Pełny zapis dźwiękowy debaty: [MP3], czas trwania: 2 godz. 3 min.
Obecny kryzys w Unii Europejskiej ma wiele wymiarów – przejawia się w sferze gospodarczej, politycznej i społecznej, ale także w samym sposobie funkcjonowania Unii, gdyż to jej niezdolność do podejmowania istotnych decyzji doprowadziła do problemów Grecji. Jedną z przyczyn kryzysu jest zanikanie pozytywnych źródeł europejskiej integracji, takich jak utopia wspólnej Europy czy strach przed wojną, Związkiem Radzieckim i Niemcami. Brak przy tym wspólnej wizji przyszłego kształtu Unii, a jednocześnie w elitach i społeczeństwach pojawiają się tendencje antyeuropejskie. Należy się obawiać o przyszłość Unii, bo jest ona tworem kruchym i nigdzie nie jest powiedziane, że przetrwa – podkreślali uczestnicy dyskusji.
Aleksander Smolar postawił tezę, że jednym z powodów obecnych kłopotów Europy jest zanikanie dotychczasowych pozytywnych źródeł jej integracji i brak poszukiwania nowych. Przypomniał, że proces integrowania się Europy miał ich wiele. Były to przede wszystkim: obecna od wieków tęsknota za wspólną Europą, ale także strach przed ponowną wojną, strach przed Związkiem Radzieckim i wreszcie strach przed Niemcami – jak to określił Smolar, Unia byłą „metodą radzenia sobie liliputa z Guliwerem – trzeba było związać Niemcy, żeby zapobiec powtórzeniu się nieszczęścia”. Integracja miała też przyśpieszyć rozwój gospodarczy i stać się narzędziem odbudowy państw narodowych, skompromitowanych m.in. totalitaryzmami. Jak zaznaczył, w procesie tym pozytywną rolę odegrały Niemcy. – Zazwyczaj w mitologii europejskiej mówi się o zasadniczej roli pojednania francusko-niemieckiego i współpracy francusko-niemieckiej. Powiem rzecz, która będzie herezją z punktu widzenia tego mitu: tak naprawdę u podstaw integracji były Niemcy – powiedział. W jego przekonaniu Francja dawała Niemcom legitymizację, ale to one były fundamentem jako jedyny kraj, który aż do czasów Gerharda Schrõdera nie posługiwał się w ogóle pojęciem interesu narodowego i utożsamiał się bezpośrednio z projektem europejskim
Teraz zanikł strach przed ZSRR, wojną i Niemcami. Rola tych ostatnich jako pozytywnego czynnika integracji także osłabła. Nie ma już nawet utopii wspólnej Europy, bo upadek w 1989 roku komunizmu – ostatniej ideologii zarysowującej perspektywę czasową – „zlikwidował czas”: nie żyjemy przyszłością, tylko teraźniejszością. Jednocześnie doszły do głosu czynniki kulturowe, takie jak fala indywidualizmu po 68 roku. Wszystko to podkopało zasadę solidarności państw narodowych. Skutki wyrażają się w niechęci do płacenia na biedniejszych, co widać choćby na przykładzie Wielkiej Brytanii czy Ligi Północnej we Włoszech. – Mamy do czynienia raczej z procesami rozkładu. Czy można myśleć o pogłębieniu procesów integracji w Europie, kiedy trwa proces dezintegracji? – zapytał.
Na wielowymiarowość kryzysu europejskiego zwracał uwagę także Krzysztof Pomian. W sferze gospodarczej widzi on jego przyczynę światowego fiaska anglosaskiego modelu kapitalizmu, sprowadzającego regulacje do minimum i zakładającego dominację sfery finansowej nad sferą wytwórczą. „Ten model był swego czasu lekarstwem na chorobę etatyzmu.(…). Po mniej więcej 30 latach, od czasu pani Thatcher i Reagana, ten model wyczerpał całkowicie swoje uroki i jest dzisiaj źródłem choroby, choroby zadłużenia, niefrasobliwego zastawiania przyszłości” – zaznaczył, podkreślając, że w odróżnieniu od USA Europa nie ma środków, żeby dalej żyć ponad stan. Kryzys ma również wymiar społeczny. Następuje wzrost nierówności, zjawisko „oligarchicznego wyrodnienia demokracji”. Także w tym przypadku przykład idzie ze Stanów Zjednoczonych, gdzie Sąd Najwyższy zniósł limit wydatków na kampanię wyborczą, przekreślając równość praw obywatelskich. Kryzys ma też wymiar polityczny, powstaje bowiem pytanie o przyszłość amerykańskiego przywództwa, a tym samym porządek światowy. Nie jest pewne, czy model funkcjonowania USA jest jeszcze atrakcyjny dla wszystkich i czy mają one wolę i możliwości działania w skali globalnej. Trzeba się też liczyć z pokusą izolacjonizmu, w którą wpisuje się np. działalność Tea Party. Przy tym widać kryzys w stosunkach UE-USA. O ile wcześniej Stany Zjednoczone wyraźnie stawiały na integrację europejską, o tyle teraz można odnieść wrażenie, że nie są nią już zainteresowane. „Być może byłyby nawet zainteresowane jakąś dezintegracją - mówił. Oczywiście nikt tego nie powie, ale kiedy się na to wszystko spokojnie patrzy, można sobie zadać takie pytanie. Podobnie jak pytanie, w jakiej mierze amerykańskie afery gospodarcze byłyby zainteresowane rozpadem strefy euro?”.
Sytuacja, w jakiej znalazła się Grecja, rodzi ponadto pytanie o sposób funkcjonowania samej Unii: o granice między sprawami zewnętrznymi i wewnętrznymi i o granice możliwej interwencji. „Nikt nie jest w stanie mnie przekonać – podkreślał Krzysztof Pomian- że od co najmniej 15-20 lat nie wiedziano, co się dzieje w Grecji. Jest dla mnie rzeczą zdumiewającą, że Parlament Europejski nie powołał żadnej komisji, żeby zadać pytanie, jak to było w ogóle możliwe, żeby problem grecki eksplodował na taką skalę”. I zapytywał: „Gdzie była Komisja Europejska i wszystkie instancje europejskie, kiedy ten problem dojrzewał? Podobną „świadomą ślepotą” Unia wykazuje się również wobec innych państw, takich jak Węgry. „Istnieje coś takiego jak kryteria kopenhaskie – zwracał uwagę, które mają być warunkiem sine qua non członkostwa w Unii Europejskiej, ale nie zauważyłem, żeby ktokolwiek nadzorował ich przestrzeganie i interweniował, gdy są naruszane. Nie mówi się o Budapeszcie dokładnie tak samo, jak nie mówiło się o Atenach”.
Na te problemy nakładają się spory o to, jaki kierunek nadać w przyszłości Europie. Wielka Brytania chciałaby zamienić Unię we wspólny rynek i roztopić go w WTO, zaś Niemcy i Francja reprezentują postawę bardziej proeuropejską i wolałyby zmierzać ku Stanom Zjednoczonym Europy. Inną płaszczyzną sporu jest pytanie o europejską tożsamość kulturową: czy Europa jest wspólnotą kulturową i historyczną? Czy zrobić z Europy coś w rodzaju narodu? Czy też nie mówić o przeszłości i wartościach, a przyjąć tylko, że jest zgoda co do wartości demokratycznych?
O. Maciej Zięba wyróżnił trzy projekty mające aspiracje do stworzenia jednej cywilizacji europejski i powstające w opozycji do siebie. Pierwszym jest projekt chrześcijański, zakładający istnienie prawdy transcendentnej. Z niego wywodzą się zdaniem Zięby prawa człowieka, mające swoje źródło w refleksji nad sposobem traktowania niewiernych. W dużej mierze w negacji do katolicyzmu powstał projekt oświeceniowy, oparty na idei nieuchronności postępu. Zdaniem Zięby założenie, że nauka automatycznie generuje postęp, „usypia Europę i umożliwia powstawanie totalitaryzmów”. „Trzeci projekt ma charakter antytotalitarny i zasadza się na przekonaniu, iż nie ma prawdy transcendentnej, a wszystkie prawdy są projektem kultury, ci zaś, którzy wyznają prawdę transcendentną, to potencjalnie nosiciele nietolerancji. Przez konflikty między tymi wizjami Europa gubi tożsamość” – ostrzegł.
Demokracja potrzebuje do istnienia wartości, których sama nie jest w stanie wygenerować. Jedną z form ich przejawiania jest wiara w Boga. „Tymczasem – zaznaczał - traktuje się całą religię jako jeden fenomen, który jest niebezpieczny, potencjalnie nietolerancyjny i intelektualnie zamknięty. Ale zjawiska religijne stanowią szerokie spektrum, są formy religijności, które sprzyjają wolnemu społeczeństwu i demokracji, i takie, które są jej śmiertelnym wrogiem”. Uważa on, że kryterium weryfikacji sposobu podejścia do demokracji w poszczególnych religiach mógłby być stosunek do opuszczenia wspólnoty przez wiernego, separacja władzy świeckiej i religijnej oraz potencjał ideologiczny, wskazujący, czy dana religia chce narzucić swój model innym. Istotne jest także to, czy religia zawiera kulturę przebaczenia, a więc sprzyja budowaniu wspólnej tożsamości. Według Zięby wizja katolicyzmu Jana Pawła II spełniała te warunki, natomiast nie spełnia ich linia Radia Maryja.
Z problemem tym wiąże się kwestia „miękkiego islamu”, takiego jak na przykład w Turcji. „Wrzuca się cały islam do jednego worka z europejskiego punktu widzenia - mówił. To jest niebezpieczne i niedobre.(…) Są przecież miękkie formy religii, które bazują na prawach człowieka.(…) Tu można się spotkać. To ważne, żeby w świecie islamskim znaleźć sojuszników, partnerów do szeroko pojętego dialogu zamiast spychać tę religię en bloc w stronę totalitarną, żądając niemożliwego”.
Na kwestię globalizacji jako jednego ze źródeł kryzysu zwrócił uwagę Eugeniusz Smolar. Mimo że jest to realny problem – o czym świadczy np. fakt, że producenci z południa Włoch zostali wyeliminowani z rynku przez chiński przemysł tekstylny – nie podejmuje się w Unii żadnych decyzji.
Andrzej Wielowieyski za poważny mankament Unii Europejskiej uznał zupełny brak europejskich obywateli. „Nie ma europejskiej opinii publicznej, stąd dominacja polityk narodowych” – podkreślił. Jego zdaniem, może się to jednak zmienić, gdyż społeczeństwa dojrzewają do tego, a proces ten ułatwia rozwój komunikacji elektronicznej.
Uczestnicy debaty ostrzegali przed nadmiernym optymizmem co do przyszłości UE. „W dotychczasowych wypowiedziach pobrzmiewa optymizm historiozoficzny, ale przetrwanie Unii wcale nie jest pewne. Mamy wszelkie przesłanki jednej z możliwych definicji tragedii: gdy coś jest jednocześnie konieczne i niemożliwe” – podkreślił Aleksander Smolar. Uważa on, że jeśli nie uda się zablokować reakcji łańcuchowej po kryzysie w Grecji i obejmie on Włochy oraz Francję, to Unia nie przetrwa. Zwrócił też uwagę na procesy antyeuropejskie na poziomie elit i obywateli. Źródłem optymizmu może być natomiast to, że na świecie mieszkańcy Europy są coraz bardziej postrzegani jako Europejczycy.
Także Krzysztof Pomian uważa, że nie ma gwarancji przyszłego istnienia Unii i jest ona tworem bardzo kruchym. „Wszelkie pozostawianie spraw europejskich ich automatycznemu biegowi prędzej czy później prowadzi do atrofii uczuć europejskich i zaczyna pogłębiać procesy dezintegracji” – ostrzegł. Jak zaznaczył, problemy, z którymi mamy do czynienia, powstają zawsze na styku między instytucjami UE a państwami narodowymi, gdzie wiele kwestii jest nierozstrzygniętych. Z jednej strony, państwo narodowe pozostaje jedynym miejscem, w którym demokracja może być sprawowana, jedynym gwarantem opieki społecznej i porządku publicznego. Z drugiej strony, istnienie uwikłanych w konflikty interesów państw narodowych blokuje absolutnie niezbędną demokrację europejską. Pomian uważa, że podejmowane w UE decyzje będą w coraz większym stopniu wymagały demokratycznej legitymizacji na poziomie europejskim. Tymczasem nie widać żadnych ruchów w tym kierunku. Jednocześnie rozwija się niebezpieczny proces zaniku poczucia europejskości, wyrażający się choćby tym, że mniej Francuzów uczy się dziś niemieckiego, a Niemców francuskiego niż jeszcze 10 lat temu. „Jedyna nadzieja, że dotrą do świadomości już uzyskane korzyści, które mogą być stracone” – ocenił.
Krzysztof Pomian debatę zakończył ostrzeżeniem: „Historia pokazuje, że dezintegrowanie się zintegrowanych zespołów jest procesem bolesnym, dramatycznym i krwawym.(…) Wizja dezintegracji obecnej Unii Europejskiej powinna każdemu, kto ma minimum wyobraźni historycznej, spędzać sen z powiek”.
Małgorzata Wyrzykowska