Cykl debat Fundacji Batorego „Czy Unia Europejska zbawi Polskę” (5 i 26 kwietnia 2004)

Fundacja im. Stefana Batorego




Debaty i Konferencje

Czy Unia Europejska zbawi Polskę?
(wyzwania, szanse i ryzyko)

Cykl debat Fundacji Batorego

W 1989 roku „powrót do Europy” był jednym z najpopularniejszych haseł zarówno w Polsce, jak i w innych krajach Europy Środkowej. Była w nim wola oderwania się, wyswobodzenia spod dominacji sowieckiej i odrzucenie komunistycznego dziedzictwa. Jedni, głosząc to hasło, kładli nacisk na słowo „powrót” – mając na myśli wyidealizowany obraz przeszłości, wspólne dziedzictwo kulturowe i religijne. Inni myśleli przede wszystkim o zamożności Unii Europejskiej, jej stabilności i przestrzeganiu zasad demokracji.

Ostatnie lata, a zwłaszcza ubiegły, 2003 rok, spowodowały zmianę stosunku społeczeństwa, a przede wszystkim części elit, do Unii Europejskiej. Wpływ na tę zmianę miał zapewne długi proces negocjacji naszego przystąpienia do Wspólnoty i nie zawsze widoczny entuzjazm społeczeństw „starej” Unii dla przyjęcia nowych członków. Rolę odgrywała tu też mniejsza hojność krajów zamożnych niż ta, na którą mogły liczyć Hiszpania, Portugalia i Grecja. Na odczucia Polaków nie wpływa wielkość wysiłku ponoszonego przez „starą” Unię w związku z przyjęciem dziesięciu nowych członków, nienajlepsza obecnie koniunktura gospodarcza w Europie, problemy budżetowe wielu państw unijnych. Na większy krytycyzm Polaków wobec Unii wpływa zaostrzenie konfliktów w ramach Unii na tle stosunku do Stanów Zjednoczonych i wojny w Iraku. Nie można zapominać też o konflikcie wokół konstytucji europejskiej. Niemal z dnia na dzień znaleźliśmy się po przeciwnej stronie niż dwa wiodące w Unii kraje: Niemcy i Francja, z którymi dotychczas byliśmy najsilniej związani. Ważnym czynnikiem ochłodzenia entuzjazmu wobec Unii w części polskich elit była narastająca świadomość, że niedostosowanie gospodarek wielu krajów Wspólnoty do wymogów dzisiejszego świata i sama organizacja Unii mogą stanowić przeszkodę w przyśpieszeniu modernizacji Polski. Nie można też zapominać o pewnym niepokoju i obawach żywionych w przededniu 1 maja w związku z naszą samooceną. O pytaniach: czy damy sobie radę w Unii Europejskiej? Czy będziemy potraktowani jako jej pełnoprawni członkowie? Czy napięcia związane z transformacją ustrojową w krajach postkomunistycznych nie spowodują radykalnego zwiększenia wpływu sił populistycznych w Polsce i w Europie, prowadząc do niebezpiecznej destabilizacji i - być może - do zaprzepaszczenia naszych nadziei?

Wszystkie wymienione tu przyczyny powodują, że nastroje towarzyszące wstąpieniu do Unii zmieniły się dramatycznie. Po pogodnej, pełnej optymizmu atmosferze poprzedzającej referendum - mimo trudnej sytuacji wewnętrznej – nastąpił czas wahań, niepewności, momentami niechęci czy wręcz wrogości w stosunku do Unii, a zwłaszcza Niemiec i Francji. W wypowiedziach polityków i publicystów mnożą się oskarżenia pod adresem przyszłych – a przecież i dzisiejszych – partnerów: o egoizm, odmowę solidarności, wolę eksploatacji, chęć zachowania przywilejów starych członków. Mówi się o nieefektywności, protekcjonizmie, paraliżu „zramolałej Europy”, której przeciwstawia się dynamizm gospodarki amerykańskiej. Podejrzliwie patrzy się na wszelkie dyskusje na temat przyśpieszenia integracji grupy krajów wewnątrz Unii. Widzi się tu próbę stworzenia zamkniętego klubu, ponownego zepchnięcia nas do roli biednej, bezsilnej peryferii, z którą nikt się nie liczy. Jednym słowem, w sprawach Unii, do której jutro przystąpimy, panują złe emocje, podejrzliwość, nieufność, pewien defetyzm i - zarazem - wola konfrontacji z jej głównymi członkami.

Ten stan nastrojów i poziom debaty publicznej uważamy za głęboko niepokojący. Od jednej skrajności - idealizowania Europy jako naszej naturalnej, większej ojczyzny – przeszliśmy (a przynajmniej tak myśli duża część elit różnych odcieni politycznych i ideowych) do drugiej skrajności. Naszą większą ojczyzną zdaje się być wielki kraj położony za Atlantykiem. Skutkiem tego myślenia jest także inne głębokie rozczarowanie - drobne problemy w stosunkach wzajemnych z USA wywołują szok.

Dzisiaj trzeba przede wszystkim przywrócić poczucie historycznego znaczenia naszego wstąpienia do Unii. Rozpłynęło się ono bowiem w kramarskich często połajankach, w ideologicznym zacietrzewieniu, w amatorskich kalkulacjach strat i zysków, w fantazjowaniu na temat jakichś utopijnych alternatyw. Trzeba przywrócić równowagę w ocenach korzyści i ewentualnych zagrożeń dla naszych interesów wynikających z przystąpienia do Unii. Trzeba mówić o korzyściach i zagrożeniach na różnych poziomach: szans rozwojowych, ucywilizowania instytucji państwa i prawa, otwartości granic i masowego przypływu kapitału, otwartości Europy dla naszych pracowników (niestety, z dużym opóźnieniem), dla studentów, dla myśli i twórczości. Trzeba rozważyć korzyści płynące z większego bezpieczeństwa na granicach, wzmocnionej ochrony przed bandami, nielegalną imigracją, przed zagrożeniem ekologicznym. Trzeba docenić wagę pomocy w eliminowaniu różnic regionalnych, w restrukturalizacji różnych sektorów gospodarki. Trzeba uwzględnić korzyści płynące z reprezentowania przez Unię naszych interesów w globalnych negocjacjach, w których sami bylibyśmy zbyt słabi (na przykład w dzisiejszym sporze z Rosją). Trzeba też oceniać skalę i ewentualne sposoby przeciwdziałania zagrożeniom wynikającym np. z usztywnienia reguł, z biurokratyzacji, z groźby ograniczenia naszej konkurencyjności czy utraty korzyści związanych z bliskimi, nie zawsze formalnymi związkami gospodarczymi z sąsiadami ze Wschodu.

Celem dwóch dyskusji, które organizujemy z udziałem wybitnych polityków, specjalistów, uczestników życia publicznego, jest spokojne zastanowienie się, w gronie ludzi znających ten temat i wierzących bardziej w moc argumentów niż w siłę emocji, nad różnymi „za” i „przeciw” wejścia do Unii. Jest to konieczne, by w ostatniej chwili, przed znalezieniem się w jednoczącej się Europie, odpowiedzieć sobie na fundamentalne pytanie: dlaczego wstępujemy do Unii Europejskiej?

Pierwsza sesja będzie dotyczyła przede wszystkim wpływu Unii na nasze instytucje pozagospodarcze: na państwo, na prawo i - w konsekwencji - na nasze społeczeństwo. Jak przekazywanie Unii części suwerenności państwowej wpłynie na sposób działania państw członkowskich? Czy funkcjonowanie instytucji unijnych stanowi zagrożenie dla państw narodowych, czy też przeciwnie, będzie sprzyjało ich umocnieniu, uwalniając te państwa od żądań, którym w dzisiejszych czasach nie są już w stanie podołać? Jaki wpływ ma obecnie Unia i jaki będzie miała w przyszłości na kształt prawa i jego stosowanie: na obronę praw obywateli, na gwarancje praw jednostek i mniejszości? Jak prawo europejskie i unijne instytucje będą wymuszać większą sprawność, przejrzystość naszego sądownictwa, policji, administracji etc.?

Druga sesja będzie poświęcona problemom gospodarki. Unia nadal pozostaje przede wszystkim przestrzenią wspólnych reguł w sferze gospodarki, wspólnej waluty, wspólnych uregulowań dotyczących konkurencji, etc. Integracja w tym obszarze jest najdalej posunięta. Podstawowe pytania dotyczyć tu będą naszych szans rozwojowych jako państwa, społeczeństwa, poszczególnych grup i jednostek, w ramach tworzonych przez Unię. Osiągnięty przez Wspólnotę poziom integracji pozwala jedynie na ograniczony postęp w tej dziedzinie. A więc też korzyści, których możemy oczekiwać będą ograniczone. Czy gęsta sieć uregulowań służy naszemu rozwojowi, czy raczej stanowi przeszkodę? Czy integracja pomoże nam w rozwoju infrastruktury, np. w rozbudowie dróg? Czy przystąpienie do Unii daje istotnie większe szanse napływu kapitału?

Mamy świadomości, że pozostawiamy poza obszarem proponowanych dyskusji ważne problemy dotyczące wartości, kultury, tradycji, do których Unia powinna się odwoływać. Pominęliśmy również kwestie bezpieczeństwa zewnętrznego i wewnętrznego Polski. Do obu tych tematów powrócimy w nieco późniejszym terminie.

Aleksander Smolar


Państwo, prawo, społeczeństwo

(dyskusja z udziałem Michała Boniego, Ludwika Dorna, Michała Kleibera, Ewy Łętowskiej, Mirosławy Marody i Marka Safjana, prowadzenie Aleksander Smolar)

Podczas debaty dyskutowano przede wszystkim o systemie prawnym obowiązującym w Unii, a w związku z tym - jak nasze prawo przystosowuje się do prawa, które już za parę tygodni zacznie u nas obowiązywać.

Dyskutanci byli właściwie zgodni: największym problemem nie jest stan naszych przygotowań pod względem dostosowania ustaw czy uchwalania konkretnych aktów prawnych. Nie wiadomo jednak – to wywołało najżywszą dyskusję – czy potrafimy wykorzystać szanse, jakie daje wejście do Unii Europejskiej. Nie potrafimy także stosować prawa. Tutaj potrzebna jest zmiana nastawienia wobec stanowionych norm, ale także umiejętność i wiedza, jak je wykorzystać.

Nawet krytyczny w ocenie korzyści płynących z przystąpienia do Unii Ludwik Dorn z PiS przyznał, że nie tylko unijne normy prawne, ale także lepsze funkcjonowanie jej administracji wymuszą korzystne zmiany także w Polsce.

Sami musimy określić, jakie dziedziny w przejmowaniu unijnych wzorów prawnych i instytucjonalnych są dla nas najważniejsze. Prof. Michał Kleiber, Minister Nauki, zaliczył do nich po pierwsze edukację – unijny system pozwoli nam lepiej zorganizować nasz system kształcenia. Jakość kształcenia młodych ludzi w Polsce należy szybko poprawić, bo inaczej nie będą mogli oni konkurować na rynku unijnym. Wyższy powinien być poziom edukacji, ale zmiany muszą też dotyczyć organizowania - i rozliczania - instytucji zajmujących się działalnością naukową.

Drugą dziedziną, w której należy oczekiwać korzystnych zmian pod wpływem Unii jest, zdaniem wielu uczestników dyskusji, model instytucjonalnego działania państwa – wobec przedsiębiorczości, administracji, obywateli i ich własności. Wiele także zmieni się w dziedzinie infrastruktury, szczególnie teleinformatycznej. Naszym zadaniem jest przygotowanie społeczeństwa, by z nowych możliwości umiało skorzystać.

Prof. Ewa Łętowska twierdzi, że korzystne i odczuwalne dla rozwoju społecznego i gospodarczego będą nawet niewielkie zmiany – Unia już wymaga od naszych producentów czystszego mleka, lepszego mięsa, w najbliższej przyszłości możemy się spodziewać, że lepiej będą działały poczta i urzędy. „- To są niewielkie przykłady, ale i o nich trzeba pamiętać zastanawiając się nad zyskami i stratami.”

„Cudów nie ma - powiedziała prof. Mirosława Marody, nawiązując do tytułu cyklu debat – Unia nas nie zbawi, musimy pracować sami.” Nie wystarczą prawa czy instytucje unijne, zmiany wymaga przede wszystkim nasza mentalność. Musimy się nauczyć rzetelnie konkurować w powiększonej Unii, wyzbyć się strachu, bronić naszej suwerenności i autonomii, bo na takie działania jest także miejsce w ramach Unii. Prawo wspólnoty nie jest przecież tworem brukselskich biurokratów, jest prawem, które ma sprawnie służyć wszystkim. W najbliższym czasie uzyskamy możliwość jego współtworzenia – podkreślał prof. Marek Safjan.

Musimy więc wykorzystać możliwości, nie będziemy odbiorcami norm prawnych, ale ich współtwórcami, będziemy włączeni w proces ich tworzenia. Będziemy wykorzystywać w tym procesie nasze umiejętności i określać potrzeby.

„Dlaczego wiara, że Unia Europejska rozwiąże nasze problemy tak szybko się skończyła?” spytał jeden dyskutantów. I odpowiedział – mieliśmy skrajne oczekiwania, zbyt duże roszczenia. „Unia miała zbawić”. A przecież to my musimy mieć wizję, co chcemy osiągnąć w każdej dziedzinie.


Szanse gospodarcze

(dyskusja z udziałem Leszka Balcerowicza, Henryki Bochniarz, Janusza Lewandowskiego i Dariusza Rosatiego, prowadzenie Aleksander Smolar)

Czy przystąpienie do Unii Europejskiej stwarza dla polskiej gospodarki szanse, czy jest dla niej zagrożeniem? Czy polskie przedsiębiorstwa podołają unijnej konkurencji, czy damy sobie radę na rynku unijnym i jakie z przystąpienia mogą wyniknąć korzyści – dla pracowników, firm, regionów – na takie pytania miała przynieść odpowiedź debata w Fundacji im. Stefana Batorego z udziałem wybitnych specjalistów od gospodarki i rynku: prof. Leszka Balcerowicza, Włodzimierza Grudzińskiego, Dariusza Rosatiego i Jana Winieckiego.

Prowadzący debatę prezes Fundacji im. Batorego, Aleksander Smolar zwrócił uwagę na narastający lęk w związku z coraz bliższym przystąpieniem Polski do Unii. Nie rozważa się w ostatnim czasie jak wielką szansą jest dla nas znalezienie się we wspólnocie, ile możemy osiągnąć dzięki unijnej pomocy. Na plan pierwszy wybija się pytanie – czy damy sobie radę?

Leszek Balcerowicz powiedział, że Unia Europejska ciągle się powiększa. Przystępują do niej nie tylko, tak jak obecnie, kraje biedniejsze, ale przecież także, tak jak przed paroma laty, bogata Austria, Szwecja czy Finlandia. Jak z tego wynika obecność w tej wspólnocie jest ważne dla różnych społeczeństw i gospodarek. Musimy jednak pamiętać, że samo przystąpienie nie daje gwarancji sukcesu. Świadczą o tym przykłady Grecji, czy Irlandii. Oba te kraje w pierwszym okresie po przystąpieniu wcale nie rozwijały się szybciej, pomoc unijna wykorzystywana była nieracjonalnie. „Nie ma takich pieniędzy, których nie można zmarnować” powiedział Balcerowicz. Dopiero wewnętrzne decyzje o przeprowadzeniu niezbędnych reform gospodarczych umożliwiają wykorzystanie szansy, jaką daje przystąpienie do Unii. Możliwości rozwoju jakie stwarza Unia Europejska wynikają przede wszystkim z przyjęcia wspólnych reguł gospodarowania, konieczności ograniczenia subsydiów dla nierentownych przedsiębiorstw, zachowania dyscypliny budżetowej i racjonalizacji wydatków państwa. Kraje unijne są też wiarygodne w skali makroekonomicznej, a to oznacza łatwiejsze pozyskiwanie inwestorów zagranicznych. Bez nich gospodarka nie ruszy - w tej kwestii zgodni byli wszyscy dyskutanci.

Zdaniem Włodzimierza Grudzińskiego, prezesa Banku BISE, drobni przedsiębiorcy i średnie firmy doskonale zdają sobie sprawę z tego jak działać w nowych warunkach, są do zmian przyzwyczajeni i potrafią podjąć decyzje teraz niezbędne: czy działać na rynku lokalnym, czy też jednoczyć się, tworzyć spółki i stawiać czoło wyzwaniom na rynku europejskim. Z całą pewnością nowe warunki zwiększą konkurencję, to zaś jest korzystne, dla konsumentów i dla przedsiębiorstw, przyśpiesza nieuniknione zmiany.

Dariusz Rosati stwierdził, że Unia daje szanse, ale powodzenie zależy jednak od nas samych. Między innymi od tego, czy będziemy mieli dobrze wykształconych, mobilnych pracowników, potrafiących reagować na zmieniającą się sytuację na rynku pracy. Zdaniem Rosatiego musimy wykorzystać fundusze pomocowe do pobudzenia dalszych inwestycji, na przykład budowy dróg i infrastruktury gospodarczej. Jeżeli nie poprawimy warunków inwestowania, to dalej będziemy tracili inwestorów, a właśnie duże inwestycje umożliwiają rozwój całych regionów.

Gospodarka Unii Europejskiej jest zbyt silnie uregulowana, stwarza niekiedy bariery wzrostu gospodarczego. Są wewnątrz Unii kraje, które same łamią obowiązujące zasady, czy też odmawiają ich przyjęcia. Najwięcej uwagi takim zagrożeniom poświęcił profesor Jan Winiecki. Nawiązując do przykładu Grecji, która dostała i zmarnowała olbrzymie dotacje unijne, stwierdził, że obowiązujące w Unii reguły nie tylko nie gwarantują sukcesu, ale mogą opóźnić rozwój. Oznacza to jedno: w Unii Europejskiej Polska i inne wstępujące kraje powinny być aktywnym partnerem i muszą wymuszać zmiany i reformy. Unia jest organizmem, który się zmienia pod wpływem swych członków i sytuacji. Na te zmiany będziemy mieli wpływ, już jako jej członkowie.


Cele Polski, cele Unii

(dyskusja z udziałem Tadeusza Mazowieckiego, Krzysztofa Michalskiego, Zbigniewa Nosowskiego, Wiktora Osiatyńskiego, Sławomira Sierakowskiego, prowadzenie Aleksander Smolar)

Aleksander Smolar na początek postawił pytanie, na ile ważne jest odniesienie do wartości chrześcijańskich w politycznej konstytucji wspólnoty, w której mieszkają przecież ludzie odlegli od chrześcijaństwa czy też wyznawcy innych religii? Czy może powinno być jednak tak, że wspólnota państw Europy tworzona będzie w oparciu o formalne reguły rynku i prawa?

Zdaniem Tadeusza Mazowieckiego Unia, do tej pory zbudowana właśnie na rzecz i wokół współpracy ekonomicznej, w obliczu poszerzenia sama dostrzega potrzebę budowania sojuszu głębszego, sięgającego społeczeństw. Dlatego dyskusja o preambule do Konstytucji Europejskiej, zmuszająca do określenia tożsamości mieszkańców Europy, na przykład wobec globalizacji, musi przywołać i podkreślić wartości, które Europę budowały i jednoczą - chrześcijaństwo, ale także judaizm czy islam. Poszerzenie Unii, a to znaczy zjednoczenie podzielonej Europy, każe także, powiedział Mazowiecki, przywołać doświadczenia dwóch totalitaryzmów, które właśnie w Europie powstały i były dla niej koszmarnym doświadczeniem.

Europejski Traktat Konstytucyjny musi nieść głębsze treści, musi być dokumentem, który będzie podstawą tożsamości obywateli Europy, podkreślił Mazowiecki.

Krzysztof Michalski stwierdził także, że dyskusja o tym, co może być w nowej sytuacji "spoiwem" dla powiększonej Europy, już się toczy - właśnie dlatego, że to co do tej pory jednoczyło Europę Zachodnią: wspólny wróg - Związek Radziecki i zagrożenia komunizmem już nie istnieje. Dyskusja więc o tym, co może być siłą łączącą państwa i narody Europy jest istotna.

Zdaniem Michalskiego jednak odwołanie tylko do wartości nie może być oparciem dla polityki, bo wartości są różne a przede wszystkim nie są polem zainteresowania polityki. Należy je raczej przedstawić jako wspólne, powszechnie akceptowane normy i reguły postępowania.

Dla Zbigniewa Nosowskiego ocena wartości nie różni, ale łączy ludzi i to w dodatku powszechnie. Nie stworzy się żadnej wspólnoty, a szczególnie wspólnoty obywateli, w oparciu o reguły - polemizował z Michalskim. Na normy trzeba przekładać akceptowane szeroko wartości. A poszerzenie Unii to dobra okazja, by dyskusję o wartościach podjąć, bo zrastać się mają dwie części Europy podzielonej przez wiele lat i niosące inne doświadczenia, także z najnowszej historii. Jeżeli Europa ma być wspólnotą obywateli, to obywatele muszą się z nią utożsamiać. Dlatego toczymy spór nie tylko o wizję Europy ale także o wizję człowieka i to pomoże określić pole identyfikacji.

Na początek swego wystąpienia Wiktor Osiatyński przytoczył stwierdzenie jednego z poprzedników: Godność człowieka jest nienaruszalna. W polityce nie ma potrzeby, by dyskutować dlaczego godność człowieka jest nienaruszalna - powiedział - bo odpowiedź może być różna. W polityce wystarczy przyjąć takie stwierdzenie za fakt. Trzeba przyjąć także reguły i normy postępowania, bo to one pozwalają na funkcjonowanie nie tylko państwa ale i społeczeństwa. Powinniśmy mówić o tych regułach, co do których panuje zgoda i jesteśmy w stanie się porozumieć i co do których się zgadzamy. Innym problemem, według Osiatyńskiego, jest kwestia budowy tożsamości europejskiej - czy jest to w ogóle realne ? - pytał. Do tej pory taka tożsamość budowana była przeciw czemuś - dawno temu przeciwko Tatarom a dużo później przeciwko komunizmowi. Czy potrafimy zbudować naszą tożsamość bez przeciwnika? I jak jej poszukiwać, skoro tak różne doświadczenia mają Europejczycy?

Dla Sławomira Sierakowskiego różnorodność Europy, obecna zawsze, jest wartością. Dlatego trzeba tę różnorodność zachować, szanować i poszukiwać tego, co jest w niej wspólne, z czego da się zbudować wspólne wartości i przyszłość. Także tożsamość Europejczyków może być różnorodna.

Problemem dla wszystkich najważniejszym było, jak "tchnąć ducha" w budowaną wspólnotę, jak sprawić, by społeczeństwa poczuły się wspólnotą, jak zaangażować ludzi, by poczuli się częścią ważnej i żywej społeczności, by wszystkie negocjowane dokumenty, były dokumentami istotnymi - dla ludzi.


Problemy bezpieczeństwa

21 listopada, w siedzibie Fundacji Batorego odbyła się kolejna debata z cyklu „Czy UNIA EUROPEJSKA zbawi Polskę?” Dyskutowano o problemach bezpieczeństwa. (dyskusja z udziałem Bolesława Balcerowicza, Adama Podolskiego, Adama Rotfelda i Zbigniewa Siemiątkowskiego)

Problemy związane z bezpieczeństwem rzadko pojawiają się w dyskusji o Unii Europejskiej. Dominuje przekonanie, że od spraw bezpieczeństwa jest NATO. Jest to przekonanie mylne - zwrócił uwagę Aleksander Smolar w swoim wprowadzeniu do debaty. Problemy bezpieczeństwa w dzisiejszym świecie wykraczają daleko poza kwestię ochrony przed możliwą agresją zewnętrzną. To także kwestie bezpieczeństwa wewnętrznego. I w obu tych wymiarach - zarówno wewnętrznym jak i zewnętrznym - członkostwo w Unii powinno naszemu bezpieczeństwu sprzyjać.

Jako pierwszy głos w dyskusji zabrał Bolesław Balcerowicz, prof. Akademii Obrony Narodowej i Instytutu Stosunków Międzynarodowych, generał dywizji w stanie spoczynku. Omawiając trzy elementy, na których budowana jest obecna polska doktryna bezpieczeństwa (uczestnictwo w Sojuszu Północnoatlantyckim w Unii Europejskiej, partnerstwo z USA) zwrócił uwagę na słabości każdego z nich: NATO jest w trakcie przebudowy a przed zwrotem, niezbędnym w nowej sytuacji politycznej, Unia Europejska nie jest wspólnotą bezpieczeństwa ale raczej polityczną, z kolei USA, to sojusznik bardzo odległy geograficznie. Dlatego, aby zapewnić bezpieczeństwo europejskie, Unia, która ma wspólna politykę bezpieczeństwa i obrony, musi mieć jeszcze „instrument militarny”, czyli po prostu siły zbrojne.

Antoni Podolski, współpracownik Centrum Stosunków Międzynarodowych, były podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji i doradca Sejmowej Komisji ds. Kontroli Służb Specjalnych, zwrócił uwagę na to, jak wiele się ostatnio dzieje w dziedzinie zapewnienia bezpieczeństwa w całej, poszerzonej, Unii Europejskiej. Powstały i powstają instytucje współpracy międzynarodowej w tej dziedzinie – jako dobrze już działające wymienił SIS – system wymiany informacji i bazy danych o niebezpieczeństwach, SitCen – centrum zarządzania kryzysowego, odpowiedzialne za operacje wewnętrzne i zewnętrzne UE, a także EUROPOL – instytucje zrzeszającą policje krajów Unii. Wypracowanie mechanizmów współpracy w zapewnieniu bezpieczeństwa w Europie jest, wobec nowych, globalnych zagrożeń niezbędne. I w tym dziele Unia i NATO powinny współpracować, a nie być postrzegane jako konkurenci. Również dlatego, że zagrożeń wewnętrznych i zewnętrznych nie da się rozdzielić – muszą być traktowane łącznie a przeciwdziałanie musi zostać skoordynowane. Atak z 11 września wymusił pewne wspólne działania wszystkich europejskich instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo, ale już 11 marca, po ataku na dworzec kolejowy w Madrycie okazało się, że impet wprowadzania zmian czy mechanizmów obronnych osłabł a niektóre plany pozostały na papierze. Adam Podolski stwierdził, że być może trudności w opracowywaniu europejskich koncepcji bezpieczeństwa wynikają z różnego postrzegania zagrożeń. Trzeba się więc zastanowić wspólnie jak je określamy. Jednak, o ile Unia nas na pewno nie zbawi - nawiązał do tytułu debaty, to już radykalnie przyspieszyła zmiany i wymusza następne.

Adam Rotfeld, podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, określił bezpieczeństwo nie jako stan, ale jako proces. Ten proces wymaga różnego reagowania i określania zagrożeń. Obecnie nie ma już zagrożenia wojną nuklearna między mocarstwami, nie ma też wynikającego z tego zagrożenia strachu, który był elementem stabilizującym sytuację.

Dzisiaj największe jest zagrożenie ze strony państw upadłych i słabych. One nie kontrolują sytuacji wewnętrznej i, choćby z tego powodu, są zagrożeniem dla innych.

Nowe wyzwania dla ochrony bezpieczeństwa swoich obywateli Unia Europejska już określiła: są to terroryzm międzynarodowy, słabość czy niewydolność aparatów państwowych w krajach biednych a także niekontrolowane rozprzestrzenianie broni masowego rażenia.

Nowe zadania stają więc i przed NATO i Unia Europejską i ich rozdział, jest zdaniem Adama Rotfelda niecelowy. I Unia powinna mieć środki działania militarnego i Nato ma znaczenie polityczne. Kluczową jednak kwestia jest dla obu tych partnerów sprawa przywództwa w NATO. Przywództwo Stanów Zjednoczonych zostało zakwestionowane i w tej kwestii musi dojść do wypracowania nowego modelu partnerstwa.

Dla Zbigniewa Siemiątkowskiego, byłego szefa Agencji Wywiadu i posła SLD, korzyści jakie możemy odnieść z członkostwa w Unii dzisiaj są doskonale widoczne na przykładzie Straży Granicznej. W wyniku dużej pomocy finansowej, udziału w szkoleniach, pomocy prawnej – polska Straż Graniczna jest dzisiaj instytucją znakomicie działającą cieszącą się dużym zaufaniem. Także w innych dziedzinach możemy odczuć poprawę stanu naszego bezpieczeństwa, chociaż możliwości międzynarodowej współpracy wywiadów Siemiątkowski ocenił sceptycznie.

Najważniejszą jednak kwestia pozostaje, podkreślił także Siemiątkowski, pozostaje kwestia naszych stosunków ze Stanami Zjednoczonymi, jednym z głównych partnerów w określaniu bezpieczeństwa. Ich przywództwo zostało zakwestionowane nie tylko w Unii ale także w Europie -musimy to rozstrzygnąć, powiedział Siemiątkowski.

Na marginesie debaty pozostały kwestie bezpieczeństwa ekonomicznego, energetycznego czy ekologicznego. Zdaniem uczestników dyskusji, osobna debata na te tematy byłaby pasjonująca.

Copyright © Fundacja Batorego

na początek strony