Polska polityka wobec wschodnich sąsiadów: kontynuacja, korekta czy zerwanie?

21 listopada 2011

Wprowadzenia do dyskusji: Bogumiła Berdychowska (publicystka), Paweł Kowal (poseł do Parlamentu Europejskiego, były wiceminister spraw zagranicznych RP) i Bartłomiej Sienkiewicz (publicysta)

Dyskusję poprowadził Aleksander Smolar (prezes Fundacji im. Stefana Batorego).

Pełny zapis dźwiękowy debaty [MP3], czas trwania:3 godz. 15min.

Relacja z debaty


Polityka wschodnia zeszła na daleki plan w polskim życiu politycznym. Powodem była sytuacja wewnętrzna w kraju, negatywne tendencje u wschodnich sąsiadów i zła koniunktura na scenie międzynarodowej. Należy jednak utrzymać aktywność, nastawiając się na „długi marsz” i „pracę organiczną” , wspierać suwerenność państw poradzieckich i rozwijać kontakty na poziomie społeczeństw - ocenili uczestnicy debaty.

Paweł Kowal przypomniał, że przed 2007 rokiem ukształtowała się wizja Polski jako aktywnego gracza, był to bowiem okres wyjątkowej koniunktury dla polityki wschodniej. „Niecałą dekadę temu w momencie konfliktu politycznego ukraińska władza i opozycja pielgrzymowały do Polski i prosiły o wsparcie” – zaznaczyła z kolei Bogumiła Berdychowska, zwracając uwagę, że obecnie w exposé premiera Donalda Tuska nie znalazło się miejsce dla polityki zagranicznej.

Rok 2007 Paweł Kowal określił jako punkt „szalenie gęstej, jak na warunki polskie polityki zagranicznej ” przy jednoczesnym jej „uwikłaniu w politykę krajową” i nieosiągalnej dzisiaj „gęstości dyskusji”. „Był to okres wyjątkowej koniunktury i Tusk, wchodząc do polityki, mógł coś z tym zrobić” – uważa europoseł. „Tymczasem dyskontynuacja stała się na początku wręcz legitymacją do działania w polityce wschodniej; obowiązywała reguła działania odwrotnego niż poprzednicy. Jeśli oni mówią ‘Ukraina’, to my ‘Rosja’”. Dość szybko nastąpiła jednak korekta, czego przejawem było podjęcie i zaadaptowanie projektu Partnerstwa Wschodniego, zainicjowanego – zwrócił uwagę Kowal – przez poprzednią ekipę. O tym wirażu zdecydowało - jego zdaniem - rozczarowanie Tuska do „polityki rosyjskiej uprawianej w sposób hurraoptymistyczny”, bo okazało się, że nie przyniesie to istotnych korzyści na arenie międzynarodowej. Nowym elementem było też objęcie urzędu przez Bronisława Komorowskiego, który „błyskawicznie zorientował się, że w Polsce prezydent realizuje się w polityce wschodniej”. „Nie było więc kontynuacji, ale nie było też zerwania. Jednak gdy pojawiły się przesłanki, by zmienić działanie, załamała się całkowicie koniunktura międzynarodowa. (…) Polska polityka wschodnia kompletnie wyparowała. Dzisiaj ogranicza się do pisania kolejnych esejów europejskim surżykiem na temat Partnerstwa Wschodniego” – ocenił Kowal.

W opinii Bogumiły Berdychowskiej zwrot w priorytetach w stronę Rosji nie przyniósł wymiernych korzyści w stosunkach dwustronnych, ale miał ujemne następstwa, najdotkliwiej odczuwalne w stosunkach z Ukrainą. „Doprowadziliśmy do sytuacji, gdy obóz rządzący na Ukrainie nie bierze pod uwagę polskiego stanowiska, a opozycja jest pełna pretensji” – zaznaczyła publicystka. Obecnie polskiej polityce wschodniej brakuje jasnej wizji. Nie ma już polityki zagranicznej na Wschodzie, rozumianej jak po 1989 roku. Częściowo zastąpiło ją Partnerstwo Wschodnie. Jednak bez odpowiedniego oprzyrządowania finansowego i politycznego, a przede wszystkim bez perspektywy członkostwa przynajmniej dla części krajów propozycja ta jest instrumentem ograniczonym.

Po 2007 roku Polska próbowała wykorzystać UE jako swoisty zasób. Partnerstwo Wschodnie dysponowało przecież kilkanaście razy większymi kwotami na umowny Wschód – przypomniał Bartłomiej Sienkiewicz. Polityka na Białorusi i na Ukrainie skończyła się jednak fiaskiem, mimo intensywnej, niemal organicznej pracy z wykorzystaniem wszystkich instrumentów, jakie dawała Unia. „ Okazuje się, że podnieść kamień jest niezwykle ciężko” – ocenił współtwórca OSW. Była to dla Polski lekcja, że liczy się kontekst. Polski pomysł, aby za pomocą instrumentów UE i NATO zmieniać Wschód dając perspektywę przystąpienia był spóźniony. Zachód był już inny od czasu wojny w Iraku. Załamała się też teza, że nie ma alternatywy dla pochodu demokracji i wolnego rynku, gdy pojawiły się konkurencyjne modele, jak Rosja i Chiny. A z powodu interwencji w Kosowie upadł zwłaszcza w świecie prawosławnym nimb moralnego nieskalania Zachodu.

Zwrot ku Rosji Sienkiewicz określił jako „próbę odczepienia się od antyrosyjskiej gęby, konieczną dla poszerzenia pola manewru. W Europie i na świecie” – mówił – „polska polityka zagraniczna istnieje jedynie w kontekście dobrych lub napiętych stosunków z Rosją. Ten obraz został wzmocniony w okresie prezydentury Lecha Kaczyńskiego, który zakładał możliwość stworzenia bloku antyrosyjskiego w grupie państw Europy Środkowej i Wschodniej. Prowadziło to do izolacji. Każde działanie byłoby odbierane jako antymoskiewskie, czym Rosjanie by doskonale grali.

Ale nie spełniła się też obawa, że Rosja stanie się bliskim partnerem politycznych Zachodu. Przełomem była wojna w Gruzji w 2008 roku. Moskwa zniszczyła ideę rozszerzenia NATO na Wschód, a sobie drogę do odpowiedniego ułożenia stosunków z Zachodem. Rosja i Zachód prowadzą interesy, ale Rosja pozostaje obcym ciałem. Białoruś, Ukraina, Mołdawia trwają tymczasem w stanie zawieszenia, który ściśle odpowiada definicji strefy buforowej. Rosja jest bowiem za słaba, by rozpocząć rekonkwistę na obszarze postsowieckim, a na Zachodzie umarł projekt rozszerzania UE na Wschód. Jednak zdaniem Marka Menkiszaka większe szanse na częściową przynajmniej realizację planu politycznego, mimo słabych narzędzi, ma Rosja, która prowadzi w tej chwili potężną ofensywę.

Łukasz Adamski ocenił, że polityka wschodnia musi być całościowa; będzie nieskuteczna, jeśli będzie się sprowadzała do próby izolowania Rosji, by przyciągnąć Ukrainę. Należałoby się też zastanowić, czy wobec wschodnich sąsiadów prowadzić politykę opartą na normach i wartościach, zmniejszając kontakty, gdy pogarsza się stan demokracji, czy kontynuować politykę kompromisów z autorytarnymi tendencjami. Jak powinniśmy zareagować w wypadku Ukrainy na sytuację, gdy Julia Tymoszenko – co wydaje się prawdopodobne - nie wyjdzie z więzienia miesiącami, a nawet w nim umrze? Na konieczność stawiania konkretnych pytań wskazywał też Marek Menkiszak: czy podpisać umowę stowarzyszeniową z Ukrainą, w jakie relacje biznesowe z Rosją można wchodzić, gdzie są granice, które sobie wyznaczamy i o jakich perspektywach mówimy?

W ocenie Bartłomieja Sienkiewicza Polska wobec takich krajów, jak Białoruś czy Ukraina, nie może pozwolić sobie na pełną politykę wartości rozumianą jako podstawowy paradygmat postępowania. Niezbędne jest bowiem utrzymywanie jakichkolwiek stosunków z rządami sąsiednimi, nie tylko ze względu na polską mniejszość.

Przed następującą „substytucją polityki polskiej przez politykę Brukseli” ostrzegł Konrad Szymański: „Przestajemy mówić Brukseli, jakie są interesy i emocje naszych wschodnich sąsiadów, zaczynamy tłumaczyć emocje i interesy Brukseli naszym wschodnim sąsiadom. (…) Pogłębia się niezdolność do wychodzenia spod unijnego klosza, projektowania swoich wyborów politycznych poza kontekstem unijnych procedur” – ocenił europoseł. Jego zdaniem w przypadku Partnerstwa Wschodniego to już nie jest nawet kwestia władzy i procedur, ale władzy żargonu. Dowodem na to jest asymetria, gdy uznaje się, że „Rosja po Magnitskim nadaje się do ruchu bezwizowego, a Ukraina po Tymoszenko już do niczego”. „Jeśli wstąpiliśmy do UE, to trzeba teraz w te buty wchodzić i używać, a nie chodzić na bosaka i rozpaczać, że polska polityka zagraniczna nie jest już taka samodzielna” – polemizował Stanisław Ciosek.

Adam Daniel Rotfeld bronił polskiej polityki wschodniej, widząc w niej kontynuację. Zaprzeczył zarzutom, że popadła ona w stan całkowitej bierności. Podkreślił, że nie byłoby Partnerstwa Wschodniego, gdyby nie Polska, która nakłoniła Szwecję, by się dołączyła. Jednak nie należy ignorować kontekstu międzynarodowego, bowiem nawet przy najlepszych koncepcjach i politykach to on w znacznym stopniu determinuje skuteczność działań. „Jesteśmy nastawieni w tej chwili na długi marsz” – zadeklarował b. szef MSZ. Według Mirosława Czecha, nie jest to nowa teza, bo polityka wschodnia w latach 90. od początku była polityką długiego marszu; najważniejsze zawsze były możliwości realizacji.

Adam Daniel Rotfeld przestrzegł przed nowymi zagrożeniami. Według niego na Białorusi i w Rosji będzie to próba odzyskania społecznego poparcia przez głoszenie haseł nacjonalistycznych, co do tej pory hamowała Moskwa w obawie przed rozpadem. Rotfeld przywołał w tym kontekście ocenę Wiktora Jerofiejewa, który we Władimirze Putinie i Dmitriju Miedwiediewie „upatruje gwarancji przed napędzaniem nacjonalizmu, czyli przewiduje, że bez nich może być gorzej. Ta pełzająca formuła już się spełnia. Nie wykluczam, że obok nacjonalizmu nastąpi militaryzacja polityki. I na ten stan trzeba być nie tylko przygotowanym, ale trzeba dostosować sygnały wczesnego ostrzegania, które by wyraźnie dały naszym partnerom do zrozumienia, że (…) nasza odpowiedź będzie wielokrotnie większa” – powiedział b. szef MSZ.

Zdaniem Sienkiewicza, skoro droga wyjścia z postkomunizmu na Wschodzie może prowadzić przez dyktatury czy falę nacjonalizmu, wyznacznikiem polskiej polityki nie powinna być próba wciągnięcia tych krajów w standardy państwa prawa UE (bo to projekt obliczony na pokolenia), ale myślenie o zapobieganiu scenariuszom, w których będziemy płakać po Putinie i z łezką w oku wspominać prezydentów Białorusi i Ukrainy. Sienkiewicz zwrócił też uwagę na konsekwencje kryzysu ekonomicznego w naszej części Europy, dopuszczając prawdopodobieństwo wariantu libijskiego na Białorusi w wyniku buntu nomenklatury przeciw Alaksandrowi Łukaszence.

Przemysław Żurawski vel Grajewski uznał, że cele polskiej polityki zagranicznej uległy oficjalnie zmianie, gdy odejście od aktywnej polityki wschodniej zadeklarował minister Radosław Sikorski w artykule z 2009 roku w „Gazecie Wyborczej”. Według Mirosława Czecha, szkody, jakie wyrządziło zawarte w tym tekście przeciwstawienie rzekomej wizji jagiellońskiej i wizji piastowskiej były bardzo duże i wprost odnosiły się do myślenia politycznego. „Takiego przeciwstawienia nikt rozsądny nie powinien był wyprowadzić” – oświadczył publicysta, zaznaczając, że na politykę zagraniczną zostały przeniesione wewnętrzne batalie.

Żurawski uważa, że obecnie stosunki z Rosją nie są tak napięte, ponieważ polska polityka wschodnia jest mniej aktywna. Albowiem próba realizacji polskich celów na Wschodzie zawiera w sobie element konfliktu politycznego, a co najmniej napięcia z Rosją. W tej chwili zaś polska opinia publiczna nie jest w stanie zaakceptować obciążeń polityki zagranicznej wynikających z konfliktu z podmiotami zewnętrznymi. Również w Unii nie ma gotowości do ponoszenia kosztów, więc zasoby UE będą miały minimalne znaczenie dla rozstrzygnięć na Wschodzie.

Natomiast według Włodzimierza Marciniaka nastąpiła zmiana w 2007 roku, gdyż trzeba było rozładować problem uwikłania się w retorycznie nadmiernie rozbudowany spór z Rosją. A spór ten kształtował się przez cale lata 90., tworzony zgodnym wysiłkiem wielu sił politycznych i polskiej opinii publicznej. Zdaniem profesora, problem leży w tym, że nasze myślenie o polityce jest poddane regule wahadła. Jak to ujął Marek Menkiszak, polska polityka toczy się między „Scyllą awanturnictwa i Charybdą oportunizmu”; dla jednej z tych skrajności charakterystyczne są ambitne projekty polityczne i ostra retoryka w rozziewie z realiami, dla drugiej zaś uznanie, że musimy płynąć w nurcie interesów z dużymi sąsiadami. Sztuką jest odpowiednie żeglowanie, by nie wpaść w żadną ze skrajności. Nawiązując do tych opinii, Marcin Wojciechowski ocenił, że polska polityka wschodnia będzie skuteczna, jeśli stanie się rodzajem długofalowej strategii, której nikt nie będzie podważał w kolejnych kadencjach, mocno osadzonej w europejskich instytucjach, ale też w polskiej rzeczywistości politycznej.

Prof. Marciniak przestrzegł, by nie myśleć o Ukrainie i Białorusi w kategoriach: antyrosyjska czy prorosyjska, bo te kraje są po prostu postsowieckie. „Nie na tym problem polega, że mogą wpaść w zależność od Rosji, bo ludzie tam rządzący doskonale umieją się boksować z Kremlem. Dadzą sobie radę bez nas. Problem polega na tym, (…) jak sobie poradzi Polska bez dobrych relacji z Ukrainą czy Białorusią” – ocenił. Kraje te zastygną według niego w systemie postsowieckim, w różnych jego mutacjach, a to już będzie inne wyzwanie. Jeśli nadal nasze myślenie polityczne będzie podporządkowane ruchowi wahadła, to sobie z tym problemem nie poradzimy.

Jarosław Bratkiewicz zauważył, że polityka wschodnia nie powinna się kierować myśleniem historycznym. Rosja i Ukraina się zmieniły i warto się nad tymi zmianami zastanowić. Istotą problemu jest, czy Polska jawi się jako stosukowo samodzielny podmiot, czy jej polityka jest elementem składowym polityki unijnej, w której odgrywa ona szczególną rolę na kierunku wschodnim. Bratkiewicz przestrzegł, by zbyt buńczucznie nie przymuszać unijnych partnerów do naszych racji, bo nie do końca muszą one być słuszne. Zaznaczył, że punktem wyjścia do rozważań o Wschodzie jest przyznanie, że mamy do czynienia z przestrzenią postsowietyzmu, a więc z klanami , korupcją, pojmowanie polityki jako gry na wyniszczenie - i przez rządzących, i przez opozycję. „To zasadniczo utrudnia prowadzenie polityki wobec Wschodu, bez względu na wysiłki dyplomatyczne” – wyznał.

Stanisław Ciosek zaapelował, by nauczyć się patrzeć na Wschód oczami Brukseli, a nie poprzez wymiar polski. Powołał się przy tym na słowa, jakie usłyszał w Pałacu Elizejskim po pomarańczowej rewolucji: „Rosja będzie bardzo potrzebna Europie”. „Widać wyraźnie, że wtedy się nie mylono . Nie tylko dla energii jest Rosja potrzebna Europie, ale i z geopolitycznych, globalnych względów . Powinna również polska myśl polityczna w tym kierunku się kształtować. (…) Musimy wyjść z zaklętego kręgu i patrzeć na sprawę europejskimi oczami” – wezwał Ciosek.

Z kolei Marek Całka z MSZ-u zapewnił, że nie ma dychotomii między naszymi relacjami z Rosją i krajami Partnerstwa Wschodniego, bo bez pozytywnego wizerunku relacji polsko-rosyjskich wielu praktycznych rzeczy nie bylibyśmy w stanie zrealizować w UE. Przyznał, że w tej chwili Partnerstwo Wschodnie stoi wobec konieczności „remanentu” priorytetów bez zmiany logiki tego projektu, którą jest sprzyjanie modernizacji objętych nim krajów. „Jeśli mamy odpowiednie ramy, projekty i fundusze, które zdołaliśmy zatwierdzić na poziomie UE dla realizacji, to możemy elastycznie reagować” – podkreślił. Zapowiedział, że w ramach polityki wschodniej pojawiają za chwilę nowe instrumenty: polski Fundusz Solidarności, Europejski Fundusz na rzecz Demokracji i inicjatywa komisarza ds. polityki sąsiedzkiej Štefana Fülego, która ma się nazywać programem spójności. „Nie sądzę, żeby można było to nazwać logiką zrywania z przeszłością, my po prostu się modernizujemy” – podsumował przedstawiciel MSZ.

Aleksander Smolar ocenił, że frustracje widoczne w dyskusji związane z polską polityką wschodnią wynikają w dużym stopniu z negatywnej dynamiki w tych krajach. „To może być faza przejściowa” – uspokajał, przestrzegając przed popadaniem w determinizm. Według niego doświadczenia krajów arabskich pokazują, że oceny, co jest możliwe w różnych państwach, są pozbawione podstaw, bo „z historii nic nie wynika”. Tak jak z pomarańczowej rewolucji nie wynikało, że nie udadzą się wewnętrzne zmiany. „Nasz dramat polega m.in. na tym, że przesiedliśmy się z małej łódki, której obrotność była znacznie większa i którą sami kierowaliśmy, nie zważając często na ograniczenia zewnętrzne, na dużą łódź, która jest mało manewrowalna. Jeżeli się uda dokonać zwrotu, to skuteczność będzie bez porównania większa, ale manewrowalność jest znacznie mniejsza. (…) Powinniśmy się nauczyć manewrować tą wielką łodzią, co też czynimy” – podsumował.

Część dyskusji poświecono polskiej polityce wschodniej w najbliższych latach. Zdaniem Bogumiły Berdychowskiej, celem maksimum, przy przyjęciu strategii „długiego marszu”, jest przesunięcie Wschodu na Zachód. Na trudne czasy to oznacza wspieranie suwerenności krajów, które powstały na gruzach ZSRR. A w każdych okolicznościach - zachowanie możliwie najlepszych stosunków dwustronnych. Należy w tych celach wykorzystać niezwykle pozytywne nastawienie Ukraińców do Polski i Polaków. Aby mieć przynajmniej potencjalny instrument nacisku, trzeba parafować umowę stowarzyszeniową. Ważna jest też kwestia ruchu bezwizowego, właściwe zdefiniowanie i egzekwowanie naszych interesów biznesowych, rozwijanie współpracy młodzieżowej oraz dyplomacji kulturalnej. Należałoby też stworzyć w stosunkach z Ukrainą podobne instrumentarium jak w relacjach z Rosją, zróżnicować polską politykę przez partie polityczne i przezwyciężyć słabość dyskusji w przestrzeni publicznej, sprowadzającą się do podziału: rusofile czy rusofobi.

Paweł Kowal proponuje na przyszłość „trzy razy rekonstrukcję w sensie politycznym”, czyli odbudowę polityki środkowoeuropejskiej, relacji polsko-ukraińskich i debaty wewnętrznej w Polsce. Przekładając to na konkretne inicjatywy, postuluje, by „pilnować” Partnerstwa Wschodniego i zapewnić , że będzie ono podstawą polityki unijnej na Wschodzie, gdy znowu się ona otworzy. Jego zdaniem należy powołać fundację polityczną z siedzibą przynajmniej w Kijowie i Tbilisi, niezależną od urzędów i MSZ, która prowadziłaby działalność na wzór niemieckich fundacji. Europoseł powtórzył swoją propozycję skoncentrowania środków Partnerstwa Wschodniego i utworzenia uniwersytetu dla młodzieży z tych krajów, który byłby „przetrwalnikiem”, pozwalał budować elity na przyszłość. Powinna to być jego zdaniem nasza nowa inicjatywa odnowienia Partnerstwa Wschodniego pod koniec prezydencji, oddziałująca na grupy społeczne, które pokazały w ubiegłych latach, że są czynnikiem zmian. Zdaniem Kowala należy też odbudować wspólną przestrzeń informacyjną między Polską a Ukrainą, powołując kanał telewizyjny i portal, które działałyby z głównym nurcie, co czego okazją mogłoby być Euro 2012. Powinno się też wprowadzić obowiązkowe wycieczki na Wschód dla każdego polskiego licealisty, składające się z części sentymentalnej i współczesnej.

Marcin Wojciechowski wymienił trzy zadania do wykonania podczas „długiego marszu” i czekania na lepszą koniunkturę: z Rosją normalizować stosunki i załatwiać sprawy bieżące, Ukrainie nieustannie otwierać drzwi, pomagać i wspierać (mimo świadomości, że nie wszystko zależy od nas), a z Białorusią osłabiać reżim i zastanawiać się nad reakcją na ewentualne zmiany . Zdaniem Wojciechowskiego nie docenia się czynnika społecznego w tych krajach, a nastroje proeuropejskie są tam na tyle silne, że mogą wpłynąć na realną politykę.

Tezę, że kluczowe znaczenie ma praca organiczna, praca u podstaw, poparło wielu uczestników dyskusji. Chodzi - jak wymieniał Adam Balcer - o banalne kwestie, jak: stypendia, edukację, pomoc rozwojową, inwestycje zagraniczne, rynek pracy, udział w wymianie handlowej w tych krajach. Punktem odniesienia – wskazał - może być prezentowany w Fundacji Batorego raport Nicu Popescu i Andrew Wilsona „Przekształcić obecność w siłę”. Jednak Polska sama musi wypracować własne priorytety.

Bożena Kuzawińska


Copyright © Fundacja Batorego
Drukuj stronę
Do góry