktywistka, publicystka i fotografka. Członkini Krytyki Politycznej, współzałożycielka Stowarzyszenia Duopolis. Redaktorka magazynu „Miasta”. Członkini Zarządu Koordynacyjnego Kongresu Ruchów Miejskich. Kuratorka Nowych Sytuacji 2011. Zajmuje się badaniem i dokumentowaniem ruchów społecznych. Współpracuje z ruchami lokatorskimi, zajmuje się polityką mieszkaniową. Przygotowuje doktorat o przemianach w przestrzeni miast postsocjalistycznych.
 
Wojciech Przybylski (ur. 1980) – historyk idei. Wydawca „Res Publiki Nowej”. Naczelny „The Visegard Review“. Pracownik Katedry im. Erazma z Rotterdamu UW, koordynator Debat Tischnerowskich. Członek grupy ds. mediów Forum Społeczeństwa Obywatelskiego Partnerstwa Wschodniego. Inicjator programu „DNA Miasta”. Publikował m.in. w „Eurozine”, „Polska. The Times”, „Res Publice Nowej”, „Social Europe Journal”.
 
Marcin Święcicki (ur. 1947) – ekonomista, dr, poseł na Sejm RP. W latach 1989–1991 minister współpracy gospodarczej z zagranicą. Od 1994 do 1999 roku prezydent Warszawy. W latach 2000–2001 doradca Prezydenta Litwy. Od 2002 do 2005 roku koordynator OBWE ds. Ekonomicznych i Ochrony Środowiska.
 
 
Polecamy także:

Demokratyzacja miasta I: wypowiedzi Agaty Diduszko-Zyglewskiej, Joanny Erbel, Łukasza Jurczyszyna, Barbary Lewenstein i Wojciecha Przybylskiego: [PDF 199 KB]
 
Agata Diduszko-Zyglewska, Dla kogo jest demokracja, Res Publica Nowa: publica.pl
 
 
 
 
 
 


Copyright © Fundacja Batorego
Drukuj stronę
Do góry