Andrzej Rychard: W jakim kraju chcemy żyć?

2019-11-08

PiS próbuje dokonać podziału cywilizacyjnego. W jego wizji wspólnoty istnieje tylko państwo narodowe i rodzina, nie ma niczego pomiędzy. Są jednak inne sposoby definiowana wspólnoty, a polskie społeczeństwo po 30 latach demokracji nie daje się zredukować do prostych dychotomii – przekonuje profesor Andrzej Rychard w wystąpieniu, które otworzyło konferencję forumIdei Fundacji Batorego „W jakim kraju chcemy żyć?”

W jakim kraju chcemy żyć - dlaczego to właśnie pytanie? Ponieważ dotyczy fundamentów naszego funkcjonowania w tu i teraz, ale też w przyszłości. Niekiedy o tym pytaniu zapominamy. Można nawet odnieść wrażenie, że większość z nas w ogóle nie zastanawia się nad tym, w jakim kraju chce żyć, co i jak w nim najlepiej urządzić. A moim zdaniem warto wychodzić poza zastanawianie się nad sposobami dostosowania się do istniejących reguł, a zacząć myśleć o tym, jak te reguły zmieniać. To bowiem jest pytaniem o fundamenty.

Pytanie o to, w jakim kraju chcemy żyć, nie jest też oczywiste. Zawarte w nim słowo „kraj” nie dla wszystkich jest narzucającym się punktem odniesienia. Nie każdy zastanawiając nad tym, gdzie chciałby żyć, odwołuje się do niego. Coraz częściej myśli się o rozmaitego rodzaju społecznościach, związkach i sieciach zależności między ludźmi na poziomie lokalnym czy ponadnarodowym. Kraj jako punkt odniesienia musi konkurować z innymi.

Kolejna trudność w odpowiedzi na to pytanie polega na zawartym implicite założeniu, że istnieją jacyś „my” – my, którzy chcemy żyć w jakimś kraju. To odważne założenie, biorąc pod uwagę stopień polaryzacji na wielu poziomach. Może nieco wyolbrzymiamy te podziały , rysując słynne mapki, gdzie Polska „X” jest w jednym kolorze, a Polska „Y” w innym. Zapominamy o tym, co ustawicznie przywołuje Radosław Markowski, że duża część Polski znajduje się pomiędzy tymi dwoma kolorami. Tym niemniej podział istnieje.

 Kim zatem jesteśmy „my”, którzy chcemy żyć w jakimś kraju? To trudne pytanie. Chodzi o znalezienie elementarnego wspólnego mianownika, który mimo różnic pozwala łączyć. Niektórzy też przekonują – to kolejna trudność w odpowiedzi na tytułowe pytanie – że w zasadzie nie trzeba wskazywać celów, a wystarczy zarysować wyraźne procedury, takie jak praworządność, wolność jednostki czy prawa mniejszości. Tymczasem u podstaw tych procedur są określone wartości. I te wartości są istotne w konstruowaniu tego, co nazywane jest w polskiej debacie narracją czy też opowieścią (są siły polityczne, które je skutecznie budują).

Powstaje także pytanie, czy to ma być jedyna narracja. Jest ono tym ważniejsze, że w Polsce narracja została dobrze pokazana w programie partii rządzącej, na przykład podczas przemówienia szefa tej partii na konwencji w Lublinie 7 września br., gdzie zostały przedstawione „fundamenty aksjologiczne” działań Prawa i Sprawiedliwości, czy też w opublikowanym programie partii. Tym bardziej warto zastanowić się, jakie konsekwencje praktyczne z tak zarysowanego programu mogą wynikać oraz czy jest on jedynym możliwym.

Program PiS-u jest wyrazisty: zgodnie z nim kraj jest widziany wyłącznie w dwóch perspektywach: narodu zjednoczonego w państwie oraz rodziny. W środku nie ma nic. W uderzający sposób to przypomina koncepcję, którą wiele lat temu przedstawił wybitny, nieżyjący już socjolog Stefan Nowak, który pod koniec lat 70. ubiegłego stulecia pisał o próżni socjologicznej, czyli o Polsce zorganizowanej albo we wspólnocie narodowej, albo we wspólnocie grup pierwotnych, głównie rodzin. A w środku była pustka. Wówczas jej powodem był system instytucjonalny, który wypychał ludzi poza swoje granice.

Dla mnie uderzające jest to, że na bazie diagnozy systemu autorytarnego, jaką przygotował Stefan Nowak, buduje się program tego, jak powinno być w systemie – przynajmniej nominalnie – nie autorytarnym, tylko demokratycznym. Ma to być Polska, która opiera się na narodzie zorganizowanym w państwie i na rodzinach. Same rodziny zdefiniowane są w sposób specyficzny i bardzo konserwatywny. W tym programie – zarówno przedstawianym podczas konwencji Prawa i Sprawiedliwości, jak i w formie zapisanej – bardzo rzadko obecny jest „obywatel”. Owszem, wspomina się trochę o obywatelstwie,  ale organizacje pozarządowe jako istotny element systemu  nie istnieją. Zapewne ten „środek” jest pusty tylko tymczasowo. Można sobie wyobrazić, że po pewnym czasie PiS będzie starało się go wypełnić instytucjami kontrolowanymi przez siebie, pełniącymi rolę swoistego „pasa transmisyjnego” dla rozwiązań komunikowanych przez elity (w domyśle: nowe elity) do narodu zrzeszonego w rodzinach. Być może właśnie na poziomie tego „środka” powstanie jakiś system quasi-reprezentacji zróżnicowanych społecznych interesów. Może on przypominać rozwiązania korporatystyczne, gdzie -zgodnie np. z tym, co pisał Schmitter - organizacje reprezentujące interesy społeczne są koncesjonowane i kontrolowane przez państwo, nie mogą też ze sobą konkurować.

Wartości, jakie znalazły się u podstaw tego programu, są wartościami chrześcijańskimi, które mają obowiązywać i być brane pod uwagę nie tylko przez wierzących – została w istocie, choć nie explicite  zarysowana słynna alternatywa obecna w jednym z przemówień Jarosława Kaczyńskiego: albo chrześcijaństwo, albo nihilizm. Kościół ma mieć pozycję wyjątkową.

Jakie są konsekwencje takiego programu? Mamy budować państwo dobrobytu, który nie musi być łączony z jakimikolwiek ważnymi wymaganiami wobec systemu wartości Polaków. Jeśli chcecie, możecie być konserwatywni czy tradycjonalistyczni. Nie będziemy wmuszać w was żadnej politycznej poprawności. Co więcej, została ona w otwarty sposób odrzucona. W programie zostało to wprost napisane, ponieważ polityczna poprawność jest traktowana wyłącznie jako sposób ograniczenia wolności. Zgadzam się, że przy pewnych interpretacjach sformułowanie „polityczna poprawność” mogło budzić kontrowersyjne konkluzje, natomiast generalnie jest to norma przyzwoitości, nawiązująca do porządnego zachowania w polityce i nie tylko.

Tymczasem w programie PiS-u implicite zostało powiedziane: przez 30 lat kazali wam wierzyć, że musicie się zmieniać po to, aby osiągnąć dobrobyt. Do tego, by go zbudować, potrzebne jest społeczeństwo obywatelskie, wartości obywatelskie czy organizacje pozarządowe. My mówimy: odrzucamy konstruktywizm społeczny, nie będziemy tworzyć nowego człowieka. Niech ten człowiek zostanie taki, jaki jest. Nie będziemy od was niczego wymagać.

W gruncie rzeczy jest to program konserwatywnej modernizacji: zmienia się ciało, a dusza ma pozostać tam, gdzie była. Będziemy jeździć elektrycznymi samochodami, ale wartości mogą pozostać takie, jak kiedyś. Przy jednoczesnym założeniu, że one są wciąż wartościami dominującymi w społeczeństwie. To trochę przypomina – być może wyolbrzymiam – model husarza jadącego elektrycznym samochodem.

Czy taki model da się zrealizować? To pytanie otwarte. W moim przekonaniu nie, ponieważ ten „nowy”, „sztucznie skonstruowany” człowiek już istnieje. I wcale nie jest sztucznie skonstruowany, powstał w wyniku zmian ostatniego 30-lecia. On stoi i czeka na jakiś system wartości, który inne środowiska powinny zarysować. Nie jest bowiem tak, że zdecydowana większość Polaków nie przeszła przez ostatnie 30 lat znaczącej ewolucji. Wiele badań socjologicznych i twardych faktów to pokazuje: rosnąca sekularyzacja, poziom wykształcenia, zamożność, silne przywiązanie do Europy. Czy tego politycy chcą, czy nie, te wszystkie zmiany nie tyle tworzą nowego człowieka, co wytwarza strukturalne podstawy do akceptacji programu aksjologicznego innego niż zarysowany przez Prawo i Sprawiedliwość[1].

Nota bene jest w programie i działaniach PiS charakterystyczna niespójność. Partia ta często odwołuje się do wartości kolektywistycznych, do zbiorowości. Natomiast w praktyce tworzy i realizuje program bardzo indywidualistyczny. Masz 500 zł i radź sobie. Nie ma programu reform instytucji, poza ograniczaniem instytucji demokracji. Małgorzata Jacyno powiada, że PiS jest partią „ultraliberalną”. Ja bym to nazwał inaczej: to raczej „antyliberalny indywidualizm”.

W istocie stoimy dziś przed wyborem cywilizacyjnym. Co więcej, taką diagnozę przyjmują też politycy PiS. Patryk Jaki mówi: przyszły parlament będzie areną takiej wojny. Tylko powstaje pytanie: czy wszyscy chcemy żyć w tak wyraźnie zarysowanej cywilizacji? W moim przekonaniu jest ono retoryczne. Polska scena polityczna została zorganizowana w przedziwny i nieco paradoksalny sposób. Z jednej strony mamy prawicę w postaci PSL, lewicę w postaci SLD i koalicjantów, a także centrum w postaci Koalicji Obywatelskiej. Tymczasem PiS po drugiej stronie konstruuje drugą scenę polityczną. O ile między trzema partiami na pierwszej scenie politycznej są różnice polityczne, o tyle pomiędzy nimi trzema a PiS jest różnica cywilizacyjna.

Powinniśmy dziś się zastanowić, jak można definiować tę różnicę. Kiedy zadajemy sobie pytanie, w jakim kraju chcemy żyć, to myślimy o takich wartościach, jak praworządność, dobro wspólne, instytucje europejskie. Nie chodzi nam o definiowanie polskiego patriotyzmu czy polskiej tradycji wyłącznie w kategoriach martyrologicznych, ale też w kategoriach pamiętania o większych bądź mniejszych sukcesach. Na takich podstawach można byłoby budować konkretne rozwiązania, zakorzenione w konkretnych wartościach. Dodałbym tutaj jeszcze samorządność i siłę niezależności obywatelskiej i organizacji pozarządowych. To wszystko, co stanowi środek między narodem a rodzinami.

Przy czym przedstawiając ten inny program aksjologiczny, trzeba rozmawiać o konkretach, takich jak: zdrowie, edukacja, praworządność, transportowa równość w Polsce i zapobieganie wykluczeniu transportowemu. Dobrze jest jednak, by mówiąc o tym poszczególnych sferach, pamiętać, że u ich podłoża leży jakiś zestaw aksjologiczny.

Powróćmy do myślenia o wartościach. Także do mówienia i myślenia o liberalizmie. Został on sprowadzony w ogniu krytyki do swojej karykatury. Oczywiście, ma sporo za uszami, również w Polsce. Jednak liberalizm rozumiany jako pamiętanie o wolności jednostki jest jedną z tych elementarnych wartości.

Nie powinniśmy zatem zapominać o wartościach. Nie może bowiem powstać wrażenie, że w Polsce obowiązuje tylko jedna dominująca aksjologia i nie ma żadnej innej, być może takiej, która potencjalnie może zainteresować sporą część społeczeństwa.


prof. dr hab. Andrzej Rychard – socjolog, dyrektor Instytutu Filozofii i Socjologii PAN. Członek Rady Fundacji im. Stefana Batorego. W latach 1995-2006 wykładowca w Central European University. Członek Polskiego Towarzystwa Socjologicznego i Komitetu Socjologii PAN. Autor i współautor licznych publikacji naukowych na tematy związane z socjologią, polityką i ekonomią.

[1] Andrzej Waśkiewicz stawia w „Kulturze Liberalnej” tezę, że taki model to raczej Izrael, a nie Bawaria, do której rozwiązań  kiedyś odwołał się Jarosław Kaczyński, mówiąc o łączeniu tradycji i modernizacji. Bawaria na pewno nie, ale i nie Izrael chyba. Poza silnym historycznym związkiem z religią od początku swej państwowości, Izrael to nowoczesna demokracja, np. z niezależnym sądownictwem i bez prób zamachu na nie.


Copyright © Fundacja Batorego
Drukuj stronę
Do góry