Zapis wystąpienia: Kto powinien rządzić oddziałem – ordynator? Czy powinien być system konsultantów?

Fundacja im. Stefana Batorego




sala konferencyjna
im. Jerzego Turowicza



Lekarska Grupa Robocza

Zapis dyskusji poświęconej problematyce funkcjonowania systemu ordynatorskiego w zakładach opieki zdrowotnej

Warszawa, dnia 12 kwietnia 2005

Grażyna Kopińska
Dzisiejsze seminarium zorganizowane jest przez Grupę Roboczą ds. Etyki w Służbie Zdrowia, która działa przy Fundacji już prawie 5 lat. Ostatnio dość dużo pracy poświęciła ona problemowi uspołecznienia kolejek osób oczekujących na deficytowe świadczenia zdrowotne. W ramach dzisiejszej debaty proponujemy podjęcie rozważań i dyskusję poświęconą systemom zarządzania służbą zdrowia, głównie nad funkcjonowaniem systemu ordynatorskiego oraz konsultanckiego.

dr Grzegorz Luboiński
Grupa, którą założyliśmy przed 5 laty próbuje rozwiązywać problemy etyczne, nie nazywając ich korupcją, żeby nie drażnić środowiska. Przeprowadzone na początku naszej działalności badanie opinii społecznej dowiodło w sposób jednoznaczny, że społeczeństwo dostrzega problem korupcji w opiece zdrowotnej, i że jest to rzeczywistym problemem. Szczęśliwie, już w cztery lata od rozpoczęcia naszych działań Naczelna Izba Lekarska zorganizowała spotkanie, na którym rozpoczęto dyskusję środowiskową nad tym problemem. Z analizy opinii pacjentów wynika, że uważają oni, że za cały szereg nagannych zachowań odpowiedzialna jest grupa lekarzy zwana lobby ordynatorsko-profesorskim, czy wręcz mafią ordynatorsko-profesorską. Dostrzegając to postanowiliśmy zorganizować seminarium, licząc, że stanie się ono zaczynem dyskusji nie tylko w środowisku medycznym, tym bardziej, że funkcjonowanie opieki zdrowotnej nie jest postrzegane pozytywnie. Oczywiście system ordynatorsko- profesorski nie jest jedyną przyczyną tego, że służba zdrowia źle funkcjonuje. Ale ponieważ to zjawisko jest postrzegane społecznie jako negatywne, stąd dyskusja wydaje nam się zasadna.

dr Jarosław Pinkas, Instytut Kardiologii (tekst wypowiedzi nieautoryzowany)
Dlaczego dzisiaj się spotkaliśmy? Kilka miesięcy temu Fundacja im. Stefana Batorego otrzymała dość przerażający list jednego z kolegów, który startował w konkursie na stanowisko kierownika oddziału ordynatora w jednym ze szpitali na Śląsku.(...) Przedstawił swoje kwalifikacje zawodowe, drogę do tego żeby je potwierdzić, opisywał swoje kontakty z klinikami, które mu dawały znakomite rekomendacje, i również napisał, jak wygrał ten, kto miał wygrać. To skłoniło nas do tego, abyśmy popatrzyli, jak wygląda w tej chwili rola ordynatora, jak się go wybiera, kim jest w tej chwili ordynator i czy jest on potrzebny w systemie opieki zdrowotnej w Polsce?

W Instytucie Kardiologii są niezależne kliniki. Do pewnego momentu niezależne. Jest ich aż osiem. Każda z nich zajmuje się pewnym wycinkiem naszego programu terapeutycznego: wadami, chorobą wieńcową, są kliniki kardiochirurgiczne, są kliniki niezabiegowe. Do roku 2001 wszystkie działały w systemie ordynatorskim. Był wybierany kierownik kliniki, właściwie nie wybierany, mianowany. W instytutach nie ma konkursów. Prof. Religa po swoim przyjściu do kliniki postanowił pójść drogą rozporządzenia o powoływaniu ordynatorów i przeprowadzamy konkurs na stanowisko kierownika kliniki, chociaż nie jesteśmy do tego zobligowani. Dlaczego tak robimy? - po pierwsze żeby nie było jednak nepotyzmu, po drugie, uważamy, że istotne odświeżenie potencjału instytutu jest dla nas bardzo ważne. To jest inne spojrzenie na pozyskiwanie pracowników i to z zewnątrz. Do tej pory można było powiedzieć coś o nepotyzmie, ewentualnie o przekazywaniu pałeczki kierownika kliniki takiemu najbardziej zasłużonemu docentowi czy też zastępcy. W tej chwili sytuacja jest inna.

Ale także w r. 2001 prof. Religa zupełnie zmienił strukturę swojego zespołu, swojej kliniki, bo także jako dyrektor Instytutu pełni funkcję kierownika Kliniki. Prof. Religa wprowadził system konsultancki. Dokładnie taki sam, jak jest w Stanach Zjednoczonych, generalnie w krajach anglosaskich. Małe zespoły lekarskie, które są w pełni niezależne, wykonują pracę, która została im zlecona, czy też pracę, która została zakontraktowana przez Narodowy Fundusz. I w tym czasie rzeczywiście kierownik kliniki może pełnić funkcje menedżerskie. Natomiast wie, że jego bardzo niezależny zespół, który składa się z wykształconych ludzi, którzy spełniają wszystkie kryteria, samodzielnie operują, są odpowiedzialni za swoich pacjentów. Wyjątkowo rzadko robi się również obchody kierownika kliniki, ponieważ profesor wie, że ci, którym powierzył funkcję konsultancką wypełniają swoje zadania w najlepszy sposób.

Co jeszcze daje takie rozwiązanie wszystkim pracownikom zespołu prof. Religi? To, że czują się samodzielni, to że mają większy dostęp do operacji - nie są to operacje wyznaczone palcem tylko każdy zespół ma jeden, dwa, czy trzy dni operacyjne dla siebie rano i po południu. Są w pracy niezależni, pracują dokładnie tak, jak pracują konsultanci w szpitalach zachodnich, tam gdzie się ich kontraktuje.

Do roku 1999, czyli wprowadzenia systemu ubezpieczeń zdrowotnych, ordynator był odpowiedzialny wyłącznie za część diagnostyczno-terapeutyczną. Nie interesowała go sytuacja szpitala, nie interesował go kontrakt, nie wiedział co to są punkty. Był budżet, robił swoje i właściwie nie był wprzęgnięty w żaden mechanizm menedżerski. W tej chwili, w większości szpitali, ordynator czy kierownik kliniki musi taką funkcję pełnić. Musi być zbrojnym ramieniem dyrektora placówki, ponieważ inaczej ta placówka by się zwyczajnie rozjechała. I to jest też bardzo istotne, że od roku 1999, kierownik kliniki, czy też ordynator ma zupełnie inną rolę. Powinien być rzeczywiście menadżerem.

I kolejne pytanie, czy wprowadzenie systemu konsultanckiego jest dla nas dobre czy złe, czy to spowoduje łatwiejsze, czy też gorsze zarządzanie zespołem? Moim zdaniem nie ma to żadnego znaczenia. Dyrektor, który dobrze zarządza szpitalem jest w stanie zarządzać szpitalem, który funkcjonuje na zasadach konsultanckich, czyli takim, w którym pracuje rzesza dość istotnie niezależnych lekarzy. Możemy także mówić w pewnym momencie o tym, żeby szpital przestał być takim małym samo wystarczającym miasteczkiem, bo warto też pamiętać o tym, że my czas operujemy w sferze szpitala jako podmiotu, który wszystko robi sam dla siebie. Własna pralnia, własna kuchnia. Kiedyś tak było, ale proszę pamiętać, że stanowiliśmy medyczne zaplecze dla układu warszawskiego. Szpital w tej chwili jest właściwie miejscem, które kompiluje pewne usługi potrzebne do funkcjonowania. I tak to powinno wyglądać. Tak jest na całym świecie. Mówimy tutaj także o outsorsingu. I outsorsing może także odbywać się w sferze usług medycznych i może się odbywać w sferze kontraktowania świadczeń za pomocą kontraktów z niezależnymi podmiotami, czyli małymi zespołami lekarskimi, typu konsultant i jego współpracownicy.

To, co jest fatalne, to fakt, że w tej chwili słowo ordynator, kierownik kliniki bardzo niedobrze się kojarzy. Wspomniano tu o lobby profesorsko-ordynatorskim czy też mafii. Myślę, że większość z państwa ma przed oczyma taki dramatyczny program, w którym prof. Religa, przykro mi to powiedzieć, po raz pierwszy chyba nie poradził sobie z dziennikarzem. Kiedy pan redaktor Piotr Najsztub dość wyraźnie powiedział, że on jest członkiem mafii profesorsko-ordynatorskiej, prof. Religa nie zrozumiał, o co chodzi i nie dziwię się mu. Program był robiony szalenie agresywnie. Natomiast tutaj popłynął taki bardzo jasny sygnał, że coś takiego w Polsce istnieje i że być może właśnie to ci ordynatorzy, kierownicy klinik są odpowiedzialni za całą mizerię w ochronie zdrowia i że to nie system generuje problemy, tylko indywidualne problemy kierowników klinik powodują tego typu odczucia, że jest totalny krach, upadek w ochronie zdrowia.

O czym jeszcze warto powiedzieć, że system ordynatorski jest systemem funkcjonującym w Polsce przez wiele lat. Jest to system, który narodził się w Prusach, Galicji i Rosji i jest dość hermetyczny. Muszę powiedzieć, że wpływy anglosaskie zatrzymały się gdzieś na dawnej granicy DDR i u nas te wpływy były szalenie małe. Dlatego cały czas się mówi o feudalizmie i to jest kolejne słowo klucz, którego używa się w stosunku do ordynatorów, a także o tym, co kiedyś funkcjonowało jako prywatny folwark. Głównie wtedy dotyczyło to dostępu, tzw. kajetów, gdzie prowadziło się listę pacjentów, którzy oczekiwali na przyjęcie do szpitala. W tej chwili sytuacja się nieco zmieniła. Sprawa kolejek została ucywilizowana, poprzez chociażby to, że minister zdrowia, także przy współudziale Fundacji Batorego wprowadził istotne zapisy dotyczące prowadzenia kolejek, co dotychczas było problematyczne. Mam wrażenie, że w tej chwili oba systemy mogą się zacząć powoli przenikać, że w którymś momencie nie będzie żadnych wymagań jak powinien być zorganizowany szpital. Bo szpital po prostu powinien być zorganizowany dobrze. Pacjenci powinni się w nim czuć bezpiecznie i tu nie ma generalnie wielkiego znaczenia, czy pracuje tam ordynator, czy niezależny konsultant, ważne żeby pacjent był traktowany po ludzku.

Wojciech Marquardt, wiceprezes Naczelnej Izby Lekarskiej
W Polsce istnieje od wielu lat mniej więcej zbliżona i spora liczba szpitali, około 700 szpitali - 636 szpitali, 61 szpitali psychiatrycznych, prawie 200 tysięcy łóżek i ponad 10 tys. oddziałów. O takiej skali problemu mówimy. I w tej skali, jak w każdej, zdarzają się odchylenia i patologie. Na wstępie chciałem powiedzieć, że patologie, nawet bardzo przykre i wyraziste nie powinny rzutować na całość obrazu. Właściwą miarę trzeba przykładać do tego, co jest odchyleniem a co zasadą systemową. Samorząd lekarski odrodzony w 1989 r., zaczął funkcjonować w 1990., po roku ukazała się ustawa o zakładach opieki zdrowotnej i na podstawie delegacji art. 40 tej ustawy, minister zdrowia wydał rozporządzenie w sprawie rodzaju stanowisk w publicznych zakładach opieki zdrowotnej, w których obsadzenie następuje w drodze konkursu oraz trybu przeprowadzenia tego konkursu.

Dotychczasowa praktyka mianowania w urzędach centralnych, komitetach wojewódzkich kierowników oddziałów, zwanych ordynatorami, została zamieniona na system, w którym dokonuje się wyboru spośród przynajmniej dwóch kandydatów, poprzez ciało złożone ze specjalistów w danej dziedzinie. To potężne zróżnicowanie dotychczasowych warunków: z sytuacji kiedy nie wiadomo kto, z nadania politycznego przynosił w teczce i mianował, do sytuacji takiej, w której grono specjalistów dokonuje wyboru. Początkowo w 1992 r., stwarzało to sporo problemów. Ustawy o Izbach Lekarskich zawierały zapis stanowiący, że przewodniczącymi komisji konkursowych na stanowisko ordynatorskie są przedstawiciele Okręgowych Izb Lekarskich. Ponieważ w Polsce funkcjonowało 23 izby, to regulacje szczegółowe procedur konkursowych były zróżnicowane. Przez siedem lat, do 1998 r. zmieniła się sytuacja prawna, zmieniła się podstawa, na której minister wydawał rozporządzenie swoje i 19 sierpnia 1998 r., na podstawie już artykułu 40a znowelizowanej ustawy o zakładach opieki zdrowotnej, minister wydał rozporządzenie w sprawie szczegółowych zasad przeprowadzania konkursu na niektóre stanowiska kierownicze w publicznych zakładach opieki zdrowotnej, składu komisji konkursowej oraz ramowego regulaminu przeprowadzania konkursów. Od tego momentu, jednolicie, w całej Polsce, w tym samym trybie dokonywano wyboru kandydatów do pełnienia funkcji ordynatora.

Muszę tutaj uczynić zastrzeżenie, że będę mówił wyłącznie o sytuacjach publicznych zakładów opieki zdrowotnej. Takimi w olbrzymiej większości są szpitale i oddziały szpitalne. Te regulacje ministerialne nie dotyczą niepublicznych szpitali i oddziałów, gdzie regulacji w tym zakresie nie ma.

Minister w swoim rozporządzeniu poszedł bardzo daleko. W jednym z załączników jest regulamin komisji konkursowej, który w zasadzie, gdy do tego ramowego regulaminu zostanie dopisana nazwa oddziału, siedziba staje się regulaminem konkretnego postępowania konkursowego, w konkretnym mieście. Procedura konkursowa rozpoczyna się od zarządzenia dyrektora szpitala, który powołuje skład komisji. W skład siedmioosobowej komisji wchodzą: przewodniczący Okręgowej Rady Lekarskiej, dwóch przedstawicieli Okręgowej Izby Lekarskiej, którzy są specjalistami w dziedzinie, której dotyczy konkurs i lekarz specjalista, ordynator podobnego oddziału, którego dotyczy konkurs. Jest też konsultant wojewódzki w danej dziedzinie, przedstawiciel towarzystwa naukowego z danej dziedziny. To jest pięć osób. Natomiast w komisji konkursowej uczestniczą jeszcze dwie osoby, które nie muszą być specjalistami w tej dziedzinie, to jest dyrektor zakładu opieki zdrowotnej, dyrektor szpitala, który ogłasza konkurs i przedstawiciel Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położonych. Po wydaniu zarządzeniu o składzie komisji konkursowej, zwykle dyrektor szpitala porozumiewa się z przewodniczącym komisji, tenże wydaje projekt regulaminu konkursowego, który rozsyła do wszystkich członków komisji. To ułatwienie wprowadzone po wielu latach, by nie zwoływać pierwszego posiedzenia poświęconego wyłącznie opracowaniu regulaminu konkursowego i opracowaniu treści ogłoszenia konkursowego. Odbywa się to drogą korespondencyjną. Jeśli wszyscy członkowie komisji nie wniosą zastrzeżeń, regulamin zostaje przyjęty. Ukazuje się ogłoszenie w dzienniku o zasięgu ogólnopolskim i w gazecie lekarskiej, która dociera do wszystkich lekarzy w Polsce. Przynajmniej 30 dni od ogłoszenia w czasopiśmie jest czas na składanie dokumentów, minister precyzyjnie określa, jakie formalnie dokumenty są potrzebne: uprawnienia zawodowe, poza dyplomami, dyplomami specjalizacji, dwie opinie o przebiegu pracy zawodowej, droga zawodowa, wniosek o przystąpienie do konkursu i dokumentacja rozwoju zawodowego. Te opinie są składane u organizatora, dyrektora szpitala. To on jest formalnie odpowiedzialny za przebieg konkursu i po upływie terminu, w którym należy składać dokumenty, wyznaczony jest termin konkursu - przynajmniej z wyprzedzeniem dwutygodniowym zawiadamiani są wszyscy, którzy zgłosili się do postępowania konkursowego oraz członkowie komisji konkursowej. Miejscem konkursu jest izba okręgowa, nie zakład opieki zdrowotnej, nie szpital, tylko izba okręgowa - miejsce neutralne. Zbiera się komisja konkursowa i na wstępie procedowania pyta tych, którzy przystąpili do konkursu, czy zgłaszają zastrzeżenia co do składu komisji konkursowej - minister dał taką możliwość, że w komisji nie powinni zasiadać krewni, powinowaci i takie osoby, do których zachodziłoby podejrzenie, że nie mogą nie być obiektywne. Komisja konkursowa, jeśli nie ma zastrzeżeń do jej składu, rozpoczyna swoje procedowanie od zapoznania się z dokumentacją kandydatów. Jeśli ta dokumentacja jest pełna, przystępuje do kolejnego etapu, którym jest przeprowadzenie rozmowy, a także praktycznego sprawdzenia umiejętności zawodowych kandydatów. Po przeprowadzeniu rozmów, sprawdzeniu umiejętności komisja dyskutuje, a potem głosuje. Na posiedzeniu obecnych musi być przynajmniej pięciu spośród siedmiu członków komisji. Rozstrzygnięcie następuje większością ważnych głosów oddanych, oznacza to, że w składzie 7-osobowym przynajmniej cztery głosy musi dostać kandydat, by można było uznać, że został pozytywnie zaopiniowany. Wyboru dokonuje się w sposób tajny, poprzez zakreślenie kandydata. Potem następuje podsumowanie głosów, ogłoszenie werdyktu komisji, sporządzenie protokołu. Jest czas na wniesienie odwołań. I tutaj dygresja, to też stwarzało sporo problemów technicznych. Ja uczestniczyłem w organizacji 947 postępowań konkursowych. Na tych 947 znalazło się 10, w tym jedno, o którym mówił dr Pinkas. 10 na 947, ale ciekawą sprawą jest to, że w 99 proc. postępowań przystępujący do konkursów nie zgłaszają zastrzeżeń do momentu rozpoczęcia procedury konkursowej. Wśród tych 10 połowa zgłosiła po przegranym konkursie zastrzeżenia co do składu komisji. To jest myślę znamienne, bo zmienia nam liczbę zastrzeżeń postępowań konkursowych, które można uznać za zasadne. Dyrektor zakładu pracy po otrzymaniu werdyktu komisji zasięga opinii zakładowych organizacji związkowych. Kiedyś, dawno temu w różnych innych postępowaniach rola związków zawodowych była znacznie większa i tam koniecznym było uzyskanie pozytywnej opinii, tutaj w ogóle zasięga opinii związków zawodowych. I jeśli dyrektor podejmuje decyzję o zatrudnieniu kandydata wyłonionego w drodze postępowania konkursowego, zawiadamia o tym komisję, jeśli nie, to także zawiadamia wraz z uzasadnieniem, dlaczego tego nie uczynił. Zatrudnienie lekarza wskazanego przez komisję następuje na lat sześć i pomiędzy ordynatorem i zakładem opieki zdrowotnej zawiązuje się relacja zatrudnienia. Ustawa wskazuje na właśnie tę formę stosunku pracy, zatrudnienie lekarza na stanowisko ordynatora następuje na okres sześciu lat. W razie, gdyby do konkursu stawiły się mniej niż dwie osoby, lub gdy dwa kolejne po sobie postępowania nie doprowadziłyby do rozstrzygnięcia, dyrektor zwraca się do komisji konkursowej o wydanie opinii o kandydacie, którego kandydaturę przedkłada komisja. Po wydaniu opinii przez komisję może mianować pełniącego funkcję ordynatora lekarza, który otrzymał pozytywną opinię. Tak w skrócie odbywa się postępowanie proceduralne związane z wyborem na stanowisko ordynatora.

Jakie funkcje pełni ordynator? Tak bardzo pokrótce mówiąc ordynator - to lekarz specjalista. Warto też powiedzieć, że funkcja ordynatora i zastępcy ordynatora to jedyne funkcje kierownicze w zakładach opieki zdrowotnej, których kwalifikacje określone są w specjalnych rozporządzeniu o wymogach kwalifikacyjnych pracowników. Są to: posiadanie tytułu specjalisty i przynajmniej 8-letnie doświadczenie zawodowe. Autorami nielicznych zastrzeżeń zgłaszanych do trybu postępowania, czy wyniku postępowania konkursowego, zwykle są właśnie ci, którzy przegrali postępowanie konkursowe. Problemem izb lekarskich dzisiaj jest to, że w wielu zakładach pracy następuje obejście tego rozporządzenia, nakazującego zatrudnianie w zakładach publicznych zakładów zdrowotnych ordynatorów w drodze postępowania konkursowego na sześć lat. Nieliczni dyrektorzy zakładów próbują zawiązywać inne relacje z ordynatorami niż zatrudnienie na sześć lat, np. na okresy krótsze, próbują nie zatrudniać wyłonionych w drodze postępowania konkursowego kandydatów, a także próbują zmieniać nazwy tego, co dzisiaj zwyczajowo przyjętym jest jako podstawowa struktura organizacyjna szpitala, oddziału - na dział, czy nadawać faktyczną nazwę na czynności prowadzone i zakres taki, jak ordynatora, innym stanowiskom. Na przykład zarządzający działem, zarządzający kontraktem. Funkcja ordynatora łączy w sobie działalność administracyjną, organizacyjną, leczniczą, szkoleniową i chcielibyśmy, żeby ordynatorzy wskazani przez komisję, a powołani przez dyrektora byli także wzorowymi przykładami postępowań etycznych, dobrymi nauczycielami zawodu. Niezmiernie istotnym zadaniem ordynatora jest prowadzenie szkolenia personelu lekarskiego, a także innych. Dla tych, którzy są spoza środowiska medycznego i spoza ochrony zdrowia - oddział szpitalny to zwykle mała jednostka, około mniej więcej 40 łóżek, mniej więcej 5 do 10 lekarzy, w tym przynajmniej połowa specjalistów, koło 20 pielęgniarek, ale także przedstawicieli innych zawodów medycznych. I ta funkcja koordynatora, organizatora pracy takiego 50-osobowego zespołu jest niezmiernie istotna.(...)

W każdym oddziale ordynator, do niedawna, był praktycznie jedyną osobą, która wydawała zezwolenie, podejmowała się trudu specjalizacji lekarza, który chciał specjalizować się w danej dziedzinie. Była mowa o licznych głosach środowiskowych o feudalizmie; czyli jeśli nie masz dobrego układu, relacji z ordynatorem to być może w ogóle będziesz pozbawiony możliwości wejścia na ścieżkę specjalizacyjną, być może w ogóle nie zostaniesz specjalistą. Teraz zmieniły się te relacje. Nie wyłącznie ordynatorzy, mało tego, ordynatorzy tak jak każdy specjalista mogący być kierownikiem specjalizacji, może specjalizować zaledwie, czy aż trzech lekarzy równocześnie. To potężna bariera, ale zapobiega patologii. Bo jak można być kierownikiem specjalizacji 20, 50 a czasami widziałem przykłady 150 lekarzy? W takiej sytuacji taki kierownik specjalizacji nie zawsze zna nazwiska robiących u niego specjalizację. Ale to się zmieniło. Ordynator sprawuje także funkcję kontrolną i nadzór nad działalnością bieżącą, leczniczą: dokumentacja lekarska, prowadzenie leczenia, dokumentowanie tego leczenia, także wydawania poleceń, co do procedur diagnostycznych, rehabilitacyjnych, leczniczych a także orzeczniczych należy do zadań kontrolnych ordynatora. Jak widać ten jeden człowiek musi posiadać wiele umiejętności i łączyć wiele funkcji. I w ostatnich latach, kiedy system ochrony zdrowia postrzegany jest system funkcjonujący na zasadach ekonomicznych, zwraca się uwagę na to, że lekarze specjaliści, ordynatorzy nie mają odpowiedniego przygotowania w zakresie zarządzania i podstaw ekonomii, ale w tym zakresie pełną odpowiedzialność ponosi kierownik zakładu pracy i myślę, że znacznie łatwiej nauczyć specjalistę, ordynatora zarządzania i elementów ekonomii, niż ekonomistę, prawnika - medycyny. Stąd też te przyszłe pomysły, próby wyodrębnienia i wyjęcia systemu organizatorskiego, zarządzania administracji, organizacji i oddania tego innym zawodom, innym osobom są warte rozważenia. Ale na dzisiejszym etapie rozwoju historycznego, wydaje się, że potężna tradycja i system funkcjonujący przez lata i w 99 % sprawdzony, gdyby miał być zastąpiony innym systemem - to trzeba byłoby udowodnić, że ten inny jest lepszy.

mgr Małgorzata Kalińska, dyrektor Samodzielnego Dziecięcego Szpitala w Warszawie
Pracując na stanowisku dyrektora szpitala klinicznego bardzo często spotykam się z większością problemów poruszanych przez moich przedmówców. Moim zdaniem aktualnie obowiązujące przepisy i stosowane praktyki w konkursach na stanowiska ordynatorów, nie spełniają warunków w wyborze tych najlepszych. Tak naprawdę nie dają również dyrektorowi możliwości zatrudnienia osoby, która gwarantowałaby zabezpieczenie pracy oddziału pod względem medycznym, organizacyjnymi ekonomicznym.

Patologia konkursów jest bardzo widoczna. W przypadku szpitali klinicznych problem obsady stanowisk ordynatorów jest bardziej złożony. Są to zakłady tzw. trzeciego poziomu referencyjnego. Organem założycielskim tych jednostek jest Akademia Medyczna. W zakresie statutowych obowiązków zadania tych jednostek są znacznie szersze niż szpitali „miejskich” należą do nich: świadczenie usług medycznych w ramach kontraktów z NFZ, usług wysokospecjalistycznych w ramach umów z Ministerstwem Zdrowia, realizacja zadań dydaktyczno-naukowych na potrzeby Akademii Medycznej dla których są bazą, zapleczem dla nauki studentów, pracowników naukowych itp.

W strukturze organizacyjnej szpitala zamiast pojęcia oddziałów funkcjonuje zwyczajowo pojęcie Kliniki /szef odpowiada za zadania dydaktyczno-naukowe i leczenie pacjentów/.

W związku z czym procedura wyłaniania kandydatów na szefów klinik podlega innym wymogom. Oczywistym jest, że osoba, która ubiega się o to stanowisko oprócz kwalifikacji określonych w rozporządzeniu, musi również spełniać warunki postawione przez władze uczelni, np. posiadać określony dorobek naukowy, posiadać predyspozycje nie tylko dobrego lekarza, ale również nauczyciela. W szpitalach klinicznych konkursy na szefów klinik przeprowadzane są na Poziomie organu założycielskiego jakim jest Akademia Medyczna. Są to konkursy wewnętrzne Akademii. Na konkurs czasami dopraszany jest dyrektor szpitala /ale nie jest to warunek obligatoryjny/ nie mniej nie ma on żadnego wpływu na jego rozstrzygnięcie. Osoba, która wygrywa konkurs szefa kliniki niejako automatycznie staje się ordynatorem oddziału.

Zatem jaki system zarządzania oddziałem powinien funkcjonować w szpitalu – Ordynatorski czy konsultancki. Moim zdaniem tak naprawdę nie ma to zasadniczego znaczenia. Problem leży w organizacji pracy i osobowości kierownika. Nie sądzę aby szef kliniki, czy ordynator posiadający doświadczenie, wiedzę medyczną, odpowiedni personel, który pozwala mu zorganizować w oparciu o pracę konsultantów – nie podejmie takiej próby. Dzisiaj moje obawy budzi precyzyjne określenie zakresu nadzoru i odpowiedzialności za sprawne i zgodne z prawem funkcjonowanie kliniki.

Przecież to nie jest tak, że dyrektor jest w stanie jednoosobowo zarządzać placówką bez ścisłej współpracy z ordynatorami na każdej płaszczyźnie. Może warto byłoby skorzystać z doświadczeń innych krajów w sposobach wyłaniania dobrej kadry zarządzającej jakim są ordynatorzy. Są organizacje /u nas mogłyby to być Izby Lekarskie / które w profesjonalny sposób zajmowałyby się gromadzeniem danych o specjalistach funkcjonujących na rynku usług medycznych/. Dla dyrektora poszukującego właściwego człowieka na stanowisko ordynatora możliwość taka byłaby nieoceniona. Jedyny problem jaki miałby do rozwiązania to czy będzie go stać np. na spełnienie oczekiwań finansowych kandydata.

dr Grzegorz Luboiński
Jak rozumiem, pani jest zdania, że system...

mgr Małgorzata Kalińska
Uważam, że aktualny obowiązujący system wyłaniania szefów klinik, czy ordynatorów nie jest dobry. Ma wady. Jak wspomniałam wcześniej jako dyrektor szpitala nie mam żadnego wpływu na powoływanie szefa kliniki, a odpowiadam np. za finanse szpitala. Owszem mogę podzielić się np. swoimi wątpliwościami, ale nie sądzę aby miały one jakiekolwiek znaczenie dla komisji konkursowej.

W dniu dzisiejszym osoba ubiegająca się o stanowisko szefa kliniki musi przede wszystkim posiadać kwalifikacje umożliwiające realizację zadań dydaktyczno-naukowych w Akademii Medycznej – to jest podstawowe miejsce pracy kandydata. Z chwilą wygrania konkursu w Akademii Medycznej dyrektor szpitala niejako z urzędu ma obowiązek zatrudnienia /w ramach dodatkowej umowy/ zainteresowanego. W rzeczywistości szef kliniki ma dwóch różnych pracodawców co w bieżącej pracy stwarza szereg kłopotów.

dr Grzegorz Luboiński
Ale jak rozumiem, pani uważa, że obecny system nie jest idealny.

mgr Małgorzata Kalińska
Nie jest idealny, ale bałabym się w tej chwili wprowadzenia systemu konsultanckiego na terenie szpitala klinicznego.

prof. Krzysztof Bielecki, ordynator chirurgii Szpital im. Orłowskiego
Zanim zacznę – zadam pytanie - ilu na sali jest ordynatorów? Sześciu. Ilu jest kierowników, tzw. konsultantów, pełniących funkcje konsultanta? Dwóch. Czyli z jednej strony mamy sześciu ordynatorów, z drugiej strony dwóch konsultantów - i my dyskutujemy, który system jest lepszy, czy jeden czy drugi. Ja myślę, że to jest pierwsze spotkanie na ten temat. Dalsze pewnie będą z większym gremium przedstawicieli jednej i drugiej strony.

Jestem lekarzem 43 lata. Specjalistą chirurgiem od 70 r., a ordynatorem od 82 r. Ani razu nie siedziałem w więzieniu, nie miałem spraw karno-prokuratorskich. Jeden ze znakomitych chirurgów na pytanie najmłodszego asystenta przyglądającego się operacji, czy może pomóc przy tej operacji powiedział: dziękuję bardzo kolego, ta operacja i tak już jest dostatecznie trudną i skomplikowaną.

Sytuacja w ochronie zdrowia, kształceniu i doskonaleniu jest bardzo złożona i skomplikowana. Dyskusja nad zmianą modelu funkcjonowania ordynatora czy kierownika oddziału klinicznego, czy jest potrzebny czy nie, w aktualnej sytuacji - to jest moje zdanie, skromne - jest nie na miejscu i absolutnie niepotrzebna. Od dziesiątków lat mówi się o szkołach medycznych w kraju i za granicą, tzw. szkoły medyczne są zwykle związane z konkretnymi nazwiskami, konkretnych ludzi, klinicystów i uczonych, którzy przez lata stawali się autorytetami, dając początki szkoły krakowskiej, lwowskiej, warszawskiej, poznańskiej, itd. Czy pamiętalibyśmy do dzisiaj nazwiska prof. Rydygiera, Ostrowskiego, Witolda Orłowskiego, Drewsa, Degi, Grucy, Koszarowskiego, Nielubowicza, gdyby przez dziesiątki lat nie byli ordynatorami, kierownikami klinik, wybitnymi organizatorami działań medycznych. Czy podobnych im lekarzy chcemy zastąpić osobami z mianowania, osobami przypadkowymi, nie zawsze specjalistów najwyższych lotów? Moim zdaniem nic nie usprawiedliwia zmian dobrych, sprawdzonych przeszłością faktów i sytuacji. Od setek lat kształcenie w medycynie opiera się na relacji mistrz - czeladnik i coraz częściej dochodzimy do wniosku, że prawdziwe kształcenie podyplomowe powinno opierać się na tej relacji, a w szczególności jest to ważne w specjalnościach zabiegowych.

Bardzo się cieszę, że pan dr Marquardt przedstawił funkcje, jakie spełnia ordynator. Jak państwo sięgniecie do rozporządzenia ministra, to ordynator wykonuje 36 albo 38 różnych obowiązków. I jak to normalny człowiek, tak z marszu jest w stanie to wszystko ogarnąć, bo np. do obowiązków ordynatora należy zabezpieczenie przeciwpożarowe, poznanie drogi ewakuacyjnej, już nie mówiąc o zagrożeniach epidemiologicznych - za to także odpowiedzialny jest ordynator. Trzeba być pełnym podziwu i szacunku dla ludzi tych, którzy chcą startować w konkursach na ordynatorów. Często oni nawet nie wiedzą, co ich czeka jeśli staną się ordynatorami.

Ja może przypomnę tylko te rzeczy, które w moim pojęciu, zostały sprawdzone w praktyce. Jak państwo wiecie, kliniczna wiedza składa się z - teoretycznej wiedzy, encyklopedycznej, a po drugie z wiedzy praktycznej sprawdzonej w codziennym życiu. Ja uważam, że ta wiedza sprawdzona, praktyczna, kliniczna jest ważniejsza od tej teoretycznej.

Ordynator powinien posiadać pewne cechy osobowości i gdybyśmy pilnowali, żeby tacy ludzie zostawali ordynatorami to nie potrzeba by nic zmieniać. Podkreślam, w medycynie nie ma miejsca na demokrację. Możecie mnie odsądzić od czci i wiary, ale ja nie chciałbym być pacjentem w oddziale, gdzie panuje pełna demokracja, luz, blues, każdy robi co chce, każdy jest konsultantem. Są oddziały takie, gdzie już nie ma specjalizujących się, jest po 15, 20 specjalistów, mających z definicji prawo być konsultantami i oni mogą na własną rękę robić wszystko. Czy państwo wyobrażacie sobie podróż statkiem, na którym nie ma kapitana? Ja bym nie wsiadł na taki statek. Czy chcecie lecieć samolotem, gdzie nie ma pierwszego pilota i kapitana samolotu? Ja bym nie wsiadł do takiego. Ordynator jest prawdziwym autorytetem moralnym. W każdym zawodzie, w każdym dziale gospodarki, życia społecznego zdarzają się patologie. Trzeba je znaleźć i z całą bezwzględnością, konsekwentnie karać. Ordynator jest prawdziwym autorytetem moralnym, zawodowym i organizacyjnym w oddziale, lub w klinice. Ordynator powinien podejmować decyzje po merytorycznej dyskusji z całym zespołem współpracowników. (..). Do dzisiaj zostały codzienne, poranne odprawy lekarskie w większości oddziałów i klinik. Rano za piętnaście ósma cały zespół siada i dyskutuje. I każdy, nawet ten najmłodszy, ma prawo głosu, ale ktoś musi tę dyskusję podsumować. Tak jak dzisiejszą dyskusję na pewno pan doktor Luboiński podsumuje i powie co z tego wyniknie. Ktoś musi podsumować. A jak podsumuje, to reszta musi być zgodna z podsumowaniem i akceptować wnioski z dyskusji. Ordynator powinien być odpowiedzialny za sztukę porozumiewania się między członkami Zespołu. Jeśli piszę opinię dla kogoś, to piszę: merytorycznie dobry, ma zdolność współpracy w zespole. Co z tego, że ktoś jest geniuszem, a nie daje się z nim współpracować ani współżyć. Ordynator jest odpowiedzialny za nauczenie się sztuki porozumiewania między członkami zespołu. Ordynator powinien mieć dwa, zamiast tych 38 zadań: leczyć skutecznie i nowocześnie i uczyć zawodu innych lekarzy. I pani dyrektor powinna być szczęśliwa, że będzie miała w swoim zespole mądrego, merytorycznego ordynatora, bo do pani przyjdą pacjenci na tego aktora (w domyśle ordynatora), na tą sztukę w pani teatrze przy ul. Litewskiej. A pani zadaniem jest zabezpieczyć finansowo możliwości rozegrania tej sztuki. Nieważne, czy będą miejsca stojące, czy siedzące, czy tylko miejscówki. Ordynator jest powołany do organizacji pracy w oddziale i w klinice. Jest odpowiedzialny za doskonalenie zawodowe współpracowników, bo to od Niego zależy. Ja sam pochodziłem z takiej szkoły, w której mój profesor miał zwyczaj mówić: nigdzie bracie nie będziesz jeździł, bo tu jest najlepsza szkoła i tu się będziesz uczył chirurgii. No tak nie można, to jest przegięcie w drugą stronę. Ale w rozporządzeniu specjalizacji jest napisane, że jest obowiązkowy trzymiesięczny staż kliniczny w innej klinice. Ja się początkowo burzyłem, dlaczego moi asystenci mają chodzić na staż gdzieś do innej kliniki. Ale zrozumiałem, że mają pójść, aby zobaczyć, jak w drugiej klinice się pracuje, żeby nie było coś w rodzaju chowu wsobnego.

Ordynator jest odpowiedzialny za jednolity standard diagnostyki i leczenia w oddziale. Czy państwo nie uważacie, że to jest ważne? Jak jest 10 uczonych i każdy chce inaczej rozwiązać problem przedziurawionego wrzodu dwunastnicy, to jest dobrze? Ja uważam, że to jest źle. W danym oddziale, w danej klinice po dyskusji merytorycznej, po faktach evidence base medicine, ustalamy, że perforowany wrzód dwunastnicy w tym oddziale, w tej klinice będzie leczony prostym zszyciem, inhibitorami pompy protonowej, eradykacją helikobakter pylori w ciągu 7 dni, i koniec.

Ordynator powinien posiadać dwa rodzaje wiedzy. Powinien być mądry teoretycznie, na bieżąco znać literaturę medyczną, żeby nikt go nie mógł zagiąć. I powinien posiadać wiedzę stosowaną, która wynika z doświadczenia klinicznego, opartą o rzetelną wiedzę teoretyczną. Pragnę przypomnieć, że wszystkiego się można nauczyć z książek. Jednej rzeczy się nie można nauczyć - doświadczenia klinicznego. I to wszyscy wiemy, każdy z lekarzy wie, że tego się z książki nie nauczy. Trzeba to przeżyć. Ja po tylu latach z siwą głową, zrobiłem laparatomię zwiadowczą u pacjenta, który, jak się okazało miał podpęcherzowe upośledzenie opróżniania moczu, guz w brzuchu okazał się pęcherzem. Mimo, że zrobiono uprzednio tomografię komputerową, spiralną, wszyscy orzekli guz torbielowaty w brzuchu itd., bez żadnych klinicznych objawów. Całe życie się uczymy. Jak rozwiązać kokon w jamie otrzewnowej. Nie można się dostać do jelit, kokon, zarostowe zapalenie otrzewnej. Jak ktoś ani razu tego w życiu nie widział, to kłopot. Ja miałem szczęście w tym przypadku, bo zadzwoniłem do śp. prof. Rykowskiego - panie profesorze widział pan coś takiego, chory na stole, nie mogę wejść do jamy otrzewnowej. On mówi - to jest kokon, pójdź na lewo lub na prawo od flanki, to się skończy i wejdziesz do wolnej otrzewnej. Tak zrobiłem. I teraz, jak do mnie dzwonią, głośno o tym mówię, to mogę komuś innemu doradzać.

Ordynatorem lekarz się nie rodzi. Nie ma takiego genu ordynatorskiego, chociaż może niektórzy uważają, że mają taki gen to są przeważnie dzieci profesorów. Ci mają geny, które go desygnuje żeby być ordynatorem. I ja absolutnie, publicznie mówię, jestem przeciwny takim chowom wsobnym, może i krzywdzę tych ludzi, pewnie dlatego żaden z moich trzech synów nie poszedł na medycynę, bardzo żałuję, ale może i dobrze, bo jestem pozbawiony w ten sposób kontrargumentu przeciwko mojej działalności. Ordynator się nie rodzi, ordynatorem staje się lekarz przez lata pracy zawodowej.

Reasumując, to co powiedziałem, może w sposób emocjonalny, ale to wynika z tego, że cokolwiek w życiu staram się robić, robię to z emocją, zaangażowaniem. Wielokrotnie mówiłem - nie daj się bracie sprowokować, ale to co przekazałem wynika nie z żadnych książek, podręczników tylko z tego faktu, że jestem ordynatorem od dwudziestu paru lat. Odpowiadając na pytanie: ja uważam, że system ordynatorski taki, jaki funkcjonuje, zagwarantowany prawnie, ugruntowany w programach specjalizacyjnych powinien być taki, jaki jest teraz, pod warunkiem, że dobór ludzi na stanowiska ordynatorów musi być szczególnie dobrze i troskliwie przeprowadzany. Trzeba przyglądać się i wybierać rzeczywiście najlepszych, nie tylko najmądrzejszych, ale jeszcze tych, którzy potrafią przekazać swoją wiedzę i potrafią uczyć.

dr Wojciech Puzyna, dyrektor szpitala ginekologicznego im. Św. Zofii w Warszawie
Mój pogląd nie jest aż tak bardzo różny, czy tak odległy od poglądów zwolenników ordynatury, bo myślę, że problem jest w rozłożeniu akcentów i tak naprawdę, czy osoba na tym stanowisku nazywa się ordynatorem, kierownikiem czy konsultantem to decydujące jest to, co ma zapisane w zakresie obowiązków, a także w zakresie uprawnień w danej jednostce organizacyjnej służby zdrowia. Czasem przekontrastowujemy problem i nadto go komplikujemy.

W wystąpieniu pana Marquardta widzę ogrom idealizmu. Z mojego doświadczenia wynika, że rzeczywistość jest dużo, dużo gorsza niż ta zarysowana. Nie uczestniczyłem w dziewięciuset kilkudziesięciu konkursach, ale te, z którymi miałem w ten czy inny sposób okazję zetknąć się, przynosiły wybór ale nie merytoryczny. Wszystkie były jakoś tam ułożone wcześniej i przykro mi, ale tak to nadal funkcjonuje. Natomiast w odniesieniu do reguł, które powinny funkcjonować w całym systemie, jeśli decydujemy się na system konkursów, to powinny one funkcjonować także w ośrodkach referencyjnych najwyższego stopnia, bo „ryba psuje się od głowy”. Mogę powiedzieć o dwóch doświadczeniach. Przed – nastu laty, z ramienia adiunktów byłem członkiem Senatu Akademii Medycznej w Warszawie – wtedy uchwalano statut tejże uczelni i głosami profesorów (na tym jedynym posiedzeniu ich frekwencja była 100%) zdecydowano, że kadencja kierownika kliniki trwa 8 lat, a konkursu na kolejną kadencję nie ma, jest tylko okresowa ocena dorobku. W takim razie ta elita jest wyłączona z postępowania, które przewidziano dla innych kategorii ordynatorów. Bo przecież kierownicy klinik są także ordynatorami. I druga myśl. Jeden z moich kolegów, który został kierownikiem kliniki, jakiś czas temu, powiedział coś takiego, że właściwie po to, żeby przestać być kierownikiem kliniki trzeba co najmniej zabić ojca, albo matkę, bo inaczej jest to absolutnie dożywotnie stanowisko. To taka refleksja na początek.

Żadne przepisy polskiego prawa nie definiują na dzisiaj kim jest ordynator. I żaden przepis prawny nie zabrania, by zamiast ordynatora był kierownik czy konsultant. Tak naprawdę jest to kwestia nomenklatury, nazwy. Jeśli prześledzimy ustawę o zakładach opieki zdrowotnej, to tam pod pojęciem kierownika zakładu można rozumieć dyrektora – to tylko kwestia zmiany nazwy tego stanowiska. Natomiast niewątpliwe jest, że za oddział szpitalny, jego działalność merytoryczną, ekonomiczną ktoś musi odpowiadać. Nie ważne, czy będzie on się nazywać ordynatorem, kierownikiem czy konsultantem, ważne by był kompetentny i uczciwy. Ale, chcę także zacytować wypowiedź pana ministra Grzegorza Opali, sprzed lat czterech: „trzeba sobie otwarcie powiedzieć, że obecny system wyłaniania ordynatorów nie zawsze jest uczciwy". I z tego samego okresu wypowiedź prof. Polańskiego: „komisje konkursowe na stanowiska ordynatorów nie zawsze są obiektywne". To cytaty z oficjalnych wypowiedzi, które zostały zamieszczone w Internecie. I ponownie cytat z wypowiedzi ministra Opali, z 2001 r.: „dziś prawne umocowanie ordynatora jest bardzo słabe. Współczesny ordynator musi umieć nowocześnie leczyć, uczyć i zarządzać. Należy zwolnić go od obowiązków ekonomiczno-gospodarczych oddziałów. Trzeba też zmienić system rekrutacji na stanowisko ordynatora. Ordynator winien mieć wysokie kwalifikacje zawodowe". I wreszcie cytat z wypowiedzi prof. Krzysztofa Bieleckiego: „Ordynator powinien skutecznie leczyć i uczyć zawodu. Ordynatorem staje się lekarz przez lata. Ordynator powinien tyle zarabiać, aby nie biegać za dodatkowym zatrudnieniem". Myślę, że to jest jeden z akcentów, które powinny tutaj być bardzo mocno podkreślone. „Ordynatora należy odciążyć od pracy organizacyjno-ekonomicznej".

Szpital św. Zofii w Warszawie od 13 grudnia 1996 r. jest samodzielnym, publicznym zakładem opieki zdrowotnej. Podkreślam to słowo „samodzielny", bo to pojęcie pojawiło się na przełomie lat 96/97, wtedy pierwsze jednostki w Polsce zaczęły być samodzielne. I cóż to znaczy samodzielność? W moim rozumieniu jest to samodzielne kreowanie przynajmniej części rzeczywistości, którą mamy do dyspozycji, tak by skutecznie zarządzać powierzoną placówką, tak by uzyskać jak najlepsze efekty w jej działaniu. Także rozumiem, że w odróżnieniu od czasów komunistycznych obecnie istnieje możliwość kreowania różnej rzeczywistości, niekoniecznie krańcowo wystandaryzowanej. I w związku z tym, a także - przy stymulacji ze strony Ministerstwa Zdrowia, (szkoda, że kolejne ekipy w ministerstwie bardzo znacznie zmieniały poglądy i ograniczały samodzielność zakładów) - w 1997 roku w Szpitalu św. Zofii powstał trochę inny system, wprowadziłem stanowiska głównego konsultanta, zastępcy głównego konsultanta - zamiast stanowisk ordynatorskich, a także stanowiska starszego konsultanta, konsultanta; starszy asystent i młodszy asystent pozostali. Dlaczego te dodatkowe stanowiska i dodatkowe etapy na ścieżce kariery, jak w usamodzielnianiu się lekarza? Otóż, ja także przed wieloma laty robiłem specjalizację z zakresu położnictwa i ginekologii. Mój kierownik specjalizacji dopuścił mnie do jednej, poważnej operacji ginekologicznej przed specjalizacją i to była ta jedna, jedyna operacja egzaminacyjna. Dowiedziałem się, że będę się uczył operować już po uzyskaniu specjalizacji. Tak przygotowanych do samodzielnej pracy lekarzy, w przeszłości, było bardzo dużo. W związku z powyższym w moim Szpitalu powstały kolejne stopnie usamodzielnienia lekarzy w postaci stanowisk konsultantów i starszych konsultantów. Także od 1997 r. w Szpitalu organizacją pracy oddziałów zajmują się kierowniczki oddziałów, położone lub pielęgniarki z wyższym wykształceniem. One po części zajęły się tą sferą organizacyjno-ekonomiczną funkcjonowania oddziałów, odciążając głównych konsultantów i generalnie lekarzy od pracy organizacyjnej.

Dlaczego w Szpitalu św. Zofii nie ma ordynatorów? Po pierwsze, bo w Polsce dominuje feudalny model ordynatury. Po drugie, bo główni konsultanci odpowiadają tylko za leczenie pacjentów, kształcenie młodszych lekarzy i organizację pracy zespołu lekarskiego. I po trzecie, bo na stanowiska głównych konsultantów nie przeprowadza się konkursów. Wcześniej powiedziałem o swoich zastrzeżeniach do sposobu przeprowadzania konkursów. Ja nie jestem przeciwny konkursom jako takim, natomiast ta formuła, w moim odczuciu nie sprawdziła się. Chcę powiedzieć, to może być interesujące, w ostatnich miesiącach w cudzysłowie, złamałem się po 12 latach i postanowiłem poddać postępowaniom konkursowym, zgodnie z regułami konkursów ordynatorskich swoich głównych konsultantów. W ostatecznej konkluzji powiem, że komisja konkursowa Izby Lekarskiej odmówiła, ponieważ nazywają się głównymi konsultantami a nie ordynatorami i w związku z tym nie można przeprowadzić konkursu.

prof. Krzysztof Bielecki
Czyli kto powołuje głównego konsultanta?

dr Wojciech Puzyna
Głównego konsultanta powołuje dyrektor szpitala.

prof. Krzysztof Bielecki
Czyli mamy z jednej strony postępowanie konkursowe, gdzie jest obiektywna komisja składająca się z ośmiu osób, z drugiej strony, zespołowe powołanie głównego konsultanta przez Komisję w osobie dyrektora szpitala.

dr Wojciech Puzyna
Ale główny konsultant został powołany na pierwszą kadencję w drodze postępowania konkursowego, gdyż rozpoczynał karierę jako ordynator.

dr Grzegorz Luboiński
Tutaj jako glosa do tego też stwierdzenia, do tego, o czym powiedział poprzednik o dożywotnich stanowiskach. Jeden z moich kolegów uzyskawszy stopień doktora habilitowanego powiedział: no, stary, teraz do emerytury już nie muszę absolutnie nic robić, nikt mnie nie ruszy. I takie są realia polskiej medycyny. Bo jeżeli ktoś mi wskaże jednego, samodzielnego pracownika naukowego, który startując ponownie w konkursie, ten konkurs może przegrał, albo profesora, który startując w konkursie ponownie ten konkurs przegrał, to czy wśród tych 900 zdarzył się taki przypadek? Ile takich przypadków było?

Wojciech Marquardt
Zdarzył się.

dr Grzegorz Luboiński
Czyli jeden promil, to jest dopuszczalne w granicach błędu.

Wojciech Marquardt
Przepraszam, tak nie można mówić, bo ja nie organizowałem konkursów z udziałem większości. Jeden profesor uczestniczył w oddziale. W akademiach jest inaczej, ale tam nie ma postępowania konkursowego. To uogólnienie jest niewłaściwe, bo w tych 900 konkursach nie startowali w większości profesorowie, więc nie przegrywali.

dr Andrzej Włodarczyk, przewodniczący Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie
Cytaty te pochodzą sprzed czterech lat, kiedy to zorganizowałem konferencję, którą nazwaliśmy „Ordynator - przeżytek czy konieczność." Brał w niej udział prof. Bielecki. Tak zostało to zinterpretowane przez TVN, że ja i Izba Lekarska chcemy zlikwidować stanowisko ordynatora. Miałem w związku z tym bardzo wiele ciekawych telefonów - co ja sobie myślę, wyobrażam itp., ale to tak na marginesie.

Jestem wychowankiem m.in. prof. Bieleckiego, pełnię funkcję przewodniczącego Rady przez pięć lat i mam w tej sprawie cały szereg przemyśleń, tym bardziej że miałem okazję stanąć - tak się złożyło w moim życiu - po dwóch stronach barykady. Pięciokrotnie stawałem w konkursach na ordynatora oddziału chirurgicznego, a potem, może nie aż 900 razy, ale wielokrotnie, prowadziłem konkursy na stanowisko ordynatora. I muszę powiedzieć, że moje przemyślenia - z tych dwóch perspektyw - są jednoznaczne. Uważam, że formuła ta absolutnie się nie sprawdziła. Jestem przeciwnikiem mianowania, uważam natomiast, że nie sprawdziła się dlatego - niestety bardzo często tak się zdarza - że wiele osób, będąc członkiem komisji konkursowej, jeszcze przed konkursem wie już, kto ma być ordynatorem. Takie są realia. Zdarzało się, że miałem telefony z sugestiami, kto jest lepszy, a kto gorszy. Odbywałem rozmowy z dyrektorami szpitali.

Konkurs jest fikcją od początku do końca, ponieważ dyrektor - na podstawie decyzji min. Maksymowicza - ma prawo niezatrudnienia wyłonionego z konkursu kandydata, co zresztą jest niezgodne z orzeczeniem Sądu Najwyższego, ale o tym wie niewiele osób. Jeden z ordynatorów odważył się wystąpić na drogę sądową i wygrał sprawę. Orzeczenie Sądu Najwyższego jest jednoznaczne. Zgodnie z intencją ustawodawcy, konkurs jest przeprowadzany po to, żeby wybrać najlepszego kandydata, natomiast minister naruszył swoje uprawnienia i aktem niższej rangi wprowadził coś, czego ustawodawca w swoich zamierzeniach nie przewidział.

Chciałem powiedzieć, że oba systemy działają i nie ma potrzeby udowadniania, że jeden jest lepszy czy drugi gorszy. Są kraje, w których istnieje system konsultancki; są kraje, w których istnieje system ordynatorski. Tak jak powiedzieli prof. Bielecki, dyr. Pinkas i dr Marquardt, wszystko zależy od mentalności ludzi i od realiów, w jakich działamy. W Polsce zaczyna pomału rosnąć liczba roszczeń z tytułu skarg, czyli zaczyna być coraz częściej brana pod uwagę odpowiedzialność zawodowa, odpowiedzialność cywilna. To prędzej czy później wymusi pewne zmiany, jeśli chodzi o funkcjonowanie systemu, ponieważ nie może być tak, że człowiek nieprzygotowany do danej operacji ją wykonuje. Ale nie może być również tak, że chirurg - który operuje, który jest specjalistą i ponosi odpowiedzialność cywilną przed sądem - ma jakieś ograniczenia narzucane mu przez ordynatora, który często jest gorszym operatorem niż ten, który nie jest ordynatorem.

Z całą pewnością na dzień dzisiejszy takie jest prawo, tak że, panie doktorze Puzyna, Izba Lekarska musi stać na straży tego prawa. W związku z tym niektóre nasze wystąpienia są takie, a nie inne, ponieważ polskie prawo jest takie, a nie inne. I jeśli ktoś ma pełnić funkcję ordynatora, to musi być wyłaniany w drodze konkursu, bo tak stanowi prawo.

Chciałem powiedzieć jeszcze o braku równouprawnienia, jeśli chodzi o kliniki. Dziwię się, że nikt nie wystąpił do Trybunału Konstytucyjnego, że tu ordynator jest wyłaniany na 6 lat albo na krócej, a w klinice na dożywocie. To jest ewidentne naruszenie konstytucyjnej zasady równości wobec prawa. Myślę, że jest to temat, który powinien pojawiać się coraz częściej, powinniśmy się zastanowić, co z tym fantem zrobić.

dr Grzegorz Luboiński
Rysują się takie dwa problemy: czy system ordynatorski, czy system konsultancki - czy może dwa systemy niejako równolegle, a jeżeli system ordynatorski, to jaki sposób doboru. Jak na razie nie słyszałem chyba głosu, który mówił, że dotychczasowy system kwalifikacji, konkursów jest dobry, udany, nie wymagający reformy. Myślę, że rozumiemy, że system obecnie funkcjonujący chyba nie w pełni się sprawdza. Teraz oczekiwałbym od państwa propozycji - po pierwsze, czy zostawić obecne stanowiska ordynatorskie, czy raczej przejść na system konsultancki i jak wybierać tych konsultantów czy ordynatorów?

dr Grzegorz Krzyżanowski, Przewodniczący Okręgowej Rady Lekarskiej w Łodzi, ordynator oddziału zabiegowego
(tekst po korekcie językowej dokonanej przez Rzecznika OIL w Łodzi)
Chciałbym stanowczo zaprotestować przeciwko wielokrotnym powtarzaniu za red. Najsztubem „słowa:- mafia" o ordynatorach i profesorach. Każde słowo powtarzane wielokrotnie uprawdopodobnia się. Nie wolno takich rzeczy robić. Jest to nadużycie. Była tu mowa na temat konkursów, że są nieobiektywne. Rozmowa na temat systemu ordynatorskiego, czy konsultanckiego wygląda mniej więcej tak jak Pan powiedział. Podobnie jest z dyskusją na temat demokracji. Nam się to nie podoba. Znacie państwo lepszy system? Zgadzam się z tym, że musi dowodzić jedna osoba. Nie ważne, jak się będzie nazywała. Rozstrzygnięcie w drodze konkursowej. Taki system konkursów powstał dlatego, żeby odejść od poprzedniego systemu, w którym to sekretarz partii powoływał niemalże każdego ordynatora, czy kierownika kliniki. Macie państwo zastrzeżenia do systemu konkursowego? - ja mam zastrzeżenia do systemu przetargów publicznych. Mam także zastrzeżenia do wszystkich systemów, w których określone grono decyduje, kto ma wygrać. W każdym systemie znajdziemy nieprawidłowości i każdy system należy ulepszać. Nie wolno potępiać całego systemu, który jest. On zapewne nie jest doskonały, ale określmy w nim kryteria, którym ordynator powinien odpowiadać.

Następna sprawa to sprawa weryfikacji. Nie znajdziecie państwo w dokumentach żadnych kryteriów, wg których ordynator byłby dobrym ordynatorem. Jedną z istotnych rzeczy, poza olbrzymią ilością wiedzy i doświadczeniem jakim powinien sprostać ordynator to wiedza z wielu dziedzin. W jednym ośrodku dyrektor organizuje pracę ordynatorowi, w innym ośrodku ordynator musi sam sobie organizować pracę włącznie z wygraniem przetargu, czy konkursu na świadczenia medyczne w Narodowym Funduszu. W związku z tym ta wiedza musi być wszechstronna. Umiejętności dyrektora zdecydują na ile będzie mógł wyegzekwować od ordynatora wszystko, co tylko jest możliwe. Inaczej nie można zweryfikować umiejętności współpracy, czy kontaktu z ludźmi. Nie mówię tu tylko o personelu, o lekarzach - mówię o pacjencie. Jak państwo to zweryfikujecie i w jaki sposób ? Tylko w czasie pracy. Zgadzam się z Panem Profesorem, że przez lata pracy doskonali się współpracę z pacjentem. Uczestniczyłem w takich warsztatach, gdzie aktorzy próbowali uczyć nas, jak postępować z rodziną potencjalnego dawcy narządów. Jeden to potrafi, inny nie. Tę umiejętność trudno jest zweryfikować.

Natomiast jednoznaczne stwierdzenie, że ordynator nie powinien szukać dodatkowych zajęć, żeby utrzymać rodzinę na przyzwoitym poziomie jest nieporozumieniem.

mgr Małgorzata Kalińska
Skoro dzisiaj wszyscy narzekamy na konkursy, że nie spełniają oczekiwań jednocześnie zgadzamy się, że muszą istnieć jakieś reguły wyłaniania osób ubiegających się o stanowiska ordynatorów, to nie ma innego wyjścia jak najszybciej rozpocząć prace nad zmianą czy nowelizacją aktualnie obowiązujących przepisów.

dr Grzegorz Krzyżanowski, Przewodniczący Okręgowej Rady Lekarskiej w Łodzi, ordynator oddziału zabiegowego
(tekst po korekcie językowej dokonanej przez Rzecznika OIL w Łodzi)
Sprawa, przy której muszę zaprotestować. Chodzi o wypowiedź Pana dr Luboińskiego. Tak to zabrzmiało, że tylko ordynatorzy winni są za całe zło. Czy nie zauważyli państwo, że w związku z powstaniem organów założycielskich w wielu szpitalach miejskich, powiatowych, wojewódzkich, czy marszałkowskich? - co najmniej co cztery lata jest zmiana, na stanowisku dyrektora, a w sejmiku jeszcze częściej. Wybór ten uzależniony jest wyłącznie od polityków. Dajmy jeszcze tym politycznie wybranym dyrektorom możliwość wybierania politycznie ordynatorów i zawrócimy koło historii o 15 lat.

Mam pytanie do dr Lubońskiego - co zrobić z taką informacją, że w mieście X, pewien doktor z powodów korupcji został karnie wysłany do jakiegoś kraju. Po czym wrócił, został ordynatorem oddziału, a do tego jeszcze prezydentem. Ja tę informację od pana otrzymałem przed dwoma laty i wracając do domu, zastanawiałem się, co ja mam z tym fantem zrobić? Do tej pory nie zrobiłem nic.....

dr Grzegorz Luboiński
Sprawa jest w gestii organów ścigania. To jest taki bardzo cenny kamyk do problemów, o których mówimy, czyli problem korupcji jest postrzegany również na terenie łódzkiej izby lekarskiej.

Nie mogę się powstrzymać od uwagi na temat ordynatora, który obrasta coraz lepszymi asystentami, dlatego że ja w niejednym miejscu widzę stanowiska ordynatorów, którzy dość starannie selekcjonują wszystkich, którzy mogą stanowić dla nich zagrożenie, którzy pozostają na miejscach jako jedyni i niedościgli. To jest kolejna uwaga, że system nadania a zwłaszcza piastowania stanowiska ordynatora dożywotnio, pozwala na to, że on może zabezpieczyć sobie miejsce.

dr Grzegorz Krzyżanowski, Przewodniczący Okręgowej Rady Lekarskiej w Łodzi, ordynator oddziału zabiegowego
(tekst po korekcie językowej dokonanej przez Rzecznika OIL w Łodzi)
Ja mam 54 lata, pracuję 30 lat, cały czas na oddziałach zabiegowych. Kilka lat na stanowisku ordynatora. Marzy mi się odejście z tego stanowiska i zostanie konsultantem na tym Oddziale. Ja już nie chcę się borykać z tyloma problemami. Chciałbym pomagać moim kolegom jako konsultant

dr Marek Kulerski, były ordynator oddziału anestezjologii intensywnej terapii w szpitalu dziecięcym, już na emeryturze
W tej dyskusji mylone są chyba pewne sprawy i mieszane pojęcia. Nie ustaliliśmy właściwie, o czym mamy mówić. Bo jeżeli mówimy o systemie ordynatorskim, to co pan dr Pinkas powiedział, iż nie ma znaczenia nazewnictwo – system ordynatorski czy konsultancki, to jest prawda. Wszystko zależy od zakresu zadań, obowiązków i odpowiedzialności. Wydaje mi się, że pierwszoplanową rolą jest właśnie sprawa określenia na poszczególnych stanowiskach, czy to ordynatorskich czy konsultanckich, zakresu obowiązków, zadań, stopnia samodzielności i odpowiedzialności.

A teraz sprawa konkursów. Dla kogo ma być konkurs, w jakim celu? W moim przekonaniu konkurs powinien być pomocą dla dyrektora zakładu, czy osoby odpowiedzialnej za dany zakład, w wyborze najlepszego kandydata. Jeżeli ten kandydat nie odpowiada dyrektorowi ,to znaczy późniejsza współpraca nie będzie się dobrze układać, to „narzucenie” takiego kandydata-wybranego w postępowaniu konkursowym, nie ma sensu. Innym zagadnieniem jest sprawa wyłaniania dyrektorów szpitali – tutaj rzeczywiście dobór kandydata powinien następować w rzetelnym postępowaniu konkursowym a na razie to właśnie jest pełną fikcją. A dyrektor prawidłowo rozliczany ze swojej pracy będzie zmuszony do wybierania najlepszych merytorycznie szefów Oddziałów. I w takiej sytuacji konkurs może być pomocą dla Dyrektora ale nie powinien umożliwiać narzucenie nie chcianego kandydata. A teraz, jakie zadania ma ten ordynator, to jest kwestia do ustalenia. Natomiast należy określić wyraźnie zadania Ordynatora – czy będzie on , jak dzisiaj, odpowiedzialny za stronę fachową i organizacyjną a dodatkowo finansową (w obecnej chwili ordynatorzy powinni uzyskać wsparcie w formie doradztwa finansowego przy prowadzeniu Oddziałów) a właściwie za wszystko”, czy też będzie odpowiadał tylko za stronę organizacyjną i finansową a fachową odpowiedzialność będą ponosili bezpośrednio lekarze posiadający zdane egzaminy specjalizacyjne.

Problem szkolenia lekarzy - to co pan prof. Bielecki mówił o szkołach, to jest zupełnie inne zagadnienie. Szkoła takiego czy innego profesora może istnieć niezależnie od tego, czy to jest system ordynatorski, czy konsultancki, czy inny. To jest zupełnie inne zagadnienie i nie można tego łączyć z formami organizacyjnymi funkcjonowania Szpitala czy nawet Kliniki. To co mamy, to oczywiście jest garb tych 50 lat a nazwiska, które pan Profesor wymienił to tylko wybrane pozytywne przykłady-część z nich było moimi nauczycielami i wspominam ich wspaniale . Ale byłem w pewnym okresie członkiem Senatu i proszę wybaczyć, ale byli profesorowie z nadania partyjnego a nie powołani ze względów merytorycznych, na których postawę przykro było patrzeć -zupełnie nie pasowała do godności tytułu profesora.. Jeżeli chodzi o akademie medyczne, w moim przekonaniu, tam są najbardziej jeszcze skostniałe struktury. I fakt, że nie ma zmiany, że ci profesorowie, którzy obejmują kierownicze stanowiska i pozostają na nich do emerytury nie zawsze jest zjawiskiem pozytywnym. Na całym świecie profesorowie są mobilni, zmieniają miejsca, jest pewna konkurencyjność do tych stanowisk. Poza tym wszystkim, istnieje jeszcze jeden problem. Jest w wielu specjalnościach brak kandydatów na stanowiska kierowników Oddziałów. To jest rzecz niesłychanie zasadnicza. Ja byłem wybierany przez tzw. konkurs, zgodnie z zasadami i w gruncie rzeczy wiedziałem, że wygram ten konkurs. Nie dlatego, że byłem tak wspaniałym kandydatem, tylko dlatego, że nie było tak naprawdę konkurencji. Po moim przejściu na emeryturę, następny konkurs też było trudno przeprowadzić właśnie z uwagi na ograniczoną i skromną pulę potencjalnych kandydatów. Ten problem istnieje i jest to problem szkolenia ale także właśnie nie do końca jasnych zadań, obowiązków i zakresu odpowiedzialności oraz systemu wynagradzania. Wydaje mi się istotne rozdzielenie – przy dyskusji na temat „system ordynatorski czy konsultancki”- zagadnień prowadzenia Oddziałów od zagadnień szkolenia studentów a przede wszystkim szkolenia podyplomowego lekarzy.

Krzysztof Czajkowski, kierownik Kliniki Położniczo-Ginekologicznej, szef Towarzystwa Ginekologicznego w rejonie Mazowieckim
Ja się bardzo zgadzam z moim przedmówcą, dlatego że kwestia wyboru zakresu funkcji stanowi podstawę tego, jakie wymagania będziemy stawiać. Myślę, że są kompletnie inne wymagania dla lekarza w oddziale, gdzie jest pięciu asystentów z podobnym wyszkoleniem, a zupełnie inne tam, gdzie szpital ma szkolić nowych asystentów. Jestem trochę zaskoczony idylliczną wizją tego, że dyrektor, który będzie sam wybierał kandydata zrobi to lepiej niż powołana komisja. To jest taka wizja, być może ona się sprawdza w szpitalu jednoprofilowym, ale nie sądzę, żeby się sprawdziła w szpitalu wieloprofilowym. To zupełnie tak samo jakby zespół lekarski wybierał dyrektora. I na podstawie swoich kryteriów decydował jaki ma być dyrektor. To nie są prawidłowe formy. Moim zdaniem system komisji jest prawidłowy. Tylko to, co powinno być ustalone to powinny być ustalone na piśmie kryteria i skład komisji. Ale nie skład typu szpital, gdzie jest pięć związków zawodowych, zdecydują związki zawodowe.

dr Wojciech Pędich, były ordynator
Byłem ponad 30 lat ordynatorem, nigdy przez te 30 kilka lat nikt na mnie nie wywierał żadnej presji. Nic nie musiałem pod wpływem czynników politycznych, czy ekonomicznych, czy innych. Po prostu miałem samodzielną pracę. Być może ja tak dobrze trafiłem. Mnie było bardzo dobrze na tym stanowisku, ale moim współpracownikom też było bardzo dobrze w tej współpracy. Kilku z nich zrobiło habilitacje, kilkunastu zrobiło doktorat. Dlaczego o tym mówię? Teraz jest taka moda, żeby tropić afery. I tropienie afer przyczynia się oczywiście do wykrycia różnych nieprawidłowości. Ale, ktoś tu powołał się na Watykan. W Kościele katolickim ogłasza się świętych, ale nie ogłasza się potępionych. Czyli nie śledzi się afer, tylko śledzi się ludzi, którzy wyróżniają się pozytywnie. Spróbujmy na problem spojrzeć w ten sposób. To co kolega Marquardt powiedział o liczbie skarg, czy nieprawidłowości, to jest strasznie mała grupa. Czyli, że generalnie rzecz biorąc ten system jest dobry. I przekonanie, że system ordynatorski się przeżył, że należy go zmieniać wynika z tego, że trzeba śledzić afery, bo afery pozwolą nam na wykrycie złych pracowników. Ale, co zrobić z dobrymi ordynatorami? Zmienić ich na konsultantów. A dlaczego ich zmienić, skoro oni są dobrymi ordynatorami. Mnie się wydaje, że większość ordynatorów to są ludzie, którzy dobrze wykonują swoje zadania. Jeżeli chodzi o konkurs. Konkursy są różne, ustawiane, nie ustawiane. Można mówić zmieńmy system konkursu, co wcale nie znaczy zmieńmy system ordynatorów, bo najlepiej byłoby jednak żeby ktoś za oddział odpowiadał. I żeby ten ktoś był wybierany nie przez jedną osobę, tylko przez jakieś gremium. Dobrze byłoby żeby ten ktoś nie był dożywotnio ordynatorem, tylko miał kadencyjność. To wszystko właściwie jest. Czyli można dyskutować najwyżej, czy zmienić formę konkursu, czy zmienić skład komisji konkursowej, czy zmienić system przeprowadzania konkursów? Natomiast nie należy wylewać dziecka z kąpielą.

Tymczasem konsultanci, ja pomijam niezręczność tego określenia, bo konsultant kojarzy się powszechnie biorąc z kimś zupełnie innym, z doradcą, który ma doradzić.

Konsultanci jeżeli będą powoływani, poza konkursem przez dyrektora, czy przez kogokolwiek innego, to ilość afer będzie wtedy większa. No, trudno założyć, że wtedy będzie lepiej. Na pewno będzie gorzej, bo nie będzie kontroli żadnej nad tym dyrektorem, o którym tu państwo mówili, że jego zmieniają zależnie od tego, która partia, czy która grupa. Mnie się wydaje, że cała dyskusja powinna pójść innym torem, torem zastanawiania się - co można by było udoskonalić w tym ordynatorskim systemie po to, żeby nie było przekrętów, po to żeby nie było ustawionych konkursów.

I na koniec chcę powiedzieć, że jeżeli w jednym oddziale będzie kilka grup konsultanckich, kilku konsultantów ze swoimi współpracownikami, to ten oddział przestaje stanowić jednostkę, która może dobrze pracować. Jeżeli tam byłby nadal ordynator, to jego się prędzej czy później stamtąd wykopie, bo on będzie przeszkadzał tym grupom konsultanckim. Jeżeli nie będzie ordynatora, to oddział przestaje być jedną jednostką, a staje się dwoma, trzema jednostkami, którymi administracyjnie, czy ekonomicznie będzie zarządzała pielęgniarka. Mnie się wydaje, że należy ostrożnie reformować służbę zdrowia, która jest u nas beznadziejna. Taka jest. Ale przede wszystkim należy pozwolić, żeby walka o te stanowiska nie miała takich kryteriów, że ktoś się chce dorwać do pieniędzy, że ja nie dopuszczam moich asystentów do specjalizacji, bo się boję, że oni mi potem zagrożą. Dobremu ordynatorowi nikt nie zagrozi, jeżeli on jest dobrym ordynatorem. Spójrzmy na to od strony pozytywnej, a nie od strony tych potępionych. Szukajmy świętych i wtedy dojdziemy do lepszych wyników.

Tadeusz Bokwa, dyrektor Warszawskiego Szpitala dla Dzieci
Jestem lekarzem z ponad 25 doświadczeniem zdobytym początkowo w szpitalu klinicznym, a następnie w szpitalu typu miejskiego na stanowisku ordynatora. Od kilku lat pełnię funkcję dyrektora szpitala. Doświadczenie moje nie jest tak duże jak moich przedmówców, ale praca w różnych ośrodkach w kraju jak również odbyte przeze mnie stypendia w czołowych szpitalach pediatrycznych w USA czy w Europie skłoniły mnie do zaproponowania w trakcie restrukturyzacji szpitala dokonania pewnych zmian tak w organizacji pracy jak również w kierowaniu poszczególnymi działami w szpitalu. Po pierwsze uważam, że system typu ordynatorskiego powinien być utrzymany, chociaż z pewnymi zmianami. Uważam, że na czele danego zespołu musi stać kierownik, ordynator, osoba, która odpowiada całościowo za dany oddział. Ale w ramach tego zespołu widzę miejsce dla konsultantów. Będąc chirurgiem dziecięcym, nieskromnie stwierdzę że ta specjalność jest jedną z najwszechstronniejszych, gdyż obejmuje leczenie przypadków ogólnochirurgicznych, ginekologicznych, urologicznych, urazowych, ortopedycznych z pogranicza chirurgii plastycznej itd. Taki przekrój operacji jest generalnie wykonywany w większości oddziałów chirurgii dziecięcej szpitali wojewódzkich, powiatowych w Polsce. Ogromny postęp w medycynie w ostatnich latach, wprowadzanie nowych urządzeń leczniczych, stosowanie nowych technik operacyjnych, powstawania nowych specjalności, zmusza do tworzenia zespołów zajmujących się leczeniem wad, chorób określonego narządu na najwyższym poziomie. Uważam, że na czele takiego mini zespołu powinien stać lekarz specjalista, w randze konsultanta, kierownika w pełni odpowiadający za podległy mu zespół, kwalifikację pacjentów do operacji, samą operację oraz leczenie pooperacyjne. Musi to być oczywiście osoba z bardzo dużym doświadczeniem i odpowiedzialnością. Konsultanci powinni mieć pełną samodzielność, jak również stałe dni na wykonywanie planowych operacji. Mimo, że podlegają ordynatorowi, i muszą uczestniczyć w codziennych odprawach, obchodach, szkoleniach naukowych, to powinni posiadać samodzielność w podejmowaniu decyzji o leczeniu swojej grupy pacjentów. Uważam, że można połączyć samodzielność w leczeniu określonej grupy pacjentów z podległością ordynatorowi, szefowi kliniki, tak jak to jest między innymi w Stanach Zjednoczonych AP. Zastosowałem podobne rozwiązanie w swoim szpitalu i jak na razie sprawdza się całkowicie. Pozwala to nie tylko na znaczne zwiększenie przekroju wykonywanych, badań diagnostycznych, zabiegów, operacji (nie tylko dla dobra pacjentów, ale również szpitala), ale lepsze wykorzystanie potencjału jaki drzemie w wielu wybitnej klasy specjalistach, którzy nie koniecznie chcą, czy mogą być ordynatorami. Moim szefem przez kilkanaście lat był jeden z najznakomitszych profesorów chirurgii dziecięcej. Musiałem wiele lat praktykować, żeby uzyskać pewną niewielką samodzielność co nie zadawalało mnie całkowicie i zadecydowało o moim odejściu. Niestety w wielu szpitalach jest jeszcze gorzej. Podam jeden przykład, drastyczny. Profesor, Kierownik Kliniki AM w jednym z miast wojewódzkich, gdzie operuje tylko on i jego syn. Nikt z lekarzy specjalistów nie ma prawa wykonać samodzielnie żadnej operacji. Mało tego, jeżeli wyjeżdża na jakiekolwiek sympozjum czy zjazd, instrumentarium wysoce specjalistyczne jest zamykane w szafie. Uważam, że jest to niedopuszczalne. Podsumowując jestem za połączeniem systemu ordynatorskiego z systemem konsultanckim tj. przyznaniem znacznej samodzielności wysokiej klasy specjalistom

Paweł Wójcik, kwartalnik Prawo i medycyna
Państwo mówicie dużo na temat nazwy, czy to będzie kierownik, czy ordynator. Ja chciałem też zwrócić uwagę na kwestię odpowiedzialności i stosunku zatrudnienia danej osoby ordynatora, kierownika, czy jest to stosunek związany z umową o pracę, czy z kontraktem. A to warunkuje z kolei odpowiedzialność, która jest decydująca dla sprawowania tej funkcji. Może warto się zastanowić, czy w ogóle można mówić o samodzielności bez odpowiedzialności i to pełnej odpowiedzialności za to, co się robi. Tutaj pan prof. Bielecki wskazał przykład ordynatora i asystentów. Jeżeli wszyscy zatrudnieni są na umowę o pracę ich odpowiedzialność względem szpitala jest praktycznie ograniczona do trzech pensji. Trudno wyobrażać sobie, żeby pozwalał ordynator wtedy na samodzielność pełną asystentowi. Inna jest sytuacja, jeżeli przychodzi z zewnątrz pracownik kontraktowy, który chce zrobić zabieg na tym oddziale, ale on wtedy ponosi pełną odpowiedzialność za wszelkie szkody, które tym będą wywołane.

dr Włodzimierz Cerański, wiceprzewodniczący Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie
Jestem chirurgiem z 40-letnim stażem. Pan prof. Bielecki wymienił tutaj taki dekalog mówiący, co powinien czynić dobry ordynator. Wiemy, jak stosujemy Dekalog w życiu, a zwłaszcza niedawno dowiedzieliśmy się, że jednak dużo nam brakuje, żeby wypełnić wszystkie te przykazania. Tak jest.

Ja w swoim życiu przeżyłem dwóch szefów, ale tylko jeden był mistrzem. Szczerze gratuluję tym, którzy się uczą u pana profesora, bo takich ludzi jest szalenie mało. Mam informacje na temat działalności ordynatorów, którzy zostali wyłonieni z konkursów, i muszę powiedzieć, że mam bardzo mieszane uczucia, jeśli chodzi o jakość pracy tych lekarzy. Pod każdym względem, nie tylko merytorycznym, etycznym, ale każdym innym. Bardzo głęboko zastanawialiśmy się, co zrobić, żeby to zmienić, podnieść jakość tego, przepraszam za wyrażenie, „materiału” na ordynatorów, bo sama specjalizacja i 8 lat praktyki to może trochę za mało. Zastanawialiśmy się, czy nie spowodować jakiejś kwalifikacji, która by doprowadziła do jakiegoś stopnia w wykształceniu lekarza, określanego nie tylko merytorycznie, ale i etycznie, i pod każdym innym względem, żeby ten człowiek miał legitymację do startowania w konkursie na ordynatora.

To są na razie pobożne życzenia. Było tu kilka głosów, co z tym zrobić. System ordynatorski jest w moim przekonaniu lepszy od konsultacyjnego. Pan dr Puzyna dawał nam przykład, ale to jest jednoprofilowy przykład, bardzo łatwo jest opanować system konsultacyjny w jednoprofilowym szpitalu. Znacznie trudniej - w wielospecjalistycznym, gdzie rozbieżności są ogromne i dyrektor nie zawsze może nad tym zapanować. Ale być ordynatorem, dobrym ordynatorem, to naprawdę wielka sztuka. Takich ludzi jest coraz mniej.

prof. Krzysztof Bielecki
Czy rzeczywiście na konkursy ordynatorskie mamy lawinę zgłoszeń?

dr Grzegorz Krzyżanowski, Przewodniczący Okręgowej Rady Lekarskiej w Łodzi, ordynator oddziału zabiegowego
(tekst po korekcie językowej dokonanej przez Rzecznika OIL w Łodzi)
Uczestniczę od 15 lat w komisjach konkursowych na stanowiska ordynatorskie. To, co obserwuję w ciągu ostatnich lat to fakt, że jest bardzo ciężko znaleźć chociażby tego drugiego kandydata. Nie wszyscy chcą mieć zająca i wtedy jest strata dla dyrektora olbrzymia, bo musi być jeden konkurs, drugi konkurs, a to są pieniądze, które wydaje na próżno.

dr Włodzimierz Cerański, wiceprzewodniczący Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie
Smutne to jest bardzo, ale to jest moja obserwacja indywidualna. Dyrektorzy przyjeżdżają z gotowymi kandydatami na ordynatorów, taka jest prawda. I dlatego jest tak ciężko znaleźć konkurenta dla tego, którego już dyrektor namaścił. Taka jest prawda. Ja nie mówię o dużych aglomeracjach miejskich. Ja mówię o szpitalach powiatowych, o których my ciągle zapominamy, bo medycyna w woj. mazowieckim, nie jest jedynie w Warszawie. Jest również w powiecie. I to tym dalekim, głębokim pod granicą z Białorusią.

prof. Krzysztof Bielecki
Jeżeli pójdziemy tym tropem, to w ogóle wystraszymy wszystkich potencjalnych kandydatów, którzy chcieli by kierować oddziałami i być ordynatorami. Prowadzę klinikę Orłowskiego 17 lat i jednego asystenta udało mi się umotywować, żeby został ordynatorem, gdziekolwiek. Panom jest wygodniej. Pan powiedział, że pan już chciałby być konsultantem przy klinice i pomagać ordynatorowi. Fajnie, wygoda. I większość naszych współpracowników, przynajmniej w znakomitych klinikach, ośrodkach referencyjnych - lubi być konsultantami. Ordynator, czy kierownik kliniki jak dotychczas, a on czy ona jest konsultantem, załatwia swoje sprawy, ma pretensje żeby pan profesor czy pan ordynator dawał operować i jest fajnie, tylko spróbujcie ich zmotywować, żeby poszli samodzielnie kierować oddziałem. Jak mnie się ktoś stawia, bo się stawiają czasami mimo wszystko, wbrew przykazaniu Bożemu czcij ojca i matkę swoją i szefa swego, to ja mówię bracie (jednego docenta udało mi się w ten sposób puścić na luz), jak jesteś taki mądry to działaj sam, samodzielnie, ja ci pobłogosławię, napiszę wspaniałą opinię. Nie chcą. Bardzo dobrze, że ta dyskusja się toczy, to powinno zostać nagłośnione, bo problem nie jest prosty. I tu pan doktor Wójcik słusznie powiedział, mottem spotkania powinno być „działanie i odpowiedzialność". Działanie i odpowiedzialność związana z tym działaniem.

dr Grzegorz Luboiński
Pytaliśmy, czy system ordynatorski czy konsultancki? Ja nie usłyszałem tutaj jednoznacznej odpowiedzi. Z niektórych wypowiedzi wynikało, że jednak system feudalny jest systemem obowiązującym, że zdziwienie kierownika kliniki budzi to, że są asystenci, którzy czasami mają inne zdanie. Ale ja bym chciał, żebyśmy spróbowali odpowiedzieć na kilka pytań. Po pierwsze, czy na przykład wiadomo, że system obecnego kwalifikowania konkursowego jest zły i tu chyba nie było żadnego głosu obrony. Czy wprowadzenie czegoś, nad czym zastanawiamy się, nazwijmy to dekalogiem, czy jakiejś listy kontrolnej, tak jak to jest w niektórych państwach, w Holandii, w Belgii, gdzie lekarzowi nie wolno ubiegać się o stanowisko kierownicze na terenie oddziału, na którym zdobywał szlify. To oczywiście zapobiega temu, żeby obejmował to stanowisko syn profesora, czy jego najzdolniejszy asystent. On może ubiegać się o stanowisko w następnym województwie. I to pozwala uniknąć tych szczepów wsobnych, które u nas niestety są. Czy tego typu zapis w rozporządzeniu ministra nie byłby sensowny, że można się ubiegać na terenie innej izby lekarskiej o stanowisko ordynatorskie. Ten problem, który był kiedyś podnoszony u nas, że problem z przenoszeniem się, znajdowaniem miejsca, mieszkania chyba zaczyna zmniejszać się i myślę, że można by coś takiego tutaj forsować. Poza tym, jeżeli traktować system obsady stanowisk to są jednak ci ordynatorzy, czy konsultanci to są ludzie, którzy - nie da się ukryć - decydują o wydatkowaniu pieniędzy publicznych, czy może stworzyć to na zasadzie takiego konkursu, jak jest na urzędników państwowych, żeby to było organizowane przez szpital. Dawałby zlecenie dla zorganizowania konkursu jakiejś nadrzędnej instytucji, którą byłaby Naczelna Izba Lekarska, Okręgowa Izba Lekarska, która by wyłaniała kandydatów na stanowisko ordynatorów, a oni by później byli wybierani przez poszczególnych dyrektorów szpitali, jako osoby, które mają tzw. kryteria obiektywne, a nie dla konkretnych stanowisk.

I wreszcie, trzeba pamiętać o jeszcze jednej rzeczy, że my bardzo lubimy narzekać. Ja od 83 r. pełnię różne funkcje ordynatorskie, w żadnym konkursie nigdy nie startowałem, ale stale czuję się odpowiedzialny jednak za tą zapaść tej służby zdrowia. I tutaj podziwiam tych kolegów, którzy pełnią stanowiska kierownicze nie czują się współodpowiedzialni za to, że służba zdrowia funkcjonuje tak fatalnie. Ja czuję się odpowiedzialny i przez wiele lat próbuję coś naprawiać, z różnymi skutkami, zwłaszcza dla mnie osobiście konsekwencjami tych działań ponoszonymi. Natomiast myślę, że też trzeba pamiętać o tym, że w tej naszej służbie i wśród tych ordynatorów nie jest tak tragicznie. Podnosi się to, że jest 400 szpitali zadłużonych z tych 700 paru, w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Ale ja nigdzie nie słyszałem o tych 300 szpitalach, które są w dobrej sytuacji, gdzie być może są dobrzy ordynatorzy, gdzie są dobrzy kierownicy, którzy umieją tym zarządzać.

Oczywiście nie rozwiążemy problemu czy lepszy jest system ordynatorski czy system konsultancki, natomiast prosiłbym panelistów, żeby powiedzieli, czy w obecnym systemie - czy zmienić obecny system ordynatorski w całości?, czy zachować system?, czy tworzyć system dwojaki?, a jeżeli, to co zmienić w obecnie funkcjonującym systemie, żeby było lepiej?

dr Wojciech Puzyna
W mojej opinii należy dopuścić różnorodność. Zdecydowanie nie jestem przeciwnikiem konkursów, ale jak wynikło z wielu głosów tutaj padających, one wymagają bardzo gruntownych zmian, ponieważ nawet autorytety z izb lekarskich stwierdzają, że w dużej części są fikcyjne. Myślę, że rzeczywiście specyfika szpitala jednoprofilowego, który reprezentuję, jest zupełnie czymś innym niż duży, wieloprofilowy szpital, ale także w moim szpitalu nie chciałbym powoływać bez postępowania kwalifikacyjnego, obojętne tak naprawdę, jak będą się nazywali moi szefowie medyczni - ordynatorów, konsultantów czy kierowników, bo jeszcze raz podkreślam, istotą jest zakres obowiązków i odpowiedzialności, a nie nazwa stanowiska. I chcę jeszcze powiedzieć, że sam jestem dyrektorem z konkursu, choć ten konkurs był już przeszło13 lat temu.

prof. Krzysztof Bielecki
Jestem za utrzymaniem systemu ordynatorskiego, po zaostrzeniu kryteriów i uwzględnieniu obiektywnej oceny kandydatów. Utrzymanie stanowiska ordynatora widzę za uzasadnione w aspekcie dobra pacjentów. Pacjent woli, żeby był system konkretny, jednolity, a nie żeby był on jako pacjent poddawany próbom leczenia przez wielu lekarzy. Dotychczasowy system ordynatorski jest ważny dla lekarzy w trakcie specjalizacji. Ktoś musi odpowiadać za kształcenie i studia specjalizacyjne.

mgr Małgorzata Kalińska
Podsumowując uważam, że dzisiaj nie można odgórnie narzucać rodzaju systemu zarządzania oddziałem, czy to ma być system ordynatorski , czy konsultancki. Decyzje należałoby zostawić zainteresowanym /ordynatorowi i dyrektorowi/. Uważam natomiast że absolutnie priorytetowym zadaniem wymagającym natychmiastowych działań jest likwidacja patologii występującej w przeprowadzanych dzisiaj postępowaniach konkursowych. Zgadzam się z Panem Profesorem, że bezsensowne są np. udziały w komisjach konkursowych przedstawicieli np. związków zawodowych. Chciałabym jednak zwrócić uwagę jak od paru lat zmieniła się rzeczywistość, w której funkcjonują szpitale. Szpitale nie są już jednostkami budżetowymi, prowadzą działalność usługową w warunkach rynkowych. Zasady finansowania w najbliższych latach radykalnie nie zmienią się. W związku z tym, czy nie należałoby określając warunki i kwalifikacje jakie musi spełnić kandydat na ordynatora, również uwzględnić pewną wiedzę i przygotowanie w zakresie ekonomiiJ

Wojciech Marquardt
Podstawową formą organizacyjną szpitala jest oddział. Oddziałem, zgodnie z prawem, ma kierować ordynator. Ordynator powoływany przez dyrektora zakładu opieki zdrowotnej, spośród kandydatów wskazanych w postępowaniu konkursowym. Ordynator jest zatrudniany na sześć lat i wskazywanie kandydatów w postępowaniu konkursowym, obejmowanie stanowisk kierowniczych, nie tylko w zdrowiu drogą postępowania konkursowego jest właściwym postępowaniem. Można pracować nad takim systemem konkursów, by bardziej obiektywne kryteria zbudować do wyłonienia kandydatów. Wprowadzenie innego systemu, dzisiaj nie sprecyzowanego, to konsultanctwo powinno polegać na tym, że samodzielny zawód wykonuje ktoś na łóżkach szpitalnych w zakładzie opieki zdrowotnej, na własną odpowiedzialność i własne ryzyko, ale wówczas nie było czasu na dyskusje, relacje pomiędzy konsultantem, w oparciu o co są kształtowane z zakładem pracy i z pozostałymi pracownikami, czy z pozostałymi konsultantami, czy z pozostałymi lekarzami - to jest naprawdę potężne zagadnienie na długą konferencję. Dzisiaj nie jesteśmy dojrzali do tego żeby wprowadzić w 10 tys. jednostek system konsultancki. Rozwiązanie, owszem jest takie, by system organizacyjny funkcjonował zgodnie z zasadami. Nowelizacja ustawy o zakładach opieki zdrowotnej, w której nakaże się w publicznych zakładach opieki zdrowotnej, szpitalach, wprowadzić oddziały i oddziały prowadzone przez ordynatorów. Dzisiaj nie można zatrudniać innych kierowników w tych jednostkach. I myślę, że warto organizować spotkania, które bardziej szczegółowo tą skomplikowaną problematykę bardziej nam przybliżyło.

dr Jarosław Pinkas (tekst wypowiedzi nieautoryzowany)
Ja się cieszę, że mogę powiedzieć, coś na sam koniec, bo pragnę zwrócić uwagę, że konwencja tego spotkania jest następująca. Profesjonaliści mówią o organizacji swojego systemu, w którym tkwią. Patrzą się na to dziennikarze, którzy zadają sobie podstawowe pytanie - co ja z tego będę miał, co ja z tego napiszę, a napisać trzeba tak, żeby pacjent, który to czyta, bo generalnie mówimy tutaj o pacjentach, będzie wiedział po co tak naprawdę ta dyskusja się toczy. I moim zdaniem, kluczowa sprawa, to jest hasło, które tak naprawdę nie padło, a ono jest kluczem do tej dyskusji to jest słowo wybór. Jak wejdziecie na stronę internetową pierwszego lepszego anglosaskiego szpitala to zobaczycie, że na tej stronie oprócz oddziałów są także wyszczególnieni konsultanci. Jest napisane, dr Braun to jest wybitny specjalista od zapalenia trzustki, a dr Smith to jest wybitny specjalista od nowotworu przełyku. I pacjent ma wybór. Na naszych stronach internetowych jest wyłącznie nazwa szpitala, pewnie są tam przedstawieni dyrektorzy i kierownicy oddziałów, klinik lub też ordynatorzy. I to jest cała wiedza pacjenta. System konsultancki rozszerza wybór i być może o to właśnie chodzi. Druga strona medalu polega też na tym, że nasza dyskusja jest ułomna o brak jednej, bardzo istotnej strony, panie prof. Bielecki. A brak tej istotnej strony to są 35-latkowie. To są tacy młodzi ludzie, którzy w 35 roku życia mniej więcej osiągają apogeum umiejętności zawodowych, o ile chcą się uczyć rzecz jasna. Bo to już ma się wtedy dwójkę, jest się z reguły po doktoracie i ma się w pełni kwalifikacji zawodowych, ma się taki impet, uderzenie. I dobrze byłoby zapytać się tych młodych, 35-latków, czy system ordynatorski daje im większą szansę, czy też większą szansę daje im system konsultancki. Można także przeprowadzić badania. Wiadomo, że w opiece zdrowotnej w Polsce, w szpitalnictwie pewnie pracuje ok. 40 tys. lekarzy, mam nadzieję, że się nie mylę i oczywiście inne zdanie będą mieli kierownicy klinik, czy ordynatorzy, inne będą mieli ci właśnie 35-latkowie.

Natomiast fascynujące jest to, że my tą dyskusję rozpoczynamy. I prof. Bielecki, który miał być tutaj takim arbitrem pryncypialności, na pewno system ordynatorski, widzę pewne wahnięcia. Te wahnięcia polegają na tym, że w zespole prof. Bieleckiego dzieje się zbyt dobrze i nikt nie chce spod jego skrzydeł wyjść. Cieszę się także bardzo, słysząc pana doktora, która mówi, że on by chciał być konsultantem. No to być może należy tą furtkę jednak szerzej otworzyć i może to prawo nie powinno być tak pryncypialne, jak mówi to pan

Wojciech Marquardt
Mnie się wydaje, że i tak życie narysuje dalszy scenariusz, dlatego że ci 35-latkowie za chwileczkę będą mieli 38 lat i będą jeszcze bardziej agresywni. I to oni będą zmieniali ochronę zdrowia, a nie my starsi, brodaci panowie.

prof. Krzysztof Bielecki
Pan doktor wymienił tutaj wiek, 35 lat, najbardziej agresywny i twórczy wiek dla lekarza, a co zrobić z tymi, którzy mają pomiędzy 26 a 35? Ja znam tak dużo lekarzy, którzy chcieliby się uczyć u mistrzów, a nie u konsultantów.

dr Grzegorz Luboiński
To o czym wspomniał pan dr Pinkas, że system brytyjski jest oparty od wielu lat na systemie konsultanckim, jednak ten system szkolenia lekarzy też się zabezpiecza. Ja myślę, że na świecie jest jeszcze parę innych modeli, które dowodzą, że system, który jest u nas, system niewątpliwie o korzeniach prusko- bolszewickich nie jest systemem idealnym i nie jest systemem, który zapewnia pacjentom najwyższą jakość funkcjonowania opieki zdrowotnej. Ja chciałbym jeszcze przypomnieć o jednym aspekcie sprawy, że dzisiejsze seminarium było zorganizowane pod egidą pani dyrektor Kopińskiej, która kieruje programem przeciw korupcji. I niezależnie od głosów, które były, że słyszy się wyłącznie, że lekarze są grupą skorumpowaną, że słyszy się o mafii ordynatorsko-profesorskiej, także niewątpliwie tak jest to postrzegane w społeczeństwie, czy będziemy chcieli o tym mówić, czy nie. Jeśli nie będziemy chcieli o tym mówić to ktoś będzie mówić za nas. Ja bym chciał żeby seminarium stało się początkiem dyskusji. Mam nadzieję, że tak jak Izbie Lekarskiej warszawskiej było to seminarium jaki system i na pewno walka, czy system ordynatorski, czy system profesorski, czy system konsultancki jest skazana na to, że będą się ścierały poglądy jednej i drugiej strony. Natomiast z tych wypowiedzi dzisiejszych wynika, że chyba optymalnym systemem byłoby włączenie do obecnie panującego systemu konsultantów, tym bardziej, że należy oczekiwać, że jednak powstanie prywatny sektor medycyny. Prywatny sektor na pewno nie będzie oparty na systemie ordynatorskim. Prywatny sektor, już ten, który powstał jest oparty na systemie konsultanckim. Właściciele zupełnie nieźle funkcjonują i ci, którzy tam pracują też mają z czego żyć.

prof. Krzysztof Bielecki
Z tego co Pan doktor powiedział, wynika, że jedynie Pan walczył o poprawę ochrony zdrowia w Polsce. Miesiąc temu napisałem list do wszystkich zainteresowanych i wysłałem do wszystkich wiodących redakcji. W liście poruszyłem najbardziej bolące problemy ochrony zdrowia. Czekałem trzy tygodnie nikt, pies z kulawą nogą się nie odezwał.

Uważam, że prawo w Polsce jest niespójne. Są wzajemnie wykluczające się ustawy. Np. jest wolny wybór lekarza i szpitala, a z drugiej strony są limity w ambulatoriach i w liczbie chorych hospitalizowanych. Jak to pogodzić? Za tak zwane nadwykonania NFZ nie płaci. Czyli dobry lekarz w szpitalu tylko przeszkadza i działa na szkodę szpitala. Dlaczego na leczenie chorych poświęca się 40-50% rocznej składki ubezpieczeniowej? A co jest z resztą? Dlaczego chorych leczonych ze wskazań pilnych i nagłych w ramach ostrych dyżurów wlicza się do kontraktu i limitów z NFZ? Leczenie tych chorych powinno być poza limitem, bo ich liczba jest nieprzewidywalna. Powinno płacić się za realne wykonanie procedury medycznej. Dobry szpital będzie prosperował dobrze, a marny szpital upadnie.

Jedynie pacjenci, za którymi powinny iść pieniądze mogą decydować o losie szpitala. Sprawy etyczno-moralne są bardzo ważne w naszym zawodzie. Ale jak mamy oceniać postawę Pana Redaktora P. Najsztuba, który w rozmowie telewizyjnej z profesorem Z. Religą użył określenia mafia ordynatorsko-profesorska? Jest to zachowanie karygodne. I Panu Redaktorowi należałoby wytoczyć proces cywilny o zniesławienie bardzo ciężko pracujących, odpowiedzialnych za zdrowie i życie tysięcy chorych w odróżnieniu od działalności wielu dziennikarzy, w tym i Pana Najsztuba.

Copyright © Fundacja Batorego

na początek strony