Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz: Obywatel kontra polityk: wyboista droga nie prowadzi w słusznym kierunku

2019-09-27

W czasach monologów, dyskusję uważam, za coś bardzo cennego. Dlatego dziękuję Dominice Wielowieyskiej za polemikę. W moim przekonaniu istotą naszego sporu jest to, jak powinien wyglądać stosunek między politykiem a obywatelami.

Dominika Wielowieyska pisze: „Pełczyńska-Nałęcz kosztowne obietnice Koalicji Obywatelskiej stawia na równi z propozycjami PiS. (…) Rzeczywiście rozmach poli-tyków przeraża, ale nie wrzucałabym wszystkich obietnic do jednego worka z napi-sem: ’Bajki’. Owszem, wszystkiego zrealizować się nie da, ale warto zwrócić uwagę na filozofię, która przyświeca partiom w budowaniu programów socjalnych.” I dalej „PIS proponuje poważne obciążenia przedsiębiorców (…) To niebezpieczna polityka, może mieć fatalne skutki dla gospodarki”. Wreszcie dodaje "Koalicja Obywatelska też chce hojnie wydawać budżetowe pieniądze, ale jednak tym wydatkom towarzyszy inna filozofia. Otóż PO chce je powiązać z zachętą do pracy (…)”.

Zacznijmy od tego: to nie propozycje PiS wobec przedsiębiorców powinny nas nie-pokoić najbardziej, lecz głoszona przez tę partię filozofia ideologicznego państwa autorytarnego. Państwa, w którym obywatel jest klientem w hierarchicznej relacji z politykiem. Owszem, może to być, a tak uznaje PiS, polityk łaskawy, który dzieli się z tymi, którymi rządzi, zwłaszcza jeśli są wobec niego lojalni. Filozofia deklarowana przez KO jest inna i dużo mi bliższa. Obywatel ma być traktowany podmiotowo jako współodpowiedzialny za państwo, pełnoprawny uczestnik procesu decyzyjnego. Problem w tym, że teoria ta pozostaje w sprzeczności z praktyką programu zapre-zentowanego przez Koalicję Obywatelską. W szafowaniu obietnicami bez umiaru, bez wskazywania dylematów i kosztów, ukryte jest założenie, że obywatele nie są wystarczająco dojrzali, by komunikować się z nimi uczciwie. W konsekwencji są traktowani nie jako partnerzy, ale obiekty PR-owskiej manipulacji.

Zawarte w programie zachęty do pracy są koronnym przykładem takiego podejścia. KO obiecuje wyższe płace i świadczenia emerytalne oraz pieniądze na dokształcanie. Deklaruje też, że „jeśli wymarzona praca znajdzie się w innym miejscu Polski, państwo opłaci przeprowadzkę całej rodzinie niezależnie od wieku osoby szukającej nowej pracy”. To wszystko ma się zdarzyć przy obniżonych podatkach, nie-zwiększonych składkach na ZUS i NFZ, na dodatek przy zachowaniu zrównoważo-nego budżetu.

Jednym słowem KO pokazuje przedsiębiorcom i zamożniejszym, że „nic co mają nie zostanie im odebrane”, równocześnie zaś wysyła sygnał do uboższych, że mogą liczyć na solidarne państwo, które za ich pracę, da im wszechstronne wsparcie oraz równy dostęp do jakościowych usług społecznych. Tymczasem prawda jest taka, że państwa solidarnego (z edukacją równych szans, dostępną publiczną służbą zdrowia, wsparciem osób gorzej radzących sobie na runku pracy) nie da się zbudować przy zachowaniu obecnych zasad redystrybucji zasobów, m.in. przy de facto regresywnym systemie podatkowym. Jeśli ubożsi mają otrzymać większe wsparcie to oznacza to, że lepiej sytuowani (w tym bogaty biznes) muszą się w większym, niż dotychczas, stopniu podzielić z resztą społeczeństwa.

Paradoks polega na tym, że PiS - może pokrętnie i nieudolnie - tę kwestie w swoim programie dostrzega. KO udaje zaś, że dylematu nie ma, choć bardzo dobrze wie, że jest to dzisiaj być może jeden z najpoważniejszych wyborów, przed którym stoi polskie państwo i społeczeństwo. Dlatego, kiedy czytam argumentację Wielowieyskiej, a także innych wypowiadających się w podobnym duchu, zaczynają mi niepokojąco pobrzmiewać w uszach słowa Młynarskiego: „Nic, że droga wyboista, ważne, że kierunek słuszny.” Nic, że obiecują gruszki na wierzbie i rzeczy wewnętrznie sprzeczne, ważne, że słuszna filozofia.

Nie, to tak nie działa. Wyboista droga - mamienie obywateli, unikanie odpowiedzi na najważniejsze pytania - nie może poprowadzić nas w słusznym kierunku.


Copyright © Fundacja Batorego
Drukuj stronę
Do góry