Kościół wobec świata

10 października 2012

Dyskusja z udziałem Marcina Króla (Instytut Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, przewodniczący Rady Fundacji im. Stefana Batorego) oraz Dominiki Kozłowskiej (redaktor naczelna miesięcznika „Znak”) i ks. Andrzeja Szostka MIC (Instytut Filozofii Teoretycznej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II).

Dyskusję poprowadzi Aleksander Smolar (prezes Fundacji im. Stefana Batorego).

Pełny zapis dźwiękowy debaty: [MP3 52MB], czas trwania: 2 godz. 12 min.
 
Debata organizowana jest w stulecie urodzin redaktora Jerzego Turowicza

Jerzy Turowicz
(1912 – 1999), dziennikarz i działacz katolicki. Od 1945 roku do końca życia był redaktorem naczelnym „Tygodnika Powszechnego”– pisma, które w latach rządów komunistycznych stanowiło ośrodek niezależnej myśli. Orędownik Kościoła otwartego, rzecznik dialogu chrześcijansko-żydowskiego, autorytet moralny dla kilku pokoleń Polaków. W latach 1991-1999 członek Rady Fundacji Batorego. W 1994 roku odznaczony Orderem Orła Białego.  

Relacja z debaty

Jak napisał historyk idei prof. Marcin Król w tezach będących punktem wyjścia do debaty, „co najmniej do Soboru Watykańskiego II Kościół był zamknięty na świat. (...) Lata obejmujące okres od czasów papieża Grzegorza II (1832 rok) były w znacznej mierze stracone dla Kościoła, jeśli za jego zadanie uznamy nie tylko wykładnię dogmatów, ale także wywieranie dobrego wpływu na rzeczywistość społeczną i na przemiany obyczajowe”.
 
W wystąpieniach pozostałych panelistów oraz w dyskusji po wystąpieniach z udziałem słuchaczy z sali jego argumentacja spotkała się z krytyką z różnych punktów widzenia. Najpierw jednak Aleksander Smolar wskazał, że nazwisko Turowicza jest ściśle związane z Soborem Watykańskim II i tradycją prądu intelektualnego powstałego w Kościele po soborze. W Polsce po 1989 roku Turowicza i „Tygodnik Powszechny” atakowano. „Co pozostało? Jaka jest sytuacja idei, które były z Kościołem otwartym utożsamiane?” – pytał Smolar. Król przypomniał tekst Kościół nie jest łodzią podwodną z 1972 roku, gdzie Turowicz pisał: „Kościół nie jest oblężoną twierdzą, bezpiecznym schronieniem, do którego mogliby uciekać ludzie zbyt udręczeni falami historii. Przeciwnie, jego misją jest być obecnym w samym oku cyklonu, po to, by od środka, jako zaczyn i ferment wpływać na przyszły kształt cywilizacji”.
 
Następnie Król rozwinął i uzasadnił swoje tezy, rysując historię myśli Kościoła na tematy społeczne. Omawiał encykliki poruszające sprawy społeczne, historyczne i gospodarcze. Zacytował kard. Carlo Marii Martiniego, według którego Kościół „stracił 200 lat” w kwestiach społecznych.
 
W encyklice Mirari vos (1832) papież Grzegorz XVI pisał, że „w liberalizmie wraz z czczą wesołością wzmaga się bezbożność, bezwstydna nauka i wyuzdana wolność”; zaznaczał też, że „Kościół brzydzi się każdą nowością” – wskazał Król. Papież potępiał też wolność druku – „rozpowszechnianie wszelkich pism wśród pospólstwa” i tych, którzy „całe swoje starania wytężają w tym celu, aby zniszczywszy do szczętu prawa wszelkiej zwierzchności podbić pismem całe narody pod pozorem wolności”.
 
Tę postawę Kościoła zmienił, ale tylko przejściowo, Pius IX. W encyklice Qui Pluribus (1846) mówi on „to, co powtarzali jego następcy – że na świecie źle się dzieje”, a głównym tego źródłem jest prześladowanie Kościoła – wskazał Król. Encyklika Quanta cura (1864) wspomina o „bezbożnych naukach” rozsiewanych „za pośrednictwem szkodliwych książek, pism i dzienników”. W opisującym błędne poglądy syllabusie Verbum Traditionis papież używa terminu „latidunaryzm”, którym Kościół określa nadmierne zezwolenie. Przy tej okazji Pius IX potępia demokrację; utrzymując „całkowitą odmowa rozdziału Kościoła od państwa” – wskazał.
 
Jak dalej relacjonował, nowa ocena pojawia się w encyklikach Leona XIII, zwłaszcza w Diutumum illud (1881). Wówczas Leon XII mówi „rzecz zupełnie nową w historii Kościoła” – że nie chodzi mu o taki lub inny ustrój państwowy, „byle byłaby to władza sprawiedliwa i dążyła do dobra ogólnego”. Lud zaś może „taką sobie obrać formę rządów, jaka najwięcej odpowiada jego duchowi”. W encyklice Libertas prestantissimum (1881), poświęconej wolności człowieka, Leon XII napisał zaś o wolności, że jest „z natury dobrem najcenniejszym”. Mimo to Leon XIII nie spowodował, zdaniem Króla, zmiany nastawienia Kościoła wobec rzeczywistości politycznej. W encyklice Rerum Novarum (1891), zrobił nawet krok wstecz, bowiem rozważając kwestię robotniczą zaproponował „jako jedyne lekarstwo” i obronę przed niesprawiedliwością to, by robotnicy zrzeszali się w katolickich związkach zawodowych.
Następny papież, Pius X, był „zdecydowanie antymodernistyczny”, a w krytyce modernizmu cofnął się w stosunku do tez Leona XIII – wskazał panelista. Właśnie ten papież formułuje Przysięgę antymodernistyczną powtarzaną w kościołach podczas mszy. Charakterystyczna dla jego poglądów była też niechęć, „a nawet nienawiść”, jak mówił Król, do filozofii.
 
Następny papież, Benedykt XV ostro krytykował nacjonalizm, ganiąc stawianie „pogańskiego uczucia wobec narodu” wyżej od miłości bliźniego. Pisał też, że „jeśli chodzi o sprawy, które nie szkodzą wierze ani dyscyplinie, to jest miejsce dla rozbieżnych poglądów”. Z kolei jego następca Pius XI nie prezentował, zdaniem Króla, niemal żadnych nowych tez w społecznej myśli Kościoła. Uważał nadal liberalizm za godny potępienia. Zaproponował też koncepcję korporacyjności, którą – jak mówił Król – Kościół „nie pomógł życiu publicznemu ani gospodarce”.
 
Pius XI w 1937 r. ogłosił dwie encykliki: Mit brennender sorge (O położeniu Kościoła katolickiego w Rzeszy Niemieckiej) i Divini redemptoris i (O bezbożnym komunizmie). W obu potępiał dwa systemy totalitarne, ale w żadnej nie wymieniał nazw własnych państw, gdzie te systemy panowały, ani też nazwisk ich przywódców. Ta tendencja zachowana zostaje nawet w latach II wojny w wystąpieniach radiowych Piusa XII. W ostatnim z nich w 1946 r. papież podkreślił, że Kościół został „wysłany do wszystkich narodów”, i dlatego „nie ma zamiaru mieszać się do sporów o rzeczy czysto ziemskie i stawać po tej czy tamtej stronie, dziś sądzącej się po wojnie”.
 
Zastrzegając, że stawia „nieprzyjemną tezę” Król ocenił, że w porównaniu z poprzednikami trzej papieże z okresu Soboru Watykańskiego II (Jan XXIII, Paweł VI i Jan Paweł II), nie dokonali „zasadniczej zmiany”. Za bardzo ważny uznał jednak fragment encykliki Jana Pawła II Laborem exercens (1981), w którym „po raz pierwszy zostaje przez Kościół uznana jednoznacznie zasada wolnorynkowej gospodarki”. Papież jednocześnie wyraża zalecenie, jak należy postępować z zyskiem. Kościół w tych czasach de facto akceptuje demokrację. Jednak, w ocenie Króla, żaden z tych papieży „nie powiedział jasno, kiedy Kościół ma ingerować w sprawy publiczne” i mimo wszystkich przemian, Kościół „pozostał co najmniej w połowie (zanurzoną) łodzią podwodną”.
 
W dalszej części wystąpienia Król argumentował, że przez 200 lat, o których mówił kard. Martini, Kościół wykazywał „zdumiewającą niechęć do wchodzenia w jakiekolwiek formy polemiki z rzeczywistością (społeczną)” i, „nie nazywał „tego, co złe”. Papieże, potępiając czy pochwalając, nie wymieniają nazw państw, nazwisk myślicieli i przywódców politycznych. Według Króla ta zasada niemówienia wprost utrudnia polemikę i „wskazywanie dróg naprawy”. Ocenił też, że prócz apeli o pokój Kościół nie włącza się w sprawy międzynarodowe, i „nie istnieje w sporach międzynarodowych tak, jak mógłby istnieć”.
 
Wśród innych kwestii społecznych nie dość poruszanych przez Kościół wskazał kwestię dialogu z protestantami, edukacji religijnej oraz szczególnie ważny problem „zysku i wyzysku”- sprawiedliwości społecznej, moralności i ekonomii. Tylko w pewnym stopniu poruszył go Jan Paweł II; a przecież – wskazywał panelista – „naturalną funkcją Kościoła” jest wskazywanie elementów niesprawiedliwości w gospodarce oraz zaniku solidarności w społeczeństwie. Zdaniem Króla, Kościół nie zajmuje w tej sprawie stanowiska.
 
Marcin Król za szczególnie ważny w Polsce uznał problem strony administracyjno-organizacyjnej Kościoła. Jego zdaniem, Kościół w tym zakresie podlega krytyce jak każda instytucja publiczna. Kościół – wskazał Król – wykazuje niechęć do reformy w sferze przejrzystości administracyjnej, nadzoru, jasności podejmowania decyzji, co również utrudnia mu „włączenie się w rzeczywistość”.
 
Te krytykę Król zakończył podkreśleniem, że w jego przekonaniu bez religii chrześcijańskiej Europa nie przetrwa w takim stanie, w jakim istniała do tej pory. „Nie można sobie wyobrazić Europy niechrześcijańskiej. Jednocześnie, strasznie mało – i o to jest moja pretensja - Kościół czyni, żeby pomóc Europie przetrwać” - podsumował.
 
Nie zgodziła się z tą oceną redaktor naczelna miesięcznika „Znak” Dominika Kozłowska, do której należał drugi głos w panelu. Dwieście lat (od końca XVIII wieku) w historii Kościoła katolickiego to nie jest czas zmarnowany – oświadczyła. Był to raczej okres dużego dojrzewania Kościoła i szukania nowego modelu jego „obecności w świecie”; przechodzenia od modelu „reaktywności” („bycia wobec”) do współodpowiedzialności – argumentowała. Kozłowska wyraziła zarzut, podnoszony potem przez innych, że Król uległ ahistoryczności, nie uwzględnił w swojej interpretacji encyklik, kontekstu wydarzeń historycznych (np. sytuacji Państwa Kościelnego, sytuacji duchowieństwa itd.). Ten kontekst np. tłumaczy, jej zdaniem, poglądy Piusa IX.
 
Kozłowska oceniła, że to encyklika Rerum Novarum Leona XIII była symboliczna, stanowiła przełom w myśleniu Kościoła i jego dojrzewaniu do nowego pojmowania własnej roli. Wszyscy znaczący papieże okresu przedsoborowego odnosili się do tej encykliki, robił to również Jan Paweł II w Centisimus Annos (ogłoszonej w stulecie Rerum Novarum w 1991 roku) – wskazała.
 
Nie zgodziła się ona z zarzutami, że Kościół nie odnosił się do wielkich wydarzeń historycznych i społecznych. Robił to, ale „w inny sposób” – argumentowała. Wskazywała, że Kościół stara się (zwłaszcza w ostatnich dekadach) tworzyć przeciwwagę dla myślenia politycznego, przenosi akcent na myślenie społeczne. Od Pawła VI (1963-78) widoczna jest wyraźna zmiana optyki Kościoła: „już nie chodzi o to, by ewangelizować masy, struktury”, sensem obecności Kościoła w świecie jest „docieranie do konkretnych osób”. I wówczas, „jeżeli pojedynczy człowiek spotka w swoim życiu Chrystusa, to radykalnie zmieni to jego życie, i tak przemienione życie będzie dopiero owocowało zmienianiem struktur, sensu polityki (...) i będzie służyło rozwiązywaniu problemów społecznych” – mówiła. To jest właśnie nowością w myśleniu Kościoła o samym sobie i jego modelu „bycia w świecie”. Zwłaszcza obecny papież Benedykt XVI bardzo wyraźnie „powraca nie do pytań o polityczność, ale o sens bycia chrześcijaninem” w konkretnym, oddolnym wymiarze. W takim myśleniu przemiana „ma się dokonywać na poziomie ludzi” – podsumowała Kozłowska.
 
Wskazała też, że w samym stosunku chrześcijan do świata istnieje pewna dwuznaczność, wynikająca z tego, że dla nich rzeczywistość prawdziwa, religijna, jest usytuowana poza tym światem. Niemniej, wyrazem otwartości Kościoła wobec świata jest przekaz podkreślany zwłaszcza przez ostatnich papieży: „to, że nasze prawdziwe życie jest gdzie indziej, uświadamia nam tym większą odpowiedzialność za ‘tu i teraz’ i współodpowiedzialność za świat”. Dziś Kościół widzi swą rolę w odbudowywaniu poczucia jedności całego rodzaju ludzkiego, i to otwiera „od zupełnie innej strony przestrzeń do dialogu” wewnątrz tego świata – wskazała Kozłowska.
 
Kolejny z panelistów ks. prof. Andrzej Szostek zwrócił uwagę, że język encyklik się zmienia i że u Jana Pawła II czy Benedykta XVI padają już nazwiska filozofów; zwłaszcza Benedykt XVI wprost prowadzi z nimi dyskusję. Mówca pytał, czy nie jest tak, że „papieże nie napisali tego, czego byśmy się od nich spodziewali”, a także – czy można od nich oczekiwać, by byli ekspertami w kwestiach społecznych, w których podnosili głos. Ks. Szostek przypomniał, że istnieje ruch polityczny inspirowany chrześcijaństwem – chadecja, a jego przedstawicielami byli politycy, którzy tworzyli Unię Europejską. „To jest właśnie Kościół – to nie jest tylko głos encyklik”; Kościół to Lud Boży, którego „dalszym kręgiem są wszyscy chrześcijanie” – mówił były rektor KUL-u, podkreślając, że w relacjach społecznych Kościoła nie można sprowadzać do tego, co robią papieże czy biskupi.
 
Ks. Szostek przyznał, że jeśli Kościół wraca do „sytuacji łodzi podwodnej” to jest „niewierny swojej misji”. Ale – argumentował – hierarchowie Kościoła nie mogą wchodzić w kompetencje przedsiębiorców, polityków czy artystów i wypowiadać się w sprawach i dziedzinach, na których się nie znają. Papież może np. zachęcać innych, by to robili, a przemienianie świata od wewnątrz powinno być dziełem samych chrześcijan. Ks. Szostek wskazał też, że po 1989 roku w Polsce zaczęła się rozwijać „realna polityka”, która w dużym stopniu polega na walce, i język konfrontacji przeniósł się także do instytucji Kościoła. Mówca skrytykował „modę na źle pojęty tradycjonalizm” i postawę zagrożenia. Odnosząc się do argumentów o konieczność reformy Kościoła jako instytucji wskazał, że reformy są potrzebne, ale i bardzo trudne, ponieważ Kościół nie jest demokratyczny i nie może przyjąć struktury demokratycznej.
 
W dalszej dyskusji – pytaniach z sali, w odpowiedziach panelistów i polemice między nimi– poruszono bardzo wiele wątków. Najważniejsze dotyczyły relacji między Kościołem a polityką, postawy Kościoła wobec współczesnego świata, sposobu wpływania chrześcijan na sprawy publiczne. Gorącą polemikę wywoływała interpretacja encyklik przez Marcina Króla.
 
Ten ostatni przekonywał, że nonsensem jest mówienie, że Kościół nie powinien zajmować się polityką. Kościół jest „instytucją istniejącą w życiu publicznym” i jego misja jest także misją publiczną – przekonywał. Ks. prof. Józef Krukowski dodał, że politykę można rozumieć nie tylko jako walkę o władzę polityczną, ale też jako troskę dobro wspólne. „W tym sensie każdy z nas jest politykiem”, i taką funkcję jako obywatele pełnią również duchowni – wskazał.
 
Andrzej Wielowieyski wskazywał na problem roli osób świeckich w Kościele. Dwieście lat w historii Kościoła nie zostało straconych, bo pojawiły się ruchy społeczne i związkowe i po raz pierwszy świeccy zaczęli się w ważnych sprawach organizować, zależnie lub niezależnie od duchownych – przekonywał. Od Piusa X zaczyna się przemiana postaw ludzi w Kościele, stają się oni „aktywnymi katolikami”. Ale zdarzało się, że ten proces hamowały struktury duchowieństwa.
 
Po kilku dalszych głosach w dyskusji ks. Szostek zaapelował, by diagnoza świata, jaką daje papież czy biskupi, nie była „protestem wobec świata, ani uleganiem mu”. Powtórzył ocenę, że Kościół powinien zachęcać tych, którzy znają się lepiej na pewnych sferach życia społecznego, by wprowadzali tam ducha chrześcijańskiego. Kościół musi mówić na tematy polityczne, bo rzeczywistość, w której żyje człowiek jest polityczna – argumentował. Na rolę, jaką mogą odegrać świeccy eksperci, wskazała znów Dominika Kozłowska. Oceniła, że Kościół raczej nie musi mieć do powiedzenia czegoś „krytycznego i definitywnego na każdy temat”, nie może jednak też abstrahować od wiedzy merytorycznej, fachowej.
 
Kozłowska zauważyła też, że konflikt Kościoła z liberalizmem polega na samej odmienności między nimi w sposobie myślenia o jednostce. Powtórzyła raz jeszcze, że dla chrześcijaństwa najważniejsze jest dotarcie do konkretnych osób, które w efekcie będą zmieniać struktury. Jej zdaniem, Kościół w Polsce osiągnąłby lepsze rezultaty za pomocą takich właśnie narzędzi.
 
Filozof Karol Tarnowski wskazał, że niedopasowanie Kościoła jako instytucji do współczesnej rzeczywistości wynika m.in. z tego, że w świetle Ewangelii, Kościół strzeże Prawdy. Uważa więc, że nie może ustąpić ani na krok, „dopóki czegoś nie zobaczy jasno”, tymczasem „wszyscy jesteśmy w półmroku”. Dlatego też Kościół „trzyma się kurczowo pewnych prawd”, gdy rzeczywistość szybko się zmienia. Bliżej życia są świeccy, więc wielkie znaczenie ma dialog z nimi duchownych, którzy z zasady są zamkniętą korporacją. Potrzebne są „odważne decyzje”, które mogą sprawić, że Kościół i świat zaczną się zbliżać, a „ciasto chrześcijańskie zacznie bardziej przenikać świat” – mówił filozof.
 
„Nie chodzi o to, by oczekiwać (od papieża) precyzyjnych analiz, ale o to, by Kościół był zaciekawiony światem, żeby nie czuł się atakowany przez ten świat. A mam wrażenie, że i dzisiaj przeważa diagnoza ostrzegania przed światem” – mówił Stanisław Obirek. To nie tylko niechęć i strach przed zmianami – dodał marszałek Senatu Bogdan Borusewicz. W jego ocenie, Kościół też stracił możliwość absorpcji zmian zachodzących w społeczeństwie czy w nauce. Tymczasem „sprawa in vitro to jeden z problemów, przed nami inne poważne problemy dotyczące klonowania całych organizmów, ich fragmentów, sztucznej inteligencji” – wskazał Borusewicz. Przypomniał też, jak w latach komunizmu Kościół jako instytucja był „zanurzony w systemie”.
Dominikanin o. Maciej Zięba OP polemizował z wystąpieniem Marcina Króla, argumentując, że nie można wyrywać zjawisk z ich kontekstu historycznego. M.in. odpierał zarzut o nienazywanie po imieniu XX-wiecznych totalitaryzmów przez Piusa XI. Wskazał, że było to w czasach, gdy poparło je wielu intelektualistów, zaś Pius XI potępił oba; papieżowi nie chodziło mu też o atakowanie, a o „ukazanie pewnej grozy” – wyjaśniał. Wskazał poza tym, że społeczeństwo musi mieć substancję moralną, bo bez niej nie przeżyje. Samo jej jednak nie wytworzy. Tu Kościół ma „dużo do powiedzenia, ale na pewnych warunkach – by nie była to ideologizacja religii i sojusz władzy politycznej z sakralną” – zastrzegł o. Zięba.
 
Na zakończenie, Marcin Król stanowczo odparł zarzuty o brak kontekstu historycznego w jego interpretacji encyklik. To, co powiedział Kartezjusz, Hobbes czy Platon, jest dla nas ważne bez względu na kontekst; „słowa pozostają słowami” – mówił. Przyznał, że próbował opisać „próbę ucieczki” Kościoła przed przymusem „zainteresowania się światem”. Ta niechęć do zaciekawienia światem, a nawet poczucie zagrożenia pozostały w pewnym stopniu do dzisiaj - ocenił.
 
Badacz przypomniał, że Kościół ma prawo, by mieć zdanie na temat tego, co uważa za sprawiedliwe i godne polecenia. Powinien jednak – apelował – „pokazywać, a nie nakazywać”. Ocenił też, że choć dialog Kościoła z liberalizmem, choć jest ogromnie trudny, to jednak powinien się toczyć.
Anna Wróbel


Tezy

Sformułowanie „Kościół liberalny” czy też „liberalizacja Kościoła” są niefortunne, gdyż sugerują, że istnieje jakieś formy specyficznego nauczania Kościoła, które mogłoby być bliższe, lub dalsze od liberalizmu. Otóż Kościół i teoria liberalna z natury swojego przekazu muszą pozostać w najlepszym razie od siebie dalekie, w najgorszym – wrogie. Dlatego, kiedy szukamy zmian w Kościele i w naszym postrzeganiu religii, lepsze jest sformułowanie „Kościół otwarty”, jako przeciwne Kościołowi zamkniętemu na świat.
Co najmniej do Soboru Watykańskiego II Kościół był zamknięty na świat. Wiedza na ten temat jest niedostateczna, zarówno w samym Kościele, jak i w szerszych gronach komentatorów. „Zamknięty” – chodzi tu o nieuwzględnianie postulatów formułowanych spoza Kościoła, lecz o to, że nie interesował się on przemianami nowożytności, a jeżeli próbował w nie ingerować, to tylko krytycznie.
Te lata – co najmniej od czasów Grzegorza XVI, czyli 1832 roku – były w znacznej mierze stracone dla Kościoła, jeżeli za jego zadania uznamy nie tylko wykładnię dogmatów, ale także wywieranie dobrego wpływu na rzeczywistość społeczną i na przemiany obyczajowe. Zamykając się na świat, Kościół stracił wiele szans. Ponownie nie chodzi o samą pozycję Kościoła, która też na tym ucierpiała, ale przede wszystkim o los europejskich społeczeństw.
Omawiając historię wysiłków Kościoła w dziedzinie nauki społecznej od 1832 roku do dzisiaj myślimy naturalnie o współczesności, o tym, czy – tak jak myślał Jerzy Turowicz - Kościół „nie jest łodzią podwodną” i może wynurzyć się na świat. Tym problemem chcemy się zająć. A wnioski nie są tu nazbyt optymistyczne.
Marcin Król
 

Noty o panelistach

 
Dominika Kozłowska (ur. 1978) – filozofka, dr. Redaktor naczelna miesięcznika „Znak”. Współpracowniczka Instytutu Myśli Józefa Tischnera. Była redaktor naczelna pisma „Thinking in Values”.
 
Marcin Król (ur. 1944)– historyk idei, prof. dr hab. Wykładowca Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego. Przewodniczący Rady Fundacji im. Stefana Batorego. Założyciel i wieloletni redaktor naczelny pisma „Res Publica”, a następnie „Res Publica Nowa”. Represjonowany po 1968 roku. Sygnatariusz „Listu 59” przeciwko zmianom w Konstytucji PRL. Wykładowca Towarzystwa Kursów Naukowych. Uczestnik obrad okrągłego stołu. Wydał m.in.: Style politycznego myślenia (1978), Podróż romantyczna (1987), Słownik demokracji (1989), Romantyzm – piekło czy niebo Polaków (1998), Patriotyzm przyszłości (2004), Bezradność liberałów. Myśl liberalna wobec konfliktu i wojny (2005), Filozofia polityczna (2008), Nieco z boku. Autobiografia niepolityczna (2008), Czego nas uczy Leszek Kołakowski (2010).
 

ks. Andrzej Szostek MIC (ur. 1945) – filozof, etyk. Wykładowca w Instytucie Filozofii Teoretycznej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Kierownik Katedry Etyki. W latach 1998-2004 rektor KUL. Redaktor czasopisma „Ethos”. Członek Papieskiej Akademii „Pro vita”. Członek Polskiej Akademii Umiejętności. Wydał m.in. Normy i wyjątki. Filozoficzne aspekty dyskusji wokół norm ogólnie ważnych we współczesnej teologii (1980), Natura - rozum – wolność. Filozoficzna analiza koncepcji twórczego rozumu we współczesnej teologii moralnej (1989), Wokół godności, prawdy i miłości. Rozważania etyczne (1995) .


Copyright © Fundacja Batorego
Drukuj stronę
Do góry