Grzegorz Makowski: Indeks Percepcji Korupcji 2018 – europejscy maruderzy i polska równia pochyła

2019-01-29

Dziś ukazała się nowa edycja globalnego Indeksu Percepcji Korupcji Transaprency International (Corruption Perception Index – w skrócie CPI), który po raz pierwszy został opublikowany w 1995 roku. Indeks powstaje na podstawie innych badań – przede wszystkim specjalnych sondaży na próbach ekspertów i analityków specjalizujących się oceną ryzyka politycznego i gospodarczego. Indeks przyjmuje wartość od 0 do 100 punktów, gdzie 0 oznacza, że dany kraj jest postrzegany jako przeżarty korupcją, 100 natomiast oznacza, że jest oceniany jako wolny od korupcji. Od 2012 roku, kiedy gruntownie zmieniono metodologię budowy CPI, jego wyniki są porównywalne w czasie. Dzięki temu można szacować, na ile poszczególne państwa poprawiły lub pogorszyły swój wizerunek ze względu na zdolność do walki z korupcją.

Postrzeganie korupcji na świecie i w Europie

W tegorocznej edycji CPI uwzględniono 180 państw. Ponad dwie trzecie uzyskały oceny niższe niż 50 punktów. Średnia globalna to zaledwie 43 punkty. Tylko 20 państw zdołało trwale poprawić swój wynik w porównaniu do 2012 roku. To pokazuje, jak wiele pozostaje do zrobienia w kwestii walki z korupcją. W najnowszej edycji najgorzej wypada Somalia, Syria i Sudan. Najlepiej natomiast tradycyjnie Dania, Nowa Zelandia i Finlandia.

Kraje Unii Europejskiej wypadają nieco lepiej niż reszta świata. Poza tym, że wśród najlepiej postrzeganych państw znajdują się Dania, Finlandia czy Szwecja, średnia unijna to 66 punktów. Nie znaczy to, że Europa, czy poszczególne państwa Unii Europejskiej, nie mają poważnych problemów z korupcją. Wśród najgorzej ocenianych krajów UE jest Bułgaria (42 punkty), Grecja (45 punktów), czy Węgry (46 punktów). Wszystkie te państwa wypadają nie tylko źle, ale systematycznie przez ostatnich kilka lat pogarszają swoje wyniki. Na przeciętne oceny Europy przekładają się też duże międzynarodowe afery. Co ciekawe, nierzadko ich echa lewie docierają do Polski, choć są w nich obecne także polskie wątki. Przykładem może być skandal określany na zachodzie terminem „Azerbejdżańska pralka” (the Azerbaijani Laundromat), okazuje się bowiem, że część deputowanych Rady Europy (w tym także polskich) była zamieszana w przekupstwo i pranie brudnych pieniędzy. Miało to miejsce w związku z działaniami władz Azerbejdżanu, któremu zależało na przychylności tego zgromadzenia, w kilku dotyczących go kwestiach. Sprawa jest rozwojowa, dochodzenie trwa, w Polsce jednak mało kto ją opisywał.

I choć jednocześnie Unia Europejska podejmuje różne inicjatywy antykorupcyjne, to ich wdrożenie trwa zbyt długo. Przykładem mogą być nowe mechanizmy pomocne w walce z nadużyciami w zamówieniach publicznych, czy powołanie do życia Prokuratury Europejskiej  (w skrócie EPPO, instytucji do której Polska niestety nie przystąpiła – decyzją rządu zjednoczonej prawicy). Inne cenne inicjatywy, jak projekt dyrektywy w sprawie ochrony sygnalistów, mimo wieloletnich, intensywnych zabiegów różnych organizacji antykorupcyjnych z całej Europy, zostały podjęte zbyt późno. Teraz mogą upaść jeśli nie zostają przyjęte przed wyborami do Parlamentu Europejskiego w 2019 roku. Europejska, polityka antykorupcyjna jest więc powolna, chaotyczna i niekonsekwentna, co niestety przekłada się na zachowania poszczególnych państw i ogólnie wynik Unii w CPI, poniżej oczekiwań.

Polska na indeksie

Polska na tym tle wypada przeciętnie. Nasze oceny nie pogarszają się tak drastycznie, jak na przykład Węgier, spadają jednak począwszy od 2015 roku. Sukcesywnie obniżamy się też w rankingu państw. Niektórzy bowiem radzą sobie coraz lepiej, w Polsce tymczasem sytuacja oceniana jest coraz gorzej lub stoimy w miejscu. W najnowszej edycji Indeksu, za rok 2018 uzyskaliśmy 60 punktów, czyli tyle samo co rok wcześniej. Zajęliśmy 36 pozycję wśród wszystkich krajów i jesteśmy na 17 miejscu wśród państw europejskich.

To, że nasze wyniki nie są drastycznie gorsze od tych z poprzedniej edycji CPI, bierze się prawdopodobnie stąd, że póki co do świadomości społecznej i percepcji ekspertów oceniających ryzyka nie przybiły się jeszcze skandale, takiej jak „afera KNF”, która wybuchła pod koniec zeszłego roku. Inne sytuacje, z początku roku, takie jak bulwersujące premie członków rządu i najwyższych urzędników z nadania obozu prawicy prawdopodobnie nie zostały powszechnie zinterpretowane w kategoriach zachowań korupcyjnych i również nie wpłynęły znacznie na ogólną ocenę.

Postępuje jednak uwiąd instytucji publicznych. Pogarszają się standardy państwa prawa. Przykładem tego są zmiany w przepisach dotyczących służby cywilnej, pozwalające na czysto polityczne mianowania na najwyższe stanowiska urzędnicze. Ustawy dotyczące prokuratury czy sądownictwa również pogłębiają polityzację tych newralgicznych dla państwa instytucji. To są przejawy osłabiania państwa. A słabe instytucje to zawsze zaproszenie do korupcji.

Jednocześnie trudno w ogóle mówić o jakiejkolwiek polityce antykorupcyjnej tego rządu. Rządowy Program Przeciwdziałania Korupcji na lata 2018–2020 który przyjęto na początku jest po prostu okroją wersją dokumentu przygotowaną jeszcze za rządów PO-PSL. Projekt ustawy o jawności życia publicznego ogłoszony ponad dwa lata temu przez ministra Mariusza Kamińskiego miał być sztandarową inicjatywą antykorupcyjną tego gabinetu. Okazał się jednak bublem prawnym i nie wzbudził entuzjazmu nawet w samym obozie rządzącym. Ugrzązł na etapie prac rządowych. Projekt ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych za czyny zabronione pod groźbą kary zawiera co prawda pewne rozwiązania antykorupcyjne, jednak ich kształt i restrykcyjność pokazują, że więcej ma wspólnego z dążeniem do zwiększania kontroli nad sektorem prywatnym, niż z walką z korupcją.

Krótko mówiąc stagnacja w kwestii polityki antykorupcyjnej, odzwierciedlona w indeksie CPI z silnym wskazaniem na pogorszenie w przyszłości, jest widoczna. Wyników Polski w kolejnej edycji CPI nie poprawią spektakularne zatrzymania byłych członków obozu zjednoczonej prawicy. To jedynie dowód na to, że PiS w roku wyborczym będzie instrumentalnie traktował kwestię walki z korupcją licząc, że w ten sposób przypodoba się elektoratowi, a przy okazji może pognębi też opozycję.

Ta taktyka jest jednak ryzykowna. Nie tylko nie nabiorą się na nią eksperci oceniający sytuację i dzielący się swoją widzą na potrzeby indeksu percepcji korupcji. Jak pokazują wieloletnie pomiary, percepcja korupcji nie poprawia się wraz z liczbą ujawnianych afer, a wręcz przeciwnie. Nie nabiorą się na nią też i wyborcy. Ci bowiem już przejawiają silny dysonans poznawczy. Z jednej strony widzą z ogromne pieniądze płynące do kieszeni prominentnych przedstawicieli obecnych władz. Z drugiej zaś mało przekonywujące zatrzymania wobec osób, na których tej władzy i tak już nie zależy.

Co więcej, antykorupcyjna krucjata, przy osłabionym, bardziej podatnym na polityzację wymiarze sprawiedliwości, może okazać się kolejnym zagrożeniem dla rządów prawa i demokracji tak mocno podnoszonym przy okazji publikacji tegorocznej edycji CPI. Może okazać się, że szybko cofniemy się do czasów pokazowych spraw i procesów, które znamy z okresu pierwszych rządów PiS. Przypomnijmy – spraw, z których dla polityki antykorupcyjnej wiele nie wynikło, a które już stały się podręcznikowym przykładem naruszania praw człowieka i obywatela w imię rzekomej walki z korupcją – potwierdzonym w wyrokach sądów i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.


Copyright © Fundacja Batorego
Drukuj stronę
Do góry