Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz: Jak Polska nie reaguje na rosyjskie ingerencje

2019-02-07

W Polsce dominują archaiczne wyobrażenia o dzisiejszych zagrożeniach dla bezpieczeństwa. Większość uwagi poświęca się tradycyjnym wyzwaniom o charakterze militarnym. Cały czas słyszymy o Fort-Trump, amerykańskiej obecności, finansowaniu armii itp. Państwo polskie robi natomiast bardzo niewiele, by przeciwdziałać zagrożeniom „nowej generacji” w cyberprzestrzeni i mediach społecznościowych.

Jest to tym bardziej niepokojące, że konflikt nowej generacji nie jest czymś hipotetycznym, co może zdarzyć się w przyszłości, ale całkowicie realnym, dziejącym się tu i teraz.

Rosji nie można traktować tylko jako imperium militarnego. Jest ona bez wątpienia jedną z największych potęg w cyberprzestrzeni, uzbrojoną technologicznie i dysponującą profesjonalną wiedzą. Towarzyszy temu wola polityczna do tego, by używać tego potencjału agresywnie przeciwko oponentom.

W tym roku czekają nas dwie elekcje. Jest niemal pewne, że będą one obiektem rosyjskiego zainteresowania. Tymczasem Polska porażająco odstaje od bardziej zaawansowanych partnerów europejskich, jeśli chodzi o przeciwdziałanie manipulacjom informacyjnym i cyberagresji. (Więcej o tym w analizie: Polska wobec Rosji: radykalizm bez polityki).

Jeśli naprawdę zależy nam na naszym bezpieczeństwie, trzeba to jak najszybciej zmienić. Na początek należałoby wreszcie powołać obiecaną przez premier Beatę Szydło komórkę do koordynacji zagrożeń w sferze informacyjnej (STRATCOM) oraz mianować osobę odpowiedzialną za współpracę w zakresie przeciwdziałania dezinformacji w ramach UE. Do tego ostatniego Komisja Europejska wezwała państwa członkowskie w grudniu 2018 roku. Takie punkty kontaktowe mają być częścią Systemu Szybkiego Reagowania, który będzie zajmował się przekazywaniem danych o próbach manipulacji, koordynacją wskazywania źródeł dezinformacji i wypracowywaniem odpowiedzi w skali całej Wspólnoty. Polska pozostaje na to wezwanie głucha.


Copyright © Fundacja Batorego
Drukuj stronę
Do góry