Cykl debat Fundacji Batorego pt. „Kryzys Państwa i drogi wyjścia”: „Polityka jako podbój” (25 września 2003), „Jak zdemokratyzować demokrację?” (15 grudnia 2003), „Demokracja delegowana - szansa czy zagrożenie dla demokracji?” (22 stycznia 2004)

Fundacja im. Stefana Batorego




Debaty i Konferencje

Kryzys państwa i drogi wyjścia

cykl debat Fundacji Batorego

Polska znajduje się w sytuacji krytycznej. Wzmaga się poczucie kryzysu państwa, kryzysu polityki. Wyrazem tego jest systematycznie narastający negatywny stosunek do przemian ustrojowych po 1989 roku. Niezależnie od stopnia dramatyzmu obecnej sytuacji, nie ulega wątpliwości, że pogłębia się nieufność społeczeństwa wobec elit politycznych, a także w stosunku do autorytetów pozą polityką (prawo, medycyna, nauczyciele, ostatnio nawet dziennikarze).

Obecne poczucie kryzysu ma różne źródła, przede wszystkim tkwią one jednak w sposobie funkcjonowania instytucji państwa, partii politycznych, prawa, w związkach sfery polityki i sfery biznesu, w powiązaniach i napięciach występujących między polityką a mediami. Ważną tu rolę odgrywa stosunek partii i polityków do państwa i społeczeństwa, proces selekcji klasy politycznej, słabość mechanizmów kontroli, którym poddana jest nasza polityka etc.

Dziś najbardziej spektakularnym objawem patologii w sferze polityki i na jej obrzeżach są mnożące się afery korupcyjne, obejmujące najwyższe kręgi władzy, sprzeczne z prawem i dobrymi obyczajami związki polityków z wielkim (i małym) biznesem, jawne manifestacje korupcji osobistej, „sitewnej” czy politycznej - eksploatowanie państwa dla celów partyjnych. Skutkiem jest zatrważająco negatywna ocena klasy politycznej przez społeczeństwo - jako nieuczciwej, niewiarygodnej, dbającej wyłącznie o własne interesy. W oczach obywateli klasa polityczna nie zapewnia poczucia bezpieczeństwa, nie gwarantuje sprawiedliwości porządku politycznego i społecznego, ani też skuteczności w rozwiązywaniu podstawowych problemów kraju. Nie trzeba mówić, że taka sytuacja jest groźna. Tym bardziej, iż Polska stoi wobec poważnych wyzwań wewnętrznych i zewnętrznych, związanych przede wszystkim z przystąpieniem do Unii Europejskiej.

Unia zaś – mimo społecznych nadziei, które ujawniają sondaże - nie załatwi nam naprawy państwa. A są podstawy, by sądzić, ze niesprawność, niekompetencja, korupcja, rozdęcie i słabość naszego państwa staną się podstawowym problemem w procesie naszej integracji z Unią Europejską. Poczucie kryzysu spowodowało w tym roku mobilizację i radykalizację wielu środowisk inteligenckich. Pojawiły się różne hasła i koncepcje naprawy Rzeczpospolitej: postulat zmiany konstytucji, ordynacji wyborczej, czy hasło IV Rzeczpospolitej. Ukazują one bardziej głębię moralnego oburzenia i politycznej niezgody, niż dostarczają odpowiedzi na złożone polskie problemy.

Te parę zdań nie ma służyć za zarys analizy. Ich celem jest uzasadnienie tego, co uzasadnienia nie wymaga: funkcjonowanie naszego państwa, nasza demokracja domagają się wnikliwej i spokojnej analizy. To właśnie proponujemy Państwu rozpoczynając serię debat na temat rożnych aspektów problematyki ujętej w nazwie tego cyklu: „Kryzys państwa i drogi wyjścia”. Zgodnie z naszą tradycją pragniemy, aby te dyskusje były miejscem spotkań i wymiany myśli polityków rożnych orientacji, ludzi nauki i nauczycieli, dziennikarzy i ludzi biznesu, po prostu tych, którzy podzielają nasz niepokój i nasze przekonanie, że debata obywatelska jest warunkiem wstępnym opisania rzeczywistego stanu kraju i znalezienia odpowiedzi dla wyzwań, wobec których stajemy.

Media a Demokracja

Dyskusję rozpoczął Aleksander Smolar: W sytuacji poważnej słabości władzy ustawodawczej, wykonawczej, sądowniczej w naszym kraju, media odgrywają olbrzymią rolę w dochodzeniu prawdy o funkcjonowaniu sfery polityki i instytucji państwa zasadniczą Należy wobec tego zastanowić się jaki jest bilans ich dokonań i odpowiedzieć na inne poważne pytania. Na przykład:

Czy media nie ulęgają manipulacji ze strony środowisk politycznych, służb specjalnych czy lobbinowych? Czy maja ambicje wpływania na proces polityczny albo nawet na instytucjonalny kształt demokracji w naszym kraju - promując pewne koncepcje, osobistości polityczne lub partie? Czy nie sprzyjają wzrostowi populizmu w polityce?

Jerzy Baczyński, red. naczelny Polityki, najwięcej uwagi poświęcił problemom na rynku mediów i porównał je do tych, z którymi boryka się świat polityki. Media, powiedział, podobnie jak politycy podlegają wyborom: czytelnik kupi gazetę albo nie, obejrzy ten program albo inny. Dlatego też środki przekazu tak samo walczą o odbiorcę jak politycy o głos. To jest przyczyną „tabloizydacji” rynku – media są coraz płytsze, informacja szybsza, ale bardziej skrótowa i powierzchowna, bo takiej oczekuje większość czytelników. Ponieważ, tak jak politycy mają swoje rankingi, tak wydawcy mają „słupki sprzedaży” dlatego często informują nie o tym co ważne, nie szukają głębszych przyczyn opisywanych zjawisk, tylko zajmują się tym, co zainteresuje czytelnika. Media są aroganckie – prowadzą mniej lub bardziej rzetelne śledztwa, wydają wyroki, w dodatku wyroki te potem egzekwują. Do pomyłek nikt się nie chce przyznać, próby nazwania nierzetelności określa się mianem „nagonką na wolne media”. Ogłupiamy więc, działając na emocje podniecamy, oszukujemy. Musimy poszukać instrumentów, które pozwolą nam zwalczyć patologie, zakończył Baczyński.

Głos prezesa telewizji publicznej Jana Dworaka był bardziej optymistyczny. Nastąpiła olbrzymia zmiana, stwierdził. Politycy dzisiaj nie wywierają wpływu na to co i jak relacjonuje telewizja a jeżeli próbują, to w sposób bardzo zawoalowany – i to jest dobry znak. Na ważne pytanie, czy media są siłą konstruktywną w demokracji, trudno odpowiedzieć, bo nie jest jasne, czy media taka siłą być powinny, stwierdził Dworak. Czy są od stawiania pytań, czy dawania odpowiedzi? Czy media maja zaspakajać prostą ciekawość, czy też utrzymywać wysokie standardy informowania o różnorodności zjawisk?

Helena Łuczywo z Gazety Wyborczej, choć przychyliła się do oceny, że media generalnie wygrały batalię o niezależność, także mówiła o zagrożeniach i nieprawidłowościach. Przywołując ocenę red. Baczyńskiego, do zjawisk niebezpiecznych zaliczyła jeszcze wojnę jaką media toczą między sobą i częste niszczenie przez władze lokalne niezależnych niewielkich gazet. Brak także mediom autorytetów, jakimi niedawno byli na przykład Jerzy Giedroyć czy Jerzy Turowicz.

Redaktor Jan Skórzyński z Rzeczpospolitej zgodził się, że olbrzymi wpływ na to, o czym dzisiaj się informuje ma marketing i „sprzedawalność” tematów. Chociaż prasa generalnie wywalczyła niezależność polityczną, problemem staje się niezależność ekonomiczna. Nie można również odwracać się od czytelnika, trzeba do niego dostosowywać i treść i poziom przekazu. Mimo tych trudności, toczy się ważna debata między ważnymi dziennikami, prowadzone są istotne polemiki, prezentowane są różnorodne poglądy i to jest dobrze, na tym polega pluralizm, stwierdził Skórzyński.

Jak naprawić politykę?

Debata w Fundacji Batorego z udziałem Marka Borowskiego, Jacka Kurczewskiego, Radosława Markowskiego, Donalda Tuska, Jacka Żakowskiego. Prowadzenie Aleksander Smolar.

Negatywna ocena nie tylko do klasy politycznej ale także procedur demokratycznych stwarza obecnie w Polsce sytuację bardzo niebezpieczną i bardzo pilna jest w tej dziedzinie potrzeba przeciwdziałania – powiedział Aleksander Smolar w wystąpieniu rozpoczynającym dyskusję.

W tej sytuacji należy przedyskutować następujące kwestie:

  • Określenie granic polityki - jakie powinny one być, by nie odbierać obywatelom prawa głosu i nie ograniczać wolności, bo to paraliżuje ludzką kreatywność ?
  • Funkcjonowanie sfery podstawowych instytucji państwa – jak zapewnić ich efektywność, przejrzystość i konieczna kontrolę nad nimi ?
  • Mechanizmy selekcji partii i polityków – jaka powinna być ordynacja wyborcza ?
  • Normalizacja mapy politycznej – czy ciągle jeszcze jesteśmy w okresie dominacji nomadów czy koczowników, czy też możemy spodziewać się pewnej stabilizacji polityków i partii.

Jacek Kurczewski, zgadzając się, że szerzące się partyjniactwo, korupcja, populizm wymagają zwalczania przestrzegał jednak przed poszukiwaniem łatwych recept na uzdrowienie sytuacji, bo takie z reguły nie okazują się skuteczne a rodzą inne problemy. Zaliczył do nich mocno dyskutowane postulaty zmiany ordynacji wyborczej i wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych, czy likwidacji senatu, czyli propozycje, które Platforma Obywatelska włączyła do swojego programu. Jego zdaniem zagrożenia, które rodzi taka zamiana, na przykład problem braku reprezentacji znacznej części społeczeństwa w parlamencie, marginalizacja mniejszości, są większe niż ewentualne korzyści w przyszłości. Zdaniem Kurczewskiego, wzorem większości krajów europejskich, w wyborach parlamentarnych przyjąć należy ordynację mieszaną. Niezbędne jednak są inne działania dla polepszenia funkcjonowania państwa: Sfera polityki powinna być podzielona na lokalną i krajową, a partyjność wyborów dopuszczalne jest dopiero od szczebla wojewódzkiego. Olbrzymie znaczenie dla oceny działania państwa ma profesjonalizm urzędników samorządowych i służby cywilnej. Niezbędny jest nadzór nad partiami politycznymi, ciałem kontrolnym mogłaby stać się na przykład Krajowa Komisja Wyborcza. Także politycy powinni podlegać kontroli i nadzorowi – czy to przez sądy czy też może Trybunał Stanu. Większe zaangażowanie obywateli w życie publiczne czy polityczne można osiągnąć wykorzystując referendum obywatelskie dla rozstrzygania ważnych. Wreszcie, zakończył Kurczewski, w tak biednym kraju jak nasz, wynagrodzenie urzędników państwowych trzeba ograniczyć, mogłaby to być na przykład pięciokrotność średniego wynagrodzenia krajowego.

W opinii Radosława Markowskiego w Polsce nie istnieje nauka czy myśl polityczno - społeczna na liczącym się poziomie. Aby instytucje demokratyczne funkcjonowały dobrze, niezbędna jest refleksja prowadzona w instytutach naukowych. Tam można określić długofalowe cele i zadania polityki. Ani politycy ani dziennikarze nie opanowali języka refleksji politycznej, dlatego nie potrafią postawić sobie jasnych pytań. Wynika stąd chaos i brak spójnej wizji politycznej czy społecznej, refleksji nad tym jakie państwo chcemy zbudować, jakie cele społeczne chcemy realizować, i to nie w perspektywie najbliższych wyborów ale znacznie dłuższej. Z braku wizji i umiejętności określenia realnych celów biorą się hasła i postulaty populistyczne. Nie tylko społeczeństwo ale także klasa polityczna nie potrafi ocenić, co jest w polityce i w demokracji realne i możliwe a co nie.

Dla Jacka Żakowskiego wiara w to, że naprawa instytucji czy w ogóle jakakolwiek instytucja może przynieść rozwiązanie problemów z jakością klasy politycznej jest złudna. Bo odpowiedź na pytanie co może zrobić polityk, Sejm, czy rząd dla odbudowania zaufania do polityki jest prosta – zachowywać się przyzwoicie. Jądro kryzysu nie tkwi przecież w instytucjach ale w kulturze i obyczaju. Nawet niezłe instytucje są deprawowane, panuje powszechne przekonanie, że polityk może wymusić, urzędnik musi ulec jego presji. Ostatnio, powiedział Żakowski, świeżo powołany minister sprawiedliwości, Kalwas, tuż po złożeniu przysięgi, wydał swoja pierwszą decyzję – powołał do Prokuratury Krajowej poprzedniego ministra i tym zapewnił mu dalszą ochronę immunitetu przed grożącą odpowiedzialnością karną. To była jego pierwsza decyzja, podkreślił Żakowski. I w obliczu tego skandalu milczy i Premier i Prezydent. Czyny najlepiej weryfikują deklaracje polityków o chęci zachowania uczciwości i przyzwoitości w sprawowaniu urzędu.

Marek Borowski widzi szanse na wydobycie się z kryzysu. Niezbędne jest jednak współdziałanie tych partii, które rzeczywiście chcą państwo naprawić. Zdaniem Borowskiego współpracować w tym dziele powinny: Platforma Obywatelska, Prawo i Sprawiedliwość i Socjaldemokracja Polska. Partie te nie powinny „się ścigać” ale porozumieć. Zdaniem Borowskiego istnieją mechanizmy i instytucje, które mogą wymóc działanie przejrzyste i uczciwe, trzeba je tylko konsekwentnie wykorzystywać i wzmacniać: zmiana zasad naboru urzędników do Służby Cywilnej, ograniczenie przywilejów polityków, odpolitycznienie tysięcy stanowisk w państwie i pozbawienie polityków wpływu na ich obsadę.

W opinii Donalda Tuska, w Polsce klasa polityczna cieszy się najgorszą oceną ze wszystkich krajów europejskich. I jest to ocena uzasadniona. Ludzie odwracają się od polityki a wśród polityków brakuje takich z osobowością i wizją, którzy potrafiliby do tej wizji przekonać wyborców i zachęcić do uczestnictwa w polityce. Zmienić tę sytuacje może właśnie zmiana ordynacji wyborczej, kiedy ludzie będą głosowali na konkretnego człowieka. Ale potrzeba zmian i to zasadniczych, znacznie dalej idących, jest bardzo silna, podkreślił Tusk. Musimy dyskutować o zmianie Konstytucji, bo przecież szukać trzeba nowych sposobów działania politycznego. Ludzie muszą mieć również poczucie przełomu, że coś robimy, by odciąć się od dzisiejszej praktyki.

Demokracja delegowana - szansa czy zagrożenie dla demokracji?

W namyśle nad dzisiejszą demokracją liberalną znaczenie mają kwestie reprezentacji, zasady podziału i równoważenia władz, mechanizmy skutecznej kontroli nad instytucjami i ludźmi sprawującymi władzę oraz mechanizmy podejmowania decyzji. Istotną rolę odgrywa cały system zabezpieczeń przed groźbą tyranii większości.

Na pytanie o sposoby przeciwdziałania patologii demokracji padają zazwyczaj cztery typy odpowiedzi. Pierwsza - sugeruje zmianę pewnych reguł demokracji, np. ordynacji wyborczej, aby zapewnić lepszą reprezentatywność i odpowiedzialność polityków. Druga - widzi poprawę demokracji w jej pogłębieniu. Więcej demokracji ma być odpowiedzią na problemy z demokracją. Sugeruje się np. eliminowanie wyborów pośrednich, ograniczenie roli elit, radykalną decentralizację, mnożenie organów wybieralnych. Trzecia tendencja szuka rozwiązania w ograniczeniu demokracji, np. w silnej prezydenturze, w poszerzeniu kompetencji władzy wykonawczej, osłabieniu możliwości jej odwoływania.

Wreszcie czwarta odpowiedź - która stanowi przedmiot obecnego naszego zainteresowania - widzi rozwiązanie w tym, co amerykański autor, Fareed Zakaria, nazywa demokracją delegowaną: w tworzeniu instytucji, które choć powstały w wyniku procesu demokratycznego w swoich działaniach są od niego izolowane, immunizowane od gry politycznej, od negatywnych stron procesu demokratycznego, podporządkowane wyłącznie celom i zadaniom sobie właściwym, ustalonym w konstytucyjnym akcie ich powołania do życia. Ich mnożenie w ostatnich dziesięcioleciach wynika z przekonania, że skuteczne działanie demokracji wymaga rygorystycznego wyznaczenia granic dla procesu demokratycznego, wyłączenia pewnych ważnych sfer życia zbiorowego z bieżącej walki politycznej. Takich instytucji, mających konstytucyjne umocowanie w Polsce, ale posiadających swe odpowiedniki w innych krajach demokracji liberalnej, jest kilka: Trybunał Konstytucyjny, Rada Polityki Pieniężnej, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji.

Problem delegowania pewnych obszarów demokracji budzi jednak, również w Polsce, liczne wątpliwości. Zarówno natury filozoficznej - co do samych zasad demokracji i jej ograniczeń - jak i praktycznej: jeżeli chodzi o skutki działania instytucji nie podporządkowanych na co dzień "woli ludu" wyrażonej przez parlament.

Pragniemy w naszej debacie podjąć temat "demokracji delegowanej", instytucji które są tego wyrazem z punktu widzenia teorii i praktyki demokracji, wykraczając poza bieżące spory o aktualnym stanie tych instytucji w Polsce. Aleksander Smolar

W dyskusji 22 stycznia 2004 udział wzięli: Leszek Balcerowicz, Marcin Król, Mirosław Wyrzykowski i Andrzej Zoll. Dyskusję prowadził Aleksander Smolar.

Debata „Jak zdemokratyzować demokrację?”

Tytułowe pytanie sugeruje, że demokracja to cecha stopniowalna: może być jej więcej lub mniej, może być bardziej lub mniej autentyczna. Można też dopatrzeć się w nim krytyki demokracji takiej, jaka istnieje w III Rzeczpospolitej oraz postulatu, by uczynić ją bardziej demokratyczną. Niekoniecznie trzeba podzielać negatywną diagnozę polskiej demokracji (ja jej w pełni nie podzielam), by próbować odpowiedzieć na pytanie, co można zrobić, aby uczynić demokrację lepszym sposobem organizacji życia politycznego w Polsce. Temu właśnie ma służyć druga już z serii debat Fundacji Stefana Batorego.

Ponieważ pojęcie demokracji ma kompleksowy, wieloaspektowy charakter, odpowiedź na tytułowe pytanie zależeć będzie od jego rozumienia. Jeśli, po pierwsze, demokrację rozumie się jako zbiór procedur i instytucji - powszechne prawo wyborcze, okresowe, równe, wolne i uczciwe wybory, prawo do konkurowania o głosy wyborców w warunkach wolności słowa, istnienia alternatywnych źródeł informacji, wolności zrzeszania się - to trzeba zanalizować, czy w Polsce istnieją odpowiednie instytucje i faktycznie funkcjonują odpowiednie procedury. Dalej, czy owe instytucje i czy procedury wystarczają, by partycypacja w wyborach nie miała rytualnego charakteru, wybory były rzeczywiście konkurencyjne, a wybrani (posłowie, a poprzez nich i rząd) byli jakoś kontrolowani i odpowiedzialni przed wyborcami.

W tym nurcie rozważań i krytyk mieści się głośna propozycja zmiany ordynacji wyborczej: partyjne listy i wielomandatowe okręgi wyborcze miałyby zostać zastąpione przez bardziej jakoby demokratyczne okręgi jednomandatowe i indywidualnych kandydatów.

Po drugie, jeśli demokrację rozumie się jako bezpośrednie uczestniczenie obywateli w debacie politycznej i podejmowaniu decyzji, to trzeba zanalizować, czy obywatele mają takie możliwości, czy z nich korzystają oraz co można by zrobić, by rozszerzyć formalne prawa obywateli i ich faktyczną partycypację w polityce. We współczesnych, dużych i bardzo złożonych systemach politycznych nie jest to łatwe.

Każda demokracja jest w pewnym stopniu partycypacyjna - obywatele uczestniczą wszak w wyborach. To jednak nie wystarcza, chodzi bowiem o jak najszerszy zakres i różnorodne formy tego uczestnictwa: referenda na poziomie krajowym, samorząd lokalny, włączenie w proces samo-rządzenia nowych dziedzin, np. stosunków w miejscu pracy (demokracja przemysłowa), a nawet teledemokrację. Wyobraźmy sobie, że każde gospodarstwo domowe zostałoby wyposażone w urządzenia pozwalające nie tylko na głosowanie projektów legislacyjnych, ale także na udział - poprzez system poczty elektronicznej i telekonferencji - w dyskusjach: zadawanie pytań, wyrażanie własnego zdania, porozumiewanie się głosujących... Tylko czy wyborcy są dostatecznie zainteresowani sprawami publicznymi, motywowani, by dowiadywać się o problemach i możliwościach ich rozwiązania, by wyrabiać sobie własne zdanie, by głosować?

Wreszcie, po trzecie, demokracja bywa rozumiana w sposób bardziej substancjalny - jako dobro wspólne: bardziej demokratyczny byłby, wedle tego rozumienia, ten system polityczny, który w większym stopniu dobro wspólne realizuje. Choć wydaje się to niemal oczywiste, to niektórzy teoretycy odrzucają takie rozumienie demokracji (np. Schumpeter twierdził, że nie istnieje dobro, na które wszyscy by się zgodzili). Gdyby jednak przyjąć, że dobro wspólne istnieje, to już jego określenie okazuje się problematyczne. Współczesne społeczeństwa są zbyt duże, zróżnicowane i złożone, by można było znaleźć dobro podzielane przez wszystkich. A nawet gdyby wskazać dobra takie, jak pokój, porządek, sprawiedliwość czy zamożność, to w polityce nie mogą one pełnić roli kryteriów, bowiem różne są ich interpretacje, zaś ich jednoczesna realizacja nie jest możliwa, prowadzi bowiem do sprzecznych polityk.

To właśnie rozumienie demokracji jako dobra wspólnego i osąd, że III Rzeczpospolita o to dobro nie dba, zaowocowało ostatnio emocjonalną dyskusją. W tym nurcie rozważań mieszczą się oskarżenia elit politycznych o korupcję, kumoterstwo i klientelizm. O to, słowem, że swoje prywatne lub grupowe interesy stawiają ponad dobro wspólne, jakkolwiek niełatwe byłoby ono do zdefiniowania.

Powstrzymuję się tu od wyrażania własnych opinii - nie na tym, w moim pojęciu, polega wprowadzenie do dyskusji. Na koniec pozwolę sobie przywołać wyniki badań socjologicznych, by oddać głos społeczeństwu. Otóż ponad wszelką wątpliwość stwierdzić można, że demokracja wraz z jej procedurami jest rozumiana i doceniana - szczególnie doceniane są wybory i wolność słowa. Także elementy demokracji partycypacyjnej - referendum, samorząd - cieszą się dużym uznaniem. Jeśli mimo to w wyborach na poziomie krajowym lub samorządowym czy w referendach partycypacja jest niska, to powodem tego nie jest niedocenianie demokracji. Raczej rozczarowanie, jakie przynosi substancjalne rozumienie demokracji - społecznie cenione są zwłaszcza równość i sprawiedliwość społeczna oraz uczciwość polityków. Jeśli więc ktoś rozumie demokrację jako ustrój “dostarczający” tych konkretnych “dóbr”, to będzie rozczarowany. Wydaje się, że to, co odstręcza od demokracji takiej, jaka istnieje w III Rzeczpospolitej i od aktywnego udziału w niej, to nie ułomności demokratycznego systemu, ale bieżąca polityka, funkcjonowanie podstawowych instytucji politycznych, partii i polityków.

Mirosława Grabowska

Debata „Polityka jako podbój”

Można nadać różne – nie wykluczające się zresztą - znaczenia opisywanemu tutaj typowi polityki. Polityka jest zawsze przestrzenią konfrontacji idei, partii, polityków. Jest obszarem walki, której reguły i granice powinny być określone normami prawa, dobrym obyczajem i zdrowym rozsądkiem, tak aby zminimalizować negatywne efekty walki i zachować dobre strony konkurencji idei, formacji politycznych i ludzi.

Polityka jako podbój to typ działalności publicznej, który – niezależnie od subiektywnych przekonań – uprzewilejowuje interesy indywidualne, grupowe czy partyjne kosztem całości społeczeństwa. Mieszczą się tu zarówno postawy i zachowania kryminalne, jak i zachowania jedynie moralnie naganne, czy nawet rozpowszechnione i uznawane za normalne wzory uprawiania polityki.

Polityka jako podbój to traktowanie państwa, czy choćby gminy, jako łupu, z którego przez czas pewien można korzystać. Jest to więc również polityka z natury swojej krótkowzroczna, obliczona na szybkie gratyfikacje.

Polityka jako podbój to polityka zaboru, upolitycznienia administracji rządowej i samorządowej, kontrolowanych przez państwo obszarów gospodarki, mediów publicznych, to masowe wymienianie wraz z wyborami ludzi spoza polityki, tych którzy zarządzają, administrują różnymi obszarami życia publicznego - po to, by dominowali „nasi”.

Polityka jako podbój to również gotowość sięgania po wszelkie środki dla skompromitowania przeciwników, dla ich nie tylko politycznego, ale również moralnego i intelektualnego zdyskredytowania.

Polityka jako podbój w skrajnych przypadkach, chociaż wcale nie rzadkich w dzisiejszej Polsce, to korupcja, liczne afery, prywatyzacja władzy – wielkiej czy małej - w sposób podlegający kodeksowi karnemu.

Pragniemy z Państwa udziałem zastanowić się nad polskim modelem polityki, nad jego granicami i regułami gry, które sprzyjają nieefektywności, patologiom, utracie prawomocności w oczach społeczeństwa. Chcemy rozmawiać o tym, co robić z katastrofalnymi skutkami zawłaszczania państwa, z sytuacją, która niszczy demokratyczną politykę, podważając do niej zaufanie, a więc również szansę jej skuteczności.

Aleksander Smolar

 

25 września 2003 dyskusją Polityka jako podbój rozpoczęliśmy cykl debat Fundacji Batorego Kryzys państwa i drogi wyjścia. W debacie udział wzięli politycy i komentatorzy życia publicznego: Andrzej Celiński, Janusz Lewandowski, Andrzej Rychard, Kazimierz Michał Ujazdowski oraz Jacek Żakowski. Dyskusję prowadził Aleksander Smolar.

Copyright © Fundacja Batorego

na początek strony