Zmiany w Europie i na świecie a polska polityka zagraniczna

8 października 2009


Dyskusja z udziałem Radosława Sikorskiego (Minister Spraw Zagranicznych RP) oraz Marka A. Cichockiego (Centrum Europejskie Natolin), Romana Kuźniara (Instytut Stosunków Międzynarodowych, Uniwersytet Warszawski) i Bartłomieja Sienkiewicza.

Debatę poprowadził Aleksander Smolar (prezes Fundacji im. Stefana Batorego).

Zdefiniowanie nowej polityki zagranicznej po wyborach 2007 roku było względnie łatwe: polegała ona na wyeliminowaniu tych elementów z dwóch poprzednich lat, które dość powszechnie były oceniane negatywnie. Stąd zmiana postawy wobec Unii Europejskiej, dążenie do poprawy stosunków z Niemcami i Rosją. Ważną częścią tej polityki była też pewna zmiana priorytetów: położenie większego nacisku na stosunki z UE niż z USA. Sukcesem w ramach Unii Europejskiej było niewątpliwie przełamanie swoistej izolacji Polski. Na pewno była nim akceptacja przez UE idei Partnerstwa Wschodniego. Z drugiej strony za sukces uznano wyniki twardych negocjacji z Waszyngtonem w sprawie tarczy antyrakietowej i uzyskanie koncesji amerykańskich poważniejszych od tych, które był gotów zaakceptować rząd Prawa i Sprawiedliwości.

Obecnie znajdujemy się w nowej sytuacji, chociaż jej zarysy można było dostrzec już wcześniej. Prezydentura Baracka Obamy modyfikuje do pewnego stopnia dotychczasową politykę zagraniczną Stanów Zjednoczonych i ujawnia zarazem głębsze zmiany zachodzące na mapie politycznej świata. Czy brak realnego zbliżenia UE i USA, mimo wyboru bardzo popularnego w Europie Obamy, nie jest dowodem na historyczny proces rozchodzenia się obu części składowych Zachodu? Może to potwierdzać nawet ewolucja polskiej opinii publicznej. Decyzja Waszyngtonu w sprawie tarczy antyrakietowej - mimo iż oczekiwana - postawiła w centrum uwagi problem podstaw naszego bezpieczeństwa. Na ile można liczyć na USA? Na NATO, którego misje coraz bardziej oddalały się od terytorium Europy, kierując się ku odległym horyzontom? Na ile można liczyć na bardziej aktywną rolę UE?

Wojna gruzińsko-rosyjska uświadomiła wielu, iż Rosja stała się państwem rewizjonistycznym, otwarcie deklarującym swoje specjalne prawa w krajach sąsiednich, ale nie tylko w nich. Stwarza to bezpośrednie zagrożenie dla Gruzji i Ukrainy. Jaka może być w tej sytuacji rola Partnerstwa Wschodniego? Zwłaszcza, że liczba państw wykazujących entuzjazm czy choćby zainteresowanie tą inicjatywą, zdaje się być ograniczona. A krytycy obecnego rządu widzą też spadek zainteresowania Warszawy naszymi wschodnimi sąsiadami.

Na pewno nie ma powodu do niepokoju, jeżeli chodzi o obecną sytuację Polski, ale zmiany w świecie i w naszym bezpośrednim otoczeniu skłaniają do stawiania pytań o strategię naszej polityki zagranicznej i podstawy naszego bezpieczeństwa.

Aleksander Smolar

Pełny zapis dźwiękowy debaty, czas trwania: 2 godz. 16 min. [MP3 127 MB]

Relacja z debaty

fot. M. Kosiński

W Fundacji Batorego spierano się o kształt polskiej polityki zagranicznej. Głównym tematem spotkania stały się nasze stosunki ze wschodnimi sąsiadami. Rozmawiano także o relacjach z Europą Zachodnią, z USA, wreszcie o naszym miejscu w NATO.

Punktem wyjścia dyskusji stał się artykuł Radosława Sikorskiego, zamieszczony 29 sierpnia br. w „Gazecie Wyborczej”, w którym minister spraw zagranicznych stawia tezę, że „właściwej odpowiedzi na dylematy geostrategiczne i tożsamościowe Polski nie oferują jagiellońskie ambicje mocarstwowe”, lecz „nowoczesne państwo narodowe”. Prezes Fundacji Batorego Aleksander Smolar zauważył, że artykuł i debata, którą on sprowokował, „odzwierciedla poczucie kryzysowości” dotyczące problemów globalnych. Jak zaznaczył, szczególne reakcje wzbudziła krytyka koncepcji jagiellońskiej, „w tradycyjnych polskich debatach postrzegana jako wybór wizji Polski piastowskiej, narodowej czy też [...] hołd lenny złożony Niemcom, to jest odwrócenie się od Rosji ku Niemcom”. „Wywołało to obawy, że [...] może być zapowiedzią zmiany polityki wobec naszych wschodnich sąsiadów” – zaznaczył prezes Fundacji.

Aleksander Smolar,
fot. M. Kosiński

Wśród problemów globalnych, będących źródłem niepewności, Aleksander Smolar wymienił ewolucję polityki rosyjskiej i amerykańskiej. W wojnie rosyjsko-gruzińskiej „Rosja nagle objawiła [...] rewizjonistyczną twarz, kwestionującą ład i granice”. W USA „zachodzi bardzo zasadnicza zmiana priorytetów” po kryzysowości polityki prezydenta George’a W. Busha i ogromnym wzroście popularności Stanów Zjednoczonych wraz z wyborem Baracka Obamy. Równocześnie nadal mamy do czynienia z zaniepokojeniem w różnych regionach świata powodowanym niepewnością co do kształtu polityki prowadzonej przez nową administrację. USA mają problemy związane z Afganistanem, kwestionowana jest polityka Obamy na Bliskim Wschodzie, rozmowy z Iranem itd.

W przypadku Polski, obecna polityka amerykańska jest traktowana jako kontynuacja schyłkowego okresu rządów George’a W. Busha, kiedy to obecność naszego kraju była słabo zaznaczana. „Stosunek do Polski może być pochodną zmiany stosunku Stanów Zjednoczonych do Europy w ogóle”, w tym sensie, że jest ona „postrzegana coraz bardziej jako taka wielka, spokojna Szwajcaria, której obecność w świecie jest ograniczona” – mówił Aleksander Smolar.

Radosław Sikorski, nawiązując do obaw artykułowanych w dyskusji wokół jego artykułu, odpierał zarzuty wobec polityki zagranicznej rządu ostatnich dwóch lat, nacechowane – jak stwierdził - „silnymi emocjami” w szczególności na kierunku wschodnim. Przypominając przedwojenne „marzenia o silnej i wielkiej Polsce, które z czasem przeszły nawet w sen o mocarstwowości”, podkreślał, że „poczucie siły, niezłomne przekonanie o słuszności swojej sprawy, ten klimat, w którym mamy tysiąc procent racji i zero procent szans, wielokrotnie prowadził już do zguby”. „Niektórym nadal wydaje się, że najlepiej ojczyźnie służy ten, kto [...] szantażuje innych patriotyczną frazeologią, a logika kompromisu i negocjacji jest rzekomo poniżej godności prawdziwego Polaka” – zaznaczył.

Minister Radosław Sikorski,
fot. M. Kosiński

Na zarzut o stawianie Niemiec i Rosji przed wschodnimi sąsiadami i zaniedbywanie Europy Wschodniej, odpowiadał wyliczeniem konkretnych rezultatów działań swego rządu. Podkreślił, że Polska prowadzi „ożywiony dialog polityczny” z Ukrainą, popiera jej aspiracje do członkostwa w NATO, rozwija współpracę gospodarczą, zawarła umowę o małym ruchu granicznym, obniżyła opłaty wizowe. „Nieustannie wspiera ukraińskich polityków o nastawieniu proreformatorskim, proeuropejskim”, angażując przy tym swych weimarskich partnerów.

„Wspólnie z ministrem spraw zagranicznych Niemiec Frankiem-Walterem Steinmeierem zawieźliśmy do Kijowa unijne przesłanie, [...] które zawierało informacje, co i kiedy należy zrobić, aby umowa mogła być zawarta jeszcze w tym roku. Reszta działań w sprawie tej umowy zależy od roztropności i energii ukraińskich władz” – wskazał. Także w stosunkach z Białorusią, która dwa lata temu, izolowana, „coraz bardziej oddalała się od Europy”, Polska obecnie prowadzi dialog, „służący większemu zrównoważeniu wektorów białoruskiej polityki zagranicznej”. „Nie zaniedbujemy przy tym wsparcia dla opozycji i społeczeństwa białoruskiego. Udało nam się powstrzymać pogarszanie sytuacji Polaków w tym kraju” – zapewnił minister Sikorski.

Przypomniał, że był pierwszym szefem dyplomacji wolnej Polski, który odwiedził Mołdawię, wysłał też listy do szefów kluczowych instytucji międzynarodowych, odbył dziesiątki rozmów, apelując „o namacalne poparcie dla procesów demokratyzacyjnych, rozwoju gospodarczego tego kraju”. Kilka tygodni temu złożył drugą wizytę w imieniu UE i przekazał władzom w Kiszyniowie „apel o przestrzeganie europejskich wartości i zasad podczas zbliżających się wtedy wyborów parlamentarnych”. „I muszę powiedzieć, że władze i opozycja posłuchały. [...] Przed Mołdawią otworzyła się w tej chwili nowa perspektywa” - ocenił. „Pracujemy nad udzieleniem Mołdawii pożyczki dwustronnej dla zwalczania skutków kryzysu ekonomicznego” – dodał.

Zapewnił też, że polski rząd wspiera Gruzję „w przezwyciężaniu problemów zewnętrznych i wewnętrznych” i „pryncypialnie opowiada się za przywróceniem integralności terytorialnej” tego kraju. Równocześnie zaś działa „na rzecz zbliżenia Gruzji do struktur zachodnich, w szczególności Unii”.

Radosław Sikorski wymieniał również działania polskiego rządu „w wypracowywaniu celów polityki całej UE wobec krajów Europy Wschodniej”. Według niego, praktyczną realizacją tego podejścia jest Partnerstwo Wschodnie, które „stało się programem całej Unii”. „Polska udowodniła, że [...] potrafi budować koalicje i przez to działać skutecznie w przekonywaniu Unii do podejmowania inicjatyw zgodnych z naszymi interesem” – ocenił. Przypomniał, że Partnerstwo Wschodnie na starcie zakłada wydatkowanie 600 mln euro na projekty współpracy. „Partnerstwo to nie idea, nie słowna obietnica, lecz program konkretnych działań. [...] W przeszłości było dużo strzelistych aktów mówiących o potrzebie współpracy z krajami Europy Wschodniej. Inni mówili i mówią, a my robimy. A ponieważ dziś więcej znaczymy w Europie, więcej możemy zrobić” – podkreślił Sikorski.

Minister Radosław Sikorski,
fot. M. Kosiński

Jak zaznaczył, „stymulacja modernizacji i demokratyzacji mogą przynieść skutki o charakterze geopolitycznym”. Polski rząd „rozwijając współpracę z naszymi wschodnimi sąsiadami” doprowadził do „zdecydowanej poprawy stosunków z Rosją”. „Odeszliśmy od polityki trwale podniesionego zwodzonego mostu. Nie tylko odrodzono kontakty na najwyższym szczeblu władz wykonawczych, [...] przy okazji powiększa się [...] katalog spraw których wcześniej nie udawało się załatwić, a teraz powoli są rozwiązywane” – wskazał Radosław Sikorski. Wyliczając te sprawy – od prac grupy ds. trudnych po umowę o żegludze po Zalewie Wiślanym – ocenił, że „wszystkie te wydarzenia pozwalają mówić o normalizacji stosunków polsko-rosyjskich”. „Przy tym wszyscy wiemy, że nie są to relacje łatwe. Nie unikamy spraw trudnych i potrafimy postawić na swoim” – zastrzegł. „Nie unikamy też spraw historycznych, ale usiłujemy je rozwiązywać w duchu sprawiedliwości” – dodał.

„Niepotrzebne są nam pseudomocarstwowe majaczenia. Jako kraj aspirujący do grona sześciu największych, najbardziej wpływowych państw Unii Europejskiej, [...] jesteśmy w stanie [...] osiągnąć ambitne cele w polityce zagranicznej. [...] Nie rezygnujemy przy tym z naszych interesów i nie wahamy się w używaniu wszystkich dostępnych nam środków, dbając przede wszystkim o to, by nasze działania były zrozumiałe dla naszych partnerów, a nie żeby wypływały ze źle pojmowanej polityki honoru. [...] To nie jest polityczny minimalizm, [...], to jest wykorzystywanie realnych możliwości i potencjału” - podkreślił.

„W ciągu ostatnich 2-3 lat porażkę poniósł projekt proamerykanizmu i ambitnej polityki wschodniej”, mówił w dalszej części dyskusji Ludwik Dorn. Według niego brak sukcesów trzeba teraz nazwać „polityką bardziej minimalistyczną, która wyciąga wnioski z porażki polityki poprzedniej”. Także ta nowa polityka ponosi jednak porażki. Natomiast wiceszef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Witold Waszczykowski zarzucił ministrowi, że nie przedstawił całościowej wizji polityki.

Z kolei Marek A. Cichocki – podkreślając znaczenie wydarzeń w Rosji i USA - zwrócił uwagę na dyskusje o „ewentualności dekoniunktury międzynarodowej dla Polski”. Przyznał, że w środowisku międzynarodowym następują zmiany na tyle poważne, by prowokować pytania o kształt polskiej polityki zagranicznej, i to nie w perspektywie wyborów, lecz pokoleń. Według niego, na płaszczyźnie krótkoterminowej przed Polską stoją dwa poważne wyzwania, które „każą zastanowić się nad bezpieczeństwem kraju”: przyszłość krajów bałtyckich i przyszłość Ukrainy. Kwestia krajów bałtyckich powinna być zdaniem Marka A. Cichockiego rozwiązywana na forum NATO, „szczególnie w kontekście nadchodzących dyskusji o redefinicji strategicznych założeń wewnętrznego bezpieczeństwa Sojuszu”.

Marek A. Cichocki i Aleksander Smolar, fot. M. Kosiński

Postawił również tezę, że „paradoksalnie nadchodzące wybory i układ polityczny, który może się na Ukrainie pojawić w efekcie tych wyborów, mogą mieć o wiele bardziej stabilizujące konsekwencje dla tego kraju niż to jest do tej pory”. „Myślę, że ten nowy układ polityczny może mieć zadziwiającą zdolność do ułożenia relacji nie tylko z Rosją, ale również z Europą Zachodnią i Stanami Zjednoczonymi. Mam natomiast obawy co do tego, czy ten nowy układ będzie rzeczywiście aż tak chętny, by ułożyć relacje z Polską” – powiedział.

W stosunkach ze Stanami Zjednoczonymi jego zdaniem – paradoksalnie - sprawę tarczy antyrakietowej „powinniśmy potraktować jako szansę” na ułożenie stosunków od nowa, „na dosyć pragmatycznym gruncie, przede wszystkim dbając o budowę infrastruktury instytucjonalnej”, która obecnie „jest bardzo uboga”. Należy przy tym pamiętać o strategicznym wymiarze relacji, „by Polska de facto głębiej została zakotwiczona w strukturach bezpieczeństwa zachodniego, przede wszystkim natowskiego”.

Nawiązując do pozycji Polski w UE ocenił, że Traktat Lizboński nie powstrzyma renacjonalizacji i regionalizacji integracji europejskiej, także w wymiarze bezpieczeństwa i polityki zagranicznej. „W negatywnym scenariuszu oznacza to postępującą fragmentaryzację UE” – przewiduje Cichocki. Natomiast w opinii Aleksandra Smolara podstawowym problemem Unii są teraz Niemcy, ale nie w tym sensie, że „zagrażają agresją”. Stają się normalnym państwem narodowym, a to oznacza, że przestają być zwolennikami UE i że znika czynnik, który Unię integrował, bo była ona „budowana na eksploatacji Niemiec w sensie dosłownym”.

Jak ocenia Marek A. Cichocki, przy postępującej fragmentaryzacji UE pod znakiem zapytania pozostaje współpraca z Niemcami, która zależy od rozwoju sytuacji w tym kraju, gdzie w dłuższej perspektywie istnieje niebezpieczeństwo, że „w następnych wyborach możemy otrzymać nową konstelację polityczną, która będzie dla współpracy polsko-niemieckiej niekorzystna”. Cichocki przypomniał opinię, wyrażoną przez Mirosława Czecha na łamach „Gazety Wyborczej”, że „im bardziej schładzamy naszą politykę wschodnią, im bardziej ją łagodzimy, co zresztą jest zgodne z pewnymi oczekiwaniami naszych sąsiadów, Niemców, stajemy się dla Niemiec mniej atrakcyjnym partnerem w polityce europejskiej”.

Zdaniem innego z dyskutantów - Bartłomieja Sienkiewicza - „nie mamy do czynienia z celowym schładzaniem polityki wschodniej, tylko [...] ze schładzaniem się polityki wschodniej przez fakt, ze tracimy tak naprawdę partnerów”. Z poglądem tym zgodził się też minister Radosław Sikorski.

Bartłomiej Sienkiewicz przypomniał założenia polskiej polityki wschodniej, na której opierała się ona przez blisko 20 lat. Według niego wszyscy zakładali, że Zachód - kombinacja demokracji i wolnego rynku - „jest naturalnym i jedynym biegunem przyciągania po klęsce komunizmu, co więcej – bezalternatywnym”, a więc „pochód standardów, instytucji, pewnego sposobu uprawiania polityki, a także sposobu zarządzania gospodarką będzie miał charakter ciągły i postępujący, czyli będzie się przesuwał z Zachodu na Wschód”. Zakładano też, że „USA będą miały podobne interesy strategiczne, podobną optykę patrzenia na przestrzeń postsowiecką jak Polska”.

Poza tym panowało w Polsce przekonanie, że Rosja „albo podda się temu procesowi, albo zostanie zmarginalizowana, albo będzie na tyle słaba, że nie będzie w stanie się temu przeciwstawić”. „Elementem spinającym” te założenia było przekonanie, że naszych wschodnich sąsiadów uda się uczynić partnerami dla naszej polityki. „Chcieliśmy osiągnąć coś, co kiedyś zręcznie ujął prof. Andrzej Nowak, a mianowicie chcieliśmy mieć Zachód na Wschodzie” – podsumował Sienkiewicz. „Mam wrażenie, że z tych punktów nie zostało nic” – ocenił. Postawił też tezę, że w polityce wschodniej - poza celami namacalnymi, jak uzyskanie bezpieczeństwa i przyjaznego sąsiedztwa – „szukaliśmy nie tyle sukcesu politycznego, ile własnej tożsamości [...] w świecie, który dla nas się urodził na nowo po roku 90”. Wyraził przypuszczenie, że w zmienionym kontekście międzynarodowym „być może już przestajemy potrzebować zewnętrznej tożsamości [...] i nie musimy jej budować poprzez wielkie projekty silnie zakorzenione w historii”.

Roman Kuźniar i Bartłomiej Sienkiewicz, fot. M. Kosiński

Z kolei Roman Kuźniar wyraził satysfakcję, że „Polska prowadzi normalną politykę zagraniczną”. Według niego nie jest to łatwe, ponieważ „mamy do czynienia z destabilizującym [...] stałym sabotażem pana prezydenta i jego obozu politycznego”, a jednocześnie z „o wiele trudniejszą sytuacją międzynarodową niż parę lat temu”. Zdaniem Romana Kuźniara za sytuację międzynarodową ponosimy częściowo odpowiedzialność, bo braliśmy udział w „negatywnych procesach geopolitycznych, uruchomionych bezmyślną polityką administracji Busha za pierwszej jego kadencji”. Profesor zauważył, że polityczna normalność „może być trudna w polskich warunkach”, ponieważ jest nie do zniesienia dla komentatorów i klasy politycznej ze względu na ich skłonność do sarmackości i wiary, że możemy wpływać na losy świata.

Normalna polityka zagraniczna według Kuźniara „reprezentuje interesy i aspiracje społeczeństwa” i „poprawnie odczytuje otoczenie, sytuację międzynarodową i jej dynamikę”. „Mamy do czynienia z poprawnym odczytywaniem przez obecnie rządzących tej ewolucji, dynamiki” - zadeklarował. „Pozytywizm zamiast bezrefleksyjnego, niefrasobliwego, radosnego prometeizmu to jest to, co mi odpowiada. Nie możemy dla nich robić więcej niż oni są w stanie zrobić” – ocenił, odsyłając do dzieła Carla von Clausewizta, który napisał o Polsce końca XVIII wieku, że otoczenie nie może więcej zrobić dla danego państwa niż ono samo. Roman Kuźniar przyznał jednak, że w polskiej polityce zagranicznej brakuje mu całościowego podejścia do Zachodu, nie tylko Unii Europejskiej. „Trzeba widzieć, jakie jest miejsce Zachodu w globalnych stosunkach, nasze miejsce w ramach tej formacji cywilizacyjnej, geopolitycznej i geostrategicznej” – zaznaczył. Ważna według niego jest też sprawa „poziomu globalnego, kwestia porządku międzynarodowego, za którym się opowiadamy”.

Opinii o sabotowaniu polskiej polityki zagranicznej przez prezydenta przeciwstawił się Bartłomiej Sienkiewicz, argumentując, że od 2004 roku polska polityka zagraniczna znormalniała, co oznacza, że „stała się przedmiotem sporu wewnętrznego politycznego na tej samej zasadzie jak wszystkie inne rzeczy”. Z tą opinią polemizował Ludwik Dorn, który ocenił, że „debata o polityce międzynarodowej i w znacznej mierze także polityka zagraniczna jest zakładnikiem konfliktu wewnętrznego w jego obecnej, bardzo intensywnej formie”. Jak zauważył Dorn, normalnym stanem jest jednak tzw. konsensus ramowy, obecnie jednak polityka zagraniczna czy sposób jej przedstawiania służy temu, by „zaatakować politycznego przeciwnika wewnętrznego”. „Wypowiedź ministra była dokładnie w tej poetyce” – ocenił były wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości. Według niego dyskusje w polityce zagranicznej zastąpiła walka o wymiarze wewnętrznym m.in. dlatego „wyczerpały się zewnętrzne determinanty, które pozwalały na tworzenie prawie 20-letniego konsensusu”. „Po drugie wyczerpał się ten konsensus przez spełnienie. Bo wykupiliśmy te dwie najważniejsze wejściówki: do NATO i UE” – powiedział. Natomiast Jerzy Nowak wyraził wątpliwość, czy jest sens i możliwość poszukiwania konsensu w niektórych podstawowych sprawach bezpieczeństwa, a Roman Kuźniar podkreślił, że skuteczność polityki zagranicznej polega na jej spójności”.

fot. M. Kosiński

Wreszcie Jerzy Sułek zarzucił polskiej polityce zagranicznej, że „choruje na europocentryzm”. Zaapelował, by uzupełnić ją o aktywność na Dalekim Wschodzie. Na wielką rolę Chin zwrócił też uwagę Aleksander Smolar, który zauważył, że na świecie mówi się nawet o G2, swoistym amerykańsko-chińskim kondominium.

W podsumowaniu dyskusji Aleksander Smolar zwrócił uwagę, że Rosja jest niewątpliwie źródłem zagrożeń, ale trzeba też dostrzec drugą jej stronę. Zastanowić się, jak to się dzieje, że nie jest w stanie zmusić żadnego z zależnych od niej państw do uznania niepodległości Osetii Płd. i Abchazji. Zadać pytanie natury politycznej: po co Władimir Putin przyjechał na obchody 1 września do Polski. W ocenie Aleksandra Smolara świadczy to o woli Moskwy poszukiwania (choć na własnych warunkach) porozumienia z Europą, wynikającej po części z „zagrożeń geostrategicznych dla Rosji, które płyną z Chin”. Według prezesa Fundacji Batorego problem z Rosją czy Ameryką to nie kwestia konkretnego zagrożenia, lecz stanu określanego w literaturze jako entropia czy też dysfersja lub globoskleroza. Jest to stan, w którym „żaden z aktorów nie jest w stanie często wpłynąć na swój region”.

Bożena Kuzawińska

Zdjęcia z debaty, autorstwa Mariusza Kosińskiego, udostępniło Biuro Rzecznika Prasowego MSZ.

Noty biograficzne panelistów

Marek A. Cichocki (ur. 1966) – filozof, historyk idei politycznych, publicysta, dr. Doradca społeczny prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Od 2001 roku adiunkt w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW. W latach 2000-2003 dyrektor programowy Centrum Stosunków Międzynarodowych. Od 2003 roku wydawca i redaktor naczelny rocznika „Teologia Polityczna”. Od 2004 roku dyrektor programowy Centrum Europejskiego Natolin i redaktor naczelny pisma „Nowa Europa. Przegląd Natoliński”. Od 2007 roku z Dariuszem Gawinem i Dariuszem Karłowiczem prowadzi w TVP Kultura program Trzeci punkt widzenia. Wydał m.in. Polska-Unia Europejska, w pół drogi (2002), Porwanie Europy (2004) oraz Władza i pamięć (2006).

Roman Kuźniar (ur. 1953) - politolog, dyplomata, prof. dr. hab. Wykładowca w Instytucie Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego. Doradca ministra obrony narodowej RP. Redaktor naczelny „Rocznika Strategicznego”. W latach 1992-1994 dyrektor Departamentu Planowania i Analiz Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Od 1994 do 1998 roku minister pełnomocny w Stałym Przedstawicielstwie RP przy ONZ w Genewie. W latach 2000-2002 dyrektor Departamentu Strategii i Planowania Polityki Zagranicznej MSZ. Od 2003 do 2005 roku dyrektor Akademii Dyplomatycznej MSZ. W latach 2005- 2007 dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Wydał m.in. Prawa człowieka. Prawo, instytucje, stosunki międzynarodowe (2000), Polityka i siła. Studia strategiczne - zarys problematyki (2005),Droga do wolności. Polityka zagraniczna III Rzeczypospolitej (2008).

Bartłomiej Sienkiewicz (ur. 1961) - analityk, publicysta. Członek opozycji demokratycznej w latach 80. Na początku lat 90 współpracownik ministrów Krzysztofa Kozłowskiego i Andrzeja Milczanowskiego. Współtwórca i wieloletni wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich. Obecnie prowadzi własną firmę analityczną. Stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”. Publikował m.in. w „Dzienniku”, „Finacial Times”, „Gazecie Wyborczej” i „Rzeczpospolitej”.

Radosław Sikorski (ur. 1963) - polityk, politolog, dziennikarz. Minister spraw zagranicznych RP. Poseł na Sejm RP. W latach 1981-1989 jako uchodźca polityczny przebywał w Wielkiej Brytanii. Od 1986 do 1989 roku korespondent prasy brytyjskiej w Afganistanie, Angoli i Jugosławii („The Spektator”, „The Observer”). W 1988 otrzymał pierwszą nagrodę World Press Photo w kategorii zdjęć reporterskich. W latach 1990-1991 warszawski korespondent „Sunday Telegraph”. W 1992 roku wiceminister obrony narodowej. W latach 1998-2001 wiceminister spraw zagranicznych. Od 2002 do 2005 dyrektor wykonawczy Nowej Inicjatywy Atlantyckiej przy American Enterprise Institute w Waszyngtonie. W latach 2005-2007 senator RP. Od 2005 do 2007 minister obrony narodowej. Wydał m.in. Dust of the Saints. Journey to Herat in Time of War (1989, polski przekład Prochy świętych. Podróż do Heratu w czas wojny), The Polish House. An Intimate History of Poland (1998), Strefa zdekomunizowana. Wywiad rzeka z Radkiem Sikorskim (z Łukaszem Warzechą, 2007).

Fundacja Batorego od kilku lat organizuje spotkania poświęcone priorytetom polskiej polityki zagranicznej z udziałem urzędującego ministra spraw zagranicznych. Zapisy wcześniejszych spotkań można znaleźć na naszej stronie www: Polska w świecie - wyzwania, dokonania, zagrożenia (2003) [PDF 233 KB], Polska polityka zagraniczna: kontynuacja czy zerwanie? (2004) [PDF 402 KB], Ciągłość i zmiana w polityce zagranicznej RP (2005) [PDF 458 KB], Polska i świat (2007) [PDF 574 KB].


Copyright © Fundacja Batorego
Drukuj stronę
Do góry