Zmiany w polityce wewnętrznej i zagranicznej Rosji

20 kwietnia 2010

Rozmowa Andrew Wilsona (ECFR — Europejska Rada Spraw Zagranicznych) z Aleksandrem Smolarem (prezes Fundacji im. Stefana Batorego).

Zapis dźwiękowy dyskusji, czas trwania: 1 godz. 29 min. [MP3 24MB] Wypowiedzi w językach angielskim i polskim.


Relacja z debaty


Andrew Wilson


W rosyjskim tandemie władzy Władimir Putin jest „władcą pierścieni” utrzymującym równowagę między grupami interesów, a Dmitrij Miedwiediew — nową twarzą Rosji na użytek Zachodu — ocenia Andrew Wilson, opisując strukturę dwuwładzy w Moskwie. Jego zdaniem tandem przetrwa do 2012 roku, a „autorytarna modernizacja”, o której mówi Władimir Surkow, nie ma szans powodzenia.

„Operacja sukcesja”, czyli najpierw przekazanie Władimirowi Putinowi władzy przez Borysa Jelcyna, a potem Dmitrijowi Miedwiediewowi przez Putina, miała nie dopuścić, by ktoś z zewnątrz rzucił wyzwanie tamtejszemu establishmentowi. Miała też stłumić problemy wewnętrzne, bo w Rosji wybory i związana z tym zmiana władzy stanowią szczególnie trudny czas, bo wiążą się z groźbą nie tyle permanentnej rewolucji trockistowskiej, co permanentnej redystrybucji aktywów, bogactwa gospodarczego, kapitału. Aby nie dopuścić do walki o władzę, Putin musiał zachować istotne stanowisko, bo Miedwiediew nie zdołałby sam zapobiec ewentualnym konfliktom. Putin jako „władca pierścieni” usytuowany jest w środku kręgu interesów i utrzymuje je w równowadze, która zapewnia sprawne funkcjonowanie systemu. „Gdy dochodzi do naruszenia równowagi, to trzeba ją przywrócić, tak jak było w przypadku Bieriezowskiego i Chodorkowskiego” — podkreśla Wilson.

Celem podziału zadań między Putinem i Miedwiediewem był początkowo „projekt zorientowany na dobrobyt, na pomnożenie majątku”. Putin nadal był owym „władcą pierścieni”, a Miedwiediew — nową twarzą Rosji na użytek Zachodu. Pierwszy z nich ustabilizował ustrój wewnętrznie podczas swoich dwóch pierwszych kadencji, zadaniem drugiego było zyskanie uznania międzynarodowego i legitymizacji wprowadzonego podziału zasobów. Potem ten podział zadań miał pomóc Rosji przetrwać recesję. Putin miał zapobiec dalszym walkom, dopilnować rozdziału państwowych pieniędzy przekazywanych na utrzymanie przy życiu rosyjskich przedsiębiorstw, zadaniem Miedwiediewa było uspokojenie rynków. Gdy minęła najgorsza recesja, podział zadań pozwala pogodzić dwie reakcje psychologiczne na kryzys, dwie perspektywy w sposób dialektyczny: Putin reprezentuje tych, którzy paradoksalnie odczuwają dumę, uznając, że system w Rosji przetrwał próbę bojową, Miedwiediew zaś tych, którzy uważają, że kryzys gospodarczy wykazał poważne słabości wewnętrzne systemu.

„W Rosji mówi się o konieczności modernizacji, ale podkreśla się, że stabilność, zdobycz ery putinowskiej — tak jak postrzega ją elita — muszą być zachowane” — wyjaśnił Wilson. Przypomniał, że według głównego socjotechnika Kremla, Władimira Surkowa, konieczna jest autorytarna modernizacja. Putin wyraźnie stwierdził, że proces ten nie może prowadzić do „ukrainizacji” kraju, czyli chaosu politycznego, nadmiernej konkurencji i nieładu, nie może przypominać czasów Gorbaczowa, nie ma też mowy o neoliberalnej drodze, do której zachęcają niektórzy na Zachodzie. „Będzie to etatystyczny, odgórny projekt neoradziecki i osobiście uważam, że się nie uda. (...) Za bardzo trąci on neoradzieckim podejściem w latach 2007-08” — przewiduje Wilson. Przypomina, że Miedwiediew mówił wtedy o „czterech modernizacjach”, co przyczyniło się do poprawy jego wizerunku, ale niewiele dało w stosunku do zainwestowanych środków, bo było zbyt „odgórne i etatystyczne”.

Jego zdaniem obecny układ przetrwa najprawdopodobniej do 2012 roku. Bez względu na to, kto będzie prezydentem a kto premierem, tandem efektywnie służy pewnym celom. Okazał się mocny, bo przetrwał redefinicję zadań, i obaj politycy zapewne nadal będą współpracować, nieważne, kto na jakim stanowisku. Alternatywne możliwości są nikłe, bo trudno, aby jeden z polityków działał bez drugiego. Oczywiście, bardziej jest prawdopodobne, że to Putin porzuci Miedwiediewa, ale gdyby tradycyjnie chciał wytoczyć przeciw niemu kampanię, popsułby też własny wizerunek. Andrew Wilson zauważył, że przywoływany jest też mało prawdopodobnym jego zdaniem scenariuszu, by Putin — zgodnie z życzeniem niektórych — pod hasłem przywracania ładu pozbył się Miedwiediewa i przyjął twardszy kurs.

Według niego podział funkcji między Putinem i Miedwiediewem nie sprawdza się na arenie międzynarodowej w kontekście krajów sąsiedzkich. Rosyjska polityka zagraniczna nadal ma charakter putinowski, Miedwiediew jest „kwiatkiem do kożucha”. Jedyny dostrzegalny podział zadań ma charakter korporacyjny, w tym sensie, że lobby gazowe odpowiada przed Miedwiediewem, a Putin jest bardziej zainteresowany pogłębieniem wpływów Rosji w zakresie energetyki jądrowej.

W polityce zagranicznej Rosja najchętniej korzysta z „miękkiej siły” (soft power) — przypomniał Wilson tezę raportu Polityka UE i Rosji wobec wspólnych sąsiadów, który opracował wraz z Nicu Popescu. Zastrzegł jednak, że od czasu, gdy ukazał się ten raport, wiele się zmieniło. „Rosja łączy ‘miękką siłę’ i ‘twardą siłę’ (hard power), tym się różni od Unii Europejskiej, która nie sięga po tę ostatnią. Zastosowana w 2008 roku podczas wojny w Gruzji ‘twarda siła’ powraca w sposób, który można było przewidzieć”. Uznanie Abchazji i Osetii Południowej było „złym precedensem dla republik Federacji Rosyjskiej, które mają tendencje separatystyczne” — wyjaśnił politolog. W jego ocenie „sytuacja na północnym Kaukazie jest niepokojąca, a to, co Rosja zrobiła w Kirgistanie, jest sprzeczne z jej niedawnym podejściem, że wszelkie kolorowe rewolucje są niewłaściwe”.

Racjonalne wykorzystanie „miękkiej siły” jest również utrudnione przez duże znaczenie energetyki. Najlepszym przykładem według Andrew Wilsona jest Ukraina. Rosja ma tam wiele spraw do załatwienia, a Wiktor Janukowycz wydaje się zaskakująco skłonny do przyjęcia rosyjskich priorytetów, być może dlatego, że wszystko zależy od dostaw taniego rosyjskie gazu.


Zbigniew Bujak

Na Ukrainie — w ocenie politologa — należy mówić o tym, że Julia Tymoszenko przegrała wybory, a nie — że Wiktor Janukowycz je wygrał. Tymoszenko przetrwała pierwsze etapy recesji gospodarczej, nie tracąc na popularności, i poczuła się zbyt pewnie. Ostatecznie to jej zaszkodziło w oczach elektoratu, podobnie jak reakcja na kryzys — zbyt krótkowzroczna. Pani premier niedobrze sobie radziła w kontaktach z MFW, stawiała na kwestie socjalne, państwowe subsydia, co stworzyło przestrzeń dla kampanii jej innego rywala, Sierhija Tyhypki, która trafiała do biznesu i klasy średniej. Poza tym Tymoszenko nie miała sojuszników i poparcia w drugiej turze; choćby jedna umowa z kandydatami mniejszościowymi, np. z Wiktorem Juszczenką, dałaby jej zwycięstwo. Ona tymczasem — jak uważa Wilson — była zbyt cyniczna, zawierała umowy z zakresu technologii politycznej. Największą pomyłką była nieudany układ z Janukowyczem z czerwca ubiegłego roku. Wprawdzie umowa nie weszła w życie, ale dowiodła elektoratowi, że Tymoszenko jest gotowa na wszystko, podkopała jej wizerunek jako strażniczki pomarańczowej rewolucji. Okazało się, że Tymoszenko jest gotowa podzielić kraj i wprowadzić dwuwładzę, tak by ona i Janukowycz objęli swoje domeny. To podważyło jej popularność. Wilson jest przekonany, że gdyby Tymoszenko kandydowała jako przywódczynia opozycji, to by wygrała.

Politolog zwrócił też uwagę na zaniepokojenie w Polsce związane z przyznaniem Stepanowi Banderze tytułu Bohatera Ukrainy. „To miało charakter polityczny. Juszczenko zrobił to celowo między turami wyborów”. Był to „prezent” dla Janukowycza — ocenił.

Podkreślił, że Wiktor Janukowycz zachował bazowy elektorat, więc jego mandat ma zasięg terytorialny. Obecny prezydent utrzymał jedność w swoim ugrupowaniu, zwalczył tendencje rozłamowe, bo Partia Regionów, to rodzaj spółki akcyjnej, która działa dobrze, jeśli nie ma udziałowca większościowego. Przypomina to także koncepcję „władcy pierścieni”: przywódca partii musi utrzymać równowagę między grupami interesów. Według Wilsona w tej chwili wśród ukraińskich oligarchów zbyt dużo władzy ma frakcja gazowa, a zbyt mało — najbogatszy człowiek w kraju. Wszelako zdaniem politologa niesłuszna jest teza jednego z raportów Fundacji Batorego, że Rinat Achmetow najwięcej zyskał na tych wyborach. Wydaje się bowiem, że głównym sponsorem kampanii Janukowycza był Dmytro Firtasz, który liczy na odzyskanie swego majątku, utraconego, gdy w 2009 roku zlikwidowano RosUkrEnergo i Tymoszenko za zgodą Gazpromu przekazała Naftohazowi gaz ze zbiorników podziemnych.

Jak zauważył Andrew Wilson, nowy rząd w Kijowie podkreśla relacje z Rosją bardziej, niż można było się spodziewać, kiedy Wiktor Janukowycz jako prezydent złożył pierwszą wizytę w Brukseli. Wydaje się, że stawia on wszystko na jedną kartę — zdobycia taniego gazu, co jest ryzykowne, gdyż Moskwa i Gazprom byli zadowoleni z zeszłorocznego kontraktu; rynki zachodnioeuropejskie są słabe, a Ukraina płaciła wysoką cenę, co niemal równoważyło brak wpływów zachodnich. Drugim powodem do niepokoju jest w opinii Wilsona fakt, że Partia Regionów nie wyrzekła się swoich „instynktów autorytarnych” i sposób formowania rządu był niezgodny z konstytucją. Trybunał Konstytucyjny okazał się słaby, nie zaprotestował, rząd obsadza sądownictwo swoimi ludźmi. Nawet niezależne media są zagrożone, zamknięto już niektóre programy publicystyczne, na inne wywiera się nacisk. „Sytuacja na Ukrainie nie rysuje się dobrze” — ocenił politolog.


Aleksander Smolar

Podczas dyskusji zwrócono uwagę na różnice między strategią autokratyczną i autorytarną, wskazując, że ta pierwsza też realizuje cele przez narzucanie rozwiązań, ale za tymi rozwiązaniami stoją przywódcy z autentyczną wiedzą, umiejętnościami i determinacją. Jako przykład udanej autokratycznej modernizacji podano działania Leszka Balcerowicza w Polsce. Aleksander Smolar zwrócił uwagę na fascynację Rosji chińskim modelem transformacji gospodarczej.

Zdaniem Wilsona w Rosji „nie ma ani wiedzy i umiejętności, ani chińskiego konfucjonizmu i sprytu”. „Dysponuje [ona] cynicznymi, manipulacyjnymi technologiami politycznymi, nie ma przyzwoitego aparatu biurokratycznego, bo wszystko ustawione jest w nakazowym układzie pionowym”, a niegospodarność w kraju jest szokująca. Nie wydaje się, by po 2006 roku na Ukrainie funkcjonował jakikolwiek spójny schemat — ocenił politolog. Nie było procesu, który stworzyłby jednolitą klasę polityczną, zbyt mocno skoncentrowano się na walce podjazdowej. Wydaje się, że na Ukrainie nie ma też wiedzy i doświadczenia. Panuje tu chaos. Wyjątek stanowi kultura biznesu, autentycznie różniąca się od rosyjskiej. Przedsiębiorcy ukraińscy nie mają takich przywilejów jak np. Gazprom, co wymusiło zmiany w kulturze korporacyjnej.

Na pytanie Aleksandra Smolara, czy nadal w Rosji żywa jest koncepcja suwerennej demokracji Władysława Surkowa, czyli demokratycznej legitymizacji systemu totalitarnego, Wilson zauważył, że Rosja postrzega tę koncepcję jako udaną i wciąż nad nią dyskutuje. Nie ma już jednak zagrożenia: kolorowych rewolucji, przejawów liberalizmu z lat 90., kryzys gospodarczy pokazał błędy świata zachodniego i silną stronę osi Moskwa-Chiny. „Wydaje się, że suwerennej demokracji jako koncepcja nie odeszła, ale pytanie brzmi: co zbudować na tym fundamencie i teraz następuje ta druga faza” — wskazał Wilson.


Gerhard Gnauck

Gerhard Gnauck, korespondent dziennika „Die Welt” w Warszawie, zadał pytanie o tarcia między resortami siłowymi w Rosji a frakcjami Putina i Miedwiediewa. Zastanawiał się, czy istnieją siły, które zyskałyby na takich tragediach, jak zamachy w moskiewskim metrze. Andrew Wilson wykluczył, by zamach był częścią planu, zgodnie z którym Putin miałby znów postawić na resorty siłowe i odrzucić wszelkie liberalne tendencje. „Wydaje się oczywiste, że wydarzenia w Moskwie są wynikiem tego, że Moskwa nie panuje nad sytuacją na Kaukazie Północnym” — ocenił. Przyznał równocześnie, że w resortach siłowych rozlegają się pomruki na wszelkie próby zbliżenia z Zachodem, istnieją też w nich pewne podziały, poza tym chcą one utrzymać swoje wpływy gospodarcze. Putin zaś w mniejszym stopniu niż niegdyś stoi po stronie tych resortów, bo jako „władca pierścieni” musi zachowywać centralną pozycję. Andrew Wilson, odpowiadając na pytanie Jeremiego Sadowskiego o rolę Cerkwi w Rosji, ocenił, że jest ona ważnym czynnikiem politycznym. Zastrzegł przy tym, że „patriarcha inaczej stawia akcenty” niż władze. Cerkiew krytykowała wojnę w Gruzji i wyrażała żal, że walczą ze sobą bracia prawosławni, co było odważnym krokiem wobec Kremla. Podczas wizyty na Ukrainie patriarcha Cyryl też odwołał się do braterstwa prawosławnych i to w sposób zrozumiały, co Moskwie się nie udaje, bo jej retoryka nie sprawdza się na Ukrainie. „Cerkiew jest pod wieloma względami najsilniejszą instytucją postsowiecką, wykorzystującą wielką siłę również w państwach bałtyckich. (...) Nie powiedziałbym, że jest to instytucja niezależna, aczkolwiek stawia inaczej akcenty, ale jej przywództwo jest jednak pod kontrolą państwa” — powiedział Wilson.

Bożena Kuzawińska

 

Aleksander Smolar (ur. 1940) — politolog, publicysta, prezes Zarządu Fundacji im. Stefana Batorego. Zastępca przewodniczącego Rady Naukowej Instytutu Nauk o Człowieku w Wiedniu. W latach 1971-1989 na emigracji politycznej we Włoszech, Wielkiej Brytanii i we Francji. W 1974 współzałożyciel i redaktor naczelny kwartalnika politycznego „Aneks”. W latach 1989-1990 doradca ds. politycznych premiera Tadeusza Mazowieckiego, a w latach 1992-1993 doradca ds. polityki zagranicznej premier Hanny Suchockiej.

Andrew Wilson (ur. 1961) — historyk i politolog. Senior Policy Fellow w Europejskiej Radzie Spraw Zagranicznych. Wykładał na School of Slavonic and East European Studies londyńskiego University College. Honorowy członek Królewskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Przez wiele lat pracował w Fundacji Eurazja w krajach Europy Wschodniej i Azji Centralnej. Jest autorem wielu prac poświęconych Ukrainie i Europie Wschodniej, wśród nich: The Ukrainians: Unexpected Nation (2000), Ukraine’s Orange Revolution (2005).


Copyright © Fundacja Batorego
Drukuj stronę
Do góry