Bitwa o media publiczne

18 marca 2010

Dyskusja z udziałem Jana Dworaka (producent filmowy i telewizyjny, b. prezes Telewizji Polskiej S.A.), Rafała Grupińskiego (poseł na Sejm RP), Elżbiety Kruk (poseł na Sejm RP, b. przewodnicząca Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji) i Jacka Żakowskiego (publicysta, „Polityka”, Komitet Obywatelski Mediów Publicznych).

Założenia ustawy przygotowanej przez Komitet Obywatelski Mediów Publicznych przedstawił Maciej Strzembosz (scenarzysta, producent filmowy, prezes Krajowej Izby Producentów Audiowizualnych).

Dyskusję poprowadził Aleksander Smolar (prezes Fundacji im. Stefana Batorego).

Projekt ustawy przygotowanej przez Komitet Obywatelski Mediów Publicznych:

Materiały:

  • Założenia ustawy — prezentacja (opracowanie Maciej Strzembosz) [PDF 393kB]
  • Pełny zapis dźwiękowy debaty, czas trwania: 2 godz. 44 min. [MP3 50MB]
  • Na temat projektu ustawy pisze Jacek Żakowski, Prosto od krowy, „Polityka”, 20 lutego 2010.

Relacja z debaty


Odpolitycznienie mediów publicznych, zapobieganie ich komercjalizacji i przywrócenie im funkcji publicznej — takie cele ma spełniać projekt ustawy o mediach publicznych przygotowany przez środowiska pozarządowe. Uczestnicy dyskusji w Fundacji Batorego przyznawali, że projekt odbiera politykom kontrolę nad mediami publicznymi i hamuje komercjalizację. Zgłaszali jednak wątpliwości, dotyczące m.in. sposobu wyłaniania członków ciała, które miałoby zarządzać mediami publicznymi, czyli Komitetu Mediów Publicznych, a także finansowania mediów publicznych przez samorządy. Zarówno przedstawiciele PO, jak i PiS zadeklarowali jednak, że poprą skierowanie dokumentu do prac w komisjach.

Maciej Strzembosz

Zgodnie z projektem, władze mediów publicznych wybiera 50-osobowy Komitet Mediów Publicznych. Komitet byłby wyłaniany drogą losowania z 250-osobowego kolegium elektorskiego, którego członków wskazywałyby organizacje pozarządowe, stowarzyszenia twórcze, samorządy i konferencje rektorów. Procedura losowania ma — jak podkreślił prezentujący projekt Maciej Strzembosz — uniemożliwić manipulacje polityczne. Dzieleniem pieniędzy i ustalaniem kryteriów programowych zajmowałaby się wybierana przez Komitet w drodze konkursu 7-osobowa Rada Mediów Publicznych. Tym sposobem zarządzanie mediami publicznymi zostałoby odebrane KRRiTV. One same zaś nie byłyby już spółkami prawa handlowego, tylko państwowymi osobami prawnymi.

Media publiczne byłyby finansowane z powszechnej opłaty audiowizualnej, ściąganej razem z PIT i KRUS. Opłatę wysokości 8 zł można będzie odliczyć od podstawy podatkowania, więc jej rzeczywista wysokość dla obywatela wyniesie 6,5 zł. Dzięki tej metodzie finansowanie byłoby gwarantowane, podczas gdy obecnie ściągalność abonamentu radiowo-telewizyjnego wynosi zaledwie niecałe 10 procent — podkreślił Strzembosz. Jak dodał, media mogłyby być dofinansowane przeze samorządy, co jednak wymagałoby trójstronnych uzgodnień z Radą Mediów Publicznych, aby uniknąć uzależnienia politycznego.

Jak zaznaczył, obecnie udział reklam w finansowaniu mediów publicznych wynosi około 90 proc. „Chcemy, by nie przekraczał 30 procent. To oczywiście zależy od tego, czy będzie dostateczna ilość pieniędzy publicznych” — zadeklarował. Dodał, że projekt wprowadza dwa rodzaje reklamy: społeczną, czyli promującą pewne zachowania niezwiązane z zyskiem, oraz kulturową, czyli promującą uczestnictwo w kulturze. Na każde 12 minut reklam w mediach publicznych 3 musiałyby zaliczać się do tych dwóch rodzajów. Oznacza to zmniejszenie reklamy komercyjnej co najmniej o 25 procent.

Projekt powołuje dwie nowe instytucje: Instytut Mediów Publicznych oraz Fundusz Mediów Publicznych. Ten pierwszy pełniłby rolę kontrolera jakości, przy czym ocenie podlegałyby tylko wyemitowane programy. Fundusz Mediów Publicznych natomiast rozdawałby w drodze konkursów granty na realizację programów pokrywające do 50 procent wartości projektów. Prawo do ubiegania się mieliby również nadawcy komercyjni, a także prasa, gdyż, jak podkreślił Maciej Strzembosz, „jest w naszym interesie wspieranie dziennikarstwa jakościowego”. W mediach regionalnych byłaby możliwość współfinansowania programów przez samorządy.

Wychodząc z założenia, że bez internetu nie ma komunikacji społecznej, autorzy projektu przewidują utworzenie portalu mediów publicznych. Byłyby na nim umieszczanie po pewnym okresie eksploatacji komercyjnej — nie dłuższym niż 7 lat — wszystkie programy dofinansowywane przez Fundusz Mediów Publicznych. Autorzy szacują, że na zdygitalizowanie programów archiwalnych i ich umieszczenie na portalu byłoby potrzebne 200-300 mln zł rocznie w ciągu 10 lat.

Jan Dworak

Zdaniem rozpoczynającego dyskusję Jana Dworaka ogromne plusy projektu ustawy to radykalne ucięcie bezpośredniego wpływu polityków na media publiczne, dobre rozwiązanie finansowania w formie opłaty audiowizualnej oraz zaproponowanie mocnych mediów publicznych. „Trzeba przerwać ten chocholi taniec wokół mediów publicznych. (…) Używając języka polityki, głosuję za tym projektem w pierwszym czytaniu i chciałbym go skierować do dyskusji w komisji. Załatwia on kilka podstawowych rzeczy, a te sprawy, których jeszcze nie reguluje, wymagają poważnej dyskusji” — powiedział.

Według niego słabością projektu jest to, że całość władzy oddaje w ręce Rady, a więc „czapy nad nadawcami publicznymi”. „To tam — dodawał — będzie się skupiała prawdziwa władza mediów publicznych. Według mnie to błąd strukturalny, bo takie rozwiązanie w jakiejś mierze ogranicza nadawców, podczas gdy to oni powinni kształtować swój program i być za to rozliczani, a tymczasem będą spętani więzami psychologicznymi oraz ograniczeniami finansowymi”.

Jan Dworak zarzucił także projektowi, że jest „nadregulowany”, gdyż wprowadza wiele kryteriów umożliwiających wywieranie nacisku na dyrektorów mediów publicznych, a także twórców, dziennikarzy i producentów. „Nie są potrzebne dziesiątki wskaźników, z których niewiele wynika w praktyce” — pokreślił. Jego zdaniem nadmierna regulacja wyraża się także np. tym, że III programowi telewizji nadano charakter edukacyjno-dziecięco-kulturalny, podczas gdy obecnie jest to kanał informacyjny. „Nie mówię, że ma być tak czy inaczej, a tylko że to nie jest materia ustawowa, bo pejzaż medialny zmienia się zbyt szybko” — podkreślił.

Słabością projektu jest także według niego utrzymanie ośrodka decyzyjnego bardzo wysoko, bo w Radzie Mediów Publicznych oraz utworzenie innych nowych instytucji. Zrodzi to konieczność tworzenia kolejnych, bo — jak zwracał uwagę — „jeśli istnieje Instytut Mediów Publicznych, który ocenia program i będzie przedkładał liczne analizy stanowiące podstawę oceny dyrektorów i innych pracowników, jest rzeczą oczywistą, media muszą mieć podobne narzędzia pozwalające sporządzać podobne analizy i móc się do ustosunkowywać do ocen Instytutu. To pułapka, która grozi papierologią” — ocenił.

Dworak skrytykował także „anachroniczny, nakazowy sposób zarządzania twórcami i dziennikarzami” zapisany w projekcie. Dokument przewiduje, że zadanie stworzenia kodeksu etyki mediów będzie należało do Komitetu Mediów Publicznych. Tymczasem „takie dokumenty żyją tylko wtedy, kiedy są współtworzone przez ludzi będących ich podmiotami. Narzucanie kodeksu etyki świadczy o mechanicznym sposobie traktowania twórców. Ten projekt powinien bardziej doceniać zawody będące solą mediów” — zaznaczył. „Obawiam się, ze ten projekt za mało daje swobody podejmowaniu decyzji zespołom twórczym” — podsumował swą wypowiedź.

Rafał Grupiński

Zarówno Rafał Grupiński z PO, który za wielki walor projektu uznał odcięcie polityków od mediów publicznych, jak i Elżbieta Kruk z PiS, która chwaliła współpracę środowisk niezależnych w pracach nad tym dokumentem, zadeklarowali w imieniu swych ugrupowań, że skierują projekt do prac w komisji. Do ich głosu przyłączył się także obecny na sali Marek Borowski. Jednakże , jak na samym początku debaty zastrzegł Aleksander Smolar, nie wiadomo, czy poparcie polityków się utrzyma, gdyż ustawa zagraża różnym grupom interesów. „Partie polityczne — mówił — nie stwarzają warunków rozwiązania bardzo istotnych problemów naszych mediów. Jest rzeczą bardzo budującą, że ta inicjatywa spotkała się z poparciem w punkcie wyjścia. Nie jest jednak pewne, czy to poparcie się utrzyma, bo dochodzimy do etapu, kiedy są zagrożone konkretne interesy: z jednej strony koncepcja finansowania mediów publicznych, z drugiej interesy związane z kontrolą mediów publicznych”.

Rafał Grupiński

Rafał Grupiński i Elżbieta Kruk podczas debaty wysunęli wobec projektu liczne zastrzeżenia. Poseł PO zarzucił mu przede wszystkim „imperialny charakter”, przejawiający się w tym, że „budowanych jest kilka struktur wyłączonych spod jakiejkolwiek kontroli zewnętrznej”. Media publiczne byłyby wyłączone spod rygoru kodeksu spółek handlowych, a jednocześnie spod ustawy o finansach publicznych. „Jedyną osoba, która może skontrolować sposób zarządzania tymi ogromnymi pieniędzmi jest biegły rewident. Nie mogą tego robić żadne jednostki administracji państwowej” — oświadczył.

Zarzucił projektowi niekonsekwencję w zapisach dotyczących realizowania misji publicznej. Przewiduje on przeznaczanie na programy wyższej użyteczności, takie jak dotyczące kultury i dziedzictwa, edukacji czy przeznaczone dla dzieci, minimum 21 procent funduszy. Jednocześnie planuje zejście do 30 procent udziału reklam w środkach finansowych. Dlaczego więc programy wyższej użyteczności nie mają stanowić 70 procent? — pytał Rafał Grupiński. I odpowiadał: „W istocie jest to ustawa producencka. To trochę tak, jakby lis pisał konstytucję dla kurnika. Ta ustawa jest niby napisana dla twórców, ale w istocie mają oni 21 procent. A cała reszta — hulaj dusza, piekła nie ma”.

Rafał Grupiński uznał za niezgodne z konstytucją przepisy projektu dotyczące kontraktów trójstronnych z samorządami. „Samorząd, jak już zawrze umowę z mediami publicznymi, może się poskarżyć wyłącznie do Rady. Musi płacić i ma odebrane prawo skierowania skargi do sądu, co jest konstytucyjnym uprawnieniem samorządów. To kolejna uzurpacja” — zaznaczył.

Elżbieta Kruk

Elżbieta Kruk z kolei uznała projekt za „niedoregulowany” w niektórych miejscach. Według niej nie wiadomo na przykład, jakim sposobem setki organizacji niezależnych miałyby wyłonić swoich przedstawicieli do Komitetu Mediów Publicznych. Za niekonsekwencję uznała to, że do instytucji reprezentujących interes publiczny zaliczono samorządy, wykluczono zaś parlament i prezydenta. Argumentowała: „Parlamentarzystów wybiera kilkadziesiąt tysięcy osób. Frekwencja w wyborach prezydenckich jest najwyższa ze wszystkich wyborów w Polsce. Należy założyć, że część społeczeństwa nie uczestniczy w wyborach samorządowych, a uczestniczy w wyborze prezydenta i parlamentu. Ta część społeczeństwa będzie pozbawiona swoich przedstawicieli, a przecież reprezentacja powinna być pełna”.

Jej zdaniem niekonsekwencją jest też to, że przewidziano możliwość zawierania kontraktów między mediami i samorządami, chociaż „marszałkowie mogą je wykorzystywać do promowania własnych osób i partii politycznych”. Jednocześnie zaś wykluczono z możliwości współtworzenia programów przez resorty rządowe.

Jacek Żakowski

Odpowiadając na zarzuty wobec projektu Jacek Żakowski — jeden z koordynatorów prac nad dokumentem — wyjaśnił, że w Komitecie Mediów Publicznych przewidziano udział samorządów, bo są one częścią społeczeństwa obywatelskiego, a parlament i prezydent — aparatu państwowego. W razie silnej presji polityków dopuścił ewentualność obecności w Komitecie „pięciu, dwóch albo jednego” przedstawiciela prezydenta i parlamentu , ale jego zdaniem nie jest to pożądane, bo zaburzy czystość organu, który ma mieć charakter niepaństwowy.

Elżbieta Kruk i Jacek Żakowski

Zaprzeczył, by w projekcie były jakiekolwiek zapisy sprzeczne z konstytucją, gdyż został on bardzo dokładnie sprawdzony przez najwybitniejszych fachowców. Nie jest tez prawdą, by nie było wiadomo, w jaki sposób ma być wyłaniana reprezentacja organizacji pozarządowych. Zaznaczył, że Ogólnopolska Federacja Organizacji Pozarządowych opracowała cały system przeprowadzania prawyborów. „Liczymy, że będzie to bardzo istotny element uspołeczniania mediów” — powiedział. Z tą opinią polemizował Piotr Gliński, którego zdaniem przy tak wysokiej stawce dotychczasowe metody wyłaniania reprezentacji nie będą działać.

Adam Pieczyński

Jacek Żakowski zgodził się z zarzutem przeregulowania, jeśli chodzi o wymagane wskaźniki, ale jego zdaniem służy to temu, by Rada na pierwszym etapie swej działalności miała w ustawie wyraźne przesłanki, na czym się koncentrować. Zgodził się też, że kontrakty trójstronne mogą być problemem. „Trzeba nad tym popracować. W ustawie są zabezpieczenia, ale być może niedostateczne” — ocenił.

Członek zarządu TVN Adam Pieczyński zaznaczył, że projekt ustawy wzbudził emocje w jego środowisku. „Istnienie silnego, dyktującego standardy medium publicznego, do którego trzeba równać, jest ważne. Brak takiego benchmarku jest dla nas realnym problemem. Chcemy mieć dobrą i uczciwą konkurencję” — zaznaczył.

Andrzej Wajda

Projektowi zarzucił przede wszystkim to, że tylko śladowo zaznacza kierunek ku ograniczaniu wpływów z reklam w telewizji publicznej. Tymczasem obecny hybrydowy model finansowania mediów publicznych — z abonamentu i reklam — zachęca TVP do uzyskiwania jak najwyższych przychodów z reklam i drenuje rynek reklamowy. „To się w tej ustawie nie zmieni” — ocenił.

O telewizje regionalne upomniał się Andrzej Wajda. Jego zdaniem jest to w tej chwili panoptikum. Redakcje regionalne „nie pracują, bo twierdzą, ze nie mają z centrali pieniędzy na program”. „Może jak się odczepią od Warszawy, staną na własnych nogach” — powiedział.

Agnieszka Holland

Wszyscy uczestnicy zgodzili się, że obecna sytuacja mediach publicznych jest dramatyczna. „W telewizji publicznej już nie ma ludzi telewizji, tam są ludzie poleceni przez polityków” — alarmował Wajda. W tej sytuacji — dodawał — telewizję publiczną należy zacząć budować od nowa. Natomiast Agnieszka Holland ubolewała nad komercjalizacją telewizji w sytuacji, gdy aż 60 procent Polaków mieszka poza dużymi środkami miejskimi i media szerokopasmowe są jedynym sposobem docierania do nich z kulturą.

W powszechnym przekonaniu dyskutantów projekt ustawy stwarza szansę rozwiązania wielu najpoważniejszych problemów mediów publicznych, ale jest do tego potrzebna dobra wola polityków.

Małgorzata Wyrzykowska


Noty o panelistach


Jan Dworak
(ur. 1948) – dziennikarz, producent filmowy i telewizyjny. Współpracownik Komitetu Obrony Robotników i ROPCiO. Działacz „Solidarności”. Internowany w stanie wojennym. Uczestnik obrad okrągłego stołu. W 1989 roku sekretarz redakcji, następnie p.o. redaktora naczelnego „Tygodnika Solidarność”. W latach 1989–1991 wiceprzewodniczący Komitetu ds. Radia i Telewizji. Od 1992 do 2004 roku współwłaściciel firmy Prasa i Film. W latach 1993–1998 przewodniczący Stowarzyszenia Niezależnych Producentów Filmowych i Telewizyjnych. W latach 1998–2002 członek Rady Programowej TVP. Od 2004 do 2006 roku prezes Telewizji Polskiej.

Rafał Grupiński (ur. 1952) polityk, krytyk literacki i publicysta. Poseł na Sejm RP. Wiceprzewodniczący Klubu Poselskiego Platformy Obywatelskiej. W latach 1985-1999 redaktor naczelny miesięcznika literackiego „Czas Kultury”. Od 1994 do 1995 roku redaktor naczelny tygodnika kulturalnego TVP Pegaz. W latach 1995-1996 dyrektor Telewizji Edukacyjnej Programu 1 TVP. Od 1999 do 2001 roku prezes zarządu Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych. W latach 2003–2005 wiceprezes, a następnie prezes zarządu wydawnictwa Prószyński i Spółka. Działacz Kongresu Liberalno-Demokratycznego, następnie Unii Wolności. Od 2004 roku członek Platformy Obywatelskiej. W latach 2007-2009 sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Elżbieta Kruk (ur. 1959) – polityk, historyk, poseł na Sejm RP. Wieloletni pracownik Najwyższej Izby Kontroli. W latach 2000–2001 szef gabinetu politycznego Lecha Kaczyńskiego w Ministerstwie Sprawiedliwości. Od 2006 do 2007 roku przewodnicząca Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Członek Prawa i Sprawiedliwości.

Maciej Strzembosz (ur. 1960) – scenarzysta, producent filmowy, publicysta. Prezes Zarządu Krajowej Izby Producentów Audiowizualnych. Jeden z założycieli Obserwatorium Kultury Polskiej. Współwłaściciel „Studia A”. Dyrektor artystyczny Grupy ATM. Współtwórca m.in. scenariusza do filmu Weiser Wojciecha Marczewskiego (2000). Producent seriali telewizyjnych, m.in. Miodowe lata (1998–2003), Ranczo (2006–2009), Ranczo Wilkowyje (2007), Doręczyciel (2009).

Jacek Żakowski (ur. 1957) – dziennikarz, publicysta „Polityki”. Kierownik Katedry Dziennikarstwa w Collegium Civitas. W latach 1989-1990 rzecznik prasowy Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego. Od 1991 do 1992 roku prezes Polskiej Agencji Informacyjnej. W latach 1992-1993 kierował działem publicystyki „Życia Warszawy”. Od 1993 do 2002 roku dziennikarz „Gazety Wyborczej”. Twórca programów telewizyjnych w TVP m.in. Tok-Szok (z Piotrem Najsztubem), Tischner czyta katechizm, Autograf oraz programów radiowych, m.in. Tok-tok (I RP) i Rozmowy podsłuchiwane (RMF). Ostatnio wydał Koniec. Rozmowy o tym, co się popsuło w nas w Polsce, w Europie i w świecie (Warszawa 2006), Nauczka (Warszawa 2007).


Copyright © Fundacja Batorego
Drukuj stronę
Do góry