Szymon Ananicz: Opozycja bierze Stambuł, czyli jak ukruszyć autorytarny reżim

2019-07-04

23 czerwca w powtórzonych wyborach na mera Stambułu ponownie zwyciężył kandydat opozycyjnej Partii Republikańsko-Ludowej (CHP) Ekrem İmamoğlu. W porównaniu do pierwszych wyborów z końca marca zwiększył on przewagę nad kandydatem rządzącej konserwatywnej partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), byłym premierem i spikerem parlamentu Binali Yıldırımem o blisko 800 tys. głosów.

Tym razem obóz władzy, z prezydentem Recepem Tayyipem Erdoğanem na czele, uznał porażkę. To właśnie prezydent wymógł na komisji wyborczej powtórzenie wyborów, podając jako pretekst rzekome uchybienia proceduralne w marcowym głosowaniu. 1
W scentralizowanej Turcji, gdzie prezydent dominuje nad sceną polityczną, zmiana kierownictwa w merostwie nawet największego miasta nie wpływa znacząco na polityczny układ sił. Niemniej zwycięstwo kandydata opozycji jest wydarzeniem wyjątkowym. Przede wszystkim, wygrywając w Stambule po 25 latach rządów konserwatystów (ale także w Ankarze i paru innych miastach) opozycja i obywatele po raz pierwszy skutecznie pokrzyżowali plany Erdoğanowi, który od 2002 r. stopniowo przejmuje władze nad państwem, zaś w ostatnich latach przemienia je w despotię. Stało się to w warunkach reżimu autorytarnego, który ma nad opozycją olbrzymią przewagę w postaci aparatu państwa zaprzęganego do wyborów i ograniczania pola opozycji, olbrzymich zasobów finansowych oraz kontroli nad mediami, które w większości zostały przekształcone w narzędzie rządowej propagandy.

Przełamane zostało wrażenie bezalternatywności na scenie politycznej, zaś sam İmamoğlu zaistniał w wyobraźni wielu Turków jako potencjalny rywal dla Erdoğana (choć wybory prezydenckie i parlamentarne zaplanowane są dopiero na 2023 r.). Zwycięstwo w Stambule - szesnastomilionowym mieście (ok. 20% populacji) o kluczowym znaczeniu gospodarczym dla kraju - dowartościowuje opozycję prestiżowo i politycznie. Miasto to znów może stać się przyczółkiem w walce o władzę na szczeblu krajowym, tak jak dla Erdoğana, który niedługo przed objęciem władzy w Turcji był jego merem. Pojawiają się też nowe możliwości pielęgnowania oddolnych ruchów społecznych i politycznych. Ale Stambuł to także zaplecze polityczno-biznesowych układów skupionych wokół AKP. Przejęcie władzy w mieście daje możliwość ich ujawnienia.

Co przesądziło o zwycięstwie İmamoğlu?

Po pierwsze, kluczową rolę odegrał dobór odpowiedniego kandydata, który górował charyzmą i energią nad bezbarwnym, znacznie starszym Yıldırımem, znanym głównie z lojalności wobec Erdoğana. Kandydatowi opozycji z pewnością pomógł efekt świeżości – zamiast sięgać po długoletnich, wypalonych liderów partyjnych, tym razem CHP postawiła na mało znanego mera odległego stambulskiego przedmieścia, który przekonywał entuzjazmem, dynamizmem i skutecznością rozwiązywania problemów miasta. Bardzo przy tym zyskał na pełnej mobilizacji i wsparciu swojej partii.

Po drugie, pozytywny przekaz kampanii nastawiony na zasypywanie podziałów  w spolaryzowanym społeczeństwie tureckim, oparty o dopracowany program (m.in. walka z biedą, aktywizacja zawodowa mieszkańców ze szczególnym uwzględnieniem kobiet, udogodnienia w ruchu pieszych), kontrastował z ideologiczną narracją AKP o wewnętrznych i zewnętrznych wrogach narodu. Okazało się, że sprawnie komunikowany, konkretny program İmamoğlu rezonuje ze społecznymi oczekiwaniami lepiej niż promowany przez AKP i Erdoğana projekt budowy Nowej Turcji - całościowej przebudowy państwa i społeczeństwa według islamsko-nacjonalistycznych wzorców.

Istotne okazały się też próby wyjścia poza tradycyjny elektorat. Przełamując dotychczasową praktykę swojej partii, İmamoğlu nawiązał dialog z wyborcami konserwatywnymi i kurdyjskimi, którzy zwykle głosują na AKP (m.in. zapowiedział otwarcie kursów języka kurdyjskiego).  Analizy socjologiczne pokazują, że w powtórnych wyborach İmamoğlu zdołał przeciągnąć na swoją stronę wielu wyborców właśnie z tych grup społecznych. 
Po czwarte, kampania İmamoğlu była niezwykle dynamiczna. Odbył on spotkania z mieszkańcami w niemal każdym zakątku metropolii. Z kolei kandydat władzy komunikował się z wyborcami głównie za pośrednictwem wielkich, szeroko nagłaśnianych wieców, na których często główne skrzypce grał Erdoğan. Dzięki „wyjściu do ludzi” przewaga władzy wynikająca z zasobów administracyjnych i finansowych nie odgrywała aż tak wielkiego znaczenia. Również kampanie propagandowe oczerniające İmamoğlu wypadały niewiarygodnie w zestawieniu z kontaktem bezpośrednim (m.in. oskarżano go o sympatyzowanie z terrorystami, kwestionowano jego tureckość, podważano przywiązanie do islamu).

Kolejny czynnik, to konsekwentne wykorzystywanie nadarzających się okazji i błędów władzy. Slogan wyborczy „Wszystko będzie dobrze” İmamoğlu zaczerpnął od chłopca spotkanego na ulicy podczas spotkania z wyborcami. Zamiast bojkotować powtórne wybory i poddawać się wobec samowoli władzy i jawnego gwałtu na demokracji, İmamoğlu podjął wyzwanie nierównej walki i przystąpił do ponownej kampanii ze zdwojoną energią.

Wreszcie na zwycięstwo złożyły się czynniki zewnętrzne. Szczególną rolę odegrała tu recesja gospodarcza połączona ze znaczną inflacją i wzrostem bezrobocia. Wartość liry spadła od początku 2018 roku o ok. 35%, a ceny podstawowych produktów wzrosły o ok. 30%. Dekoniunktura sprawiła, że reklamowane w całym mieście na plakatach i billboardach obietnice wyborcze kandydata władzy wyglądały niewiarygodnie (obiecywał zapomogi dla nowożeńców, rabat cen na gaz dla domostw, darmowy dostęp do klubów sportowych dla młodzieży itd.).

Zasadnicze znaczenie miało też utrzymanie w Turcji względnie uczciwych procedur głosowania i liczenia głosów, pomimo likwidacji innych kluczowych instytucji i procedur demokratycznych. Dzięki temu zmniejszono ryzyko ewentualnych prób fałszerstwa wyniku.
Najprawdopodobniej Erdoğan będzie próbował za wszelką cenę ograniczyć straty wynikające z porażki. Należy on do grona polityków, którzy dawno przekroczyli autorytarny rubikon – moment, w którym nagromadzenie przewin wobec prawa jest tak duże, że utrzymanie władzy staje się kwestią być albo nie być, bowiem jej utrata oznaczałaby groźbę więzienia, przymusowej ucieczki lub coś gorszego. Erdoğan nie raz dowiódł, że nie ma skrupułów w walce o władzę – wtrącając do więzień tysiące rzekomych oponentów politycznych, demontując instytucje demokratyczne, podsycając konflikty społeczne i etniczne, czy też jak ostatnio – anulując wynik niesatysfakcjonujących wyborów. Wysoce prawdopodobne więc, że będzie się starał co najmniej zdyskredytować İmamoğlu i ograniczyć jego prerogatywy (po wyborach odebrano merom prawo powoływania szefów miejskich przedsiębiorstw). W razie potrzeby sięgnie po inne środki.

1)   Uchybienia te miały unieważnić wynik elekcji na stanowisko mera Stambułu, ale już nie do rad dzielnic, w których AKP wygrała zdobywając 45% głosów. Zob. https://www.al-monitor.com/pulse/originals/2019/06/istanbul-prepares-swear-in-ekrem-imamoglu.html. W wyborach lokalnych 31 marca AKP odniosła zwycięstwo w skali całego kraju zdobywając 44% głosów. Straciła przy tym władzę w 8 z 12 tzw. „wielkich miast”. Opozycyjna CHP zdobyła 30%. Zob. https://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/analizy/2019-04-03/wybory-lokalne-w-turcji-akp-traci-duze-miasta

Szymon Ananicz – ekspert od spraw międzynarodowych, współpracownik forumIdei Fundacji Batorego.


Copyright © Fundacja Batorego
Drukuj stronę
Do góry