Wielobiegunowa Europa? Unia Europejska, Rosja, Turcja

22 lutego 2011


Wprowadzenia: Iwan Krastew (prezes Centrum na rzecz Strategii Liberalnych, Sofia, członek Zarządu ECFR- Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych), Mark Leonard (dyrektor ECFR- Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych).

Prowadzenie: Aleksander Smolar (prezes Fundacji im. Stefana Batorego).

Pełny zapis dźwiękowy debaty, czas trwania: 1 godz. 50 min. [MP3 32MB]. Dyskusja w języku angielskim.

Raport Widmo Europy Wielobiegunowej [PDF 0,6MB]

Relacja z debaty

Iwan Krastew, Aleksander Smolar, Mark Leonard


Ukształtowany po zakończeniu zimnej wojny jednobiegunowy porządek bezpieczeństwa europejskiego rozpada się. Unia Europejska nie może zahamować nadejścia ładu wielobiegunowego, ale może kształtować relacje między pojawiającymi się biegunami — twierdzą Iwan Krastew i Mark Leonard, autorzy raportu Widmo Europy wielobiegunowej, wydanego przez Europejską Fundację Spraw Zagranicznych (ECFR) i Fundację im. Stefana Batorego. Postulują więc zainicjowanie nieformalnego „trialogu” mocarstw na kontynencie: UE, Rosji i Turcji.

Zdaniem autorów raportu Europejczycy szybko dostrzegli pojawienie się wielobiegunowego świata, ale nie zauważają, że nasz kontynent sam staje się wielobiegunowy. Lata 90. były momentem jednobiegunowości Europy, która żywiła nadzieję, że amerykańska twarda siła pozwoli na rozwijanie europejskiej miękkiej siły, dzięki czemu pojawi się powszechny ład liberalny, który będą reprezentować NATO i UE — tłumaczył Mark Leonard podczas debaty w Fundacji im. Stefana Batorego. Ład ten miał się rządzić nowymi zasadami. Rządy prawa, kolektywna suwerenność i współzależność miały zastąpić konflikty zbrojne, równowagę sił i strefy wpływów. Instytucje zimnowojenne miały objąć tak wiele europejskich państw, by stać się instytucjonalnym wcieleniem nowego ładu, który dzięki europejskiej polityce sąsiedztwa rozszerzyłby się na kraje południowego wybrzeża Morza Śródziemnego.

Bartosz Cichocki, Marcin Wojciechowski

Obecnie ta wizja się rozpada. Wydarzenia w Tunezji, Egipcie czy Libii są przejawem szerszego kryzysu, który dotyka sąsiadów Unii Europejskiej. Białoruś czy Albania nie zmierzają w zakładanym kierunku. Rozpadają się bowiem filary jednobiegunowego, wielostronnego ładu europejskiego. Rosja jest na tyle mocna, że może blokować dalsze rozszerzenie NATO, Turcja nadal chce wstąpić do UE, ale realizuje własną politykę zagraniczną, USA muszą radzić sobie z Afganistanem, Iranem i Chinami, poprzestają więc na szukaniu równowagi, aby nie dopuścić do wojny między państwami europejskimi. Z wizji wyłamują się też kraje sąsiedzkie, np. Ukraina „rozgrywa” Europę przeciwko Rosji. Wreszcie w samej UE osłabiły się tendencje uniwersalne, Unia i NATO mają stosunkowo niskie poparcie społeczne, a kraje członkowskie są podzielone w sprawie przyszłego rozszerzenia. „Wszystkie te tendencje świadczą, że mamy do czynienia z narodzinami wielobiegunowej Europy” — podsumował Leonard.

Jak zauważył, dylemat wobec którego stoi Unia przypomina dylemat Stanów Zjednoczonych na arenie światowej: nie możemy zahamować przejścia do ładu wielobiegunowego, ale możemy kształtować relacje między pojawiającymi się w Europie biegunami. Dotąd jednak nie zdołaliśmy pogodzić się z realiami, więc obserwujemy narodziny wielobiegunowej de facto Unii Europejskiej. Istniejące instytucje nie były w stanie powstrzymać zagrożeń związanych np. z Kosowem, wyścigiem zbrojeń na Kaukazie, odcięciem gazu w 2008 roku, wojną rosyjsko-gruzińską, niestabilną sytuacją w Kirgistanie czy zamrożonymi konfliktami. UE zdaje sobie sprawę z niestabilności sytuacji w krajach sąsiedzkich, ale godzi się na status quo i nie chce omawiać nowej architektury. W ocenie Leonarda przywódcy Unii, zachowując bierność, umożliwili powstanie wielobiegunowej Europy.

Wszystkie mocarstwa na kontynencie: UE, Rosja i Turcja działają obok oficjalnych instytucji. Niektóre państwa członkowskie mimo sprzeciwu Rosji uznały niepodległość Kosowa, Turcja współpracowała z Brazylią w sprawie programu nuklearnego Iranu, nie konsultując się z Europą w tej sprawie, Rosja uznała wbrew Unii niepodległość Abchazji i Osetii Południowej. „To są przejawy sfer wpływów, gdy kraje mogą sobie pozwolić w tych strefach na działania z pominięciem oficjalnych instytucji” — uznał współautor raportu. Zaznaczył, że choć najbardziej na obecne instytucje i status quo skarżą się Rosja i Turcja, to w razie rozpadu obecnego porządku instytucjonalnego najwięcej do stracenia mają Europejczycy, liczą bowiem, że bezpieczeństwo opiera się na instytucjach i rządach prawa, a nie na równowadze sił.

Iwan Krastew, Aleksander Smolar, Mark Leonard

Iwan Krastew zaznaczył, że choć symbolem pozimnowojennego ładu europejskiego są dwie instytucje: rozszerzające się UE i NATO, to od końca zimnej wojny realizowane były cztery równoległe projekty, które powinny współistnieć w Europie. Pierwszy to Unia Europejska, która nie jest czymś oczywistym, traci centralną rolę w światowej polityce, a idea jej poszerzenia nie może już przekonać elektoratu w krajach członkowskich. Drugi, postimperialny projekt Rosji w istocie upadł. W czasach Władimira Putina widzimy, że państwo rosyjskie ani nie jest tak mocne, ani tak spójne, jak w to wierzyliśmy, a w wyniku kryzysu finansowego również sami Rosjanie stracili pewność siebie. „To nie przypadek, że pojawił się pomysł nowego bezpieczeństwa europejskiego. Po raz pierwszy Rosjanie poczuli, że ich kraj jest mniej rozwinięty niż wszystkie inne superpotęgi w ich otoczeniu, niż Polska, niż inne państwa Europy Wschodniej. Ta sytuacja zmieniła ich perspektywę. Inaczej niż Chińczycy (…) Rosjanie mają chęć negocjować teraz, bo pewnie więcej im się uda osiągnąć dzisiaj niż w przyszłości. Nam odwrotnie — łatwiej będzie negocjować z nimi za chwilę” — ocenił Krastew. Według niego współczesna Europa, „w całości zależy od słabości swoich sąsiadów”. Społeczeństwo europejskie jest tymczasem podzielone, m.in. w sprawie Turcji, z którą jest związany trzeci z wymienianych przez Krastewa projektów. Czwarty to budowanie niepodległych państw po rozpadzie dawnej Jugosławii i ZSRR. Jak zauważa raport, Europę lat 90. można pod tym względem porównać wyłącznie do Afryki postkolonialnej.

Jak podkreślił Krastew, analiza prowadzi do wniosku, że porządek europejski nie może polegać wyłącznie na rozszerzeniu Unii. Potrzebny jest ład, który „będzie maksymalizowany na poziomie instytucjonalnym”, bo UE w założeniu nie jest zwykłym graczem światowym.

Według raportu zamiast tworzyć nowe instytucje, Unia powinna zainicjować stały, nieformalny, trójstronny dialog z Rosją i Turcją, opierając się na koncepcji dialogu UE-Rosja. Zadaniem tego „trialogu” byłoby wypracowanie planu działań zmierzających do zmniejszenia napięć na kontynencie europejskim. W interesie UE leży też — jak podkreśla raport — aby przyszły europejski układ o bezpieczeństwie uwzględniał ją wraz z Rosją, Turcją i pozostałymi państwami europejskimi, jako głównego sygnatariusza.

Stanisław Ciosek

Większość uczestników debaty zgodziła się z zawartym w raporcie opisem sytuacji w Europie, jednak wizję trójstronnego dialogu uznała za kontrowersyjną. Wskazywano głównie, że postulaty autorów są nierealistyczne. „Sposób patrzenia jest fascynujący (…), co nie znaczy, że propozycje są realne i mają jakiekolwiek szanse powodzenia” — podsumował były ambasador RP w Moskwie Stanisław Ciosek.

Leonard bronił się, wskazując, że jest to oparta na diagnozie sytuacji próba kreatywnej analizy skutków alternatywnego modelu myślenia o ładzie europejskim, który nie opierałby się na ciągłym rozszerzaniu instytucji zimnowojennych ani na powrocie do XIX-wiecznych stref wpływów. Krastew z kolei przyznał, że raport wzbudził już wiele kontrowersji, a niekiedy wręcz spotkał się z wrogim przyjęciem. Jego zdaniem powodem są obawy UE przed diagnozą, że status quo się nie sprawdza. „Wzbudziliśmy niechęć, bo wypowiedzieliśmy te słowa na głos, a nie dlatego że teza jest niesłuszna” — ocenił.

Przyznał, że postulaty raportu nie są realistyczne. „Chcieliśmy tylko podkreślić, że we wszystkich instytucjach, które odpowiadają za bezpieczeństwo w Europie, takich jak NATO i OBWE, jest jeden wielki nieobecny: Unia Europejska” — zaznaczył. Tymczasem powstała Europejska Służba Działań Zewnętrznych i należałoby określić, czym ma się ona zajmować i jaki realizować program.

Marek Ziółkowski, Rafał Trzaskowski

Europoseł Rafał Trzaskowski podał w wątpliwość, czy w ogóle należy wychodzić z takimi inicjatywami, gdy wewnętrzna sytuacja Unii jest niepewna po wprowadzeniu traktatu z Lizbony. „Jest to chwila, gdy powinniśmy maksymalizować jedność UE. Teraz jest trudny czas, takie kontrowersyjne pomysły nie pomogą się nam jednoczyć, a wręcz mogą doprowadzić do fragmentaryzacji Unii” — ostrzegł. Według niego założenie, że „UE będzie mówiła jednym głosem” jest błędne. „Powinniśmy poczekać, żeby określić, co się tak naprawdę stało w Unii, zanim będziemy w stanie rozważać takie odważne propozycje”.

Mark Leonard zapewnił, że autorzy raportu nie zakładali, iż Unia będzie przemawiała jednym głosem. „Europejczycy będą rozmawiać z Rosją na rożne sposoby, widzieliśmy już polsko-rosyjski format, Deauville” — mówił. Przypomniał, że powstała nowa instytucja, która ma odpowiadać za politykę zagraniczną. „Większość osób jest zgodna, że Europa nie będzie mówiła jednym głosem, jednocześnie tworzy się instytucje, które mają skłonić Europę do mówienia jednym głosem. I to prowadzi do dalszych podziałów” — wypomniał z kolei Iwan Krastew.

Zdaniem Leonarda z raportem nie można było czekać, bo „czas nagli”. Relacje z Turcją są niefunkcjonalne, a powinniśmy rozmawiać z Ankarą o sytuacji w Afryce Północnej, na Kaukazie, o tym, jak można stworzyć ład w nakładających się sąsiedztwach. Tymczasem Turcy wyśmiewają próby zharmonizowania ich polityki zagranicznej z Partnerstwem Wschodnim. Turcja dąży do unii celnej, ale nie czuje potrzeby pogodzenia swej polityki zagranicznej z polityką zagraniczną UE. „Więc mamy najgorsze, co można mieć” — ocenił współautor raportu.

W Rosji sytuacja też jest według niego nagląca. Wśród jej elit zapanowało poczucie słabości, obawa, że model rosyjski się nie sprawdza. Jest więc okazja, aby z Rosją rozmawiać inaczej niż dotychczas. To kraj niestabilny, nie wiadomo więc, jak się tam będzie się kształtował pejzaż polityczny, gdy dojdzie do przekazania władzy. „To szansa, której nie powinniśmy przepuszczać, bo całkiem możliwe, że gdy wzrosną ceny ropy, to Rosja będzie mniej skłonna do rozmów” — ostrzegł Leonard.

Stanisław Ciosek podkreślił w tym kontekście, że nie należy odtrącać inicjatywy prezydenta Dmitrija Miedwiediewa zawarcia nowego układu o bezpieczeństwie, bo jest to ze strony Rosji próba wyjścia naprzeciw. „Rosjanie w moim przekonaniu dokonują strategicznego wyboru, to nie jest rzecz, którą można zlekceważyć, i dlatego próba wyjścia naprzeciw powinna być życzliwie powitana, również przez polskie elity polityczne” — przekonywał Ciosek, choć w ocenie Krastewa inicjatywa Miedwiediewa nie istnieje. Rosyjska dyplomacja zaapelowała bowiem, by przedstawić Moskwie inicjatywy, a ona je zaaprobuje bądź odrzuci.

Andrzej Ananicz, były ambasador RP w Ankarze, uznał postulat włączenia Turcji do dialogu za „rozwiązanie praktycznie nie do zaakceptowania”, ze względu na brak jedności w Unii Europejskiej i nierealność założenia, że Grecja bądź Cypr poprą ten kraj jako podstawowego partnera Europy. Zwrócił też uwagę, że autorzy raportu, wyliczając zagrożenia, które postrzega Rosja, nie wskazali ani jednego, w którym UE miałaby pomóc, bo wypływają one z tego, co się dzieje w samej Rosji lub na Wschodzie. Zarzucił też, że wyobrażają sobie spotkania w ramach „trialogu” jako „swoisty system uczenia Rosjan”, na co oni na pewno się nie zgodzą. A obecność europejska nie pomoże zbudować relacji rosyjsko-tureckich, bo oba te państwa nie potrzebują do tego interwencji Europy. Jest wprost przeciwnie, zachowują się w sposób trudny do przyjęcia przez Europę. Wskazane w raporcie problemy do rozwiązania w ramach „trialogu”, np. kwestia Bośni i Hercegowiny, mogą być — zdaniem Ananicza — rozwiązane na zasadach bilateralnych. A rozwiązanie zamrożonych konfliktów zależy od Rosji. „Nie widzę więc żadnych praktycznych wniosków z tego projektu, choć sam projekt jest piękny, elegancki” — ocenił Ananicz.

W odpowiedzi Iwan Krastew zgodził się, że w przypadku większość zagrożeń postrzeganych przez Rosję Unia nie może pomóc. Zauważył jednak, że UE zawsze jest gotowa traktować swoje zewnętrzne zagrożenia w kategorii zagrożeń wewnętrznych. Rosja zaś odwrotnie: zagrożenia wewnętrzne traktuje jako problem zagraniczny, np. w kontekście Czeczenii mówi o terroryzmie międzynarodowym.

Jerzy Nowak, Andrzej Towpik

Natomiast zdaniem Jerzego Nowaka koncepcja „trialogu” nie rozwiązuje problemu ciągłego dążenia Rosji, by podzielić kraje NATO na nowe i stare, zachować strefę uprzywilejowaną. Jednak według Krastewa, Rosjanie nie chcą podzielić Europy, tylko po traumie rozpadu ZSRR Rosja nie wierzy w formacje ponadnarodowe, dla nich UE jest czymś problematycznym. „Wiedzą, jak sobie radzić z Niemcami, nawet z Polską, nie wiedzą jednak, jak sobie radzić z UE. I nie wiedzą, czy w ogóle warto” — twierdzi Krastew.

Z kolei Bartosz Cichocki podważył słuszność sceptycznego podejścia autorów raportu do udziału USA w europejskiej polityce bezpieczeństwa. Przypomniał deklarację USA popierającą obronę rakietową w Europie, zapewnienia prezydenta Baracka Obamy, że układ START jest jego priorytetem w dziedzinie zagranicznej polityki bezpieczeństwa, a mówienie o wycofaniu USA z Europy jest przedwczesne.

Jak tłumaczył Krastew, nie chodzi o to, że UE chce architektury bezpieczeństwa bez Ameryki, ale że USA będą mniej zainteresowane bezpieczeństwem europejskim. Na tym według niego polega reset, który zakłada, że Rosja jest światowym mocarstwem, więc Amerykanie negocjują z Moskwą w sprawie broni jądrowej, Afganistanu, Iranu, natomiast kwestie Ukrainy uznają za sprawę europejską. Takie podejście USA wynika nie z braku zainteresowania, ale z ograniczenia środków, a w myśleniu strategicznym Amerykanów Europa jest już bezpieczna. USA będą więc w Europie obecne, ale zareagują tylko na kryzys, są ostatnią linią obrony — uważa Krastew.

Z oceną, że Amerykanie nie chcą mówić o Ukrainie, bo uważają, że to problem europejski, nie zgodził się Aleksander Smolar. W jego opinii chodzi o to, że po wojnie gruzińskiej USA uznają istnienie rosyjskiej strefy wpływów. Wątpliwość, by „problem Europy tak zmalał, że Amerykanie przestaną się nią interesować”, wyraził Stanisław Ciosek. Według niego wcześniej czy później Europa, jako kontynent, da o sobie znać. „Jeśli mamy mówić o konstrukcji geometrycznej, to widziałbym czworokąt, a nie trójkąt. Z jakimś udziałem USA, które nie powinny uciekać z naszego kontynentu, mamy wspólne interesy i wspólne zagrożenia” — oświadczył Ciosek. Przyznał, że nie wierzy, by Rosja wstąpiła do Unii, a Turcja znalazła się w niej szybko, więc propozycja zawarta w raporcie jest „jakimś rozwiązaniem” dla obu krajów. Za słabość uznał natomiast to, że raport nie wyjaśnia, co zrobić ze strefą buforową, krajami takimi, jak Ukraina, Białoruś, Mołdawia, Gruzja. Marcin Wojciechowski z „Gazety Wyborczej” upomniał się o inne podmioty poza uczestnikami „trialogu”. „Potrzebujmy Rosji, Turcji, ale też wszystkich innych, Bałkanów, Ukrainy, a po ostatnich wydarzeniach również Afryki Północnej” — powiedział.

Krzysztof Bobiński ocenił, że samo umieszczenie dwóch krajów i jednej instytucji w układzie trójstronnym nie zapewni bezpieczeństwa, bo sytuacja w UE i Rosji jest niestabilna. Przywołał zaprezentowaną w zeszłym roku przez Andrzeja Ananicza koncepcję innego trójkąta — państw odrzuconych, w składzie: Rosja, Turcja, Iran, które mogą połączyć siły przeciwko UE.

Według Iwana Krastewa, jeśli uznać istnienie osi wykluczonych, to dwa z tych państw — Turcja i Rosja — mają teraz komfortową sytuację. Turcja uczestniczy w rozmowach akcesyjnych, ale korzysta z zalet „poczekalni”, może wybiórczo wspierać europejskie inicjatywy, zmieniać perspektywę, by zapewnić sobie jak najwięcej wpływów. Rosjanom nie podoba się wzmocnienie roli Turcji, ale zależy im na rozwoju stosunków dwustronnych, bo mogą m.in. zawierać z Turkami umowy w dziedzinie energetyki. Krastew ostrzegł też, że nie należy traktować Turcji jako „większej Bułgarii”, która nie ma alternatywy wobec członkostwa w UE, bo taka alternatywa istnieje.

Rafał Trzaskowski ostrzegł natomiast, że koncepcja „trialogu” zwiększyłaby pokusę działania w formule dwustronnej lub skłoniła Turcję i Rosję, by połączyły siły i „rozgrywały nas przeciwko nam”, co już czynią w ramach unijnego projektu Synergii Morza Czarnego. Z podobnym ostrzeżeniem wystąpił Aleksander Smolar. Jak zaznaczył, nie wolno doprowadzić do koalicji dwóch przeciwko jednemu, a wiadomo, że mogą ją zawiązać Turcja i Rosja, których relacje są już dość bliskie. Leonard bronił koncepcji raportu, argumentując, że jeśli w nieformalnej strukturze Rosja i Turcja będą działały przeciwko UE, to Unia może się wycofać.

W raporcie autorzy podkreślają, że realizacja ich propozycji jest drogą Turcji do UE. Zdaniem Smolara wynik byłby wręcz przeciwny, bo Turcja miałaby kolejny atut, możliwość poszerzenia marginesu swobody działania, jej pozycja byłaby wzmocniona. Podobna jest sytuacja z Rosją. „Byłaby to katastrofa dla UE. Unia nie jest podmiotem jednolitym, więc Europa poniosłaby koszt takich działań” — ocenił prezes Fundacji Batorego.

Z kolei Andrzej Ananicz zachęcił do wzmocnienia roli politycznej obu partnerów Unii Europejskiej. „Można by włączyć Turków do procesów decyzyjnych w sprawach politycznych — mówił. (…) Skarżymy się na brak analiz, na niezdolność decyzyjną wobec krajów arabskich. Czemu nie zaprosić Turków do współpracy, zanim podejmiemy decyzje. Podobnie w sprawie Rosji, ten proces już się rozpoczął”.

Iwan Krastew kończąc debatę przyznał, że autorzy raportu popełnili błąd przedstawiając rekomendacje polityczne. „Zmienimy to, bo zależy nam przede wszystkim na wywołaniu dyskusji o ładzie europejskim, na postawieniu pytań, a nie na udzielaniu odpowiedzi” — obiecał.

Bożena Kuzawińska


Noty o dyskutantach


Iwan Krastew
(ur. 1965) — politolog i analityk spraw międzynarodowych. Przewodniczący Centrum na rzecz Strategii Liberalnych w Sofii. Wykładowca na Uniwersytecie Środkowoeuropejskim (CEU) w Budapeszcie i w Instytucie Remarque’a na Uniwersytecie Nowojorskim. Redaktor naczelny bułgarskiego wydania „Foreign Policy”. Członek Zarządu ECFR. Zajmuje się przede wszystkim zagadnieniami związanymi z sytuacją społeczeństw postkomunistycznych. Wydał m.in. Nationalism after Communism. Lessons learned (red., z Aliną Mungiu-Pippidi, 2004), Shifting Obsessions. Three Essays on the Politics of Anticorruption (2004), The anti-American Century (red., z Alanem McPhersonem, 2007).

Mark Leonard (ur. 1974) — politolog, publicysta. Dyrektor Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych w Londynie. Wcześniej dyrektor ds. polityki zagranicznej w Centrum ds. Reform Europejskich (Centre for European Reform) i dyrektor Centrum ds. Polityki Zagranicznej (Foreign Policy Centre), instytucji, którą założył pod patronatem premiera Wielkiej Brytanii Tony’ego Blaira. Autor raportu Britain™ (1997), który pomógł w sformułowaniu hasła „Cool Britannia”. Współpracuje z wybitnym holenderskim architektem Remem Koolhaasem. Autor książek: Rediscovering Europe (1998, wyd. polskie Europa odkryta na nowo, 1999), Why Europe Will Run the 21st Century (2005), What Does China Think? (2008, wyd. polskie Zrozumieć Chiny, 2009). Publikował m.in. na łamach „The Daily Telegraph”, „The Economist”, „The Express”, „The Financial Times”, „Foreign Policy”, „The Guardian”, „The Independent”, „The International Herald Tribune”, „The Mirror”, „Newsweek”, „Prospect”, „The Spectator”, „Time”, „The Sun”, „The Wall Street Journal”.


Copyright © Fundacja Batorego
Drukuj stronę
Do góry