Grzegorz Makowski: Korupcyjny Budapeszt w Warszawie

2018-11-22

W Polsce rozkwita afera wokół - wszystko na to wskazuje - korupcyjnej propozycji, którą były już szef Komisji Nadzoru Finansowego złożył bankierowi Leszkowi Czarneckiemu. Tymczasem na Węgrzech, po niemal dekadzie rządów Viktora Orbána gąszcz nadużyć i korupcji przypomina już prawdziwą dżunglę.

Niedawno węgierski oddział Transparency International (Fundacja Batorego jest partnerem Transparency International w Polsce) opublikował „Czarną księgę korupcji na Węgrzech”, która opisuje największe afery z lat 2010-2018. W raporcie sporo miejsca poświęcono nieprawidłowościom przy wydatkowaniu funduszy unijnych, spadającej konkurencyjności i upolitycznieniu zamówień publicznych. Wygląda na to, że dużą część rządowych kontraktów od lat zdobywają firmy powiązane rodzinnie z Orbánem lub wspierające finansowo mniej lub bardziej otwarcie jego partię FIDESZ.

W kręgu podejrzanych znalazł się na przykład István Tiborcz, zięć premiera Węgier i współwłaściciel firmy Elios zajmującej się instalacją oświetlenia drogowego. Dziwnym zbiegiem okoliczności, w krótkim czasie, Elios miał udział w realizacji kilkudziesięciu inwestycji finansowanych ze środków unijnych. Przy tej okazji jego osobisty majątek znacznie się powiększył. Sprawa być może jakoś by przyschła, gdyby nie to, że oświetlenie montowane przez Elios prawie w ogóle nie dawało światła. Zięć Orbána stał się obiektem kpin, ale też słusznego oburzenia. Tamtejsza prokuratura chcąc nie chcąc wszczęła więc śledztwo, ale niedługo potem je umorzyła. To z kolei wzbudziło irytację Komisji Europejskiej. Sprawą marnotrawienia unijnych pieniędzy zajmuje się więc dalej Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF). Jeśli korupcja zostanie stwierdzona, Węgrom grozi odebranie pokaźnej kwoty z funduszy unijnych.

W raporcie węgierskiego TI omówiono ponad dwadzieścia afer – od tajemniczych wydatków przy organizacji pływackich mistrzostw świata w 2017 r., przez niejasne finansowanie kampanii wyborczych polityków związanych FIDESZ-em, których sprawy mimo ewidentnych nieprawidłowości są umarzane przez prokuraturę, aż po zamieszanie wokół osoby niejakiego Andiego Vajny, Węgra i obywatela USA. Dorobił się on majątku na emigracji zajmując się produkcją filmów (m.in. pierwszej części kultowego Rambo) i inwestycjach w kasyna. Orbán powierzył mu funkcję pełnomocnika rządu ds. kinematografii oraz jedyną na Węgrzech koncesję na prowadzenie kasyn i gier hazardowych, a także zwolnienie podatkowe warte miliardy forintów – oficjalnie po to, żeby mógł prowadzić działalność dobroczynną.

Wydarzenia na Węgrzech obserwuje z niepokojem i analizuje nie tylko Transparency International. Na początku tego roku polską premierę miała książka „Węgry. Anatomia państwa mafijnego. Czy taka przyszłość czeka Polskę?” Bálinta Magyara, węgierskiego naukowca i byłego polityka. Stawia on tezę, że Węgry przekształciły się w państwo zarządzane przez szeroko pojętą rodzinę polityczną, której ojcem chrzestnym jest Viktor Orbán. Premier Węgier, zdaniem Magyara, to polityk cyniczny i pragmatyczny. Jego wyłącznym celem jest koncentracja władzy i akumulacja bogactwa nie tylko w rodzinie, ale także w kręgu najbliższych mu polityków i oligarchów.

Jarosław Kaczyński według Magyara także dąży do koncentracji władzy. W odróżnieniu jednak od Orbána jest ideowy. Sęk w tym, że jest też słabszy i bardziej uzależniony nie tylko od swojego otocznia politycznego, ale też od innych graczy na prawej stronie sceny politycznej. Nie ma też własnej rodziny, z którą mógłby tak łatwo dzielić się profitami politycznymi i finansowymi. Póki co o Polsce trudno zatem byłoby mówić w kategoriach „państwa mafijnego”.

Niemniej, ludzie z otoczenia Jarosława Kaczyńskiego nie są już tak ideowi jak on sam. Dowodem na to są chociażby nagrania, które wywołały aferę KNF. „Plan Zdzisława” polegający na doprowadzaniu banków do upadłości i przejmowaniu ich za złotówkę, ujawniony na tych taśmach, do złudzenia przypomina praktyki przejmowania prywatnych firm na Węgrzech przez zaprzyjaźnionych oligarchów lub państwowe spółki. Natomiast polityczni krewni Kaczyńskiego nie mają skrupułów, żeby załatwiać publiczne posady swoim mężom, żonom i dzieciom. Być może zatem „perspektywa Budapesztu w Warszawie”, w tym najgorszym sensie, nie jest tak odległa jak mogłoby się wydawać.

Autor dziękuje za konsultacje Gabrielli Nagy z Transparency International Węgry.


Copyright © Fundacja Batorego
Drukuj stronę
Do góry