Edwin Bendyk: Klimat geopolityczny

2018-12-03

Katowice, czyli Paryż 2.0. Nie chodzi w tym przypadku o uznanie transformacji stolicy Górnego Śląska z miasta węgla do miasta kultury, tylko o podkreślenie znaczenia Szczytu klimatycznego ONZ, czyli Konferencji Stron Ramowej Konwencji ONZ ds. Zmian Klimatycznych (UNFCCC) COP24, który wystartował 2 grudnia i potrwa do połowy miesiąca. Głównym celem katowickiego spotkania jest przyjęcie Paris Rulebook, czyli ustaleń dotyczących wdrażania Porozumienia Paryskiego przyjętego w 2015 r. To niezbędne, by Porozumienie weszło w życie w 2020 r.

Znaczenie COP24 wynika jednak nie tylko z harmonogramu globalnego procesu klimatycznego, w który zaangażowanych jest ponad 190 państw-stron Konwencji Klimatycznej. Poważnych argumentów dostarczają naukowcy w publikowanych kolejnych raportach. Najważniejszy, Raport Specjalny Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatycznych (IPCC) opublikowany w październiku nie pozostawia złudzeń. Musimy zrobić wszystko, żeby ustabilizować wzrost temperatury atmosfery na poziomie 1,5 st. C w stosunku do okresu przedprzemysłowego. I możemy to jeszcze zrobić, choć okno technicznych możliwości jest coraz mniejsze.

Co trzeba zrobić? Bagatela, do 2030 r. należy zmniejszyć emisje  gazów cieplarnianych o 45%, a do 2050r. emisje netto powinny osiągnąć zero. Problem w tym, że jak informuje inny raport Emission Gap Report opublikowany na tydzień przed COP24 przez UNEP (Program Środowiskowy ONZ), w wymiarze globalnym emisje ciągle rosną, zamiast maleć i wątpliwe jest, by przy obecnym trendzie nie tylko je zredukować do 2030, ale osiągnąć tzw. peak, czyli maksimum, po którym będzie już tylko lepiej. Co oznaczałoby, że nie tylko 1,5 st. C jako cel stabilizacji temperatury staje się nierealny, ale także 2 st. C wskazywane jako pułap mniej bezpieczny ale jeszcze dopuszczalny.

Tyle wiemy, nie wiemy rzeczy najważniejszej, przed która przestrzegają naukowcy – przy jakiej temperaturze dojdzie do „przestrzelenia” i rozregulowania geoekosystemu w taki sposób, że dalszy wzrost temperatury wymknie się spod kontroli i nie powstrzymają go żadne redukcje emisji gazów cieplarnianych wytwarzanych przez człowieka. Zanim jednak dojdzie do przestrzelenia, i tak będzie niewesoło, o czym z kolei dobitnie przypomniała ocena skutków zmian klimatycznych opracowana przez uczonych amerykańskich.

Donald Trump odparł, że swoim uczonym  nie wierzy, mimo że ich opracowanie ma status dokumentu rządowego. Podobno wiara czyni cuda, na pewno niewiara w naukę czyni szkody. Tym bardziej, gdy Donald Trump zyskał po wyborach w Brazylii ważnego sojusznika. Jair Bolsonaro także nie wierzy w zmiany klimatyczne, czemu dał wyraz wycofując swój kraj z organizacji kolejnego szczytu, COP25. Problemem są jednak nie tylko kwestie wiary Trumpa i Bolsonaro, lecz także politycznego zapału liderów, którzy powagi sytuacji nie kwestionują lecz przed skutecznym działaniem powstrzymuje ich opór materii.

Francja, która uruchomiła cały polityczny i dyplomatyczny kapitał, by w 2015 r. doprowadzić do Porozumienia Paryskiego sama ma problemy z realizacją ambitnej polityki klimatycznej, co było jedną z przyczyn głośnej dymisji ministra transformacji środowiskowej Nicolasa Hulota latem b.r. A próba obciążenia paliwa podatkiem „klimatycznym” doprowadziła do ludowego buntu „żółtych kamizelek”. Podobnie problem z redukcją emisji mają Niemcy, którzy choć prowadzą ambitny program energiewende, to jednak też są fabryką świata, a lobby energetyczno-przemysłowe ma duży wpływ na federalną politykę.

W rezultacie, mimo merytorycznej wagi katowickiego szczytu odbywa się on bez udziału najważniejszych liderów politycznych, co znakomicie obniża rangę wydarzenia. I pokazuje też jednocześnie słabość polskiej dyplomacji, która w przeciwieństwie do Francuzów w 2015 r. nie była w stanie przekonać kluczowych figur światowej polityki do odwiedzenia Katowic. Aktywiści zajmujący się środowiskiem i klimatem dokładają dodatkową krytykę i zarzucają polskim organizatorom COP24 bierność oraz małe ambicje negocjacyjne. Wszak Polska, która zgodnie z oficjalną doktryną i mitologią na węglu stoi nie ma interesu w zbyt szybkiej dekarbonizacji gospodarki.

To wszystko tylko niewielki ułamek problemów składających się na złożoność negocjacji klimatycznych w ramach globalnego procesu klimatycznego. Dochodzą jeszcze sprawy transferu technologii i pomocy finansowej krajom uboższym, polityka rolnicza i leśna, działania adaptacyjne tam, gdzie zmiany klimatu już są przyczyną zjawisk kryzysowych. Bardzo konkretne wyzwanie wyrażone w prostym celu – 1,5 st. C. okazuje się niezwykle złożonym problemem, który nawet jeśli da się rozwiązać technicznie, to jednak rozwiązanie to wymaga uruchomienia woli politycznej i zasobów gospodarczych. A skoro tak, to wymaga także uwzględnienia nie tylko racjonalności technicznej ale także politycznej i geopolitycznej.

Doskonałą ilustracją tej złożoności okazał się oficjalny początek katowickiej konferencji opóźniony o dwie i pół godziny ze względu na Turcję. Kraj ten chce być traktowany jako rozwijający się, co uprawniałoby do ubiegania się o pomoc  zewnętrzną w działąniach na rzecz ochrony klimatu, zgodnie jednak z ustaleniami jeszcze z 1992 r., kiedy negocjowano poprzednie porozumienie Turcja znalazła się w koszyku krajów rozwiniętych. Podczas negocjacji Porozumienia Paryskiego obiecano Turcji specjalne traktowanie, o czym turecka delegacja przypomniała w spektakularny sposób w Katowicach.

Podobnych spektakularnych zwrotów akcji będzie zapewne więcej, wielostronne negocjacje to spektakl przekraczający wyobraźnię twórców najbardziej wyrafinowanych oper. Zwłaszcza że jego stawką nie jest ryzyko zmarnowanego wieczoru, tylko przyszłość. Dlatego ważne, że o jego przebiegu będą decydować także takie propozycje, jak ogłoszona prze Komisję Europejską 28 grudnia wizja transformacji europejskiej gospodarki do neutralnej emisyjnie w 2050 r.

Autorzy dokumentu pokazują w nim, że troska o klimat i to w wersji najbardziej zaawansowanej, zgodnej z celami wskazywanymi przez naukowców (a więc 1,5 st. C) opłaci się podwójnie. Po pierwsze, unikniemy kosztów negatywnych skutków wyższych temperatur. Po drugie, inwestując ok. 300 mld euro rocznie zmienimy gospodarkę odnawiając jej bazę technologiczną i energetyczną o nowe technologie i modele organizacyjne, co zapewni krajom Unii Europejskiej dalszy rozwój i nowe miejsca pracy.

Przed nami dwutygodniowy thriller – doświadczenie podpowiada, że najważniejsze decyzje zapadną już po wyczerpujących nocnych negocjacjach wydłużający ostatni dzień konferencji do świtu, kiedy wszyscy już marzą o tym, by trochę pospać i wrócić do domu.

Zdjęcie: UNFCCC Secretariat


Copyright © Fundacja Batorego
Drukuj stronę
Do góry