Łukasz Kulesa: Przyszłość kontroli zbrojeń - egzotyczny temat dla Polski?

2018-11-08

Pod koniec października najpierw Prezydent Trump, a następnie jego doradca ds. bezpieczeństwa narodowego John Bolton zapowiedzieli, że USA wycofają się z układu z 1987 r. o całkowitej likwidacji pocisków krótkiego i średniego zasięgu (tzw. INF Treaty). Do wcześniejszych zarzutów o naruszeniu porozumienia przez Rosję, która według danych wywiadu USA zaczęła wprowadzać do swojego uzbrojenia zakazany system rakietowy 9M729, doszedł nowy argument: konieczność reakcji na rozwój potencjału rakietowego Chin.

W Polsce przez wielu zostało przyjęte ze zrozumieniem stanowisko administracji Trumpa, że konieczna jest zdecydowana reakcja na naruszanie układu przez Rosję. Uznano, że skoro Moskwa rozumie tylko język siły, to może najwyższy czas pokazać, że druga strona też może grać ostro. A perspektywa rozmieszczenia rakiet USA pod rosyjską granicą może skłonić Kreml do ustępstw. Co więcej, takie rakiety mogłyby znaleźć się w Polsce. Byłby to „Fort Trump” na sterydach!

Tymczasem w Niemczech i wielu innych państwach europejskich reakcja była odmienna. Układ INF jest tam uważany nie tylko za czynnik stabilizujący bezpieczeństwo europejskie, ale także za symbol odejścia od wyścigu zbrojeń i początek końca zimnej wojny. Wiele państw „starego” NATO pamięta też, że zanim uzgodniono układ INF, trzeba było przejść przez bolesny krysys wokół rozmieszczenia sowieckich i - w odpowiedzi - amerykańskich rakiet w Europie, łącznie z demonstracjami na ulicach miast i blokowaniem przez aktywistów baz NATO. Dla nich decyzja USA to błąd i krok w nieznane.

Dwa tygodnie po deklaracji Trumpa, niemiecki minister spraw zagranicznych Heiko Maas w komentarzu dla Der Spiegel zaproponował szerszą dyskusję na przyszłością systemu kontroli zbrojeń i rozbrojenia z aktywnym udziałem Europy. Stwierdził bowiem, że tylko bronienie „starego”, w tym układu INF, nie ma większego sensu. Co prawda, jego cztery propozycje (np. globalny reżim wymiany informacji o systemach rakietowych, organizacja konferencji o kontroli nad uzbrojenia nowej generacji np. systemach autonomicznych) wyglądają raczej na efekt szybkiej burzy mózgów w niemieckim MSZ niż na przemyślaną inicjatywę. Albo Europa na poważnie wejdzie do gry i wypracuje własne stanowisko, albo pozostanie boiskiem, na którym Rosja i USA rozgrywają swoje mecze.

Co to ma wspólnego z Polską? Kryzys wokół INF może przerodzić się w kolejny spór między starą i nową Europą, z Polską w roli dyżurnego Trumpo-fila, gotowego narazić bezpieczeństwo Europy dla zagwarantowania amerykańskiej obecności na swoim terytorium oraz z Niemcami i Francją w roli zwolenników pokoju i spokoju za wszelką cenę - nawet przymykania oczu na rosyjskie naruszenia. Oczywiście dla Rosji bardzo wygodna jest sytuacja, w której jedność NATO jest zagrożona. Zrobi wszystko, żeby te podziały pogłębić i pewnie spróbuje nawiązać porozumienie ze „zdrowymi siłami” w Zachodniej Europie przeciwko USA, Polsce i innym „awanturnikom”.

Jeżeli nie chcemy dać się rozgrywać Rosji, ani godzić się na wszystkie pomysły Waszyngtonu, warto skorzystać z zaproszenia Heiko Maasa i włączyć się do europejskiej dyskusji na temat kontroli zbrojeń (zaczynając od odpowiedzi na kryzys INF). Polskie podejście, w którym kontrola zbrojeń i rozbrojenie nie są traktowane jako święte krowy, mogłoby idealnie zrównoważyć bardziej idealistyczne (inni powiedzieliby: naiwne) podejście Europy Zachodniej. Uzgodnienie wspólnego stanowiska można zacząć od rozmów w europejskim gronie, w formacie Unii Europejskiej albo najbardziej zainteresowanych państw, na przykład via Trójkąt Weimarski.

W stosunku do INF, takie wspólne, kompromisowe stanowisko mogłoby obejmować np. domaganie się od Rosji pełnego wypełniania postanowień układu, ale też deklarację, że dopóki nie zwiększy się zagrożenie rosyjskimi rakietami średniego zasięgu, państwa europejskie nie będą rozważać rozmieszczania uzbrojenia amerykańskiego tej samej klasy na swoim terytorium (co jest tym łatwiejsze, że Amerykanie dopiero zaczynają prace nad takimi rakietami).

Rakietowy Fort Trump może wydawać się atrakcyjniejszą wizją, ale dużo bardziej sensowne - i realistyczne - jest wypracowywanie wspólnego podejścia do kontroli zbrojeń z europejskimi partnerami.

Łukasz Kulesa jest Dyrektorem Biura Badań European Leadership Network w Londynie.


Copyright © Fundacja Batorego
Drukuj stronę
Do góry