Paweł Marczewski: Nierówności po 30 latach demokracji są bardziej dotkliwe

2019-11-15

Nowy raport Legatum Institute i Erste Group pokazuje, że żyje nam się lepiej, niż przed 1989 rokiem. Tyle że dziś to już nie wystarcza, a samo przypominanie, jak źle było przed przełomem nie rozwiąże realnych  i coraz bardziej palących problemów z jakością i dostępem do dobrej edukacji czy służby zdrowia.

Ożywiona dyskusja o nierównościach ekonomicznych trwa w Polsce od co najmniej dekady, czyli od momentu, gdy ta problematyka stała się paląca na całym świecie po ostatnim kryzysie finansowym. Początkowo temat negatywnego wpływu nierówności na stabilność demokracji zbywano u nas sloganem o „zielonej wyspie”. Po wyborczym zwycięstwie Prawa i Sprawiedliwości w 2015 roku komentatorzy bagatelizujący problem nie mówili już o kraju, który nie przestał się rozwijać, gdy światowa gospodarka borykała się z poważnymi problemami, lecz sięgnęli po o wiele starszy stereotyp wyborców dających się kupić politykom oferującym szczodre, nawet jeśli nieprzemyślane programy socjalne. Po kolejnej wygranej PiS w październiku 2019 roku pojawiły się z kolei głosy, że tematyka nierówności ma w istocie dla sukcesu partii rządzącej znaczenie drugorzędne, a trwałe poparcie zapewnia jej granie na głęboko zakorzenionych uprzedzeniach i tradycjonalizmie części społeczeństwa polskiego.

Te powierzchowne narracje zmieniają się w zależności od okoliczności politycznych, ale mają jeden wspólny fundament – ignorowanie lub wypieranie faktu, że utrzymujące się nierówności mają nie tylko negatywne skutki społeczne, ale i polityczne. Poczucie, że dzięki pracy i edukacji nie uda się poprawić swojej sytuacji ekonomicznej, a jakość życia nie ulegnie znaczącej poprawie, to niestety świetna pożywka dla polityków oferujących łatwe, ale pozorne rozwiązania. W efekcie problemy pozostają i spada zaufanie do całego systemu demokratycznego jako narzędzia rozwiązywania realnych problemów, z którymi na co dzień borykają się obywatele.

Nowy raport brytyjskiego think tanku Legatum Institute i grupy finansowej Erste, analizujący poziom dobrobytu w krajach Europy Wschodniej i Środkowej, dostarcza solidnych danych, pozwalających lepiej zrozumieć, dlaczego w naszym regionie utrzymują się niepewność ekonomiczna i poczucie rozczarowania poziomem życia, choć wskaźniki makroekonomiczne rosną. Autorzy dobitnie stwierdzają, że by zrozumieć dobrobyt, trzeba przeanalizować faktyczne warunki, w jakich żyją ludzie i jak te warunki postrzegają.

To szczególnie istotne w naszym regionie, ponieważ punkty odniesienia są w krajach, które doświadczyły po 1989 roku przejścia do demokracji i gospodarki wolnorynkowej, odmienne dla różnych pokoleń. Dla coraz większej grupy punktem odniesienia są kraje Europy Zachodniej, a nie ich własne kraje sprzed przełomu. Dlatego argumenty, że w ciągu ostatnich trzech dekad poprawiła się zamożność czy wydłużyła średnia życia wszystkich obywateli krajów Europy Środkowej i Wschodniej, padają na coraz mniej podatny grunt. Coraz więcej osób jest przekonanych, że poprawa następuje zbyt wolno, a jej tempo jest nierównomierne dla różnych grup społecznych.

Te obawy nie są nieuzasadnione, co dobitnie pokazują przedstawione w raporcie dane na temat osób, które są zagrożone ubóstwem, choć pracują. Fakt, że w Rumunii zagrożonych ubóstwem jest blisko 20% zatrudnionych, a w Polsce ponad 10% (wyraźnie mniej niż w Rumunii, ale nadal powyżej unijnej średniej) świadczy o tym, że wzrost cen produktów i usług pierwszej potrzeby następuje dla niemałej liczby obywateli zbyt szybko w stosunku do wzrostu płac.

Źródło: Central and Eastern Europe Prosperity Report, Legatum Institute i Erste Group.

Raport przynosi też istotne, choć niepokojące dane na temat dostępności i jakość kluczowych usług publicznych, takich jak edukacja i służba zdrowia. Choć liczba osób z wyższym wykształceniem w regionie bardzo wzrosła w porównaniu z sytuacją przed 1989 rokiem, jakość wykształcenia i dostosowanie nauczania do zmieniających się wymogów ekonomicznych i społecznych nie poprawiły się w równie szybkim tempie. W efekcie wzrosła liczba osób formalnie dobrze wykształconych, ale pracujących poniżej swoich aspiracji w kraju lub zagranicą. Widać to wyraźnie po różnicach w odpowiedziach na pytanie, czy absolwenci są przygotowani do rynku pracy – 74% reprezentantów szkół wyższych odpowiedziało twierdząco, wśród absolwentów równie optymistycznych było jedynie 38%, a wśród pracodawców zaledwie 35%.

Sytuacja w służbie zdrowia wyraźnie poprawiła się we wszystkich krajach regionu w porównaniu z sytuacją 30 lat temu. Problem w tym, że tempo zmian na lepsze wyraźnie spowolniło w ostatniej dekadzie. Jak podają autorzy raportu, przez 10 lat satysfakcja z systemu opieki zdrowotnej wzrosła w regionie zaledwie o trzy punkty procentowe i jest obecnie na niskim w porównaniu z krajami Europy Zachodniej poziomie 57%. Nie udało się rozwiązać problemów, które stają się coraz bardziej dotkliwe, takich jak choćby coraz większe nakłady na zdrowie ponoszone przez ubezpieczonych w publicznym systemie pacjentów z własnej kieszeni, co pogarsza dostęp do usług medycznych szczególnie najgorzej sytuowanych osób.

Raport Legatum Insitute i Erste Group przynosi wiele interesujących danych szczegółowych, ale jego zasadnicza wartość leży w tym, że proponuje takie rozumienie dobrobytu, które nie ogranicza się do ogólnych, zgrubnych wskaźników, ale pozwala uchwycić zarówno zmieniające się aspiracje obywateli regionu Europy Środkowej, jak i faktycznie problemy, które hamują wzrost ich faktycznego poziomu życia. Jeśli po 30 latach wolności tylko 15% Środkowoeuropejczyków uważa, że na obecnym poziomie zamożności jest w stanie wygodnie żyć, to najwyższa pora przestać powtarzać, że przecież kiedyś było gorzej, tylko zakasać rękawy.


Copyright © Fundacja Batorego
Drukuj stronę
Do góry